Więcej o moich kamuflażach / More about my camo patterns:
http://jeremak.blogspot.com/2014/10/more-camo.html

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą warstwy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą warstwy. Pokaż wszystkie posty

środa, 18 grudnia 2013

Wtorkowy wypad na wschód

Na początku grudnia, bezpośrednio po egzaminie magisterskim uznałem że czas najwyższy wybrać się do lasu na cały dzień, nieco pomaszerować, porobić zdjęć, sprawdzić nieco sprzętu. Spakowałem się na to wyjście jeszcze przed "Ksawerym", ale zła pogoda, oraz różne sprawy zabierające czas spowodowały że wybrałem się w teren dopiero wczoraj. Tak, rozumiem że stwierdzenie "powstrzymywała mnie zła pogoda" może świadczyć o jakiejś "miękkości", ale wolałem poczekać na lepszą pogodę i skorzystać z wyjścia, sprawdzić pewne koncepcje, niż moknąć przez całą trasę, zeźlić się na świat i wrócić do domu z zamokniętymi ubraniami i sprzętem, które musiałbym długo suszyć, żeby nie przegniły.
Ale: przedwczoraj, będąc na przekazaniu Betlejemskiego Światła Pokoju w Warszawie uznałem że po pierwsze pogoda jest wyśmienita, być może ostatnia taka w tym roku, a na wtorek nie mam zaplanowanych żadnych ważnych zajęć, więc jeśli również tego dnia dobra, wyżowa pogoda się utrzyma: ruszam w trasę. I jak postanowiłem tak zrobiłem. Co prawda po poniedziałkowych wojażach wstałem dosyć późno, więc pierwotna koncepcja ok. 12 godzin w terenie się rozmyła, ale zebrałem już dawno spakowany sprzęt, zrobiłem mu zdjęcia żeby opisać co ze sobą biorę i ruszyłem w las.
Czyli co zabrałem ze sobą? Na początek ubrania:
Idąc od górnego lewego rogu, w kierunku przeciwnym do ruchu wskazówek zegara. Brytyjskie spodnie lightweight w kamuflażu DPM, jako bielizna brytyjska koszulka z coolmaxu, bluza Norgie, a jako warstwa zewnętrzna: kangurka Buffalo. Tym razem nie brałem ze sobą smocka z trzech powodów: nie zamierzałem czołgać się jak w przypadku wypadów airsoftowych, część rzeczy które zwykle noszę w kieszeniach smocka  trafiło w nieco inne miejsce, a po trzecie ponieważ temperatura miała oscylować w okolicach 0 *C, a ja nie zamierzałem nie siedzieć w miejscu, tylko maszerować, nie potrzebowałem grubej warstwy izolacyjnej pod postacią polaru: uznałem że Norgie i "miśkowa" podszewka Buffalo w zupełności wystarczą. Zaś do ochrony przez ewentualnymi porwistymi wiatrami, deszczem, czy też śniegiem miałem ze sobą brytyjską kurtkę "goreteksową". Prognoza pogody nie zapowiadała nic takiego na wtorek, ale jeszcze raz, przed pokazaniem kolejnego zdjęcia przypomnę: rzeczy na wyjście pakowałem półtora tygodnia temu, więc mogło być ich nieco za dużo. Ale dzięki temu mogłem zrealizować jeden z celów wyjścia: sprawdzenie/przypomnienie sobie jak chodzi się z pasoszelkami na nieco większe dystanse niż weekendowa strzelanka i na podstawie wniosków poprawienie w nich co nieco, wyregulowanie itp. A więc: pasoszelki PLCE.
Personal Load Carring Equipment Armii Brytyjskiej. Ładownice na magazynki tym razem zapełniłem rzeczami, które normalnie noszę w smocku. Zatem, od lewej strony:
  • Kamizelka odblaskowa i czołówka, na wypadek gdyby noc zastała mnie w lesie i trzeba byłoby np. przekraczać ruchliwą szosę w trakcie powrotu do domu. Do tego samego celu jest czerwona lampka rowerowa w kolejnej ładownicy. Kamizelka została w oporządzeniu ze strzelanki, gdzie służyła jako "znacznik trupa". Przy pakowaniu uznałem "może zostać: pewnie się nie przyda, ale na wszelki wypadek..."
  • W kolejne ładownicy amunicyjnej, oprócz czerwonej lampki jest kompas przywiązany do niej sznurkiem żeby go nie zgubić, paczka chusteczek i zapałki.
  • Ładownica na manierkę z "racją żywnościową": paczką rodzynek, małymi musli, musem jabłkowo-bananowym "Kubuś", paczką "bazy" która została z zupki w proszku. Oprócz tego metalowy kubek i niezbędnik, kuchenka spirytusowa własnego wyrobu z puszki po napoju i butelka z podpałką do grilla jako paliwem do tej kuchenki. Kolejnym z celów wyjścia miało być właśnie sprawdzenie kilku koncepcji dotyczących "MRE samoróbki" i używania kuchenki spirytusowej w terenie.
  • "Utility Pouch" na środku: zwinięta kurtka przeciwdeszczowa.
  • Kolejna ładownica na manierkę, tym razem z... manierką: starą, czasami cieknącą spod korka holenderską manierką, kopią amerykańskich z systemu ALICE. To chyba najdłużej posiadany "szpej" z którego nadal regularnie korzystam, kupiłem ją jadąc na pierwszy obóz w Jerutkach.
  • Butelka Nalgene o pojemności 0,5 litra. Zamierzałem w niej rozrobić w niej mus, lub zupkę z ciepła wodą.
  • Podstawowy zestaw PP: rękawiczki nitrylowe, nieco plastrów, bandaży i gaza: tak na wszelki wypadek.
Oprócz tego leżą tam szalokominiarka WP, nóż, mapa topograficzna 1:50000 moich okolic.
Jeszcze raz przypominam: tam wiem że to dużo jak na wypad który tka na prawdę mogłbym "opędzić" bez żadnego oprządzenia. Jak wspominałem zestaw był zapakowany pod kątem wyjścia "od północy do wieczora" i przeleżał nieco w szafie, więc wystarczyło go przed wyjściem wyciągnąć, nalać wody do Nalgene i manierki i ruszać w drogę.

Na początku trasy PLCE jakoś mi się nie układało: najwidoczniej paski szelek nie miały optymalnej długości i pasoszelki wypadały albo za wysoko, albo za nisko. Co prawda poustawiałem je w trakcie marszu, ale nadal czegoś brakowało. W sprzyjającym miejscu zatrzymałem się więc na króciutki postój i zaciągnąłem mocniej gumę trzymającą ładownice razem, żeby nie rozjeżdżały się po całym obwodzie pasa, tylko ładnie układały z tyłu i po bokach bioder. Oto jak prezentowałem się po poprawkach:
Tak, wiem, powinienem ustawić się bokiem, czy nawet tyłem żeby pokazać jak dobrze złożone PLCE układa się na biodrach, ale wtedy jakoś nie przeszło mi to przez głowę. Po ostatniej poprawce pasoszelki nie sprawiały już kłopotów, a ciężar rozkładał się na biodrach, nie obciążając zbytnio ramion. Przy okazji potwierdziłem swoje dotychczasowe wnioski dotyczące tych pasoszelek: żeby wygodnie je nosić, trzeba nad nimi spędzić nieco czasu składając je i dopasowując, a następnie nie dać komuś je rozregulować.
Pogoda była świetna, około południa promienie słońca przygrzewały jak nie w grudniu. Gdyby pokazać poniższe zdjęcie bez opisu, ktokolwiek stwierdziłby że zostało zrobione w połowie grudnia?

Oprócz tego dwie ciekawostki z tej części trasy:
Bluza... od tak sobie wisząca w lesie. Zastanawiam się jak długo może tam wisieć? Obstawiam że więcej niż rok, ale trudno mi być pewnym.

Oraz ruiny.

Ruiny piwniczki, czyli jedyne pozostałości po zabudowaniach: podobno dworskich.

Jak zwykle na wyjściu w teren staram się zbierać "próbki kolorystyczne" do pracy nad wzorami kamuflażu. W przypadku opracowywania wersji jesiennej jest o tyle trudno, że nawet bardzo bliskie sobie miejsca mogą bardzo różnić się barwami: lasy liściaste bywają tak brązowe że aż "pomarańczowe", podczas gdy bory sosnowe niewiele różnią się barwą od tego co możemy zobaczyć latem. Zaś wyschnięte łąki są wyraźnie beżowe.



Wszędzie było widać zarówno tropy jak i różne ślady (np. odchody) saren, łosi, dzików i lisów. W trakcie całego wyjścia udało mi się zobaczyć 5 saren: raz pojedynczą sztukę, a raz stadko 4 osobników. Ślady obecności dzików ryjących w ziemi było widać bardzo często, np. na tej łące:

Część trasy stanowiło przejście wzdłuż brzegów Jeziora Torfowisko niedalego Mistowa, znanego w okolicy również jako "bagno". Wiosną, bodajże rok temu próbowałem obejść je dookoła , tyle że idąc w niskich, letnich butach kompletnie je zamoczyłem, a z braku czasu zdecydowałem się wycofać. Tym razem przynajmniej udało mi się przejść wzdłuż całego jego północnego brzegu.
Widok ku południu: słońce zaczyna chować się za chmurami.
Do listy zwierząt z którymi śladami się spotkałem dołączyły nad Bagnem również bobry. Dosyć ciekawym wrażeniem jest zorientowanie się, że drzewo pod którym się przechodzi jest na wpół obalone przez bobry. Zwłaszcza jeśli ma się jak ja swego rodzaju fobię związaną z wywracającymi się podczas wycinki drzewami.
Chodzi o drzewo po prawej, to pochylone.
W trakcie próby obejścia o którym wspominałem, natknąłem się na łosia. Tym razem, mniej więcej w tym samym miejscu spotkałem stado saren. Oto jak wygląda tamta okolica:

Mam nadzieję że harcerze 23 DH "Czarna Woda" skojarzą to miejsce z nocnej trasy podczas wakacyjnego biwaku:






A to zdjęcie z najdalszego punktu mojej trasy. Widać z niego było wiatrak na Mlęcinie. Następnym razem powinienem zawędrować dalej w kierunku Dobrego


Pomiędzy Rębiskami, a Bagnem można trafić na "nie-aż-tak-często" spotykaną w naszych okolicach świerczynę:
W której zdecydowałem się na krótki postój na posiłek. Rozłożyłem się pod jednym ze świerków, żeby nie siedzieć na widoku i zabrałem się za przygotowywanie sobie jedzenia.
Wydaje mi się że po pewnych przygotowaniach można by było tam nawet zanocować. Ale potrzebne byłoby coś, co izolowałoby od wilgotnej ziemi. Ja, żeby usiąść nałamałem nieco suchych gałązek świerkowych. I zanotowałem sobie w myślach kolejny gadżet na ewentualną listę zakupów: rosyjski "poddupnik", czyli matę do siedzenia z paskiem do noszenia jej cały czas na sobie, również z oporządzeniem. Ale to tylko luźny pomysł, pewnie nie skończy się niczym konkretnym. Jak widać, kuchenkę spirytusową ustawiłem przy dwóch kawałkach zbutwiałej brzozy, które miałem nadzieję nie zajmą się od płomieni z kuchenki.
Z bliska wyglądało to tak:
A tak po wszystkim:
Jak można zauważyć kuchenka zostawiła ślad na kawałku brzozy, ale liście na ziemi nie zajęły się ogniem. Kolejny wniosek z wyjścia: wymyślić jakiś lekki, składany stojak pod kubek. Myślę np. nad 4 szpilkami od namiotu. Woda się nie zagotowała, ale była gorąca: wlałem po prostu za mało paliwa do kuchenki. Ale ponieważ nie zamierzałem parzyć herbaty, wystarczyła gorąca. Część użyłem do "posiłku", a w większości rozpuściłem "bazę" z zupki w proszku.
Jakiego posiłki? Mieszaniny musli Fitella, musu "Kubuś" i odrobiny gorącej wody "dla temperatury. Wszystko to zmieszane w opakowaniu od Fitelli. Wyszło niezłe, mimo że wyglądało, jak wyglądało.
Zdjęcie zostało "zinstagramowane" przez dodanie kilku filtrów w programie graficznym.
Główny problem był taki, że płatków po prostu było dosyć mało. Mowa w końcu o jedzeniu dietetycznym, z nalepką "polecane przez Elite Model Look" na opakowaniu". Trudno więc najeść się jedzeniem dla modelek, które zabrałem przede wszystkim z racji rozmiarów paczki. Gdyby gdzieś były dostępne paczki "na jeden posiłek" innych, zwykłych płatków, wybierałby je, a nie Fitellę. Za to mus będzie pewnie jeszcze gościł moich kieszeniach  bo nie dość że smaczny, to jeszcze można go używać na kilka sposobów.
Gdy nieco podjadłem, ruszyłem w drogę powrotną, poganiany telefonem z domu z pytaniem o której mam zamiar wracać.
W trakcie drogi powrotnej miałem okazję pozachwycać się zachodzącym słońcem.
Powyższy widok prawie automatycznie wywołał nucenie tego:
Muszę przyznać że siedziało mi to w głowie przez całkiem spory kawałek drogi do Stanisławowa. Zwłaszcza że widoki stawały się coraz lepsze, między innymi dla tego że starając się się skrócić drogę przeciąłem na ukos co najmniej kilka pól i łąk.

Do Stanisławowa wracałem już po ciemku:

Czas więc na nieco podsumować. Na początek długość trasy i czas w którym ją przeszedłem. Ponieważ przez większość drogi mapa stanowiła raczej zabezpieczenie i szedłem "na pamięć", kojarząc okolicę, długość trasy sprawdziłem dopiero dziś i porównałem z czasami które zanotowałem sobie w terenie. Łącznie przeszedłem ok. 19,5 km i zajęło mi to 3 godziny w jedną i 1 godzinę 50 minut w drugą. Czemu "do" zajęło mi dłużej? Przede wszystkim z racji przedzierania się wzdłuż Torfowiska/Bagna i ponieważ z powrotem przyspieszyłem tempa. Jednak uśredniając wychodzi mi ok. 4 km/h. Czyli dosyć średnio, a nawet słabo jeśli chodzi o odległość i tempo marszu. Przy następnej okazji przydałoby się przyspieszyć o ok. 1 km/h. Głównym celem, przynajmniej na tą chwilę jest przejście 100 km w ciągu jednej doby na wiosnę. Na pewno muszę zorganizować sobie jakąś dłuższą trasę zimą. Może z większym obciążeniem, np. pełnym oporządzeniem + plecakiem? Na ok. 30-35 km? Ciekawie by było...
Jednak, kolejne wnioski. O PLCE już pisałem. Ubiór też się spisał, zwłaszcza Buffalo. Nie było mi ani za zimno, ani za gorąco. Gdy w drodze powrotnej poczułem że zaczynam się pocić na plecach, wystarczyło rozsunąć suwaki pod pachami i od razu było lepiej. Buty: stare, zjechane "desanty" to już od dawna "dobre małżeństwo" z moimi stopami. Stopy dopasowały się do butów, a buty do stóp. Ale podeszwy są już w niezbyt dobrym stanie, przechodząc przez podmokłą łąkę poczułem że wilgoć dostaje się do środka przez szew. Chyba czas pomyśleć o jakiś nowych, nieco lepszych butach. Z jedzeniem: tak jak pisałem, jestem chyba na dobrej drodze. Chociaż tak dla porównania można by było dorwać gdzieś po okazyjnej cenie prawdziwe MRE dla porównania. Jeśli chodzi o kondycję marszową: nie jest źle, ale dobrze byłoby nad nią pracować. W końcu pomysł wyjścia narodził się gdy uznałem że zasiedziałem się i dawno nie byłem w terenie.
I jeszcze jedno: ruszyłem w teren z zamiarem przemyślenia kilku rzeczy, w związku ze zmieniającą się mnie sytuacją. Na razie mam dwa wnioski. Pierwszy jest taki, że przede mną długa praca nad budową autorytetu. Zaś drugi to to, że samotny marsz nie jest aż taką dobrą medytacją jak niektórym mogłoby się wydawać. Trudno było mi się skupić na problemie do przemyślenia, bo najpierw rozpraszało mnie nieułożone PLCE, a potem pilnowanie trasy, obserwowanie otoczenia itp.

niedziela, 24 listopada 2013

Łączenie kamuflaży w airsofcie: kilka propozycji

 Więcej o moich nowych wzorach maskowania/more about my new camo patterns: http://jeremak.blogspot.com/2014/10/more-camo.html
W powiązaniu z poprzednim postem Ile powinno się mieć wzorów kamuflaży, w którym przedstawiłem wyidealizowany system wyposażenia oparty o pewną "rodzinę" wzorów maskujących, postanowiłem przedstawić kilka podobnych zestawów, które byłby w stanie "osiągnąć" airsoftowiec. Nie będę się zbytnio zagłębiał w koszta. Bo rozumiem że jak kogoś stać na coś więcej niż jedna bluza i spodnie, to bardzo prawdopodobne, że jest gotowy regularnie "przepalać hajs" na swoje hobby. Zestawy będą dopasowane do polskich krajobrazów i oparte na rzeczach które są, albo bywają w miarę dostępne na rynku. Kolejne założenie jest takie, że poszczególne elementy w różnych kamuflażach, np. górę i spodnie można ze sobą łączyć, tworząc "dwubarwną" sylwetkę. Jeśli zrobi się to dobrze, może to nawet poprawić efekt maskowania.

Wariant "MTP": Jest to "suchsza" wersja zestawu opartego na szpeju brytyjskim. W "okresie zielonym". Taki zestaw można by wybrać w założeniu że w naszej okolicy wiosną i latem lasy są intensywnie zielone i cieniste, ale za to już przez resztę roku i w pozostałych krajobrazach lepiej sprawdzałby się bardziej beżowy MTP. W skład takiego zestawu wchodziłyby:
- Koszula i spodnie lightweight w DPM na wiosnę i lato
- UBACS w MTP (bo nie ma powszechnie dostępnych Combat Shirtów w DPM)
- Smock, spodnie windproof lub temperate w MTP
- Kurtka MVP w dowolnym kamuflażu (DDPM, DPM, MTP), ponieważ najnowsza kurtka membranowa z systemu PCS w kamuflażu MTP... nie ma kaptura.
Oporządzenie: w kamuflażu DPM, o ile uznalibyśmy że nasza okolica jest na tyle sucha że sprawdzi się w niej również sprzęt w DDPM. Dodatkowo przy posiadaniu plecaków w DPM można sobie sprawić pokrowce w MTP.

Żołnierze z Regimentu The Rifles na ćwiczeniach w Wielkiej Brytanii. Jak widać "w kraju" sprzęt w DPM jest nadal "donaszany".
Wariant "DPM". Kolejny wariant brytyjski, tyle że tym razem dla okolic w których dłużej jest zielono, więcej jest lasów iglastych, czy też lasy są bardziej gęste. Jak sama nazwa wskazuje ten opiera się bardziej na leśnym DPMie, a MTP stanowi jedynie uzupełnienie.
- bluza lub UBACS + spodnie w MTP na lato. Nie będzie się super sprawdzał w intensywnie zielonym lesie, ale jakoś będzie, zwłaszcza w połączeniu z ciemniejszym, DPMowym oporządzeniem i naturalnym światołocieniem. Ale za to będzie lepszy na suchych łąkach i nieużytkach. Można sobie też sprawić koszulę i spodnie w DPMie, nie są aż takie drogie.
- Smock + spodnie w DPM na resztę roku. Czemu DPM na jesień? Tak jak wspomniałem, jeśli w okolicy mamy dużo lasów iglastych, to kolorem dominującym w nich aż do pierwszego śniegu będzie zieleń i brąz.
- Oporządzenie w DPM.

"Fleck": Zestaw oparty o różne warianty flecktarnu. Wiosną i latem w użytku byłaby bluza i spodnie w duńskim, zielonym kamuflażu m/84
Lub jego rosyjskiej "kopii/wersji", nazywanej "Flectar-D"/ "Siewier".
Zaś jesienią w użytku byłaby zwykła, niemiecka odmiana Flecktarnu. Co oznaczało by posiadania spodni, kurtki (najlepiej z racji użyteczności smocka "KSK") i kurtki przeciwdeszczowej w tym kamuflażu.
Smock KSK w użyciu.
Oporządzenie zostawiam osobistemu doborowi, bo wybór porządnego oporządzenia we flecktarnie jest dosyć ograniczony. Zawsze można, zależnie od uznania co lepiej będzie się zgrywać z teren, używać oporządzenia w jednolitym kolorze oliwkowym, czy też Ranger Green. Coyote Brown jest chyba za jasny i zbyt "suchy".

"Po rosyjsku/Partizan". Ten wariant zakłada wykorzystanie maskałatów w kamuflażu będącym rosyjską kopią kamuflażu "dębowego" SS.
Dla lekkiej, letniej bazy, czyli bluzy i spodni mundurowych są 3 opcje zależne od tego jak bardzo potencjalnego użytkownika interesuje sprzęt rosyjski. W razie ciągot rekonstrukcyjnych, oraz w przypadku dosyć zielonej okolicy przydatny byłby mundur w kamuflażu "cyfrowa flora", wykorzystywanym przez armie Rosji i Białorusi. W razie braku tych ciągot może zostać zastąpiony przez dowolne spodnie i bluzę w kolorze oliwkowym.  A choćby i Helikona. W razie bardziej suchego otoczenia latem, podobny zestaw może być w kolorze Coyote Brown. Taki zestaw po prostu uzupełniamy dwustronnym maskałatem, w którym na jednej stronie tkaniny nadrukowana jest zielona, wiosenno-letnia wersja wzoru, a na drugiej: brązowa-jesienna.
Żródło: http://yourgear.info/archives/review/maskchalat-partizan-medusa/

PenCott. Tu zaczyna się nieco droższa zabawa. Brytyjska firma Hyde Definition opracowała świetny wzór kamuflażu PenCott, który występuje w 4 wersjach: zielonej, brązowej, piaskowej i śnieżnej. Od niedawna w Polsce dostępne są bluzy, spodnie i czapki w dwóch pierwszych wersjach produkowane przez Helikon, jednak podobnie jak maskałaty w Partizanie nie jest to już skala kosztów podobna do ciuchów z demobilu. No a ewentualne smocki, czy też oporządzenie trzeba by było ściągać z zagranicy (np. z Niemiec, gdzie z tkaniny w tym kamuflażu szyje firma Leo Koehler)
CPU od Helikona w wersji "Badlands" kamuflażu PenCott. Za: http://www.hydedefinition.com/latest/?p=845
Smock od  Leo Koehler w wersji "Greenzone". Za: http://www.strikehold.net/2013/10/25/leo-koehler-pencott-tactical-combat-jacket-review/

Czemu w żadnym z wariantów nie napisałem jaki kamuflaż powinien być wykorzystywany zimą? Bo nie spotkałem się do tej pory z szeroko dostępnym kamuflażem "roztopowym". Oczywiście, łatwo jest dostać najróżniejsze białe maskałaty zimowej. Ale gdy śnieg topniej , lub leży jedynie w płatach takie zestawy się nie sprawdzają. Dlatego zachęcam do eksperymentowania z tanimi białymi strojami, czy też ponczami maskującymi i najróżniejszymi technikami: farbowaniem barwnikami, używaniem farb i innymi pomysłami (nawet z brudzeniem), które pozwoliłby uzyskać strój, który oprócz białego zawiera również inne kolory czy kształty, ułatwiające maskowanie czy to w lesie, czy to w innych terenach w okresie gdy śnieg nie przykrywa wszystkiego jednostajną pokrywą.

wtorek, 19 marca 2013

Przerabiamy system PCS. Część 1


W poprzednią niedzielę na forum http://dpm-soldier.pl/forum/index.php Pojawił się dokument, przedstawiający, co powinien mieć fasowane obecnie żołnierz brytyjski, przede wszystkim wyjeżdżający do Afganistanu. W gruncie rzeczy to dosyć ciekawe przedstawienie cały czas wprowadzanego systemu PCS, gruntownie modernizującego brytyjskie umundurowanie, między innymi zastępujący stary, znany kamuflaż DPM, nowym, "uniwersalnym" Multi Terrain Pattern, powstałym na bazie znanego wzoru Multicam, który zmodyfikowano poprzez dopasowanie kształtu plam do stylu znanego ze starego DPMu. A ponieważ już swego czasu rozpisywałem się na temat warstw, tym razem niejako zrewiduję tamten tekst, będący swego rodzaju wprowadzeniem do "systemu" ubierania się na cebulkę, tym razem właśnie w oparciu linkowany dokument. Jednocześnie spróbuję przedstawić, w oparciu o Allegro ceny albo tych konkretnych elementów, albo ich zamienników, przyjmując założenie, że wzorem kamuflażu w kierunku którego następuje ujednolicenie jest DPM, a w pierwszej kolejności poszukiwane są przedmioty brytyjskie. Cóż, takie skrzywienie. Ale zaczynamy, polecam otworzyć dokument w osobnej karcie i przeskakiwać miedzy nim, a tym postem.

Cienkie skarpetki: tu akurat każdy jest zdany na swoje preferencje, tak samo jak w przypadku bokserek... Za to już T-shirt można na Allegro znaleźć: brązowe podkoszulki z coolmaxu można kupić już za 5 zł (tyle że używane... Trzeba więc wiedzieć jak prać taki materiał). Nowe, albo w klasycznej wersji, albo z nieco wyższym kołnierzykiem i krótkim suwakiem na piersi kosztują do 30 zł.

O niepalnej bieliźnie i dodatkach (kominiarka, rękawiczki) dla załóg pojazdów nie będę się rozpisywał i przechodzę do drugiej warstwy: czyli ciepłej bielizny. "Combat Thermal Under Shirt" możemy zastąpić albo bielizna termoaktywną z długimi rękawami, która w przypadku brytyjskich kosztuje ok. 30-50 zł za bluzę, oraz więcej w przypadku innych zestawów demobilowych lub cywilnych, albo retro klasykiem, czyli Norgie Shirt. O Norgie juz kiedyś pisałem: to ciepła bawełniana bluza z długim rękawem zakładana przez głowę i była stosowana już w latach 80-tych. Na Allegro "Norwegian Shirt" kosztują po ok. 15 zł, to "ciuch z klimatem", ale technologia posunęła się od tamtego czasu na prawdę sporo...

A w tym momencie mamy ciekawostkę, czyli "Mid Layer Thermal Smock". Jest to kangurka, wzorowana na cywilnych, ale kupowanych przez żołnierzy produktach firmy Bufflo, czy Montane. Jak działa? Zewnętrzna warstwa, to w kurtce Buffalo cienki nylon, chroniący przede wszystkim przed wiatrem. Podobnie jak softshelle zatrzymuje wiatr, ale już nie mocniejszy deszcz, czy śnieg. Przy czym tutaj nie ma membrany, jak w tanich, chińskich softshellach, a jedynie gęsto tkany materiał. Zaś od wnętrza, taka kurtka ma "miśka" czyli coś co określa się jako "pile": "włochaty" materiał, zatrzymujący ciepło. Dzięki takiej konstrukcji kurtka jest cienka, ale jednocześnie w miarę skutecznie chroni przed zimnem i wiatrem, oraz trudniej jest się w niej zapocić, niż w grubych, "watowanych" ubraniach. Z resztą większość cywilnych ubrań jest ocieplanych jakąś wersją waty, czy watoliny. Przekonałem się o tym, gdy moja wierna, stara kurtka "narciarska" zaczęła się pruć między panelami wzmacniającymi, a zwykłym materiałem na rękawach. A więcej o "Buffalo" można posłuchać u Supera: http://supertac.pl/test-buffalo-special-six-w-marszu-na-100-km/ Co jest ciekawe, że British Army zastępuje taką kurtką, kupowaną przecież przez żołnierzy za własne pieniądze przede wszystkim jako docieplenie na zimę, bluzę polarową. Dotychczasowy, zielony polar był typową ciepłą bluzą, zapinaną na suwak. Na dodatek na Allegro kosztuje ok. 50 zł za sprawne i nawet 5 zł za uszkodzone (np. suwak) egzemplarze. Za to z Buffalo jest już kompletnie inaczej, bo nowa kosztuje w Polsce ok. 650 zł... No różnica jest kolosalna, bo nawet używane kurtki kosztują na Allegro po ok 300 zł. Za tyle udało mi się upolować moje Buffalo, gdy w listopadzie polowałem na jakieś zimowe docieplenie do noszenia między polarem, a smockiem. I się sprawdziła, jest fajna, przy czym jako chudy zmarźluch nosiłem ją na właśnie na podkoszulkę i polar, a nie na samą "warstwę bazową", jaką byłaby bielizna termoaktywna z długim rękawem. Chociaż nie jestem w stanie przypomnieć sobie jak ubrałem się w trakcie jednego z wyjść do lasu. Jeśli wtedy założyłem Buffalo na t-shirta i norgie, to sytuacja wyglądała tak, że w trakcie marszu było ok, ale już na postoju chłód zaczął "przenikać" głębiej.
Zdjęcie z jednego z wypadów w tą zimę, innego niż wspominany. Niestety dym zasłania mnie i moją "lans-kangurkę"
Cap MTP i Hat MTP. Czyli czapka z daszkiem i kapelusz. Zwykłe i typowe. Na Allegro w chwili pisania ich nie ma, ale znając życie pewnie od czasu do czasu mogą się pojawiać. A zastępstwa? O kapeluszach w DPM pisałem w związku z pewnym swoim rękodziełem. Przy czym teraz wypadałoby napisać też o czymś innym. Helikon, dosyć znana polska firma "taktyczna", szyjąca w Chinach, wprowadziła w ramach swojej ekspansji na rynek brytyjski, własny "zamiennik" MP Camo dla teoretycznie dostępnego jedynie dla wojska oryginalnego MTP. I jednocześnie skopiowało część elementów systemu PCS. Zarówno czapka, jak i kapelusz kosztują ok. 39 zł.
Helikonowski "knock-off" Hat MTP. Z: http://www.e-militaria.pl/p-1832/kapelusz-helikon-pcs-mpcamo
I takiego samego pochodzenia "Crap Hat". Z: http://www.e-militaria.pl/p-1833/czapka-helikon-pcs-mpcamo
PCS (Warm Weather) Lighweight Jacket MTP. Czyli bluza/koszula. Dwie kieszenie piersiowe z pionowym dostępem, zamykane nietypowo, bo na rzepy (prawdopodobnie chciany tym samym uniknąć problemu niewygodnych przy noszeniu pod kamizelką guzików, czy suwaków), dwie kieszenie na ramionach, oraz kołnierz który można zapiąć w stójkę. DPMowa alternatywa, czyli koszula z systemu S'95 jest na Allegro tania jak barszcz i nieźle sprawdza się latem. Zaś sam "Lightweight Jacket" już pojawia się na wspominanym cały czas serwisie akcyjnym (np. w chwili pisania tekstu jest jedna, za 130 zł). Helikonowska kopia kosztuje dokładnie tyle samo, a na dodatek w podobnych cenach kształtują się inne bluzy mundurowe tej firmy.
Royal Marine z  plutonu (Troop) moździerzy 42 Commando w trakcie ćwiczeń w USA w bluzie Lightweight Jacket. Widoczny wyłożony kołnierz, pagon na piersi, również "zamykany" na rzep, słabiej widoczne kieszenie.
PCS Lightweight Jacket MVP. Czyli membranowa kurtka przeciwdeszczowa. Sama kurtka osiąga teraz w Polsce ceny 300-400 zł, ale starsze "goreteksy" w DPM i DDPM (przypominam, z membrany MVP, a nie oryginalnej firmy Gore), kosztują od ok. 70 do 120 zł.

PCS Shirt Hot Weather (UBACS). Czyli "Combat Shirt". Połączenie podkoszulki termoaktywnej, z rękawami bluzy mundurowej. Do noszenia jako jedyna warstwa pod kamizelka modułową, co pozwala na lepszą termoregulację, a dodatkowo pod kamizelką nic nie gniecie, ani nie uciska. Czasami do dostania w Polsce, za ok. sto kilkadziesiąt złotych. Zaś wersja w pustynnej wersji DPM: do ok. 50 zł, zależnie od rozmiaru i stanu. Zaś jeśli komuś nie pasuje jego pustynna kolorystyka, zawsze może zabawić się w farbowanie: rękawy są z materiału z bawełną, którą łatwo zafarbować.
Kolejny Royal Marine, tym razem z 40 Commando i w UBACSie MTP. Wyraźnie widać brązowy materiał termoaktywny i kieszenie na rękawach.

PCS Smock Combat. czyli typowo brytyjski smock, tyle że w MTP. Nie będę się rozpisywał, oddam głos ekspertom. http://www.equipped.pl/smock-combat-windproof-mtp-pcs/
Żołnierze regimentu Rifles w trakcie kursu PJNCO (Potencjalnych młodszych podoficerów: kurs szkolący wybranych szeregowych na przyszłych kaprali.)

Co do dostępności tych smocków w Polsce, to pojawiają się: w cenach już od ok 300 zł. Więc jeśli już ktoś chciałby mieć taką kurtkę, to radziłbym właśnie raczej polować na serwisach aukcyjnych, niż kupować kopię Helikona, która kosztuje... więcej. Bo ok. 330 zł. Jeśli oryginał jest tańszy niż podróbka, to po co przepłacać? Nie wspominając o nieco starszych smockach Soldier 2005 w leśnym DPMie, które kosztują już od 60 zł.

Spodnie: 4 rodzaje. PCS (Warm Weather) Lightweight Trousers MTP, Lightweight Trousers MTP (2 rodzaje lekkich spodni), Windproof Trousers (wiatroodporne) i szorty. Nie za bardzo jestem w stanie cokolwiek napisać o nowych brytyjskich spodniach, bo ani się z nimi nie spotkałem na żywo, ani nie czytałem jakiś obszernych recenzji. Ale jeśli nie zmienili w nich zbyt dużo w porównaniu ze starymi w DPM, to na pewno są to dobre spodnie: te stare są bardzo lekkie i proste konstrukcyjne, a jednocześnie wygodne

W tym miejscu przerwę. Pierwotnie planowałem opisać całą zawartość "czarnej torby" w jednym wpisie, ale po urywkowym, tygodniowym pisaniu, uznałem że rozbiję tekst na części. Co jeszcze przede mną?
Środki ochrony osobistej (hełm, kamizelka, gogle, "pancerne gacie"), nad którymi zastanawiam się czy w ogóle je opisywać.
Plecaki i torby. W tej części sam zastanawiam się nad najlepszymi zamiennikami, więc trudno żebym coś polecał.
Śpiwór i dodatki.
Buty
"Różności": od pasków, przez ręczniki, po pokrowce przeciwdeszczowe na plecaki.
Wyposażenie zimowe. Przede wszystkim rękawice i "softie".

czwartek, 13 września 2012

Warstwy ubioru: początek serii dla harcerzy.

Tak jak napisałem, oto pierwszy mój prawdziwy tekst-kompilacja. Zaczynam od czegoś w rodzaju poradnika dla harcerzy z mojej drużyny.
Nie da się cały rok przebiegać w „bawełniaku”, mimo najszczerszych chęci niektórych, więc istnieją więc całe systemy ubiorów, które opierają się na zasadzie ubierania się „na cebulkę” i pozwalają na działanie w terenie w najróżniejszej pogodzie. I to ubieranie się na cebulkę pozwala wyjaśnić pytanie który usłyszałem na tegorocznym obozie: „Czemu wy macie tyle kurtek”. Odpowiedź: odpowiednie narzędzie do odpowiedniej sytuacji. Wykorzystane zdjęcia pochodzą z przejrzanych zasobów osobistych i drużyny.
Poziom 1: bielizna, czyli podkoszulek z krótkim rękawem i bokserki. Jako warstwa najbliższa ciału ma przede wszystkim odprowadzać pot. Czemu to takie ważne? Poci się każdy, bez wyjątku, co najwyżej niektórzy bardziej, niektórzy mniej. Jeśli spocimy się w bawełnianej podkoszulce, ta nasiąknie potem, a potem może zamienić się w zimny kompres: jeśli wiatr, albo niższa temperatura dotrze do podkoszulki, bardzo szybko będzie nam zimno przez wychładzającą nas mokrą podkoszulkę. A chyba nikt nie chce mieć zimnego okładu na nerkach, bo może to grozić np. przeziębieniem. Co w takim razie zrobić? Odpowiedzią są podkoszulki termoaktywne, czyli takie, które odprowadzają wilgoć na zewnątrz i szybko wysychają. Przypominam sobie sytuację na obozie w której miałem na sobie podkoszulkę z coolmaxu, brytyjską bawełnianą koszulę i pasoszelki. Mimo że koszula była dosłownie mokra, podkoszulka była sucha: cała wilgoć przesiąkła do koszuli i nie stykała się bezpośrednio z ciałem. Kolejnym pytaniem jest w takim razie skąd takie coś dostać? Najprostszy sposób to albo wojskowe podkoszulki z coolmaxu, który przypomina trochę siatki używane w ubraniach, np którymi podszywane są kurtki przeciwdeszczowe (oczywiście nie ma oczek na wylot), przede wszystkim brytyjskie, które na allegro kosztują po kilkanaście, dwadzieścia złotych, albo podkoszulki sportowe, które mogą być o wiele droższe, ale nie koniecznie, jeśli nie mamy alergii na ciuchlandy.

Poziom 2: ciepła bielizna, czyli podkoszulka z długim rękawem i kalesony. Najlepiej z cienkiego polaru lub wełny, ponieważ nie będą stanowiły przeszkody dla potu, „odprowadzanego” przez ewentualny poziom 1. Ciepła bielizna stanowi przede wszystkim pierwszą warstwę izolacyjną, utrzymującą w sobie, między włóknami, ciepłe powietrze, które oddziela nas od chłodu otoczenia. Zakładamy ją gdy robi się za chłodno na noszenie samej podkoszulki i innych warstw o który wspomnę zaraz. Poza tym poziom 2 ma kolejną zaletę: można jej używać jako ciepłej piżamy. Skąd to wszytko brać: wszelkiej maści źródła odzieży wojskowej, albo turystycznej. Przykładem takiego wojskowego ocieplacza jest amerykańska bielizna termoaktywna lev. 2, jej helikonowska kopia, ale też brytyjski Norgie Shirt, czy zielony „dres” WP. Przy czym dwie ostatnie średnio pasują do koncepcji ponieważ są zrobione z gęsto tkanej bawełny. Do tej pory nie narzekałem na swoje Norgie, ale należy pamiętać że to ubranie koncepcyjnie dosyć stare, co najmniej z lat 90-tych, od tamtego czasu nastąpił znaczny postęp w dziedzinie materiałów. No i wszelkiej maści ubrania turystyczne: cienkie polary, czy różne ubrania z wełny. Musimy jednak pamiętać ogólną zasadę: „demobil” jest oczywiście zwykle tańszy, ale często nie zapewnia aż tak dobrej ochrony jak porządne ubrania turystyczne. Ubrania wojskowe są dobre, ale z tyłu głowy zawsze kołacze się gdzieś jedna z zasad Murphiego: „Twój sprzęt wyprodukował ten, kto dał najniższą cenę na przetargu.”

Poziom 3: warstwa ocieplająca. Porządny gruby polar, lub sweter z prawdziwej wełny. Dobry polar to w okresie chłodnym nasza główna warstwa utrzymująca ciepło przy ciele. Polar nie jest kurtką przeciwdeszczową, czy wiatrówką: utrzymuje ciepło, ale wiatr przedostaje się przez niego z łatwością. Musimy pamiętać że nie jest ubiorem uniwersalnym, tylko „plastikowym”, współczesnym odpowiednikiem swetra. I tak jak wełniany sweter działa, ponieważ powietrze, które znajduje się pomiędzy włókami stanowi naszą warstwę izolacyjną. Czego należy szukać w tej warstwie? Tym razem, jeśli nie jesteśmy nastawieni na zbieranie zestawu wyposażenia jakiejś konkretnej armii (przy czym polary WP i zielone polary armii brytyjskiej są podobno godne polecenia. Podobno, ponieważ żadnego z nich nie nosiłem), to nastawiamy się na grubość polaru i nie musimy tak bardzo przejmować się marką turystycznego polaru (chyba że szukamy oryginalnego Polartecu, który jest tym czym Adidas dla „adidasów”, oraz Electrolux dla odkurzaczy). O ile bluzy polarowe które można stosować jako ciepłą bieliznę, czyli poziom drugi mają gramaturę 100 g/m kwadratowy , to typowa „uniwersalna” bluza polarowa ma zwykle gramaturę 200 g/m kwadratowy. Zaś ciepłe, najgrubsze polary to gramatura 300g/m kwadratowy. „200tki” są najpopularniejsze i zwykle wystarczą na warunki w jakich wyruszamy w teren. A jak jest bardzo zimno, zawsze można założyć pod niego „100tkę”.
Oprócz tego że polar jest ciepły, to pasuje do każdej sytuacji: i do munduru i do symulacji ratowniczej.


Poziom 4: bluza. W systemie ubioru armii amerykańskiej na tym miejscu znajduje sie tzw. windshirt, czyli bardzo lekka bluza chroniąca jedynie przed wiatrem. Jej cywilne odpowiedniki można często spotkać u rowerzystów. W naszej harcerskiej sytuacji może to być koszula mundurowa (o powiązaniu przedstawianego systemu z mundurem zapewne powstanie oddzielny post), wojskowa bluza lub koszula, albo zwykła cywilna bluza. Poziom 4 nosimy przede wszystkim w latem, jako ubiór wierzchni, na podkoszulkę, albo pod dachem. Dobrymi przykładami są ty bluza BW (niemiecka), oraz brytyjska koszula mundurowa. Są zrobione ze względnie cienkiej bawełny i nie chronią zbytnio przed chłodem i mocniejszym wiatrem. Najwyżej przed komarami, obtarciami i słońcem. Bluza mundurowa WP, czyli „bawełniak” z racji konstrukcji zaliczałby się do tej grupy, ale z racji grubego materiału „wisi” gdzieś pomiędzy tym, a następnym poziomem. Co wyciąga na wierzch jego wady: przede wszystkim kołnierz który jedynie wygląda, ale nie chroni przed wiatrem. Jeśli bluza nie jest luźna, noszenie pod nią polaru może być problematyczne, a gruby materiał nasiąka wodą i wolno schnie.
Oto do czego tak na prawdę jest bluza: żeby nie biegać latem po lesie w samej podkoszulce.

Poziom 5: kurtka. Lekka kurtka chroniąca przed wiatrem, oraz częściowo przed deszczem. Pamiętajmy że taka kurtka nie jest od „grzania” sama z siebie. Jej zadaniem jest być „tarczą”. Od utrzymania ciepła jest bielizna i polar. Tu należy omówić oddzielnie 3 różne typy kurtek: wojskowe smocki i parki, kurtki softshellowe, oraz cywilne tanie, cienkie kurtki przeciwdeszczowe.

Smocki i parki: wojskowe kurtki ze względnie cienkiej bawełny (nadal cieńsze od bawełniaka). Mogą nam służyć praktycznie przez cały rok: od jesieni do wiosny oraz w letnią niepogodę. Dzięki gęstemu splotowi dobrze chronią przed wiatrem, a ponieważ niekiedy bywają fabrycznie impregnowane, również przed lżejszym deszczem, czy śniegiem. Kolejną z ich zalet jest wyskoki kołnierz i/lub kaptur. Zwykle są długie, niektóre sięgają do kieszeni spodni, a niektóre nawet do pół uda. Poza tym są luźne jak na swój rozmiar, ponieważ z założenia mają zmieścić pod sobą kilka warstw ocieplających. Czym różni się parka od smocka? Przykładem parki jest kurtka BW: długa, ma kaptur, da się doczepić ocieplającą podpinkę, 6 kieszeni: 2 na piersiach, jedna wewnętrzna, 2, dolne na suwak, wpuszczone w kurtkę i jedna malutka na ramieniu. W terenie, bez rozpinania kurtki możemy więc wykorzystywać tylko 4 kieszenie. A smock? To kurtka w której „Jacek, czego ty nie masz w tej kurtce?”. Brytyjski smock Soldier 2005 oprócz kaptura ma 7 kieszeni: 2 duże dolne, 2 duże na piersi, 2 duże na piersi do których można dostać się przez pionowe suwaki, oraz jedna malutka na ramieniu (osobiście noszę w niej zapalniczkę bo tylko ona się mieści, ale o sztuce pakowania się w kurtkę również kiedy indziej). A to i tak nie maksimum, bo istnieją kurtki które mają jeszcze więcej kieszeni. Ma przede wszystkim pomieścić najróżniejsze drobiazgi które mogą się nam przydać w terenie i stanowi odzwierciedlenie maksymy „Walczysz tym co masz na pasie, żyjesz z tego co masz w plecaku, uciekasz z tym co masz w kieszeniach.” Przyznaję się, jestem miłośnikiem smocków, nie ma wg. mnie równie uniwersalnej kurtki w teren.
Jak widać smock jest uniwersalny: da się go nosić cały rok. Dla porównania starsza wersja kurtki: Soldier 95: praktycznie identyczny materiał i rozkład kieszeni (nie ma malutkiej na ramieniu), jest jedynie nieco krótsza i zamiast kaptura ma wysoki kołnierz. Marzec, w wielu miejscach jeszcze leżał śnieg.
Zdjęcie: A. Endzelm
Sostshelle: jeden z wynalazków współczesności, który rozpowszechnił się się zarówno w turystyce, jak i wojsku. Soft shell to przede wszystkim tkanina: nylon, lub syntetyk, który swoją wiatrodporność zawdzięcza przede wszystkim temu w jaki sposób została utkana. Gdy dodamy do tego zaimpregnowanie chroniące przed drobnym, krótkim deszczem, otrzymujemy tkaninę, która o wiele lepiej działa z bielizną termoaktywną i polarami, niż kurtki z bawełny. Trudniej jest się w nich zapocić i lepiej odprowadzają wilgoć na zewnątrz, dzięki czemu możemy uniknąć mokrej plamy zimna na nerkach. Poza tym tkanina jest bardzo lekka i można z niej tworzyć kurtki o wiele lżejsze od bawełnianych, a jednocześnie sprawujące się lepiej. Istnieje jednak jeden problem. Ponieważ softshelle stały się modne, nie każdy „softszel” jest tak na prawdę sostshellem. Tanie bluzy i kurtki tak określane często są jedynie szyte obciśle „jak softshell”, dostają podszewkę z cienkiego polaru, a ich oddychalność (czyli możliwość odprowadzania wilgoci) zapewnia membrana (dodatkowa warstwa o której wspomnę później), a nie splot tkaniny. A dobra membrana zapewniająca dobre parametry też swoje kosztuje.

Tanie cywilne kurtki przeciwdeszczowe: sporo „turystycznych” kurtek jest szytych z impregnowanego ortalionu, lub innej cienkiej tkaniny o słabej oddychalności. Prędzej czy później przemiękną, a jednocześnie nadal łatwo jest się w nich zapocić. Ich możliwości ochrony przed wiatrem i deszczem są więc porównywalne z wojskowymi parkami. No i oczywiście są modne, a jaskrawe kolory ułatwią ratownikom znalezienie nas w razie wypadku.

Poziom 6: kurtki przeciwdeszczowe. W przeciwieństwie do poprzedniego poziomu teraz mowa o kurtkach z membraną, które są w stanie chronić przed silnym deszczem. Mowa o wojskowych, lub cywilnych „goreteksach”. Czym jest membrana o której już wspominałem? To jedna z warstw tkaniny, która odpowiada za oddychalność kurtki: nie przepuszcza wilgoci z zewnątrz, ale dzięki różnicy temperatur pomiędzy ciałem, a otoczeniem odprowadza wilgoć spod kurtki. Goretex to kolejny przykład nazwy całej kategorii produktów wywiedzionych od jednego producenta. Tak jak Polartec to prawdziwy oryginalny polar, tak Gore-tex firmy Gore to prawdziwa oryginalna membrana „goretexowa”. W przypadku takich kurtek możemy wybierać tańsze (50-150 zł) wojskowe kurtki niemieckie i brytyjskie, które mają w sobie tańszą, słabszą membranę, jak i droższe kurtki turystyczne. Jednak uwaga dla wszystkich którzy chcieliby nosić „goreteksy” jako kurtki zimowe. Te kurtki mimo że świetnie chronią przed deszczem, śniegiem i wiatrem nie grzeją same z siebie. Konieczny jest do nich polar, jak w turystycznych kurtkach „3 w 1”, w których polar można nosić jako podpinkę do kurtki. Jeśli kurtka nie ma takiej możliwości, trzeba założyć pod spód oddzielny polar.
Kurtka przeciwdeszczowa zimą? No tak, jako przykład dobrego dobrania warstw pod spód. Ze zbiorów A. Endzelm

Poziom 7: ocieplacze puchowe. Z takim ociepleniem raczej nie musimy potrzeby się spotykać, ponieważ jeśli poprawnie zestawiliśmy poprzednie warstwy, jesteśmy w stanie komfortowo poruszać się w terenie nawet przy kilkunastu stopniach poniżej zera. Problemy zaczynają się jeśli zamierzamy gdzieś siedzieć nieruchomo na mrozie, mrozy są na prawdę arktyczne i planujemy dłuższe wyjście, np. zimą w wyższe góry. Wtedy bierzemy ze sobą kurtkę puchową, którą zakładamy na polar, ale pod wierzchnią kurtkę przeciwdeszczową z membraną. Oczywiście istnieją cywilne zestawy (kurtka + spodnie) z puchu naturalnego albo sztucznego (np. primaloft), ale są też również wojskowe np. brytyjski Softie Snugpaka (producent m. in. śpiworów). Oczywiście zawsze można założyć ciepłą, cywilną kurtkę zimową, ale równie dobrze można ubrać się na cebulkę z tym co mamy.

To tyle. W planach jest stworzenie tekstu o tym jak dopasować te poziomy do munduru harcerskiego, czyli co nosić i kiedy, oraz być może tekst „dziewczyna i odzież militarna”, również z wzięciem pod uwagę noszenia różnych elementów do munduru.