Więcej o moich kamuflażach / More about my camo patterns:
http://jeremak.blogspot.com/2014/10/more-camo.html

piątek, 13 października 2017

Geoportalu ciąg dalszy: "dużo kolorków"

Jakiś czas temu opublikowałem tekst co nieco pokazujący swego rodzaju wstęp do możliwości geoportalu: http://jeremak.blogspot.com/2017/03/wstep-do-wstepu-geoportal-dla-harcerzy.html. Ostatnimi czasy uznałem że przydałoby się go co nieco rozwinąć, więc postaram się pokazać dodatkowe, nieco ukryte opcje tej strony, z którym można korzystać przy różnej działalności harcerskiej.
Na początek zapewne najbardziej przydatna opcja, zwłaszcza jeśli planujemy coś z kimś innym. Zamiast przerzucać się zrzutami ekranu, jak najbardziej można podesłać link do własnej "kompozycji mapowej" z której się akurat korzysta: zachowany będzie układ wyświetlanych warstw, oraz obszar. Przykładowy link do takiej kompozycji:
http://mapy.geoportal.gov.pl/imap/?locale=pl&gui=new&sessionID=3556325
Dalej będę jednak już serwował sceeny, żeby zachować element zapowiedziany w tytule. Wynika to między innymi z tego że testowałem nową opcję dostępną w swojej przeglądarce ułatwiającą łatwiejsze wykonywanie zrzutów ekranu. A "kolorki"? Wynikają z tego, że strona jest przede wszystkim przeglądarką danych WMS pochodzących z różnych serwisów. Czego? W dużym uproszczeniu albo dużej liczby grafik-kafelków np. ze zdjęciami lotniczymi, albo danych wektorowych wyświetlających się potem jako różnego rodzaju obszary. Strona umożliwia zmienianie ich kolejności, przezroczystości, wyświetlanie kilku na raz, dzięki czemu można stworzyć kombinację takich danych, jakie nas interesują. Żeby dodać nową mapę należy kliknąć na "widok > dodaj mapę". Wyświetli nam się takie okienko:
Mamy tu pokazaną listę najróżniejszych, państwowych i samorządowych serwerów WMS z których możemy wybierać.
Gdy wybierzemy jeden z nich: w tym przypadku cieniowanie, pokaże nam się kolejne okno, gdzie istnieje możliwość wybrania poszczególnych elementów, oraz określenia przezroczystości.
Gdy klikniemy dodaj, możemy zacząć korzystać z dodanej mapy. Cieniowanie, które poszło na pierwszy ogień może się przydać np. jeśli chcemy lepiej uzmysłowić zróżnicowanie rzeźby terenu osobom słabiej radzącymi sobie z odczytywaniem poziomic: mapa z cieniowaniem może być dla nich bardziej plastyczna.
Co więcej: cieniowanie da się skomponować z inną warstwą, czyli hipsometrią o barwach znanych wszystkim z map i atlasów szkolnych:
Przy okazji na powyższej ilustracji widać kolejną opcję: mamy do dyspozycji wyszukiwarkę nazw geograficznych obejmujących nie tylko miejscowości, ale również np. jeziora, cieki wodne i szczyty.

Teraz zaczną się bardziej skomplikowane mapy. Zaczynając od wydawałoby się prostej mapy krajobrazowej, pokazującej nam rodzaje krajobrazów (lasy? jakie? a może łąki i bagna?)
Jednak kolejna jest już trudniejsza do odczytania: mapa hydrologiczna. Dostępna jest do niej też legenda, ale trzeba też ją umieć czytać. I jest do tego potrzebna jednak jakaś sensowna wiedza geograficzna.
Ale na co nam to? A może ktoś chciałby zrobić biwak, czy obóz oparty na rzeczywistym, naturalnym źródle bijącym z ziemi? A może ktoś chce uniknąć organizacji obozu na obszarach potencjalnie zagrożonych podtopieniami, czy zabagnionych? W tych przypadkach mapa też może być pomocna. Co do podtopień: dostępna jest też mapa pokazująca obszary potencjalnie zagrożone powodziami:

Jest dostępna również mapa, która pozwoli nam zaplanować całkiem sensowną, ciekawą wycieczkę i wędrówkę jeśli chcemy poznać przyrodę regionu. A może by tak zaplanować rajd w których punktami będą pomniki przyrody? Tylko skąd wziąć ich lokalizację? Proszę bardzo, są dane udostępniane przez Generalną Dyrekcję Ochrony Środowiska:
Pomniki przyrody, najróżniejsze obszary chronione i użytki ekologiczne, rezerwaty, parki krajobrazowe i narodowe.
Geoportal.gov.pl to nie jedyny geoportal: ten jest po prostu krajowy. Istnieją też portale samorządowe i instytucji państwowych, np. Państwowej Inspekcji Geologicznej, czy Lasów Państwowych:
https://www.bdl.lasy.gov.pl/portal/mapy
Ten drugi to kolejna strona warta polecenia, bo zawiera sporo przydatnych informacji.
Co my tu mamy? Podział na działy leśne, stan własności ("a może by tak zrobić biwak na prywatnej działce?"), mapy pokazujące nam z jakimi gatunkami będziemy mieć do czynienia w danym siedlisku leśnym, oraz mapa łowiectw. Ale nie tylko, podobnie w geoportal.gov.pl da się wyświetlić również inne warstwy. Nawet geologiczne/geomorfologiczne:
"A po co mi wiedza o tym co jest w podłożu?" Bo: a) różne podłoże różnie przesiąka. Może lepiej się zastanowić czy chcemy spędzić 2 tygodnie na gliniastym błocie. b) może będziesz potrzebował gliny na piec? Albo na zajęcia z lepienia garnków. Tyle że miejsce obozowe będzie na obszarze piaszczystym.
Tak na koniec jeszcze jeden adres, mapa obejmująca zakazy wstępu do lasu z różnych powodów: http://zakazywstepu.lasy.gov.pl/ żeby nie zgarnąć mandatu za zwykłą wykapkę.

piątek, 15 września 2017

Zakupy kompulsywne

Niepotrzebnie wchodziłem w ostatnią sobotę na Allegro. Zaczęło się na chwili zastanowienia "to gdzie w końcu na tym całym internecie można dostać Antka Cwaniaka. W składnicach nie ma nowych wydań. W internecie pdfów nie ma. Coś jest w bibliotece cyfrowej UJotu, ale tam dostęp jest dopiero po zalogowaniu, w przeciwieństwie do niektórych innych bibliotek." A skończyło na całym kartonie różnych książek. Zajrzałem na Allegro, wpisałem hasło wyszukiwarkę i okazało się że jest: za 6 zł, w dobrym stanie. Zaraz potem okazało się że jest też "Książka drużynowego zuchów". I pokusiło mnie, bo zajrzałem co tam jeszcze ma ten sprzedawca, żeby nie okazało się że książki będą kosztować mniej niż koszt przesyłki. A były tam takie perełki, że aż pochwalę się co udało mi się kupić.

Na początek Kamiński. Książek zuchowych szukałem już wcześniej, można powiedzieć że do "potrzeb roboczych". Chociaż po przeczytaniu "Antka Cwaniaka" i fragmentów "Książki drużynowego zuchów" już wykształciła mi się opinia że to lektura obowiązkowa również dla drużynowych harcerskich: żeby znali różnice metodyczne i robili u siebie harcerstwo, a nie "zuchostwo", czyli zabawy zuchowe dla dzieci w wieku harcerskim. A ta bez tytułu na okładce?
Przedwojenne wydanie "Książki wodza zuchów". Czemu kupiłem dwie "takie same książki? W celach kolekcjonerskich, z tego samego powodu dla którego mimo posiadania reprintu "Obozów" Trylskiego z lat osiemdziesiątych mam też współczesne wydanie tej książki z Biblioteki Kręgu Płaskiego Węzła. Starsza wersja to zabytek, a nowa: "książka robocza", do zaczytania.

Zestaw z zakresu przyrodoznawstwa. Tylko mam pewne obawy, bo w 2015 moja obozowa "biblioteczka komendanta" składała się z kilku książek, w 2016 z jednego plastikowego pudełka, a w tym roku już szczelnie wypakowałem książkami 2 pudła. Żeby nie skończyło się na tym że połowę bagażu obozowego drużyny będą stanowiły narzędzia, a połowę moje książki. I będę musiał chyba zrobić katalog tego o czym są poszczególne tytuły.

Kolejny zestaw, geograficzny.

Wracając jeszcze do obozów. Powyższą książeczkę kupiłem "na ślepo": jest harcerskie, jest tanie to biorę. Jakież było moje zdziwienie, gdy okazało się że to wręcz "poradnik organizacji kuchni na obozie", razem z widocznymi tu tabelami zapotrzebowań ilościowych, dietetycznych itp.

Cała książka o węzłach: trzeba tylko będzie ćwiczyć. A jest co, bo w moim środowisku zawsze było z węzłami "średnio".

Dla niektórych kultowa pozycja, dobrze jest ją mieć u siebie "na wszelki popularyzatorski wypadek".

I teraz dwie pozycje na widok których mi szczęka opadła i chyba którymi najbardziej chcę się pochwalić (oprócz przedwojennych "...zuchów"):
Polskie wydanie Atlasu Świata Służby Topograficznej WP. Coś, o czym na zajęciach z kartografii podczas studiów słyszałem że jest największym osiągnięciem polskiej kartografii, kolekcjonerskim białym krukiem, zwłaszcza że większość wyprodukowanych egzemplarzy to wersja angielska na zlecenie wydawnictwa "Pergamon". I pokazywano na podobny egzemplarz jak artefakt, ciekawostkę. Swój kupiłem za... 35 zł. I tak, jakość grafiki, ilość i dokładność map urywa szczękę: specjalnie dla pokazania rozmiaru położyłem obok nowy ołówek. Jeszcze widok wnętrza, specjalnie dla porównania otworzyłem na stronie którą już można u mnie kojarzyć: na podstawie jej elektronicznej wersji stworzyłem swoją mapę alternatywnej Południowej Afryki. Trzeba też pamiętać że atlas pochodzi z 1962 r. więc z ery przedkomputerowej.

Do kompletu, też za śmieszne pieniądze udało mi się u tego samego sprzedawcy dorwać Narodowy Atlas Polski PAN z lat siedemdziesiątych.



Na koniec jeszcze jedna ciekawostka. Po tych wszystkich zakupach brakowało mi kilku złotych żeby dobić do poziomu darmowej dostawy (spokojnie, był dosyć niski). No to może jeszcze jedna książka? Czego to nie mam w papierze, a przydałoby się? Wiem, "Lato leśnych ludzi", sprawdzę czy jest? JEST! Wydanie z 1947 r. poniżej 10 zł. No to co? Wziąłem.


I jak to wszystko podsumować? Chyba tytułem. Bo o ile przy wszystkich innych zakupach jestem zwykle aż skąpy, tak właśnie przy książkach i demobilu potrafi czasami uruchomić mi się wręcz "kobiecy shopping". Chyba muszę znowu na parę miesięcy przestać zaglądać na Allegro.

czwartek, 7 września 2017

Najpolszy śmigłowiec

Od czasu mojego ostatniego posta z profilami śmigłowców: wtedy Caracalami do polskiej armii nadal nie trafiły nowe śmigłowce. I nie za bardzo wiadomo kiedy trafią. Oczywiście nadal toczy się gra i wystawianie na targach zbrojeniowych. Ale ponieważ poruszamy się w sferze fantazji, puśćmy jej wodze i pójdźmy na całego: co by było gdyby Wojsko Polskie otrzymało Black Hawki? I to nie już, ale gdzieś, w jakiejś innej linii czasu, w jakiejś fantazyjnej, innej Polsce już w latach 80-tych? Nie wnikając w jakiejś głębsze podłoże historyczno-polityczne: ot, Sikorsky S-70 w polskich barwach. I na dodatek jako podstawowy śmigłowiec lekki, pełniący podobną rolę jaką w rzeczywistości pełni obecnie W-3 Sokół:

Na początek egzemplarz testowy w dwubarwnym malowaniu:


Malowanie w schemacie "Meduza", inspirowane kolorami rzeczywistych Mi-2 i Mi-8 w latach 80-tych i 90-tych. Przy czym nazwa "meduza" pierwotnie odnosiła się do kryptonimu farb używanych do malowania statków powietrznych polskim lotnictwie wojskowym.

Malowanie pustynne, z "pełnokolorową" szachownicą, ale już innymi oznaczeniami o zmniejszonej widoczności:

I jednolite malowanie wzorowane na obecnie używanym w Lotnictwie Wojsk Lądowych. Z pewną modyfikacją: z oznaczeniami o ograniczonej widoczności, w tym szachownicą malowaną barwami maskującymi zamiast jaskrawego czerwonego i białego. Jak widać nadal jest to ten sam, łatwo rozpoznawalny kształt i układ, ale nie jest tak jaskrawy jak "pełnobarwny".

I teraz się zaczyna: pobawiłem się z ideą jednolitego lotnictwa służb porządkowych, swego rodzaju "lotnictwa MSW" w którym funkcjonowałyby jednostki lotnicze działające na rzecz różnych służb mundurowych, jednak mające jednolite wsparcie szkoleniowe i logistyczne: wspólną "czapę" zapewniającą wsparcie w działaniu. Chodzi o bardziej kompleksowe, systemowe rozwiązanie zamiast obecnego w którym policja ma kilka  swoich statków powietrznych, Straż Graniczna trochę swoich, a TOPR (przyznajmy tu: zewnętrzne stowarzyszenie któremu państwo zleca pewne obowiązki) ma do dyspozycji 1 śmigłowiec. No to zaczynamy. Na początek Policja. Od razu przy tej okazji wytłumaczę system rejestracji: SN: prefiks rejestru statków powietrznych. Wykorzystywany w rzeczywistości, SP oznacza polskie cywilne statki powietrzne, SN: polskie cywilne statki powietrzne w służbie państwowej, wpisane do specjalnego rejestru MSW, rzeczywiste numery rejestracyjne np. śmigłowców policji mają bardzo podobną strukturę, przy czym nie dokładnie opartą na tym samym schemacie. Numer: kolejny numer "obiektu" wykorzystywanego przez daną służbę, X: wiropłat. Samoloty miałyby inną literę. P: w tym przypadku oznacza policję, oznaczenie danej służby. "Okrągła szachownica" to zmodyfikowane oznaczenie wykorzystywane przez Straż Graniczną, w rzeczywistości znajduje się na zielonym tle.

No i kolejny to Straż Graniczna:

Następny schemat o malowanie "ratownicze": przy założeniu że w opisywanej sytuacji lotnictwo służb porządkowych zajmowałoby się również działaniami poszukiwawczo-ratowniczymi w górach i na morzu przy ewentualnym wsparciu lotnictwa marynarki wojennej, tak jak robi to np. w USA Coast Guard (przy czym USCG jest formalnie częścią sił zbrojnych, mimo że podlega Departamentowi Bezpieczeństwa Krajowego). Np. w formie 2 jednostek/kluczy na wybrzeżu i 2 w górach, z czego 1 w Tatrach. I spodziewam się że akurat te maszyny byłyby jednak oparte na konstrukcji Seahawka, a nie Black Hawka, ale cóż, nie robiłem już sobie dodatkowej roboty przy przerabianiu szczegółów:

A skoro powierzyłem już nieistniejącej służbie ratownictwo morskie i górskie, to czemu by nie powierzyć mu również wsparcia lotniczego ratownictwa medycznego? I tak oto do wymyślonej służby zostaje włączony również Lotnicze Pogotowie Ratunkowe, ze zmodyfikowanym malowaniem:

Wspomniałem już że fantazjujemy, nie patrzymy na koszta, to może Państwowej Straży Pożarnej też przydałaby się jednostka śmigłowcowa, chociaż jedna? W rzeczywistości mieli w historii całego 1 Sokoła, to niech mają:

Kogo jeszcze brakuje? Skarbówki? Tu już nie przesadzałem i zdecydowałem się obdarować "jedynym produkowanym w Polsce śmigłowcem" również najlepszego wymyślonego przyjaciela polskiej dyplomacji, czyli San Escobar. Kiedyś wyposażyłem ich Lotnictwo Obrony Terytorialnej w staruśkie Hueye:
 Czas najwyższy je czymś zastąpić. I skapnęło również specjalnej jednostce poborców podatkowych "Bilon" Gwardii Fiskalnej Republiki Ludowo-Demokratycznej San Escobar:

wtorek, 20 czerwca 2017

Federacja Południowej Afryki

Od dłuższego czasu dłubałem powoli mapę althistoryczną żeby utrzymać swoje umiejętności graficzne. Oto i ona z krótkim opisem fabularnym.

Po wojnach burskich powstający Związek Południowej Afryki otrzymuje bardziej federacyjną formę rządów, podobną do tej znanej z Kanady, czy Australii. w 1922 Południowa Rodezja przegłosowuje w referendum swoje dołączenie do ZPA. Przez kolejne lata do tego brytyjskiego dominium dołączają kolejne kolonie: Rodezja Północna, Nyasaland, Beczuana, a w 1955: Namibia. Również w 1955 w wyniku przyjęcia nowej konstytucji, ZPA przekształca się w Federację Południowej Afryki, o rzeczywiście federacyjnej formie rządów. Oprócz kolonii które dołaczyły do ZPA, równoważnymi "stanami" w ramach federacji są również 4 części związku: Kraj Przylądkowy, Natal, Wolne Państwo Orania i Transvaal. Z różnych przyczyn w federacji nie obowiązuje Apartheid, ale w polityce i gospodarce dominuje nadal biała ludność. Na poziomie polityki federacyjnej dominują Union Party i National Party dzięki głosom białej ludności z całej federacji. Ludność czarna i pochodzenia azjatyckiego również częściowo posiada prawo do głosu, ograniczone jednak cenzusem umiejętności czytania i pisania i finansowym, wykluczającym przede wszystkim ludność czarną na obszarach wiejskich. Można taką sytuację porównać do możliwości głosowania w wyborach ludności czarnej w południowych stanach USA do lat 60tych ("Jim Crow law"). Głosy ludności czarnej i "kolorowej" (Azjaci) rozkłada się częściowo pomiędzy ogólnofederacyjne UP i NP, podzielone partie lewicowe i partie regionalne, mające zauważalne znaczenie w poszczególnych częściach składowych federacji, ale nie mogących przebić się na poziom ogólnofederalny.
W zakresie polityki zagranicznej FPA w roku 1962 (taki moment przedstawia mapa) jest nadal częścią wspólnoty brytyjskiej i głównym politycznym, gospodarczym i militarnym sojusznikiem państw zachodnich w Afryce.
Link do źródła/większego rozmiaru: http://jeremak-j.deviantart.com/art/Federation-of-South-Africa-alternate-history-map-687606577

sobota, 8 kwietnia 2017

Mysz, która kichnęła

"Czy teraz pełnoletni, nie będący opiekunami mogą spożywać w małych ilościach alkohol na imprezach harcerskich?" Taka była reakcja pewnego drużynowego na dzisiejszą decyzję Zjazdu ZHP. Mam nadzieję że to był żart. Bo jeśli nie to ma problem. DUŻY problem. Bo tu chodzi o zrozumienie po co jest nam potrzebna abstynencja i po co funkcjonuje harcerstwo. Funkcjonuje by kształtować człowieka. Nie, nie mogą. A jeśli przeszłoby im to przez myśl to znaczy że popełniliśmy błąd jak harcerstwo, środowisko, instruktorzy. To znaczy że nie wychowaliśmy go dobrze. A nawet powiem więcej: nie wychowałem. Oznacza to że gdy był młodym harcerzem nie uświadomiliśmy że pijąc albo paląc niszczy sobie zdrowie i charakter. A możemy mu to uświadomić jedynie swoim osobistym przykładem. Może mój, osobisty przykład był wtedy jeszcze zbyt słaby.
Harcerz nie może pić i palić bo jest za młody. Dopiero rozwija się fizycznie i psychicznie i substancje odurzające, oraz inne nałogi pociągają za sobą nieodwracalne negatywne zmiany.
Instruktor nie może pić i palić właśnie dlatego że jest starszy. Bo jest wzorem, to on mówi harcerzowi że nie powinien pić i palić.
A dorośli nie-instruktorzy? Też nie powinni. Musimy sobie uświadomić że harcerstwo nie jest szkołą z uczniami stanowiącymi kompletnie oddzielny zbiór, nauczycielami, zwykle 10 i więcej lat starszymi od swoich uczniów i stanowiących pewien wspólny zbiór z nauczycielami pracowników obsługi. W harcerstwie nie ma takiego podziału. Wszyscy jesteśmy jednym środowiskiem: drużyną, szczepem, hufcem. Różnice wiekowe są płynne. Podobnie płynne jest oddziaływanie. Dwudziesto-paro letni przewodnik jest kumplem siedemnastoletniego wędrownika nie pełniącego żadnej funkcji. Jesteśmy jednym zbiorem o płynnych różnicach, w którym jedni są młodsi inni starsi, a część z nas ponosi większą odpowiedzialność za nasze działanie. Dlatego zasady muszą być jednolite dla wszystkich. Bo często ten osiemnastoletni wędrownik ma równie duży wpływ na stan naszego środowiska co trzydziesto-paro letni harcmistrz.

Dlatego "wolność od nałogów" będę traktował po abstynencku: zero alkoholu, zero papierosów, zero e-papierosów, zero tabaki, zero narkotyków, zero dopalaczy. Bo to najpewniejszy sposób na wolność od nałogów: brak kontaktu z czynnikami "nałogogennymi". I taką postawę będę starał się wprowadzać w swoim środowisku. Nawet mimo tego że do tej pory było z tym tragicznie. Ale teraz po zmianach tym większa przed nami odpowiedzialność: skoro inni nie stawiają przed nami jasnej granicy, sami musimy ją sobie postawić i sami nad nią pracować. W końcu "harcerz pracuje nad sobą". Czyli ja sam muszę powiedzieć sobie konkretnie: zero.

Przeszła mi przez głowę myśl że być może teraz łatwiej będzie pozyskać dla harcerstwa nowych dorosłych. Może teraz łatwiej będzie znaleźć np. jakąś mamę na opiekuna drużyny czy gromady. Może teraz łatwiej będzie powiedzieć dobremu koledze: "stary, nawet jeśli w młodości cię to ominęło, to teraz możesz przyjść i nam w czymś pomóc". Zwłaszcza że nie będzie już nad nimi wisiało że powinna to być decyzja w rodzaju "jak nożem uciął". Ale mam też nadzieję że równocześnie za parę lat taki "Krąg harcerstwa dorosłego" będzie działał w taki sposób jak napisałem w poprzednim akapicie. Że ci ludzie przyjdą nie odcinając sobie na wejściu swoich dotychczasowych przyzwyczajeń, ale wypracują sobie postawę że z czasem usunąć ze swojego życia używki i potencjalne nałogi. Ale będzie to możliwe tylko jeśli wejdą do środowiska w którym to młodsi od nich będą stawiać przed sobą konkretne, jasne granice. I znów pojawia mi się tu spostrzeżenie że musimy utrzymywać jednolite zasady dla całego środowiska, bo każdy tworzy atmosferę funkcjonowania tego środowiska.

Cóż, trzeba chyba będzie w końcu kupić krótkie spodenki mundurowe i rozkręcać "Grupę Rekonstrukcji Historycznej KIHAM-80". Coraz bardziej czuję że znowu przydałby nam się taki nowy KIHAM. Oddolny, wychodzący od drużynowych, pozytywny ruch, który pokaże nam że harcerstwo powinno być na poważnie. Że nie jest infantylną zabawą, ale ruchem kształtującym człowieka. Zawsze czytając o działaniach "drugiego obiegu harcerstwa" w latach 80-tych czułem podziw i zazdrość wobec tego jak działał. Ile materiałów bezpośrednio przeznaczonych dla drużyn i drużynowych się wtedy ukazywało. W jaki sposób poprzez rozpowszechnianie tych materiałów i bezpośrednie kontakty zmieniał jakość harcerstwa. Nie jakieś kolorowe propozycje programowe, kampanie reklamowe, ale zaproszenia na obozy, organizacja rajdów, czy zwykłe ogniska. Jak bezpośrednia osobista postawa i kontakty oko w oko zmieniły tak na prawdę harcerstwo. Dzisiaj też tego nam potrzeba.
I może dlatego chłonę wszystko co znajdę harcerskiego w internecie. Bo może brakuje mi takich bezpośrednich kontaktów. I może dlatego tak łatwo jest mi rzucać sądy o abstynencji: moje życie towarzyskie to pustynia, nie imprezuję, więc nie mam okazji do picia. Te "pustynne" życie towarzyskie ostatnio okazało się największym problemem w konstruowaniu moje próby podharcmistrzowskiej. Przyznam że mam marzenie: że za parę, paręnaście lat będzie w Polsce istnieć jedna, duża, dobra jakościowo organizacja harcerska. Wewnętrznie bardzo zróżnicowana środowiskowo, ale opierająca się na jednej, żywej idei. I od dłuższego czasu chodzi mi po głowie pomysł "puszczenia wici" z pytaniem do drużynowych z różnych organizacji z pytaniem czy wyobrażają sobie taką możliwość. I jak ją sobie wyobrażają. Być może udałoby mi się zebrać grupę podobnych marzycieli? Kto wie?

niedziela, 19 marca 2017

Wstęp do wstępu: Geoportal dla harcerzy.

Tekst który wrzucam napisałem jakiś rok temu, z nadzieją że będzie stanowił część wysiłku wznowienia wydawanego kiedyś w moim hufcu pisma "Mazowiecki Skaut". Ale na jednym numerze-meteorze się skończyło i tekst nie został opublikowany. Dlatego też przy ostatnim sprzątaniu pulpitu w komputerze uznałem że przydałoby się coś z nim zrobić. Jest napisany, uważam że jest przydatny, nawiązuje częściowo do tego co ostatnio pisałem, więc wrzucam.

Jeśli chcemy pracować z mapą, na przykład przygotowując się do wędrówki najlepszym narzędziem jest obecnie Geoportal: portal internetowy stworzony i obsługiwany przez Główny Urząd Geodezji i Kartografii, a dostępny pod adresem geoportal.gov.pl. Jedynym porównywalnym serwisem są Google Maps. Co prawda serwis Google umożliwia tworzenie własnych map, oznaczanie punktów, linii, obszarów, dodawanie opisów, linków, zapisywanie tego wszystkiego i udostępnianie, ale za to Geoportal, z racji tego że zawiera dane wytworzone przez instytucje państwowe umożliwia dostęp do większej ilości map-podkładów, a zdjęcia lotnicze w Geoportalu mają większą rozdzielczość i szczegółowość niż obraz satelitarny Google. Dlatego też Google umożliwia nam tworzenie szkiców, ale Geoportal jest lepszym źródłem danych. Co prawda w tym tekście opiszę, jak to często się wyrażam „podstawy podstaw”, ale być może wyniknie z tego jakiś mapowy cykl? Kto wie. Przejdźmy więc na stronę główną, do miejsca które na razie nas najbardziej interesuje, czyli wyboru map:
Później, już na poziomie przeglądarki map można się między nimi przełączać, na stronie głównej są jeszcze inne rzeczy do wyboru, ale póki co ten fragment nas najbardziej interesuje. Co oznaczają poszczególne elementy?
„Dane o charakterze katastralnym”: zdjęcia lotnicze z nałożonymi na nie granicami i numerami działek. Może się przydać przy biwaku pod namiotami czy przygotowaniach do obozu, jeśli nie chcemy „wejść w szkodę”, ale przy planowaniu zwykłej wędrówki raczej z tej opcji się nie korzysta.
„Ortofotomapa”: czyli w skrócie zdjęcia lotnicze w dużej skali i satelitarne w małej. Przypominam: w kartografii skala 1:10000 jest większa niż 1:50000. Czemu? A spróbujmy zapisać te skale jako ułamek, z jedynką w liczniku. Która liczba będzie większa? 0,0001 to więcej niż 0,00002.
„Mapy topograficzne”: mapy topograficzne, tyle że w wersji wektorowej. Czyli takiej w której informacje są zapisane jako punkty, linie, obszary oraz ich cechy. Porównanie graficzne: grafika tworzona w programach Corel Draw, albo Inkscape. Na przykład taka na koszulki...
„Mapy na urządzeniu mobilnym”: wersja z interfejsem zoptymalizowanym pod smartfony. Istnieje też możliwość ściągnięcia na telefon oddzielnej aplikacji Geoportal Mobile, oferującej podobne funkcje.
„Archiwalne mapy rastrowe”. Czyli takie mapy z jakimi mamy zwykle do czynienia na rajdach i wędrówkach. Skany papierowych map topograficznych. Rastrowe, czyli zdjęcie, składające się z wielu pikseli o różnym kolorze.
„Skorowidze map”: Siatka z rozkładem arkuszy papierowych map topograficznych i ich sygnaturami. Jeśli chcemy kupić mapę jakiegoś obszaru wcześniej trzeba sprawdzić jakie mapy i w jakich skalach są dla niego dostępne. Co prawda arkusze nie są drogie: 8-10 zł, ale za to trzeba się po nie (lub najpierw po zamówienie, a potem odbiór) pofatygotwać do Centralnego Ośrodka Dokumentacji Geodezyjnej i Kartograficznej w Warszawie na ulicy Jana Olbrachta 94B, w okolicy stacji PKP Warszawa-Jelonki lub ośrodków wojewódzkich (np. koło Katedry św. Floriana na warszawskiej Pradze).
„Osnowa geodezyjna”: mapa punktów geodezyjnych. O ile nie ciekawi nas jaki numer ma betonowy znacznik postawiony w lesie, w naszej harcerskiej codzienności raczej średnio przydatne.

Przejdźmy do najważniejszego okienka, czyli przeglądarki map:
Dla początkującego użytkownika najważniejsze opcje to górne prawe okienko, w którym możemy przełączać się między widokami, oraz opcja „Pomiary”.
Dostępne widoki to te same opcje co na stronie głównej: KATASTER to działki, ORTO: zdjęcia lotnicze, RASTER: rastrowe skany map topograficznych, TOPO: wektorowa mapa topograficzna.
W przypadku pomiarów możemy mierzyć zarówno odległość jak i powierzchnię. Tak linii łamanych, jak i skomplikowanych wielościanów.

Z racji tego że jest to raczej wstęp, zagajenie tematu, przejdźmy do charakterystyki podstawowych map dostępnych w serwisie. Tak naprawdę jest ich o wiele więcej i można z nimi robić wiele różnych rzeczy, ale o tym kiedy indziej.
Zaczniemy od map rastrowych, od największej do najmniejszej skali.
1:10000, układ 1942, popularnie określana jako „dziesiątka”:
 Dwubarwna, z poziomicami w kolorze pomarańczowo-brązowym, oraz całą resztą w kolorze czarnym. Oznaczone na wszelkiego rodzaju drogi, ścieżki, cieki i zbiorniki wodne, linie energetyczne i zabudowania. Problemem, występującym tak naprawdę przy wszystkich mapach rastrowych jest aktualność. Zależy ona od arkuszu mapy, ale najlepiej nastawić się na to, że mapa przedstawia sytuację z lat osiemdziesiątych, jeśli nie starszą. Istnieją też nowsze, barwne arkusze map w tej skali, ale pokrywają one niewielką część Polski (np. okolice Warszawy). Przykładowo, porównanie czarno-białej i barwnej „dziesiątki”:

1:25000, układ 1965
 Układ 1965 stworzono w okresie PRL jako mapy topograficzne do użytku cywilnego. Ma to pewną zaletę: „dwudziestki piątki” w tym układzie pokrywają znaczne obszary Polski, ale jednocześnie kwestie związane z tajemnicą państwową wpłynęły na ich treść. Przykładowo co prawda znajduje się na nich siatka kilometrowa (jej kwadraty mają boki o wymiarach 1 km na 1 km), ułatwiającą nam szacowanie odległości podczas marszu, ale za to na ramce mapy nie ma oznaczonych współrzędnych geograficznych. Pewnie w założeniu chodziło o to żeby w razie III wojny światowej amerykańskie "Zielone Berety", albo brytyjski SAS nie mogli wzywać zrzutów z wykorzystaniem map skradzionych z jakiegoś Urzędu Gminy albo stanicy harcerskiej. Dodatkowa porada związana z wykorzystywaniem papierowych arkuszy tych map, ale nie tylko: przy orientowaniu mapy kompas przykładamy do ramki mapy, lub boku kartki, ponieważ siatka kilometrowa nie jest ustawiona wedle kierunków świata. Jest ona nieco przesunięta i przekręcona. Mapy w układzie 1965 również przedstawiają sytuację w terenie z lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych, co widać po powyższym zrzucie ekranu. Gdybyśmy wybrali się z nim na wędrówkę, ni z tego, ni z owego w środku lasu wyrosłaby przed nami nieoznaczona na tej mapie obwodnica Mińska.

1:50000, układ 1942/1992
Pięćdziesiątka ma kilka zalet. Po pierwsze: arkusze papierowe składają się w harmonijkę i mają tekturową okładkę, więc o wiele łatwiej jest je zabrać w teren niż na przykład rulony „dwudziestki piątki”. Po drugie często jest „nieco” bardziej aktualna: przedstawia dane z lat dziewięćdziesiątych, a nie siedemdziesiątych. Po trzecie: szata graficzna, widoczna na powyższym zrzucie ekranu jest bardziej przyjazna w odbiorze. Pomaga to zwłaszcza przy ćwiczeniach z młodszymi harcerzami. Na starych mapach w układzie 1942 i 1965 mogą się pogubić, układ 1992 jest już nieco bardziej przejrzysty, między innymi dzięki wykorzystaniu większej ilości kolorów. Po czwarte: znajduje się na niej legenda, siatka kilometrowa, i ramka kartograficzna. Czyli możemy sprawdzić co oznacza dany symbol, ile kilometrów do przejścia jeszcze zostało, oraz łatwo zorientować ją wedle kompasu i określić nasze współrzędne. Tu pojawia się ciekawe wyzwanie do geocachingowców: dotarcie do skrzynki na podstawie jej współrzędnych, ale bez wykorzystania smartfona, odczytując współrzędne z mapy. Przy czym wszystko ma swoją dokładność i do ostatecznych poszukiwań pewnie trzeba już byłoby wyciągnąć elektronikę.
 
1:50000, mapa VMap w układzie UTM
Nowszy, natowski standard i odwzorowanie. Tyle że jak widać ta mapa, akurat w tej skali nadaje się bardziej na mapę przeglądową, albo na wycieczkę rowerową, niż na wędrówkę pieszą. Dodatkowo, widoczna na mapie siatka nie jest siatką kilometrową: służy do określania współrzędnych geograficznych w natowskim układzie UTM, stąd widoczne na niej liczby.

Ortofotomapa: 
Tu widać na przykładzie siedziby hufca "Mazowsze" Mińsk Mazowiecki jak dokładne są zdjęcia lotnicze dostępne w Geoportalu. Teraz porównajcie to sobie z Google...

Topograficzna mapa wektorowa VMap:
Co prawda w skali 1:50000 wyświetla się domyślnie wersja rastrowa, ale w skali 1:25000 i 1:10000 mapa jest już w pełni wektorowa. Ponieważ jest wektorowa, na bieżąco można w niej dodawać i modyfikować elementy, jest więc najbardziej aktualna. Jest też skalowana, od 1:25000 do 1:1000. Wszystkie budynki są na niej zaznaczone oddzielnie, a na dodatek mamy tu wykorzystanie różnych kolorów.
Takie są podstawowe mapy wyświetlające się podczas przeglądania Geoportalu. Oczywiście jest możliwość uruchomienia jeszcze innych, jest możliwość ustawienia ich przezroczystości i nałożenia jednej na drugą, ale o tym kiedy indziej. Przy czym uprzedzam: z cyklami jest u mnie różnie... bardzo różnie...