Więcej o moich kamuflażach / More about my camo patterns:
http://jeremak.blogspot.com/2014/10/more-camo.html

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą smock. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą smock. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 24 listopada 2013

Łączenie kamuflaży w airsofcie: kilka propozycji

 Więcej o moich nowych wzorach maskowania/more about my new camo patterns: http://jeremak.blogspot.com/2014/10/more-camo.html
W powiązaniu z poprzednim postem Ile powinno się mieć wzorów kamuflaży, w którym przedstawiłem wyidealizowany system wyposażenia oparty o pewną "rodzinę" wzorów maskujących, postanowiłem przedstawić kilka podobnych zestawów, które byłby w stanie "osiągnąć" airsoftowiec. Nie będę się zbytnio zagłębiał w koszta. Bo rozumiem że jak kogoś stać na coś więcej niż jedna bluza i spodnie, to bardzo prawdopodobne, że jest gotowy regularnie "przepalać hajs" na swoje hobby. Zestawy będą dopasowane do polskich krajobrazów i oparte na rzeczach które są, albo bywają w miarę dostępne na rynku. Kolejne założenie jest takie, że poszczególne elementy w różnych kamuflażach, np. górę i spodnie można ze sobą łączyć, tworząc "dwubarwną" sylwetkę. Jeśli zrobi się to dobrze, może to nawet poprawić efekt maskowania.

Wariant "MTP": Jest to "suchsza" wersja zestawu opartego na szpeju brytyjskim. W "okresie zielonym". Taki zestaw można by wybrać w założeniu że w naszej okolicy wiosną i latem lasy są intensywnie zielone i cieniste, ale za to już przez resztę roku i w pozostałych krajobrazach lepiej sprawdzałby się bardziej beżowy MTP. W skład takiego zestawu wchodziłyby:
- Koszula i spodnie lightweight w DPM na wiosnę i lato
- UBACS w MTP (bo nie ma powszechnie dostępnych Combat Shirtów w DPM)
- Smock, spodnie windproof lub temperate w MTP
- Kurtka MVP w dowolnym kamuflażu (DDPM, DPM, MTP), ponieważ najnowsza kurtka membranowa z systemu PCS w kamuflażu MTP... nie ma kaptura.
Oporządzenie: w kamuflażu DPM, o ile uznalibyśmy że nasza okolica jest na tyle sucha że sprawdzi się w niej również sprzęt w DDPM. Dodatkowo przy posiadaniu plecaków w DPM można sobie sprawić pokrowce w MTP.

Żołnierze z Regimentu The Rifles na ćwiczeniach w Wielkiej Brytanii. Jak widać "w kraju" sprzęt w DPM jest nadal "donaszany".
Wariant "DPM". Kolejny wariant brytyjski, tyle że tym razem dla okolic w których dłużej jest zielono, więcej jest lasów iglastych, czy też lasy są bardziej gęste. Jak sama nazwa wskazuje ten opiera się bardziej na leśnym DPMie, a MTP stanowi jedynie uzupełnienie.
- bluza lub UBACS + spodnie w MTP na lato. Nie będzie się super sprawdzał w intensywnie zielonym lesie, ale jakoś będzie, zwłaszcza w połączeniu z ciemniejszym, DPMowym oporządzeniem i naturalnym światołocieniem. Ale za to będzie lepszy na suchych łąkach i nieużytkach. Można sobie też sprawić koszulę i spodnie w DPMie, nie są aż takie drogie.
- Smock + spodnie w DPM na resztę roku. Czemu DPM na jesień? Tak jak wspomniałem, jeśli w okolicy mamy dużo lasów iglastych, to kolorem dominującym w nich aż do pierwszego śniegu będzie zieleń i brąz.
- Oporządzenie w DPM.

"Fleck": Zestaw oparty o różne warianty flecktarnu. Wiosną i latem w użytku byłaby bluza i spodnie w duńskim, zielonym kamuflażu m/84
Lub jego rosyjskiej "kopii/wersji", nazywanej "Flectar-D"/ "Siewier".
Zaś jesienią w użytku byłaby zwykła, niemiecka odmiana Flecktarnu. Co oznaczało by posiadania spodni, kurtki (najlepiej z racji użyteczności smocka "KSK") i kurtki przeciwdeszczowej w tym kamuflażu.
Smock KSK w użyciu.
Oporządzenie zostawiam osobistemu doborowi, bo wybór porządnego oporządzenia we flecktarnie jest dosyć ograniczony. Zawsze można, zależnie od uznania co lepiej będzie się zgrywać z teren, używać oporządzenia w jednolitym kolorze oliwkowym, czy też Ranger Green. Coyote Brown jest chyba za jasny i zbyt "suchy".

"Po rosyjsku/Partizan". Ten wariant zakłada wykorzystanie maskałatów w kamuflażu będącym rosyjską kopią kamuflażu "dębowego" SS.
Dla lekkiej, letniej bazy, czyli bluzy i spodni mundurowych są 3 opcje zależne od tego jak bardzo potencjalnego użytkownika interesuje sprzęt rosyjski. W razie ciągot rekonstrukcyjnych, oraz w przypadku dosyć zielonej okolicy przydatny byłby mundur w kamuflażu "cyfrowa flora", wykorzystywanym przez armie Rosji i Białorusi. W razie braku tych ciągot może zostać zastąpiony przez dowolne spodnie i bluzę w kolorze oliwkowym.  A choćby i Helikona. W razie bardziej suchego otoczenia latem, podobny zestaw może być w kolorze Coyote Brown. Taki zestaw po prostu uzupełniamy dwustronnym maskałatem, w którym na jednej stronie tkaniny nadrukowana jest zielona, wiosenno-letnia wersja wzoru, a na drugiej: brązowa-jesienna.
Żródło: http://yourgear.info/archives/review/maskchalat-partizan-medusa/

PenCott. Tu zaczyna się nieco droższa zabawa. Brytyjska firma Hyde Definition opracowała świetny wzór kamuflażu PenCott, który występuje w 4 wersjach: zielonej, brązowej, piaskowej i śnieżnej. Od niedawna w Polsce dostępne są bluzy, spodnie i czapki w dwóch pierwszych wersjach produkowane przez Helikon, jednak podobnie jak maskałaty w Partizanie nie jest to już skala kosztów podobna do ciuchów z demobilu. No a ewentualne smocki, czy też oporządzenie trzeba by było ściągać z zagranicy (np. z Niemiec, gdzie z tkaniny w tym kamuflażu szyje firma Leo Koehler)
CPU od Helikona w wersji "Badlands" kamuflażu PenCott. Za: http://www.hydedefinition.com/latest/?p=845
Smock od  Leo Koehler w wersji "Greenzone". Za: http://www.strikehold.net/2013/10/25/leo-koehler-pencott-tactical-combat-jacket-review/

Czemu w żadnym z wariantów nie napisałem jaki kamuflaż powinien być wykorzystywany zimą? Bo nie spotkałem się do tej pory z szeroko dostępnym kamuflażem "roztopowym". Oczywiście, łatwo jest dostać najróżniejsze białe maskałaty zimowej. Ale gdy śnieg topniej , lub leży jedynie w płatach takie zestawy się nie sprawdzają. Dlatego zachęcam do eksperymentowania z tanimi białymi strojami, czy też ponczami maskującymi i najróżniejszymi technikami: farbowaniem barwnikami, używaniem farb i innymi pomysłami (nawet z brudzeniem), które pozwoliłby uzyskać strój, który oprócz białego zawiera również inne kolory czy kształty, ułatwiające maskowanie czy to w lesie, czy to w innych terenach w okresie gdy śnieg nie przykrywa wszystkiego jednostajną pokrywą.

czwartek, 31 października 2013

Ile powinno się mieć wzorów kamuflaży?

  Więcej o moich nowych wzorach maskowania/more about my new camo patterns: http://jeremak.blogspot.com/2014/10/more-camo.html

Wzór kamuflażu którym pokryte są wojskowe mundury i oporządzenie ma za zadanie zwiększać szanse na przeżycie żołnierza na polu walki. Ma on być dzięki nim trudniejszy do zauważenia przez żołnierzy przeciwnika. Rzeczą oczywistą jest więc że powinien być dopasowany do otoczenia w którym ci żołnierze działają. jeszcze niedawno "klasycznym zestawem", zwłaszcza dla państw NATO było posiadanie 2 zestawów umundurowania: zwykłego, w kamuflażu leśnym, używanym przez wojsko na co dzień, oraz pustynnego, wydawanego żołnierzom w wypadku wysyłania ich w regiony pustynne. Zaczęło się to zmieniać na przełomie XX i XXI wieku wraz ze zmianą swoich wzorów maskujących przez siły zbrojne USA. Marines, który zaczęli całą tą epopeję postąpili jeszcze konserwatywnie, przyjmują właśnie dwa wzory: leśny i pustynny, plus oporządzenie (kamizelki, ładownice, plecaki itp.) w jednolitym  kolorze "coyote brown", który miał pasować do obu wzorów, tym samym eliminując konieczność produkcji oporządzenia w dwóch wersjach kolorystycznych. To znacząca oszczędność, bo uszycie kamizelki kuloodpornej jest droższe od uszycia bluzy mundurowej. Za przykładem piechoty morskiej ruszyła amerykańska armia, która posunęła się o krok dalej: stworzyła wzór uniwersalny, który miał maskować wszędzie i sprawdzać się w miastach, gdzie jak się spodziewano miały się toczyć wojny XXI wieku. Niestety, z racji użytych kolorów (odcieni szarego), okazało się że wzór sprawdza się uniwersalnie źle wszędzie.
Kamuflaż Universal Camouflage Pattern w użyciu w Afganistanie. Dla porównania, plecaki są we wzorze pustynnym używanym przed wprowadzeniem UCP/
Nowe, "cyfrowe" amerykańskie wzory maskujące (oparte z resztą na wzorze kanadyjskim) rozpoczęły lawinę poszukiwania "nowych, skuteczniejszych kamuflaży. Dodatkowo przyspieszyła to wojna w Afganistanie, który jak się okazało to nie tylko pustynia, ale też najróżniejsze krajobrazy górskie, czy zielone, intensywnie uprawiane oazy i doliny rzeczne w których żołnierze na patrolach "świecili się" w swoich pustynnych mundurach. Efektem walk w Afganistanie była więc popularność wzoru "Multicam", opracowanego przez prywatną firmę Crye Precision. Dzięki jego "stepowej", zielono-beżowej kolorystyce sprawdza się nie tylko w Afganistanie, ale również w wielu innych miejscach, jest "znośny" nawet na pustyniach i w lasach. Osiągnął też sukces komercyjny. Armia amerykańska przyjęła go jako zastępstwo UCP: najpierw jako kamuflaż jedynie do wykorzystania w Afganistanie, a w ostatnim miesiącu pojawiła się informacja że kompletnie zastąpi "szarą szmatę". Wielka Brytania również przyjęła jego "stylizowaną" wersję jako wzór maskujący na nowych mundurach polowych. Oto porównanie: nowy MTP, dawny leśny DPM i pustynny DDPM:
To jest jedna droga: znaleźć wzór, który może nie jest wyspecjalizowany, ale za to sprawdza się umiarkowanie dobrze w bardzo wielu krajobrazach. Drugą opcją jest stworzenie ubrań maskujących, które byłyby uszyte z materiału zadrukowanego dwustronnie, dwoma różnymi wariantami wzoru. Tak postępowali podczas II wojny światowej Niemcy, a obecnie biorą z nich przykład Rosjanie, szyjąc kurtki i spodnie, które z jednej strony mają wariant letni (zielony), a z drugiej jesienny (brązowy) wzoru.
Pałatka w kamuflażu "dębowym", wykorzystywanym przez SS...
Który nie dość że nadal bardzo skuteczny, został skopiowany i stał się bardzo popularny w Rosji i WNP.

Zdjęcie zrobione podczas szturmu na szkołę w Biesłanie: to wtedy fakt "Rosjan w niemieckim kamuflażu" został zauważony szerzej za granicą. Źródło: rus.mil.pl
Cóż, zajmuję się kamuflażami... powiedzmy że hobbystycznie. Przedstawię więc swoje poglądy na to, jak mogłaby być rozwiązana kwestia wzorów maskujących i dopasowania ich do różnych krajobrazów. Do celu tego "eksperymentu" przyjmijmy że wyposażamy w umundurowanie i osobiste oporządzenie armię jakiegoś hipotetycznego, w miarę zamożnego i dużego kraju europejskiego, który jest nastawiony na obronę swojego terytorium, ale od czasu do czasu wysyła na różne "misje" w obszary pustynne czy tropikalne różnej wielkości kontyngenty swoich żołnierzy. Nie będę tu brał żadnego konkretnego kraju z dwóch powodów. Po pierwsze politycznych, żeby przypadkiem w komentarzach nie pojawiło się żadne "A bo oni nie mają prawa wysyłać... kolonialiści, najemnicy..." Nie mam zamiaru prowokować i tolerować takich opinii. Po drugie z przyczyn finansów i tradycji: raczej trudno jest przeprowadzić reformę mundurową w której kompletnie zmieniamy "styl" wyposażenia armii danego państwa. Bo w jednym żołnierze przyzwyczajeni są do takiego rodzaju kurtek, a w innym kurtek nieocieplanych nie uznają itp. Przedstawiając jakiś system nie muszę odnosi się od razu do przykładu państwa. Ale tak jest łatwiej. Od razu też zaznaczę, że wykorzystany wzór i kolorystyka nie są jakimś konkretnym, pełnoprawnym wzorem. W kwestii kształtów: to uproszczony wycinek z jednej z prób. A kolory to często "starsze" zestawy barw, nieco zmienione.
Zacznijmy od rodzimych, europejskich krajobrazów strefy umiarkowanej, które mają to do siebie że bardzo się zmieniają w ciągu roku. Więc aby dobrze maskować się przez wszystkie 12 miesięcy potrzeba by było co najmniej kilka wzorów:















  • A: typowy kamuflaż leśny, podobnie jak popularny DPM, Flecktarn, Woodland, czy Wz.93 "Pantera", z przewagą zieleni i brązów.
  • B: wzór "suchy", przejściowy, podobnie jak Multicam, ale też kamuflaże Wehrmachtu, zwłaszcza "Sumpftarn" w którym przeważał kolor beżowy i brązowy. Ma sprawdzać się na polach, wśród suchych traw i zarośli.
  •  C: brązowy kamuflaż jesienny, na wzór jesiennej strony niemieckiego kamuflażu "dębowego", mający maskować wśród opadłych liści lasu liściastego i częściowo wśród ściółki  boru iglastego.
  • D: kamuflaż zimowy, podobny do stosowanego obecnie przez Bundeswehrę. Całkowicie białe maskałaty zimowe, zakładane na zwykły mundur sprawdzają się jedynie jeśli pokrywa śniegu jest całkowita, nic spod niego nie wystaje. Jednak w zimowym lesie mamy do czynienia z drzewami i gałęziami, które jako ciemne odcinają się na tle białego śniegu. Czarne plamy mają poprawić maskowanie w takich sytuacjach i rozbić "białą plamę na łaciatym tle".
  • E: Spełniający podobne funkcje co D, powstały jednak w nieco inny sposób. Zawiera więcej barw, w tym brązowy, aby jeszcze lepiej maskować w krajobrazach innych niż zaśnieżone pole. Ten wzór może być efektem drukowania wzoru F na białym materiale: kolory będą przebijać na drugą stronę , ale nie aż tak intensywnie, dzięki czemu będą jaśniejsze, mniej kontrastowe.
  • F: "kamuflaż roztopowy". W trakcie przedwiośnia, ciepłą zimą lub na jej początku śnieg leży raczej odizolowanymi łatami niż całą pokrywą. Oznacza to że zarówno kamuflaż leśny, jak i zimowy nie będą się sprawdzać najlepiej. Tak samo niektóre bory iglaste mogą być mocno brązowe i zielone zimą. Idea tego wzoru jest oparta na pomyśle fińskim: mają oni mundury w typowym kamuflażu leśnym, mają biało-czarne maskałaty zimowe, ale mają też mundury zimowe w których jeden z kolorów kamuflażu leśnego jest zastąpiony przez jasnoszary.

Warianty kolorystyczne fińskiego kamuflażu M/05

No dobrze, ale tak jak już pisałem, naszemu hipotetycznemu państwu przydałyby się również mundury tropikalne.

W skład powyższego ciągu wchodzą już przedstawione kamuflaże A, B i C, doszedł do nich jeszcze wzór typowo pustynny, czyli G. Do czego służyłyby "na misji"?
  • A: kamuflaż leśny, więc lasy tropikalne. Czy to wiecznie zielone, czy to do wykorzystania w porze wilgotnej. Oczywiście mógłby to być kamuflaż specjalnie opracowany pod najróżniejsze dżungle, inny byłby wtedy odcień i ilość zieleni, inny byłby też odcień brązu, ponieważ gleby laterytowe często spotykane w strefie międzyzwrotnikowej mają charakterystyczny, rdzawy odcień.
  • B i C: tym razem do wykorzystania w najróżniejszych krajobrazach stepowych, sawannowych, półpustynnych, górskich, czy pustyń kamienistych.
  • G: kamuflaż na "klasyczne" pustynie i półpustynie piaskowe.
Jako dodatkowy stworzyłem jeszcze ciąg "miejski". Obecnie więcej ludzi na świecie mieszka w miastach, niż na wsiach, ten trend będzie się jeszcze pogłębiał. Jeśli walki zbrojne będą się koncentrować w miastach, konieczny byłby również kamuflaż, sprawdzający się w tym bardzo zróżnicowanym, barwnym krajobrazie do którego trudno dopasować odpowiednie maskowanie.
  •  A i B byłyby tu wykorzystywane praktycznie tak samo jak przedstawiałem je w "ciągu europejskim": na obszarach przejściowych, wiejskich i podmiejskich, gdzie nadal jest dużo zieleni.
  • C i F z racji przeważającego brązowego odcienia i zwłaszcza w przypadku F dużego kontrastu mogłyby się sprawdzić na obszarach przemysłowych oraz zrujnowanych, wśród pyłu, gruzów i cegieł. Polecam obejrzeć zdjęcia z wojny w Syrii: to typowe walki w terenie zurbanizowanym. Oczywiście tamtejszy suchy klimat wpływa na kolorystykę, mniej tam zieleni miejskiej, ale przeważające kolory to brązowy, beżowy i szary z bardzo ostrą grą światłocienia: w niektórych miejscach, np. wnętrzach budynków czy zaułkach jest bardzo ciemno, a niektóre, jak otwarte ulice są prawie białe od pyłu oświetlanego przez słońce.
  • H: kamuflaż z "downtown", betonowej dżungli, który spodziewalibyśmy się zobaczyć np. na policyjnych antyterrorystach. Co do obecności koloru granatowego: ostatnio mocno się zdziwiłem jak wtopiła się w otoczenie osoba ubrana w ciemną bluzę i spodnie dżinsowe, mimo że piszę o "starej", kamienicznej zabudowie.
Jak więc stworzyć system, który pogodziłby te wszystkie odmiany pozwoliłby na skuteczne maskowanie w wielu krajobrazach, przez cały rok. Wydaje mi się że najlepszy byłby system opierający się o zestaw opierający się o bluzę mundurową i odwracalne kurtki maskujące. Oto jak mógłby on wyglądać.

Podstawowy mundur składający się z bluzy i spodni z lekkiego materiału, w sam raz na lato, który można wykorzystywać zarówno w koszarach (a nawet przede wszystkim tam), jak i w terenie. O wygodnym kroju i odpowiednio "porządnym wyglądzie". Plus w tym samym wariancie byłby wykonany tzw. combat shirt, czyli bluza pod kamizelkę oporządzeniową. Wahałem się pomiędzy wariantami kolorystycznymi A i B. A to w końcu "klasyczny" kamuflaż leśny, zapewne lepiej wyglądający w oczach cywili. Jako ciemniejszy mniej widać by było na nim brud. Poza tym sprawdzałby się w terenie dłużej: od wiosny, aż po jesień. Za to B ma przewagę, zwłaszcza z logistycznego punktu widzenia jeśli żołnierze musieliby być częściej wysyłani za granicę gdzieś do "III świata": nie musieliby otrzymywać dodatkowego wyposażenia, bo "przejściowy" kamuflaż sprawdzałby się również w obszarach suchych. Jednak niezależnie od tego na który byśmy się zdecydowali, drugim elementem byłyby:

Spodnie i "kurtka bojowa" z kapturem, z tkaniny zadrukowanej dwustronnie. Uszyte z w miarę cienkiej i wytrzymałej tkaniny (np. bawełniany rip-stop), byłaby wykorzystywana w terenie. Gdyby miała obszerny krój (polepsza maskowanie, bo człowiek przestaje być wyraźnym "patyczakiem"), duże i pojemne kieszenie które łatwo można otwierać i zamykać, oraz regulację obwodu na dole kurtki i w talii, mogłaby stanowić odpowiednik kurtki typu smock. Oczywiście ze względów konstrukcyjnych (konieczność dostępu do kieszeni przy obróceniu kurtki zarówno na jedną, jak i drugą stronę) nie może być tak skomplikowana co niektóre smocki, ale jako ich fan, uważam że tego typu kurtka to jedno z najlepszych ubrań w teren. Podobnie spodnie powinny być obszerne i ze wzmocnieniami na kolanach i siedzeniu, których nie musiałby mieć mundur podstawowy. Noszone byłyby w przede wszystkim w terenie, na najróżniejszego rodzaju zajęciach i manewrach, no i oczywiście w walce gdyby się przytrafiła. Aby zapewnić odpowiednie maskowanie każdemu żołnierzowi musiałyby być wydawane 2 takie kurtki: "letnia" i "zimowa", przy czym nie różniłyby się niczym, oprócz kolorystyki.

Letnia, zależnie czy podstawowy mundur byłby w wariancie A, czy B, jej jedna strona byłaby w drugim z tych wariantów, a druga: w wariancie C, jesiennym. Pozwoliłoby to na odpowiednie maskowanie od momentu w którym zniknie ostatni śnieg, do jego pierwszych opadów. Zarówno zieloną wiosną i latem, na suchych łąkach późnego lata, jak i jesienią wśród opadłych liści.
Kurtka zimowa z jednej strony miałaby wariant F, a z drugiej E, zapewniając maskowanie w okresie zimowym. I tak jak już pisałem: nie różniłaby się niczym od kurtki letniej oprócz kolorów. Jeśli komuś się wydaje że jak kurtka zimowa to musi być ocieplana: tą robotę spełniałyby oddzielne kurtki-ocieplacze, np. puchowe, smock-maskałat miałby być najbardziej zewnętrzną warstwą, pod którą ubiera się "na cebulkę". Jak można zauważyć odstąpiłem od wariantu D, żeby nie mnożyć bytów. Oddzielny zimowy maskałat nie jest potrzebny, wariant E jest wg. mnie wystarczający w trakcie europejskiej zimy, zwłaszcza w lesie, czy mieście.

Teraz czas na umundurowanie "tropikalne". Składałoby się z munduru podstawowego i combat shirta z lżejszego, dopasowanego do klimatu materiału i "kurtki bojowej", takiej jak te do munduru europejskiego. Gdyby mundur podstawowy w wersji europejskiej byłby w kamuflażu leśnym, zestaw tropikalny byłby w wersji G, pustynnej. Co o oznaczałoby że można by było do niego użyć "europejskiej" "kurtki bojowej" w kamuflażach B/C, kurtkę i spodnie od niej można przecież nosić zamiast munduru, na podkoszulkę i bieliznę, jak robili to Rosjanie w Afganistanie ze swoimi maskałatami. Przy czym możliwe że konieczne byłoby również posiadanie w magazynach munduru podstawowego z tkaniny tropikalnej z leśnym nadrukiem, żeby w razie czego zastąpić nim zwykłe, europejskie mundury żołnierzy wysłanych aby zażegnać kryzys gdzieś w dżungli.
Gdyby nasza hipotetyczna armia byłaby bardziej nastawiona na wyjazdy i jednak przyjęła wariant B jako kolorystykę swoich podstawowych mundurów, konieczne byłby posiadanie dodatkowej kurtki bojowej w wariantach C/G i pustynnego zestawu podstawowego, lub używanie kurtek A/C i zestawu pustynnego.
Taki układ zostawia jeszcze na boku wariant miejski: H, ale wydaje mi się że jest on na tyle wyspecjalizowany że nie ma potrzeby wydawania go całej armii, która w razie czego poradziłaby sobie wykorzystując warianty B i C, tak jak to przedstawiłem z ilustracją o "ciągu miejskim".
Dużo tego? Policzmy:
1 bluza mundurowa, 1 combat shirt,  1 spodnie mundurowe
2 zestawy kurtka + spodnie "bojowe"
Plus w magazynie zestaw bluza, cs i spodnie w kamuflażu pustynnym.
I porównajmy z tym co otrzymują w kamuflażu MTP obecnie żołnierze brytyjscy (za: http://www.army.mod.uk/documents/general/Black_Bag_A5_booklet.pdf który to dokument już kiedyś przytaczałem):
bluza (wydawane są aż 3-4, ale nie będę się w to zagłębiał), cs, smock, spodnie z lekkiego materiału, spodnie wiatroodporne. O reszcie sprzętu później.
Jeśli chodzi o wydawany sprzęt to jest to praktycznie to samo: kurtki dzięki prostszej konstrukcji mogłyby być tańsze od smocka, należy wspomnieć że zestaw zimowy eliminuje konieczność produkcji białych zimowych maskałatów. Również mundur podstawowy, np. spodnie mogą mieć w miarę prosty krój z racji używania ich głównie w koszarach.
Oczywiście jest kwestia zestawu pustynnego, ale dzięki temu że jedna kurtka ma stronę w kamuflażu przejściowym, czyli odpowiedniku MTP, zestaw ten nie musi "leżeć i czekać" w znacznej ilości egzemplarzy.
No dobrze, a oporządzenie? Kamizelki, plecaki? Te można wykonać albo w jednolitym kolorze, albo w we wzorze który może i nie maskuje najlepiej w żadnym z opisywanych krajobrazów, ale wystarczająco dobrze, aby współpracować ze wszystkimi innymi wariantami kolorystycznym. Takim tropem podążała US Army w konkursie który ogłosiła po zamieszaniu medialnym i polityczym z UCP. Wymagania określały że konieczne będą 4 warianty wzoru: przejściowy, używany na codzień, pustynny i leśny wydawane tylko w razie konfliktu w takim regionie, oraz "oporządzeniowy". Konkurs nie został rozstrzygnięty i tak jak pisałem armia w końcu uznała że używany już Multicam jej wystarczy, ale chodzi o ilość wzorów. A oto i mój "wariant" takiego układu, czyli "wzór oporządzeniowy" (I), wraz z kilkoma innymi przedstawionymi w tym tekście:


Jak widać, wszystkie wykorzystują te same kształty i podobne kolory, alby przy ich łączeniu (bo być może teren jest taki że góra musi być leśna, dół jesienny, a oporządzenie jest przecież w wariancie I), nie "gryzły" się ze sobą, zdradzając użytkownika, tylko żeby różna kolorystyka jeszcze bardziej utrudniała zauważenie ludzkiej sylwetki.
Wszystkie nie wymienione elementy byłyby właśnie w tym wariancie kamuflażu, lub w podobnym, jednolitym odcieniu khaki. Oto przykładowa lista, oparta na liście brytyjskiej, jak mogłoby to wszystko wyglądać, przy założeniu że nie uwzględniamy dodatkowego zestawu pustynnego i leśnego-tropikalnego. Jeśli przy pozycji są 2 warianty, to byłaby uszyta z dwustronnego materiału.
  • mundur (bluza, spodnie, combat shirt) w wariancie A
  • kurtka i spodnie w wariantach B-C
  • kurtka i spodnie w wariantach E-F
  • kurtka i spodnie przeciwdeszczowe w wariancie I (oporządzeniowy)
  • pokrowiec na hełm w wariantach A-B
  • pokrowiec na hełm w wariantach C-E
  • kamizelka i ładownice/kieszenie, pas oprządzeniowy, plecak patrolowy, plecak "wyprawowy" w wariancie I
  • basha (lekka plandeka) w wariantach A-I
  • pokrowiec na plecak z regulowanym obwodem (aby możliwe było rolowanie jego krawędzi by pasował na oba plecaki) w wariancie A-G oraz drugi w C-E
  • kapelusz w wariancie A-C
  • kapelusz w wariancie B-G
  • czapka zimowa w F
  • kombinezon przeciwchemiczny: I
  • bielizna, polar, rękawiczki, kombinezony załóg pojazdów, śpiwory, buty, paski, ocieplacze (puchowe/syntetyczne: "waciaki"): khaki. A. I dobrze by było gdyby broń też była brązowa/khaki.
Dużo tego? Oczywiście że dużo. Możliwe że w żadnym kraju taki system nie przeszedłby ze względów finansowych. Ale proszę pamiętać że wymyśliłem ten system z pozycji hobbysty, historyka i niedzielnego użytkownika brytyjskiego sprzętu z demobilu, a nie zawodowego żołnierza: w książeczce wojskowej mam wpisaną kategorię "D" i jeśli ktoś ma jakieś uwagi: nie jestem alfą i omegą, zawsze mogę ich wysłuchać.

sobota, 30 marca 2013

Forma nr 8

Czyli Форма номер восемь - что имеем, то и носим. A na polski: "Co mamy to nosim". Jest to powiedzonko występujące w armii rosyjskiej, określające uzupełnianie braków w umundurowaniu i oporządzeniu własnymi prywatnymi zakupami i "snikersami", czyli różnymi samoróbkami. Niestety, trzeba wyraźnie powiedzieć: w 23 DH, "forma nr 8" najwyraźniej też obowiązuje. Nie potrafimy wyglądać jednakowo. Może niektórzy stwierdzą że "Ale po co to nam, jeśli dobrze się bawimy".
Tyle że espirit de corps nie tworzy się jedną decyzją. On się kształtuje, a potem trzeba go kultywować. Grupa zawsze potrzebuje zewnętrznych oznak odrębności. Trzeba mieć potwierdzenie że się w niej jest, trzeba z tego powodu odczuwać dumę. Inaczej dobra zabawa kiedyś się kończy, zaczynają się takie czy inne problemy i nie ma czegoś co nadal cementowałoby tą grupę, co wcześniej wytworzyłoby poczucie solidarności i grupa zaczyna się kruszyć. Każdy idzie w swoją stronę bo "już nie jest fajnie". A jak nie jest fajnie, to można swobodnie odejść, przecież nic już nas tu nie trzyma. A mimo wielokrotnie pojawiającego się w regulaminie ZHP stwierdzenia "jednolite dla całej drużyny", co jest u nas?

 Beret: "nie, nie będę nosić". "Czemu?" "A bo nie lubię, niewygodny". Ale gdy jakiś cudem na głowę trafi dobrze ułożony beret, nagle pojawia się "Ale on się układa..." Nie on się układa, tylko został tak uformowany. Materiał z którego są szyte berety właśnie jest taki a nie inny, żeby można było go ukształtować. Ale jeśli nic się nie robi w tym kierunku, to potem beret jest "niewygodny". Beret trzeba formować. Moczyć, zwijać, "prasować" (ale nie żelazkiem, tylko pod czymś ciężkim), Trzymać zwinięty, a przede wszystkim nosić i układać go na głowie. Do tego trzeba czasu, to nie czapka wełniana, tylko nakrycie głowy które trzeba dopasować pod siebie. Właśnie, jeszcze jedno: nosić! Jak można przyzwyczaić się do beretu i go ułożyć, jeśli się go nigdy nie zabiera ze sobą. Poza tym stwierdzenia "Zmieńmy na rogatywki, rogatywki są fajne...". Ale jak już pisałem i będę pewnie jeszcze parę razy powtarzał: w 23 berety są od początku, nie można nagle zmieniać kursu o 180 stopni i stwierdzać "od teraz nosimy rogatywki". Poza tym... "będą fajne" do czasu aż ktoś spróbuje swoją uprać i zniszczy tym samym daszek. No i rogatywkę też trzeba odpowiednio zakładać i nosić. To nie basebolówka, rogatywki nie zakłada się "od tak". Nie wiem, być może to syndrom współczesności, że ludzie nie są przyzwyczajeni do nakryć głowy, podczas gdy jeszcze kilkadziesiąt lat temu bez kapelusza, czapki, czy chustki nie wychodziło się z domu.

Spodnie: Oliwkowe! Ile razy trzeba powtarzać że do munduru nie nosi się dżinsów, "bawełniaków", czy jakiś dziwnych "drescamo". Długie oliwkowe spodnie. Nie czarne "bo ktoś wygląda w czarnych fajnie". Nie w kamuflażu "bo tak łatwiej". Oliwkowe nosiło się w drużynie od pierwszych mundurów, pamiętam że razem z pierwszą koszulą mundurową dostałem też za szerokie w pasie bojówki. To że szybko z nich wyrosłem i przez pewien moment nosiłem sztruksy, to nie znaczy że teraz jest jakieś wytłumaczenie. Bo szybko kupiłem sobie kolejne bojówki, które zresztą mam w szafie do dziś. I nie po to zostały kupione brytyjskie oliwkowe "lightweighty", żeby teraz nagminnie ich zapominać. Z mundurem kwestia jest prosta. Wystarczy wybić sobie z głowy stwierdzenie że "dziś to tak na luźno to nie założę... tego..." Nie. Należy sobie wyrobić zwyczaj że jeśli zakłada się mundur, to zakłada się pełny, całość: koszula mundurowa, "oficjalny" dół i bierze się ze sobą beret. Tylko tyle i aż tyle. I wtedy nie ma problemów że "a bo ja nie wiedziałem, a bo ja zapomniałem".
Z resztą tak samo jest ze spódnicami. nie wiem, być może wynika to ze współczesnych "standardów" ubioru że dziewczyny nie chcą chodzić w spódnicach, tak jak są problemy z nakryciem głowy. Być może. Ale po coś macie te spódnice, prawda? Nie są po to żeby leżały w szafie, tylko po to żeby je nosić. A jak jest zimno to od czego są grube rajstopy. A jeśli już ktoś nie może kompletnie przełknąć myśli o noszeniu spódnicy, to może sobie sprawić oliwkowe bojówki. Będzie jednakowo z chłopakami, a taka kombinacja już była stosowana w naszej drużynie. Ale nie dżinsy! Na dodatek bez żadnego paska.

Przejdę teraz płynnie do butów. Tu kwestia jest trochę szersza, bo wiąże się również z "granicą cholewka-nogawka", od której to kwestii wywodzi się cały pomysł tego postu. To, że w przypadku chłopaków jako "wyjściowe" najlepsze byłyby buty z wysoką cholewką nie podlega chyba dyskusji, prawda? Nie rozpatruję teraz sytuacji w której lepsze od nich byłyby pantofle, ale przy większości "imprez zewnętrznych" zakłada się jednak wysokie buty. No tak, ale tu pojawia się problem jakie? Czy ograniczyć się jedynie do tych z czarnej skóry licowej (gładkiej), tak, żeby można było je wypastować na wysoki połysk? Czy może dopuszczać też "pustynniaki", albo inne, np. z brązowego nubuuku ("zamszu"). Osobiście stoję na pozycji że mimo wszystko: czarna skóra licowa i porządne pastowanie. Tyle że buty są tak na prawdę najdroższą rzeczą którą możemy mieć na sobie nosząc mundur. Niestety, tej prawdy nie da się obejść: porządne buty kosztują po kilkaset złotych. A znalezienie takich porządnych, dopasowanych do stopy (a nie dopasowujące stopę do siebie "desanty"), jeszcze z czarnej skóry licowej, nowych (bo używane buty to zawsze ruletka, zwłaszcza w przypadku skórzanych) jest po prostu trudne. I co tu zrobić w tym przypadku? Sam się zastanawiam. Ale jedno wiem na pewno. Takie buty powinny być czyste, zadbane i o ile to możliwe: porządnie wypastowane. Idąc wyżej natykamy się na kolejny problem. Czy przy wysokich butach wsadzać nogawkę w cholewkę, zawijać ja na cholewce, czy może zostawiać luźno. Pewnie większość osób, która robiłaby to pierwszy raz, włożyłaby nogawkę do buta: "Żeby się nie brudziła, nie obcierała, bo to fajniej wygląda". Tylko że później zaczynają się problemy: źle włożona nogawka może uciskać przy mocna zasznurowanym bucie, poza tym nie chroni przed wpadnięciem czegoś do buta: najwyżej ten kamyk ugrzęźnie wyżej, a nie spadnie na sam dół. Ale i tak i tak będzie nas uwierał. Osobiście skłaniam się ku drugiemu, "brytyjskiemu" sposobowi. Wykorzystując albo specjalne gumki z haczykami, albo gumki do włosów, albo sznurki do ściągania na końcu nogawek (po coś przecież tam są), zawijamy nogawkę na bucie. Tak jak w podanym linku. Na pytanie "a to cię nie uciska" odpowiadam nie, bo gumka spoczywa na sztywnej cholewce, a nie na nodze. Dzięki takiemu ułożeniu nogawek, chronimy się przed wpadnięciem czegoś do buta: spodnie nie są wtedy "szyną" po którą, między fałdami do buta może wpadać co chce. Czy to różne "paprochy", czy to woda. Oczywiście, nogawka może się brudzić i nie zatrzyma przelewającej się od góry kałuży. Ale coś tam zatrzyma. No i wg. mnie w tym przypadku dosyć większość względnie szerokich nogawek "bojówek" po prostu lepiej układa się na bucie. W końcu mają po coś te ściągacze, a nie są "marchewami" z "narciarą" czyli gumą do przekładania pod piętą.
Jeszcze jedna, wg. mnie niedorzeczna kwestia. Noszenie wywijek na butach w przypadku długich spodni. Po co, no pytam się po co? Przecież ten kawałek wełnianego materiału, jeśli nogawka i tak jest wsadzona w but, to i tak nie spełnia jakiegokolwiek celu ochronnego, jedynie wygląda. Do czasu, aż ubrudzi się w błocie i kurzu. Kompletnie nie rozumiem tego "stylu". Być może w jakiś sposób wywodzi się on z czasów gdy do niższych butów noszono płócienne, lub brezentowe owijacze (uwaga: "Opinacze" z okresu PRLu działały na podobnej zasadzie, tyle że "owijacz" był połączony z butem i skórzany), zastępujące wysoką cholewkę. Tyle że obecnie wysoka cholewka jest standardem i nie ma co jeszcze tam dokładać tego kawałka wełny. A raczej akrylu. Rozumiem konieczność noszenia wywijek przy spódnicy, czy krótkich spodenkach. Ma się wtedy na nogach getry i niskie buty. I wtedy wywijka spełnia swoje zadanie jako "uszczelnienie" tego niskiego buta, żeby nie wpadały do niego różne śmieci. Tyle że zauważmy że przy getrach wysokie buty wyglądają po prostu komiczne i powinno się nosić jakieś lżejsze, ale nadal kryte obuwie.
Czyli w skrócie: wywijki do getrów i trampek tak, bo spełniają jakąś rolę. Ale nie do wysokich butów o wojskowym pochodzeniu i długich spodni.

"Góra". Czyli ubiór wierzchni, zakładany na mundur. Zostawię kwestię czarnych bluz, lub polarów, skupię się na kurtkach. W zamierzchłych czasach były w drużynie kangurki. Czarne, jednakowe, ale niezbyt wygodnie i nieoddychające. Ale od tamtego czasu zostało, że "góra" powinna być czarna, właśnie żeby wyglądać jednakowo. A może tylko ja się tym przejmuję, bo zazwyczaj wyglądamy jak stado papug w różnokolorowych kurtkach przeciwdeszczowych i płaszczykach? Nie wiem. Nie wiem, być może wynika to z nadzoru rodziców nad zakupami, może wynika to z tego że ma się jednak tą jedną kurtkę w jakimś kolorze i nie chce się kupować drugiej tylko na okazje harcerskie. Może wynika to z tego że po prostu nie ma tanich czarnych, pasujących kurtek, a wspomnienie niezbyt przyjaznej ergonomii tamtych dawnych kangurek nadal gdzieś tkwi? No to może, jeśli praktycznie nikt nie jest w stanie znaleźć sobie czegoś czarnego, tylko przychodzi w a to różowej, czerwonej, albo błękitnej kurtce, skończmy z tą czarną fikcją. Złóżmy się po 50 zł. od osoby i kupmy sobie wspólnie dwa rodzaje kurtek, w których będziemy chodzić na różne "imprezy zewnętrzne". Chłopakom smocki, w których po ściągnięciu i podwinięciu dołu, zwinięciu kaptura na plecach i wyłożeniu chusty przynajmniej nie wygląda się jak "dziecko pułku", albo poborowy który uciekł z koszar, jak w polskiej "Panterze", a jednocześnie przydadzą się do lasu i na wyjazdy. A dziewczynom: ciemnogranatowe kurtki membranowe RAFu.
Fajny płaszczyk, nie? Na dodatek z membraną, więc chroni od wiatru i deszczu. I ma odpinaną podpinkę, wiec można ją założyć również w chłodniejsze dni, zamiast "filcowego" płaszczyka. Przy czym z deszczem jest jeden problem dostępne na rynku nie mają kapturów, mimo możliwości ich podpięcia.

Cóż, być może niektórzy potraktują ten tekst jako kolejne narzekania gadżeciarza, na dodatek mającego świra na punkcie musztry. Ale zrozumcie że mnie krew zalewa, w sytuacjach typu: "No, to zakładamy berety. Wszyscy mają?" I w tym momencie ujawnia się jedna, albo dwie biedne duszyczki, które oczywiście tego beretu nie mają. Albo nie mają oliwkowych spodni. Albo spódnicy. Albo wywijek. Albo przyszła na jakieś obchody w różowej kurtce, podczas gdy trzeba wystawić wartę i dosłownie nie ma dwóch jednakowo wyglądających osób żeby je postawić przed tym pomnikiem. A później, mimo że sami nie są skłonni do ujednolicenia swojego wyglądu, robią na wyjeździe gdzieś dalej maślane oczy, bo zobaczyli porządnie, jednakowo wyglądającą i zachowującą się drużynę, a zaraz potem chcą wywracać zwyczaje mundurowe u siebie, "Bo ... tak wygląda..." Nie. Żeby dobrze wyglądać nie kopiuje się bezkrytycznie czyiś tradycji. Ustala się, pielęgnuje i rozwija swoje.

środa, 19 września 2012

"Ubiór polowy". Od czego zacząć?

W poprzednich postach zdarzyło mi się wspominać o czymś takim jak ubiór polowy. Oczywiście w regulaminie mundurowym ZHP nie ma ani słowa o czymś takim. To termin który wykorzystałem na określenie zestawu ubrań, które można wykorzystywać w terenie na wędrówkach i grach,ale przede wszystkim w airsofcie, który jest jedną z głównych form aktywności zastępu do którego należę. Nie będę tu tłumaczył czym jest airsoft, można poszukać w internecie, ale od razu przejdę do opisu.
Pierwotnie miałem zamiar napisać tekst tego typu za jakiś czas, zapewne po kilku postach o innej tematyce, ale rozmowa po ostatniej zbiórce skłoniła mnie do wzięcia tego tematu "na tapetę" już teraz.
Punktem wyjścia jest przyjęcie założenia że potrzebujemy taniego, jednolitego dla zastępu, lub przynajmniej sekcji ubioru w kamuflażu. Odpowiedź jest więc prosta: demobil. Tylko jaki demobil? Ze względu na efektywność kamuflażu, wygodę użytkowania i cenę, preferuję albo demobil niemiecki, albo brytyjski.
Od czego zacząć, co kupić najpierw żeby wyszło tanio i jednocześnie można było zacząć zabawę? Myślę że podstawowy zestaw: Po pierwsze: kurtka. Można ją nosić zarówno latem, jak i zimą, a w kieszeniach nosić potrzebne nam w terenie rzeczy. Po drugie: spodnie w kamuflażu, Jeśli ktoś cierpi na kompletne braki pieniężne, można się wstrzymać ze spodniami w kamuflażu i ograniczyć się do spodni oliwkowych, które można nosić też do munduru harcerskiego. Tyle brytyjskie, lub niemieckie spodnie to wydatek 20-30 zł, za które mamy proste, dobre spodnie do użytku zarówno w terenie, jak np. podczas prac obozowych. gdy to już mamy kolejna rzecz to nakrycie głowy, oraz jakieś proste oporządzenie. Przy czym przyda się ono dopiero z AEGiem, czyli repliką elektryczną, magazynki do taniej, sprężynowej strzelby można nosić w kieszeni kurtki. osobno więc zajmę się np. ubraniem, a potem oporządzeniem. Wszystkie ceny są podane orientacyjne, można znaleźć te rzeczy taniej, ale i drożej.
Na razie o tym od czego zacząć, a kształt systemu wyposażenia opiszę w przyszłym poście.

DPM, ubranie.
Podstawowy, najtańszy zestaw to kurtka Combat Jacket "Soldier 95", spodnie Lightweight i kapelusz
  • Kurtka: Wspomniałem już o niej w pierwszym poście. Można ją znaleźć zarówno na allegro, jak i w większości sklepów militarnych. Używane, ale w dobrym stanie kosztują ok. 40-60 zł. Co za to dostajemy. Lekką (bawełna o splocie ripstop) i pojemną kurtkę. Ma 4 duże kieszenie zewnętrzne, po 2 ma piersiach i na dole kurtki, zapinane na guziki kanadyjskie, które łatwo obsługiwać nawet w rękawiczkach, oraz 2 wewnętrzne kieszenie na piersiach. Zapinana jest na suwak i co prawda nie ma kaptura, ale posiada wysoki kołnierz, tzw. "sztormowy". A czemu jest taka świetna, można przeczytać np. tu: http://dpm-soldier.pl/mundur/co_trzymac_w_kurtce.html
Opisywana kurtka i spodnie. Zdjęcie: A. Endzelm
  • Spodnie: http://dpm-soldier.pl/mundur/spodnie.html najlżejsze "bojówki" jakie kiedykolwiek nosiłem. Idealne do noszenia latem, ale sprawdzają się również przez resztę. roku. Prosty krój, 2 kieszenie klasyczne, 2 duże kieszenie na udach zapinane na guziki kanadyjskie. Jedynym ich minusem jest to, że jeśli trafimy na używane, materiał szybko przeciera się na kolanach. Kosztują od 15 złotych za używane egzemplarze, do 25-35 za egzemplarze w lepszym stanie i praktycznie nowe.
  • Nakrycie głowy: Najlepszy byłby do tego kapelusz w kamuflażu DPM, ale na allegro zadziwiająco trudno trafić na brytyjskie kontraktowe kapelusze w wersji leśnej, przy łatwych do dostania kapeluszach pustynnych. Pozostaje szukanie w sklepach militarnych, w których zdarzają się w cenach ok 20-30 zł. Przy czym osobiście nie jestem pewien ile z tego to cywilna produkcja, a ile rzeczywisty demobil. Oczywiście w zastępstwie można używać kapelusza "boonie hat" w kolorze oliwkowym. Jeśli jesteśmy na grze harcerskiej: żadna różnica, nawet lepiej jeśli nie jesteśmy w pełnym kamuflażu, a "w trakcie airsoftu" na kapeluszu i tak powinno znajdować się maskowanie, sztuczne z kawałków materiału, juty, sznurków itp. oraz naturalne: z zerwanych roślin, trawy i liści. Zimą można nosić zwykłą wełnianą czapkę w jakimś "naturalnym kolorze".
 Co poza tym? Przede wszystkim koszula na lato, kurtka membranowa, oraz ewentualna wymiana (lub zakup zamiast, jeśli od razu dysponujemy większą ilością pieniędzy) kurtki Combat Jacket na Smocka Soldier 2005. Kurtka ta jest dłuższa od S'95 i ma przyszyty na stałe kaptur zamiast wysokiego kołnierza. Jej koszt to od 70 za używane do ok 120 zł za nowe. Może wydawać się że to mało, ale mogę z własnego doświadczenia stwierdzić, że gdy zaczniemy nosić smocka, "kurtka bojowa" to "już nie jest to samo", mimo tak małych różnic.
Koszula: cienka, idealna na upały koszula z 2 dużymi kieszeniami na piersi i wykładanym kołnierzem, noszona w spodniach.
 
Koszula. Nic więcej, nic mniej. Zdjęcie: L.Mielczarek

Kurtka membranowa: nazywana potocznie goreteksem, mimo wykonania z innej membrany MVP. Zależnie od modelu ma albo suwak-przelotkę do kieszeni kurtki (starsze), albo 2 kieszenie piersiowe i przelotkę (nowsze). Prosta kurtka membranowa, już opisywałem jak działa. O ile smock wytrzymuje mżawkę, czy przelotny deszcz, to kiedyś przemaka. Dla tego na dłuższe deszcze, albo podczas ulewy zakładamy "gore". Ceny oscylują na podobny poziomie jak za smocki S'2005.

Flecktarn, ubranie
Równie tani, a nawet tańszy jest demobil niemiecki. Co prawda moim prywatnym zdaniem nie jest aż tak funkcjonalny jak brytyjski, ale i tak posiada świetny współczynnik jakości do ceny, zwłaszcza jeśli porównamy go z np. z polskimi mundurami. Podstawowy zestaw jest taki sam jak w przypadku DPMu: kurtka, spodnie, coś na głowę i bluza na lato.
Kurtka: parka Bundeswehry jest wykonana z grubszego materiału niż kurtki brytyjskie, jest zapinana na napy ("wciskane guziki") i ma mniejsze kieszenie: 2 na piersiach, jedna wewnętrzna i dwie "wpuszczone" na dole, zapinane na suwak. Oraz jedną małą na ramieniu. Za to ma integralny kaptur. Zależnie od rozmiaru, na allegro kosztuje już od 18 zł + przesyłka, a w sklepach stacjonarnych zwykle ok 40 zł.
Parka BW od przodu. Źródło: http://www.flecktarn.co.uk/flcpk1ua.html
Spodnie i bluza: praktycznie od brytyjskich odróżniają je jedynie grubszy materiał i napy zamiast guzików kanadyjskich. Spodnie da się znaleźć na allegro już od 10 zł, a bluzy 5 zł.
kurtka membranowa: niemieckie kurtki "goreteksowe", podobnie jak reszta podstawowego zestawu są nieco tańsze od brytyjskich i kosztują zwykle ok 40-60 zł. Posiada 2 dolne kieszenie, takie jak w parce.
 
Z lewej: bluza i spodnie, kurtka przeciwdeszczowa. Z prawej: parka.
Nakrycie głowy. Co prawda regulaminowym nakryciem głowy w armii niemieckiej jest czapka z daszkiem o "klasycznym niemieckim kroju", ale osobiście gdybym kupował wyposażenie we flecktarnie zdecydowałbym się na jakiś kapelusz cywilnej produkcji w tym kamuflażu, typu boonie hat z szerszym rondem, lub bush hat o "wędkarskim" kroju, z węższym rondem. Czemu? Przede wszystkim ponieważ kapelusz łatwiej zakamuflować dzięki taśmie przyszytej u nasady ronda. Jeśli opleciemy ją jakąś gumą, możliwe jest łatwe nałożenie na kapelusz maskowania, o którym wspominałem już przy okazji kapeluszy brytyjskich. Czapki z daszkiem o wiele trudniej zakamuflować, a głowa ma na tyle charakterystyczny kształt i jest zwykle na tyle widoczna, że często to właśnie ona przesądza o tym czy zostajemy zauważeni, czy nie.

Wyposażenie: jeśli mowa o tanim oporządzeniu na start, to do wyboru są 3 opcje: brytyjski chest rig, niemieckie pasoszelki, albo zbieranie na coś droższego i noszenie rzeczy po kieszeniach.
Chest rig: po rosyjsku "lifczik", po polsku "stanik", lub "chińczyk", z racji sposobu noszenia i pochodzenia pomysłu. Najkrócej można go scharakteryzować jako panel noszony przed sobą na piersi, z szelkami skrzyżowanymi na plecach. Brytyjski chest ma na stałe przyszyte 3 ładownice na magazynki, oraz 2 kieszenie ogólnego przeznaczenia, np. na manierkę. Na allegro kosztują ok. 50-60 zł i ma tą zaletę, że da się w nim nosić magazynki od AK bez przeróbek, czy dokupowania ładownic. Więcej o cheście tu: http://dpm-soldier.pl/oporzadzenie/chest_rig.html
Droższe opcje to kamizelka Assault Vest za ok 100 zł i pasoszelki PLCE za 150-180 zł.
Pasoszelki BW systemu Soldat 95. Prosty system oparty na pasie, szelkach przenoszących ciężar z pasa i przypinanych do pasa ładownic na magazynki, saperkę, manierkę i torby "na wszystko". Bardzo klasyczny zestaw, jedynym problemem przy niemieckich pasoszelkach jest to, że mają dedykowane tylko dla nich zapięcia, więc jest problem z dopinaniem kolejnych kieszeni i ładownic. Co prawda są "patenty" na montowanie systemu Molle, ale to nie to samo co dedykowane zapięcie. Koszt takich pasoszelek to też do 50 zł. O pasoszelkach (między innymi) można poczytać np. tutaj: http://wmasg.pl/pl/articles/show/3426

O całym systemie wyposażenia, czyli "do czego dążyć" gdy już się wybierze kamuflaż obowiązujący w sekcji, napiszę w kolejnym poście.

czwartek, 13 września 2012

Warstwy ubioru: początek serii dla harcerzy.

Tak jak napisałem, oto pierwszy mój prawdziwy tekst-kompilacja. Zaczynam od czegoś w rodzaju poradnika dla harcerzy z mojej drużyny.
Nie da się cały rok przebiegać w „bawełniaku”, mimo najszczerszych chęci niektórych, więc istnieją więc całe systemy ubiorów, które opierają się na zasadzie ubierania się „na cebulkę” i pozwalają na działanie w terenie w najróżniejszej pogodzie. I to ubieranie się na cebulkę pozwala wyjaśnić pytanie który usłyszałem na tegorocznym obozie: „Czemu wy macie tyle kurtek”. Odpowiedź: odpowiednie narzędzie do odpowiedniej sytuacji. Wykorzystane zdjęcia pochodzą z przejrzanych zasobów osobistych i drużyny.
Poziom 1: bielizna, czyli podkoszulek z krótkim rękawem i bokserki. Jako warstwa najbliższa ciału ma przede wszystkim odprowadzać pot. Czemu to takie ważne? Poci się każdy, bez wyjątku, co najwyżej niektórzy bardziej, niektórzy mniej. Jeśli spocimy się w bawełnianej podkoszulce, ta nasiąknie potem, a potem może zamienić się w zimny kompres: jeśli wiatr, albo niższa temperatura dotrze do podkoszulki, bardzo szybko będzie nam zimno przez wychładzającą nas mokrą podkoszulkę. A chyba nikt nie chce mieć zimnego okładu na nerkach, bo może to grozić np. przeziębieniem. Co w takim razie zrobić? Odpowiedzią są podkoszulki termoaktywne, czyli takie, które odprowadzają wilgoć na zewnątrz i szybko wysychają. Przypominam sobie sytuację na obozie w której miałem na sobie podkoszulkę z coolmaxu, brytyjską bawełnianą koszulę i pasoszelki. Mimo że koszula była dosłownie mokra, podkoszulka była sucha: cała wilgoć przesiąkła do koszuli i nie stykała się bezpośrednio z ciałem. Kolejnym pytaniem jest w takim razie skąd takie coś dostać? Najprostszy sposób to albo wojskowe podkoszulki z coolmaxu, który przypomina trochę siatki używane w ubraniach, np którymi podszywane są kurtki przeciwdeszczowe (oczywiście nie ma oczek na wylot), przede wszystkim brytyjskie, które na allegro kosztują po kilkanaście, dwadzieścia złotych, albo podkoszulki sportowe, które mogą być o wiele droższe, ale nie koniecznie, jeśli nie mamy alergii na ciuchlandy.

Poziom 2: ciepła bielizna, czyli podkoszulka z długim rękawem i kalesony. Najlepiej z cienkiego polaru lub wełny, ponieważ nie będą stanowiły przeszkody dla potu, „odprowadzanego” przez ewentualny poziom 1. Ciepła bielizna stanowi przede wszystkim pierwszą warstwę izolacyjną, utrzymującą w sobie, między włóknami, ciepłe powietrze, które oddziela nas od chłodu otoczenia. Zakładamy ją gdy robi się za chłodno na noszenie samej podkoszulki i innych warstw o który wspomnę zaraz. Poza tym poziom 2 ma kolejną zaletę: można jej używać jako ciepłej piżamy. Skąd to wszytko brać: wszelkiej maści źródła odzieży wojskowej, albo turystycznej. Przykładem takiego wojskowego ocieplacza jest amerykańska bielizna termoaktywna lev. 2, jej helikonowska kopia, ale też brytyjski Norgie Shirt, czy zielony „dres” WP. Przy czym dwie ostatnie średnio pasują do koncepcji ponieważ są zrobione z gęsto tkanej bawełny. Do tej pory nie narzekałem na swoje Norgie, ale należy pamiętać że to ubranie koncepcyjnie dosyć stare, co najmniej z lat 90-tych, od tamtego czasu nastąpił znaczny postęp w dziedzinie materiałów. No i wszelkiej maści ubrania turystyczne: cienkie polary, czy różne ubrania z wełny. Musimy jednak pamiętać ogólną zasadę: „demobil” jest oczywiście zwykle tańszy, ale często nie zapewnia aż tak dobrej ochrony jak porządne ubrania turystyczne. Ubrania wojskowe są dobre, ale z tyłu głowy zawsze kołacze się gdzieś jedna z zasad Murphiego: „Twój sprzęt wyprodukował ten, kto dał najniższą cenę na przetargu.”

Poziom 3: warstwa ocieplająca. Porządny gruby polar, lub sweter z prawdziwej wełny. Dobry polar to w okresie chłodnym nasza główna warstwa utrzymująca ciepło przy ciele. Polar nie jest kurtką przeciwdeszczową, czy wiatrówką: utrzymuje ciepło, ale wiatr przedostaje się przez niego z łatwością. Musimy pamiętać że nie jest ubiorem uniwersalnym, tylko „plastikowym”, współczesnym odpowiednikiem swetra. I tak jak wełniany sweter działa, ponieważ powietrze, które znajduje się pomiędzy włókami stanowi naszą warstwę izolacyjną. Czego należy szukać w tej warstwie? Tym razem, jeśli nie jesteśmy nastawieni na zbieranie zestawu wyposażenia jakiejś konkretnej armii (przy czym polary WP i zielone polary armii brytyjskiej są podobno godne polecenia. Podobno, ponieważ żadnego z nich nie nosiłem), to nastawiamy się na grubość polaru i nie musimy tak bardzo przejmować się marką turystycznego polaru (chyba że szukamy oryginalnego Polartecu, który jest tym czym Adidas dla „adidasów”, oraz Electrolux dla odkurzaczy). O ile bluzy polarowe które można stosować jako ciepłą bieliznę, czyli poziom drugi mają gramaturę 100 g/m kwadratowy , to typowa „uniwersalna” bluza polarowa ma zwykle gramaturę 200 g/m kwadratowy. Zaś ciepłe, najgrubsze polary to gramatura 300g/m kwadratowy. „200tki” są najpopularniejsze i zwykle wystarczą na warunki w jakich wyruszamy w teren. A jak jest bardzo zimno, zawsze można założyć pod niego „100tkę”.
Oprócz tego że polar jest ciepły, to pasuje do każdej sytuacji: i do munduru i do symulacji ratowniczej.


Poziom 4: bluza. W systemie ubioru armii amerykańskiej na tym miejscu znajduje sie tzw. windshirt, czyli bardzo lekka bluza chroniąca jedynie przed wiatrem. Jej cywilne odpowiedniki można często spotkać u rowerzystów. W naszej harcerskiej sytuacji może to być koszula mundurowa (o powiązaniu przedstawianego systemu z mundurem zapewne powstanie oddzielny post), wojskowa bluza lub koszula, albo zwykła cywilna bluza. Poziom 4 nosimy przede wszystkim w latem, jako ubiór wierzchni, na podkoszulkę, albo pod dachem. Dobrymi przykładami są ty bluza BW (niemiecka), oraz brytyjska koszula mundurowa. Są zrobione ze względnie cienkiej bawełny i nie chronią zbytnio przed chłodem i mocniejszym wiatrem. Najwyżej przed komarami, obtarciami i słońcem. Bluza mundurowa WP, czyli „bawełniak” z racji konstrukcji zaliczałby się do tej grupy, ale z racji grubego materiału „wisi” gdzieś pomiędzy tym, a następnym poziomem. Co wyciąga na wierzch jego wady: przede wszystkim kołnierz który jedynie wygląda, ale nie chroni przed wiatrem. Jeśli bluza nie jest luźna, noszenie pod nią polaru może być problematyczne, a gruby materiał nasiąka wodą i wolno schnie.
Oto do czego tak na prawdę jest bluza: żeby nie biegać latem po lesie w samej podkoszulce.

Poziom 5: kurtka. Lekka kurtka chroniąca przed wiatrem, oraz częściowo przed deszczem. Pamiętajmy że taka kurtka nie jest od „grzania” sama z siebie. Jej zadaniem jest być „tarczą”. Od utrzymania ciepła jest bielizna i polar. Tu należy omówić oddzielnie 3 różne typy kurtek: wojskowe smocki i parki, kurtki softshellowe, oraz cywilne tanie, cienkie kurtki przeciwdeszczowe.

Smocki i parki: wojskowe kurtki ze względnie cienkiej bawełny (nadal cieńsze od bawełniaka). Mogą nam służyć praktycznie przez cały rok: od jesieni do wiosny oraz w letnią niepogodę. Dzięki gęstemu splotowi dobrze chronią przed wiatrem, a ponieważ niekiedy bywają fabrycznie impregnowane, również przed lżejszym deszczem, czy śniegiem. Kolejną z ich zalet jest wyskoki kołnierz i/lub kaptur. Zwykle są długie, niektóre sięgają do kieszeni spodni, a niektóre nawet do pół uda. Poza tym są luźne jak na swój rozmiar, ponieważ z założenia mają zmieścić pod sobą kilka warstw ocieplających. Czym różni się parka od smocka? Przykładem parki jest kurtka BW: długa, ma kaptur, da się doczepić ocieplającą podpinkę, 6 kieszeni: 2 na piersiach, jedna wewnętrzna, 2, dolne na suwak, wpuszczone w kurtkę i jedna malutka na ramieniu. W terenie, bez rozpinania kurtki możemy więc wykorzystywać tylko 4 kieszenie. A smock? To kurtka w której „Jacek, czego ty nie masz w tej kurtce?”. Brytyjski smock Soldier 2005 oprócz kaptura ma 7 kieszeni: 2 duże dolne, 2 duże na piersi, 2 duże na piersi do których można dostać się przez pionowe suwaki, oraz jedna malutka na ramieniu (osobiście noszę w niej zapalniczkę bo tylko ona się mieści, ale o sztuce pakowania się w kurtkę również kiedy indziej). A to i tak nie maksimum, bo istnieją kurtki które mają jeszcze więcej kieszeni. Ma przede wszystkim pomieścić najróżniejsze drobiazgi które mogą się nam przydać w terenie i stanowi odzwierciedlenie maksymy „Walczysz tym co masz na pasie, żyjesz z tego co masz w plecaku, uciekasz z tym co masz w kieszeniach.” Przyznaję się, jestem miłośnikiem smocków, nie ma wg. mnie równie uniwersalnej kurtki w teren.
Jak widać smock jest uniwersalny: da się go nosić cały rok. Dla porównania starsza wersja kurtki: Soldier 95: praktycznie identyczny materiał i rozkład kieszeni (nie ma malutkiej na ramieniu), jest jedynie nieco krótsza i zamiast kaptura ma wysoki kołnierz. Marzec, w wielu miejscach jeszcze leżał śnieg.
Zdjęcie: A. Endzelm
Sostshelle: jeden z wynalazków współczesności, który rozpowszechnił się się zarówno w turystyce, jak i wojsku. Soft shell to przede wszystkim tkanina: nylon, lub syntetyk, który swoją wiatrodporność zawdzięcza przede wszystkim temu w jaki sposób została utkana. Gdy dodamy do tego zaimpregnowanie chroniące przed drobnym, krótkim deszczem, otrzymujemy tkaninę, która o wiele lepiej działa z bielizną termoaktywną i polarami, niż kurtki z bawełny. Trudniej jest się w nich zapocić i lepiej odprowadzają wilgoć na zewnątrz, dzięki czemu możemy uniknąć mokrej plamy zimna na nerkach. Poza tym tkanina jest bardzo lekka i można z niej tworzyć kurtki o wiele lżejsze od bawełnianych, a jednocześnie sprawujące się lepiej. Istnieje jednak jeden problem. Ponieważ softshelle stały się modne, nie każdy „softszel” jest tak na prawdę sostshellem. Tanie bluzy i kurtki tak określane często są jedynie szyte obciśle „jak softshell”, dostają podszewkę z cienkiego polaru, a ich oddychalność (czyli możliwość odprowadzania wilgoci) zapewnia membrana (dodatkowa warstwa o której wspomnę później), a nie splot tkaniny. A dobra membrana zapewniająca dobre parametry też swoje kosztuje.

Tanie cywilne kurtki przeciwdeszczowe: sporo „turystycznych” kurtek jest szytych z impregnowanego ortalionu, lub innej cienkiej tkaniny o słabej oddychalności. Prędzej czy później przemiękną, a jednocześnie nadal łatwo jest się w nich zapocić. Ich możliwości ochrony przed wiatrem i deszczem są więc porównywalne z wojskowymi parkami. No i oczywiście są modne, a jaskrawe kolory ułatwią ratownikom znalezienie nas w razie wypadku.

Poziom 6: kurtki przeciwdeszczowe. W przeciwieństwie do poprzedniego poziomu teraz mowa o kurtkach z membraną, które są w stanie chronić przed silnym deszczem. Mowa o wojskowych, lub cywilnych „goreteksach”. Czym jest membrana o której już wspominałem? To jedna z warstw tkaniny, która odpowiada za oddychalność kurtki: nie przepuszcza wilgoci z zewnątrz, ale dzięki różnicy temperatur pomiędzy ciałem, a otoczeniem odprowadza wilgoć spod kurtki. Goretex to kolejny przykład nazwy całej kategorii produktów wywiedzionych od jednego producenta. Tak jak Polartec to prawdziwy oryginalny polar, tak Gore-tex firmy Gore to prawdziwa oryginalna membrana „goretexowa”. W przypadku takich kurtek możemy wybierać tańsze (50-150 zł) wojskowe kurtki niemieckie i brytyjskie, które mają w sobie tańszą, słabszą membranę, jak i droższe kurtki turystyczne. Jednak uwaga dla wszystkich którzy chcieliby nosić „goreteksy” jako kurtki zimowe. Te kurtki mimo że świetnie chronią przed deszczem, śniegiem i wiatrem nie grzeją same z siebie. Konieczny jest do nich polar, jak w turystycznych kurtkach „3 w 1”, w których polar można nosić jako podpinkę do kurtki. Jeśli kurtka nie ma takiej możliwości, trzeba założyć pod spód oddzielny polar.
Kurtka przeciwdeszczowa zimą? No tak, jako przykład dobrego dobrania warstw pod spód. Ze zbiorów A. Endzelm

Poziom 7: ocieplacze puchowe. Z takim ociepleniem raczej nie musimy potrzeby się spotykać, ponieważ jeśli poprawnie zestawiliśmy poprzednie warstwy, jesteśmy w stanie komfortowo poruszać się w terenie nawet przy kilkunastu stopniach poniżej zera. Problemy zaczynają się jeśli zamierzamy gdzieś siedzieć nieruchomo na mrozie, mrozy są na prawdę arktyczne i planujemy dłuższe wyjście, np. zimą w wyższe góry. Wtedy bierzemy ze sobą kurtkę puchową, którą zakładamy na polar, ale pod wierzchnią kurtkę przeciwdeszczową z membraną. Oczywiście istnieją cywilne zestawy (kurtka + spodnie) z puchu naturalnego albo sztucznego (np. primaloft), ale są też również wojskowe np. brytyjski Softie Snugpaka (producent m. in. śpiworów). Oczywiście zawsze można założyć ciepłą, cywilną kurtkę zimową, ale równie dobrze można ubrać się na cebulkę z tym co mamy.

To tyle. W planach jest stworzenie tekstu o tym jak dopasować te poziomy do munduru harcerskiego, czyli co nosić i kiedy, oraz być może tekst „dziewczyna i odzież militarna”, również z wzięciem pod uwagę noszenia różnych elementów do munduru.