Więcej o moich kamuflażach / More about my camo patterns:
http://jeremak.blogspot.com/2014/10/more-camo.html

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą airsoft. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą airsoft. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 2 czerwca 2014

Nie jestem partyzantem...


Na początek temat muzyczny tego posta:

Tak, jestem nerdem, jestem tego świadomy i z tego stanowiska będzie pisany ten post. Będzie on o przesadzie i jak, przynajmniej wg. mnie jej uniknąć. Przesadzie w czym? A jakich dwóch rzeczach najczęściej tu piszę? O harcerstwie i airsofcie. Zacznijmy może od airsoftu. Jeśli jakakolwiek wzmianka o nim pojawi się w "taktycznym świecie rzeczywistej broni", odbiór jest najczęściej negatywny. Airsoftowiec tam to dzieciak, pozer, wydający krocie na chińskie kopie niepotrzebnego mu sprzętu, któremu się wydaje że jest niewiadomo jakim "operatorem". Przyznajmy szczerze. Tak jest. Nie ma co się oszukiwać. Strzelanie do siebie plastikowymi kulkami nie jest najpoważniejszym hobby, nieważne jak bardzo my bylibyśmy przy tym poważni. Wyglądamy patetycznie w pełnym szpeju? Tak. Mamy słabą kondycję? W porównaniu nawet z dawnym żołnierzem służby zasadniczej na pewno. Wydajemy masę pieniędzy na tak na prawdę niepotrzebne rzeczy? Oczywiście, jak w każdym hobby dużych chłopców wymagającym drogich zabawek. I tak trzeba traktować airsoft. Nie uratujemy świata, to tylko hobby dla dużych chłopców.
Przejdźmy teraz do drugiej kwestii, czyli harcerstwa. A dokładniej: czy można pogodzić airsoft i harcerstwo? Jedną z najważniejszych kwestii jest to, że airsoft ma podłoże militarne. Używamy wiernie wyglądających replik rzeczywistej broni, w przytłaczającej większości wykorzystujemy rzeczywiste oporządzenie i umundurowanie, lub jak najlepiej wyglądające kopie. Tyle że ZHP nie jest organizacją paramilitarną. Jest organizacją wychowawczą. A to dwie różne rzeczy. Posłużę się statutem ZHP:

Misją ZHP jest wychowywanie młodego człowieka, czyli wspieranie go we wszechstronnym rozwoju i kształtowaniu charakteru przez stawianie wyzwań. 

ZHP wychowuje młodych ludzi na prawych, aktywnych, zaradnych i odpowiedzialnych obywateli w duchu wartości zawartych w Prawie Harcerskim.

A co z jakimiś aspektami "proobronnymi"? Jakimikolwiek? Pojawiają się raz. Na cały statut:
rozdział 2, rtykuł 4, punkt 1, podpunkt 9, działania wykonywane dla osiągnięcia celów ZHP: "działa na rzecz obronności państwa i działalności Sił Zbrojnych Rzeczypospolitej Polskiej; porządku i bezpieczeństwa publicznego"
Tyle, na cały statut. Związek Harcerstwa Polskiego w całej swojej działalności stara się odchodzić od powiązań militarnych. Tak na prawdę stara się to robić swoich początków, czyli lat dwudziestych. Trzeba jasno i wyraźnie powiedzieć że chlubne karty, legendy harcerskiego udziału w I wojnie światowej, Wojnie polsko-bolszewickiej i II wojnie światowej to "pogotowie": krótkotrwałą konieczność czasów, a nie reguła. harcerstwo wychowuje młodego człowieka. Wychowuje go aby był dobrym człowiekiem i obywatelem przez całe swoje życie. A najpewniej całe jego życie, to życie cywilne, pokojowe. Unikanie powiązań militarnych między innymi przejawia się w regulaminie mundurowym: spodnie w kamuflażu nie są dopuszczone do noszenia z mundurem. Ten nawyk jeszcze bardziej militaryzuje nasz wygląd. Który nawet regulaminowo jest jaki jest, zwłaszcza jeśli porównamy harcerza, w swoim zielonym mundurze, z zielonymi, dopuszczanymi przez regulamin długimi spodniami, ze skautem z któregoś państw zachodnich. Dla przykładu, wywiad z sekretarzem generalnym WOSM, który niedawno był w Polsce:

Zagłębiając się w szczegóły, w organizacji Boy Scouts of America, strzelanie do siebie z czegokolwiek, w tym paintball jest po prostu zakazane. Przy czym możliwe jest strzelanie do celu: http://blog.scoutingmagazine.org/2014/05/07/dont-shoot-why-paintballs-outlawed-in-scouting-and-the-one-exception/ Podobnie jak m.in. wykorzystywanie quadów, sporty walki, rodeo, polowanie, skutery wodne, paralotniarstwo na uwięzi, skoki na bungee, wspinanie się na drzewa z wykorzystaniem lin i uprzęży i "water chugging" (jak by to wytłumaczyć... szybkie, nadmierne, masowe picie wody?)
Ale, ale... Wróćmy do munduru. Po grudniowym, 38 zjeździe ZHP, dotarły do mnie w pewnej rozmowie informacje, jakoby "zakazano noszenia jakiegokolwiek kamuflażu do munduru". Przejrzałem uchwały i stanowiska opublikowane po tym zjeździe. Nie ma tam nic takiego. Rozumiem niechęć przynajmniej części instruktorów, czy też Kwatry Głównej do kamuflażu i w ewentualnej dyskusji przeciwstawiłbym tej opinii zapewne argumenty związane z działaniem programowym w terenie, oraz kosztami i jakością ubrań z demobilu (przy czym zapewniam: na allegro da się kupić za małe pieniądze oliwkowe spodnie z demobilu. W tej kwestii da się być w zgodzie z regulaminem mundurowym za rozsądne pieniądze.) Przy czym znalazłem jedną rzecz która mogła wywołać tą plotkę: fragment w uchwale dotyczącej regulaminu mundurowego, wskazujący że mimo iż "nowy" regulamin mundurowy ma już ładnych parę lat i na dobre zadomowił się w związku, to nadal nie został opracowany dodatek/aneks/rozdział dotyczący mundurów drużyn specjalnościowych i wodnych. Właśnie: drużyn specjalnościowych. Wśród kilku specjalności w ZHP istnieje również specjalność proobronna. Tyle że jest ona jakby "niechcianym dzieckiem". Podczas gdy np. Harcerska Szkoła Ratownictwa rozwija się dosyć prężnie, ma wypracowane metody itd, to specjalność proobronna jest jakby w marazmie: między innymi nie ma nawet przygotowanych "pod nią" sprawności, referatu w GK jakby nie było, a jeśli już drużyny proobronne funkcjonują, to często na własną rękę z różnym skutkiem.
Mamy więc grupę harcerską (zastęp, drużyna, klub), interesującą się airsoftem, a wytycznych co z tym zrobić za bardzo nie ma. Ale jakie mogłyby być? Z góry zaznaczam że to moja, prywatna opinia na ten temat.
  • Airsoft nie może przysłonić nam harcerstwa. Jeśli jesteśmy "grupą" harcerską, to o tym pamiętajmy. Nie możemy funkcjonować jako grupa airsoftowa z mundurami harcerskimi. Powinniśmy po pierwsze realizować program harcerski, airsoft może być jedynie jego elementem, odpowiednio "przyciętym", "ukształtowanym" do celów i metody harcerskiej. Bo jeśli airsoft, czy też szerzej "militaryzm" przysłoni nam istotę harcerstwa, to otrzymujemy później takie potworki jak Harcerski Korpus Kadetów. Który wg. mnie i nie jest harcerski, ani liczebności korpusu też nie ma, a kadetów... pytanie czego?
  • "Pamiętaj, nie jesteś żołnierzem". Tu trzeba nawiązać do wstępu tego posta. Trzeba pamiętać że airsoft, to airsoft, forma rozrywki, sport, a nie rzeczywista wojna. Nie ćwiczymy żeby zabijać. Ćwiczymy żeby trafić kogoś plastikową kulką i jednocześnie nie zrobić mu krzywdy. Nawet jeśli naszym celem jest pojechać na kilkudniowy, realistyczny pod względem procedur, wykorzystujący pojazdy i pirotechnikę milsim: to nadal ćwiczymy na milsim, a nie wojnę. To tak jak z grami komputerowymi. Musimy pamiętać że gramy w grę. Czy to by była zwykła, uproszczona rozrywkowa strzelanka, taka jak Call of Duty, strzelanka "z klimatem" jak Battlefield, czy też realistyczna, ocierająca się o symulator Arma, to nadal jest to gra, a nie rzeczywistość.
Przygotowania do wojny, bycie organizacją paramilitarną i "partyzantami od pierwszego dnia wojny" zostawmy strzelcom. Rozumiem że cała masa młodych chłopaków po obejrzeniu paru filmów i przeczytaniu kilku książek marzą, że "jak ruskie wejdą, to oni zdobędą kałasza i będą partyzantem", że każdy chciałby być Patrickiem Swayze z "Czerwonego Świtu".
No przyznać się, chcielibyście tak, co?
 Ale to tylko idealizacja, marzenia. Chcesz wojny partyzanckiej? Znajdź w internecie ujęcia z kamer śmigłowców szturmowych atakujących talibów w Afganistanie, czołgów burzących budynki w Syrii i ostrzału z moździerzy i powietrza na Ukrainie. Pewnie ci się jej odechce. Do mnie najmocniej przemawia trzeci człon programu "Szarych Szeregów": pojutrze, "powojnie". Przekonanie że wojna to zło powinniśmy mieć zawsze w głowie, nawet jeśli nas pociąga. Inaczej skończymy jak długie kolumny wiwatujące maszerując do pociągów w 1914.

Proste równanie militaryzm=wojna=przemoc, zło pewnie stanowi największy argument przeciw łaączeniu airsoftu z harcerstwem. No bo jak pogodzić strzelanie do kogoś z pozytywnością metody harcerskiej? Widzę chyba tylko jedną możliwość. Musimy pamiętać i uczyć że nasz przeciwnik w trakcie gry nie jest naszym wrogiem. Jest jedynie przeciwnikiem sportowym. Jakiekolwiek gry airsoftowe muszą przebiegać w pozytywnej atmosferze: przywitajmy się i pogadajmy przed grą. W jej trakcie stosujmy się do reguł i zdrowego rozsądku, na spokojnie i życzliwie wyjaśniajmy ewentualne spory. Nie oszukujmy. Po grze znowu jest czas na podanie sobie ręki, obgadanie całej gry, wymiany uwag, wrażeń.
 Z resztą, wydaje mi się że pozytywność jest tak na prawdę koniecznością w airsofcie nawet nie biorąc pod uwagę aspektu harcerskiego tego postu: jeśli nie będziemy się przyznawać i będziemy traktować przeciwnika jako naszego niebezpiecznego wroga, nie będzie fair-play i uczciwości, to airsoft jako taki, jako gra, rozrywka nie ma sensu i ograniczałby się do strzelania do puszek i robienia słit foci z pełnym wyposażeniem. A nie chodzi o to, tylko o adrenalinę, zabawę i zdrową rywalizację, prawda?

niedziela, 24 listopada 2013

Łączenie kamuflaży w airsofcie: kilka propozycji

 Więcej o moich nowych wzorach maskowania/more about my new camo patterns: http://jeremak.blogspot.com/2014/10/more-camo.html
W powiązaniu z poprzednim postem Ile powinno się mieć wzorów kamuflaży, w którym przedstawiłem wyidealizowany system wyposażenia oparty o pewną "rodzinę" wzorów maskujących, postanowiłem przedstawić kilka podobnych zestawów, które byłby w stanie "osiągnąć" airsoftowiec. Nie będę się zbytnio zagłębiał w koszta. Bo rozumiem że jak kogoś stać na coś więcej niż jedna bluza i spodnie, to bardzo prawdopodobne, że jest gotowy regularnie "przepalać hajs" na swoje hobby. Zestawy będą dopasowane do polskich krajobrazów i oparte na rzeczach które są, albo bywają w miarę dostępne na rynku. Kolejne założenie jest takie, że poszczególne elementy w różnych kamuflażach, np. górę i spodnie można ze sobą łączyć, tworząc "dwubarwną" sylwetkę. Jeśli zrobi się to dobrze, może to nawet poprawić efekt maskowania.

Wariant "MTP": Jest to "suchsza" wersja zestawu opartego na szpeju brytyjskim. W "okresie zielonym". Taki zestaw można by wybrać w założeniu że w naszej okolicy wiosną i latem lasy są intensywnie zielone i cieniste, ale za to już przez resztę roku i w pozostałych krajobrazach lepiej sprawdzałby się bardziej beżowy MTP. W skład takiego zestawu wchodziłyby:
- Koszula i spodnie lightweight w DPM na wiosnę i lato
- UBACS w MTP (bo nie ma powszechnie dostępnych Combat Shirtów w DPM)
- Smock, spodnie windproof lub temperate w MTP
- Kurtka MVP w dowolnym kamuflażu (DDPM, DPM, MTP), ponieważ najnowsza kurtka membranowa z systemu PCS w kamuflażu MTP... nie ma kaptura.
Oporządzenie: w kamuflażu DPM, o ile uznalibyśmy że nasza okolica jest na tyle sucha że sprawdzi się w niej również sprzęt w DDPM. Dodatkowo przy posiadaniu plecaków w DPM można sobie sprawić pokrowce w MTP.

Żołnierze z Regimentu The Rifles na ćwiczeniach w Wielkiej Brytanii. Jak widać "w kraju" sprzęt w DPM jest nadal "donaszany".
Wariant "DPM". Kolejny wariant brytyjski, tyle że tym razem dla okolic w których dłużej jest zielono, więcej jest lasów iglastych, czy też lasy są bardziej gęste. Jak sama nazwa wskazuje ten opiera się bardziej na leśnym DPMie, a MTP stanowi jedynie uzupełnienie.
- bluza lub UBACS + spodnie w MTP na lato. Nie będzie się super sprawdzał w intensywnie zielonym lesie, ale jakoś będzie, zwłaszcza w połączeniu z ciemniejszym, DPMowym oporządzeniem i naturalnym światołocieniem. Ale za to będzie lepszy na suchych łąkach i nieużytkach. Można sobie też sprawić koszulę i spodnie w DPMie, nie są aż takie drogie.
- Smock + spodnie w DPM na resztę roku. Czemu DPM na jesień? Tak jak wspomniałem, jeśli w okolicy mamy dużo lasów iglastych, to kolorem dominującym w nich aż do pierwszego śniegu będzie zieleń i brąz.
- Oporządzenie w DPM.

"Fleck": Zestaw oparty o różne warianty flecktarnu. Wiosną i latem w użytku byłaby bluza i spodnie w duńskim, zielonym kamuflażu m/84
Lub jego rosyjskiej "kopii/wersji", nazywanej "Flectar-D"/ "Siewier".
Zaś jesienią w użytku byłaby zwykła, niemiecka odmiana Flecktarnu. Co oznaczało by posiadania spodni, kurtki (najlepiej z racji użyteczności smocka "KSK") i kurtki przeciwdeszczowej w tym kamuflażu.
Smock KSK w użyciu.
Oporządzenie zostawiam osobistemu doborowi, bo wybór porządnego oporządzenia we flecktarnie jest dosyć ograniczony. Zawsze można, zależnie od uznania co lepiej będzie się zgrywać z teren, używać oporządzenia w jednolitym kolorze oliwkowym, czy też Ranger Green. Coyote Brown jest chyba za jasny i zbyt "suchy".

"Po rosyjsku/Partizan". Ten wariant zakłada wykorzystanie maskałatów w kamuflażu będącym rosyjską kopią kamuflażu "dębowego" SS.
Dla lekkiej, letniej bazy, czyli bluzy i spodni mundurowych są 3 opcje zależne od tego jak bardzo potencjalnego użytkownika interesuje sprzęt rosyjski. W razie ciągot rekonstrukcyjnych, oraz w przypadku dosyć zielonej okolicy przydatny byłby mundur w kamuflażu "cyfrowa flora", wykorzystywanym przez armie Rosji i Białorusi. W razie braku tych ciągot może zostać zastąpiony przez dowolne spodnie i bluzę w kolorze oliwkowym.  A choćby i Helikona. W razie bardziej suchego otoczenia latem, podobny zestaw może być w kolorze Coyote Brown. Taki zestaw po prostu uzupełniamy dwustronnym maskałatem, w którym na jednej stronie tkaniny nadrukowana jest zielona, wiosenno-letnia wersja wzoru, a na drugiej: brązowa-jesienna.
Żródło: http://yourgear.info/archives/review/maskchalat-partizan-medusa/

PenCott. Tu zaczyna się nieco droższa zabawa. Brytyjska firma Hyde Definition opracowała świetny wzór kamuflażu PenCott, który występuje w 4 wersjach: zielonej, brązowej, piaskowej i śnieżnej. Od niedawna w Polsce dostępne są bluzy, spodnie i czapki w dwóch pierwszych wersjach produkowane przez Helikon, jednak podobnie jak maskałaty w Partizanie nie jest to już skala kosztów podobna do ciuchów z demobilu. No a ewentualne smocki, czy też oporządzenie trzeba by było ściągać z zagranicy (np. z Niemiec, gdzie z tkaniny w tym kamuflażu szyje firma Leo Koehler)
CPU od Helikona w wersji "Badlands" kamuflażu PenCott. Za: http://www.hydedefinition.com/latest/?p=845
Smock od  Leo Koehler w wersji "Greenzone". Za: http://www.strikehold.net/2013/10/25/leo-koehler-pencott-tactical-combat-jacket-review/

Czemu w żadnym z wariantów nie napisałem jaki kamuflaż powinien być wykorzystywany zimą? Bo nie spotkałem się do tej pory z szeroko dostępnym kamuflażem "roztopowym". Oczywiście, łatwo jest dostać najróżniejsze białe maskałaty zimowej. Ale gdy śnieg topniej , lub leży jedynie w płatach takie zestawy się nie sprawdzają. Dlatego zachęcam do eksperymentowania z tanimi białymi strojami, czy też ponczami maskującymi i najróżniejszymi technikami: farbowaniem barwnikami, używaniem farb i innymi pomysłami (nawet z brudzeniem), które pozwoliłby uzyskać strój, który oprócz białego zawiera również inne kolory czy kształty, ułatwiające maskowanie czy to w lesie, czy to w innych terenach w okresie gdy śnieg nie przykrywa wszystkiego jednostajną pokrywą.

wtorek, 18 czerwca 2013

Rozważania nt. LSW

Na ostatniej sobotniej zbiórce zastępu w pewnym momencie wynikła rozmowa nt. zastosowania LSW w airsofcie. Czym jest ten trzyliterowiec? L86 Light Support Weapon. Czyli wersja rkm, czy raczej rkbm (ręczny karabinek maszynowy, różnica wynika ze stosowanego naboju pośredniego), karabinku L85. Jego podstawowym zadaniem, jest wspieranie sekcji (w Armii Brytyjskiej 4 żołnierzy: 3 z L85 i strzelec L86), poprzez prowadzenie celniejszego ognia na nieco większą odległość, lub szybszego na mniejszą, niż karabinki zwykłych piechurów, przy wykorzystaniu takiej samej amunicji co karabinki, podawanej z takich samych magazynków. Ma to swoje zalety i wady: zaletą jest to, że reszta sekcji może wspierać strzelca LSW swoimi magazynkami, a wady wynikają właśnie z korzystania z magazynków, oraz niewymiennej lufy: przez to L86 nie może prowadzić prawdziwego ognia maszynowego, a jedynie strzelać krótkimi seriami, ograniczonymi przegrzewaniem się lufy i pojemnością magazynków.
Przejdźmy jednak do airsoftu. Jeśli mowa o prowadzeniu "ognia wsparcia", najczęściej myślimy albo o karabinie maszynowym, najczęściej pod postacią M-249 SAW (Squad Automatic Weapon). M-249/Minimi w rzeczywistości też strzela amunicja pośrednią, ale główną różnicą jest zasilanie tych karabinów z taśmy, a w airsofcie: z magazynka pudełkowego z napędem elektrycznym. To, plus wytrzymały "gearbox-pudełko", pozwala osobie z taką repliką na prowadzenie ognia zaporowego i postawienie "ściany kulek" przed atakującym przeciwnikiem. Jakie są jednak wady takiej repliki? Przede wszystkim waga. O cenie nie będę się wypowiadał, bo prawdopodobnie, gdyby zsumować pełen koszt innych opcji o których będę pisał, to pewnie wyszłaby porównywalna kwota. Ale jedno jest pewne: Minimi jest ciężkie, jest niezbyt poręczne i mimo że istniej możliwość zasilania go  z magazynków "emkowe", to swoje prawdziwe oblicze pokazuje dopiero przy magazynkach pudełkowych. Które również zajmują dużo miejsca i trzeba je nosić albo w specjalnych ładownicach, albo np. w Utility Puchach z "uchami" na szelki jak ładownice amunicyjne.
Co prawda możliwe jest odciążenie strzelca km-u przez to, że dodatkową amunicję (w naszym przypadku: paczki z kulkami), przenosi w swoim oporządzeniu reszta oddziału, wzorem Brytyjczyków z Falklandów, gdzie każdy żołnierz, oprócz amunicji w magazynkach przenosił jeszcze amunicję w paczce dla siebie i taśmę z nabojami dla GPMG, czy też Niemców, którzy stosując MG-42, reszta drużyny piechoty praktycznie ograniczyli do ochrony karabinu maszynowego i donoszenia mu amunicji. Cóż, trzeba przyznać że "śwniak" u boku świetnie działa na morale, a wrogi z przodu: odwrotnie proporcjonalnie, ale uważam że w airsofcie jest to jednak chyba zbyt wyspecjalizowana broń, żeby grupa 4-6 osobowa decydowała się na taką inwestycję. Ale oczywiście wszystko zależy od funduszy.
Wsparcie oddziałowi może zapewniać też strzelec wyborowy. Czyli ktoś, kto najpewniej, na początku swojej kariery chciał zostać snajperem-chodzącym krzakiem, ale ktoś mu to wyperswadował. A może nawet nasz snajper uparł się i działał w tym kierunku. Ale nawet jeśli dobrze i celnie strzela, to nie będzie w stanie zatrzymać frontalnego ataku przeważających sil "ochotników chińskich" biegnących na naszą pozycję przy akompaniamencie grzechoczących hi-capów. Dodatkowo, o ile nie korzysta z jakiegoś "wiosła" na magazynki M-4/M-16, to znowu istnieje problem z wymienialnością magazynków z resztą grupy. Zarówno SWD, czterotaktowce, oraz M-14 i SR-25 na magazynki będące replikami magazynków na amunicję 7,62x51 NATO nie są w stanie korzystać z magazynków reszty. A przy mid-capach i low-capach kulek może zabraknąć bardzo szybko, zwłaszcza jeśli ten strzelec ma ze sobą mało magazynków.
Na powyższym filmie widać w akcji zarówno M-249, jak i SWD. Trzeba tylko pamiętać że to Wielka Brytania, z ustawowymi ograniczeniami FPS i grą jedynie na komercyjnych "polach". W Polsce odelgłości bardzo często są większe.

Jako kompromis między tymi oboma rodzajami "broni wsparcia" można zdecydować się właśnie na jakieś airsoftowe LSW. Tylko w poszukiwaniach trzeba przyjąć kilka ograniczeń:
  -Magazynki systemu AK, lub M-16. Obecnie u nas w KF zdecydowanie przeważa AK, zaś brytyjskie oporządzenie jest dostosowane do magazynków STANAG-owskich, czyli właśnie od M-16, więc przy zakupach replik ograniczenie jest proste: albo AK, albo coś na magazynki od M-16.
  -Możliwość tuningu. Ponieważ nasze LSW miałoby odgrywać, zależnie od sytuacji, rolę podobną do Minimi i karabinu wyborowego, powinno być w stanie wytrzymać upgrade do ok. 440-450 fps (więcej oznaczałoby brak ognia ciągłego na wielu imprezach, co mija się z celem). Jednocześnie mocna sprężyna i potrzeba strzelania seriami wymagają dobrego silnika i mocnej baterii. Na pewno przydałaby się też porządna gumka hop-up. No i może też lufa precyzyjna.
  -Możliwość zamontowania małogabarytowej optyki o powiększeniu od 2x do 4x. Większa luneta niepotrzebnie zwiększałaby gabaryty i ograniczała pole widzenia przy strzelaniu. Na takiej replice nie jest potrzebny teleskop do strzelania do komarów, tylko coś, co pozwoli wypatrzeć schowanego w trawie przeciwnika, leżącego w tych dalszych zakresach zasięgu. Przykładem takiej optyki są celowniki typu ACOG, przy czym mowa o lunetach, choćby nawet czysto airsoftowych, a nie o  kolimatorach w wydmuszce o kształcie ACOGa.
  -jakaś forma dwójnogu też by się przydała
  -gabaryty porównywalne z replikami karabinów szturmowych, żeby uniknąć konieczności dźwigania dodatkowych kilogramów, jak w przypadku SAW.

Najbardziej koszerna opcja, czyli replika L86 mieści się w kategoriach "góry złota/nie do dostania", więc od razu odpada z rozważań. Kolejną możliwością, jest wersja rkmowa karabinu AK, czyli karabin RPK.

RPK-74. Widoczny długi magazynek, długa, niewymienna lufa i zamontowany pod nią dwójnóg. Źródło: http://www.red-alliance.net/forum/index.php?topic=2343.0
Spełnia wymagania magazynkowe. Co prawda "banany", czyli długie magazynki od RPK są dosyć trudne w przenoszeniu (po prostu potrzebne są dedykowane ładownice), ale z łatwością można pod niego podpiąć zwykłe magazynki od AK, czy np. magazynek bębnowy. Co z możliwościami tuningowymi? Cymowski gearbox v.3 jest znany z tego że jest w stanie wytrzymać takie rzeczy. Optyka? Tu zaczynają się pewne problemy. Karabin, oraz jego airsoftowa replika, mają boczny montaż z lewej strony, tyowy dla AK, czy SWD (tak, wiem że montaże w AK i SWD w jakimś stopniu się różnią). Trzeba by albo montować lunetę z dedykowanym montażem, albo montaż z szyną RIS i dopiero na nią lunetę. W pierwszym przypadku praktycznie jesteśmy ograniczeni do PSO. Tyle że PSO jest wg. mnie za dużą lunetą na karabin typu LSW, a mniejsze celowniki optyczne produkcji rosyjskiej, czy białoruskiej bardzo ciężko dostać. A szyna RIS. Można by, tu już ograniczamy się do kwestii wizualnych typu "ceep that imperialistic crap out of my AK". Jedni mogą lubić ACOGa na AK, inni nie. Brytyjski SUSAT, montowany do niedawna na L85 wygląda wystarczająco topornie żeby nie gryźć się z cudami sowieckiego desingu, dodatkowo swego czasu został on skopiowany i jego kopia jest produkowana "za Bugiem". Tyle że SUSAT ma montaż na szynę 11 mm, a nie standardową RISowską 22 mm. Konieczne byłby boczny montaż z szyną 22 mm, przejściówka 22-11mm i dopiero na to SUSAT. Przy cenie 400 zł za jego kopię, łączny koszt byłby podobny do kopii PSO.
Kolejny problem to wymiary. Przez długą lufę i dwójnóg RPK może ciążyć na przód i być niewygodne w przenoszeniu. Poza tym dwójnóg jest dosyć wysoki, dostosowany do długości magazynków. A np. nasz strzelec LSW chciałby trzymać się bliżej ziemi.
Drugą opcją "wschodnia", jest po prostu założenie dwójnogu i optyki na replikę AK. Mamy wtedy takie same bebechy, ale krótszą lufę (której długość podobno aż tak nie wpływa na celność). No i jest to bardziej "odbajerzony AK", niż replika broni LSW.

Przechodzimy teraz do opcji "zachodnich", czyli na magazynki od M-4/M-16. Nie będę rozważał długich wersji G-36 z dwójnogiem i optyką. Sam mam krótkie G-36, gearbox v.3 daje radę, działa jakieś półtora roku bez zaglądania do środka, ale jest jedna kwestia problemowa. Airsoftowe adaptery magazynków STANAG do G-36, a przynajmniej mój "nie robią roboty". Są zbyt luźne, swoje magazynki musiałem okleić taśmą, a i tak czasami mam problemy z podawaniem kulek. Co niestety ogranicza nas do replik z gearboxem v.2, mniej wytrzymałym od v.3 występującego w replikach AK. Czy raczej: takiego którego nie da się zrobić topornie, a i tak będzie wytrzymały. Jak wspomniałem wcześniej, różne SR-25 wykluczamy z racji magazynków. Na razie przychodzą mi do głowy 2 propozycje.
 Pierwszą jest replika HK416. Karabin ten USMC przyjęło pod nazwą M27 IAR: Infantry Automatic Rifle. Spełnia tam dokładnie taką rolę o jakiej jest cały ten post: karabinu na magazynki od podstawowego karabinku zwykłego piechura, wspierającego go celowanymi krótkimi, seriami na nieco większe odległości i zastępuje w sekcji M-249. Wyposażony jest w celownik ACOG i dwójnóg.
Źródło: http://www.militaryphotos.net/forums/showthread.php?167027-The-United-States-Marine-Corps/page269

Można by powiedzieć: dokładnie to czego szukamy. Tylko inną kwestią pozostaje znalezienie odpowiednio wytrzymałej repliki tego karabinu. Cóż, jedną z bardzo niewielu opcji jest HK416 od JG. Tak, "chińska emka". Przy czym M-4 i M-16, których bebechy siedzą w HK-416 często są określane jako "mogą być". I tak konieczne byłoby rozebranie gearboxa i ponowne porządne jego złożenie, po sprawdzeniu jakości części. A co kwestii wizualnych? Pewnie dłuższa lufa i jednocześnie przesuwana kolba, tak jak w IAR. Przy czym, np. Gunfire, sprzedający repliki JG również pod własną marką, ma w ofercie wersję HK416 z krótszą lufą, nie wystającą z szyn montażowych. A np. wersja JG z dłuższą lufą, sprzedawana w innych sklepach, ma kolbę stałą, którą przydałoby się wymienić na przesuwaną.

Drugą opcją jest M-16 od KWA, z szynami RIS. KWA to już wyższa, nie chińska kategoria replik. Kosztuje więc więcej, ale za to posiada wzmocniony szkielet gearboxa, uznawany za jeden z najlepszych w replikach M-4/M-16. Mamy wtedy większą pewność, że mechanizm repliki wytrzyma zrobienie z niej jednocześnie snajperki i "siewnika". Przy czym ostatnimi czasy z replikami od KWA w sklepach brakuje.  Poza tym, z racji magazynków, takie "eM" można by jedynie "wystylizować" na to:

Źródło: http://www.ar15.com/mobile/topic.html?b=3&f=118&t=541606&page=253
 L129A1, czyli karabin systemu AR, który zastąpił w Wielkiej Brytanii L86 na funkcji DMR: Designated Marksman Rifle: karabinu strzelca wyborowego, działającego w ramach drużyny piechoty. Wsparcie ogniowe zapewniają raczej Minimi, ale i L129 zdarza się prowadzić szybszy ogień. Dla przykładu:
Odcinek serialu dokumentalnego "Royal Marines: Mission Afghanistan". Potyczka od 34:15. Przy czym L129 nie może strzelać serią i strzela amunicją 7,62, dla tego użyłem słowa "wystylizować". Czemu 7,62x51? Bo w górzystym Afganistanie karabiny strzelające nabojami 5,56x45 mm (np. L85 i Minimi) nie są w stanie sięgnąć np. pozycji talibskich karabinów maszynowych PKM, które z kolei są zasilane nabojem karabinowym 7,62x54R. Przy okazji, żeby mieć pojęcie o wymiarach naboi: druga cyfra, po x to długość łuski.

Wszystkie z tych replik, żeby pełnić funkcję broni wsparcia potrzebują sporej ilości amunicji. A ponieważ kilka hi-capów nie każdemu pasuje, przyjmijmy że będę pisał o porządnych mid-capach. W czym je przenosić? Brytyjski Chest-Rig pomieści 6 magazynków od AK, albo 9 STANAG + jeszcze da się zmieścić jakąś paczkę kulek w bocznych Utility. Podobnie PLCE, które mają dodatkową zaletę tego, że nie leżymy na magazynkach, tylko mamy je po bokach, na biodrach. Podwójne ładownice amunicyjne pomieszczą maksymalnie 12 magazynków od "M", lub bardziej realistycznie: 9 magazynków i paczkę kulek, lub 6 magazynków i 2 paczki. Tyle że z racji wymiarów, do ładownic nie wejdą magazynki od AK. Podobnie jak  do Assault Vest: 6 magazynków, czy LCTV: do dołączanych ładownic też 6 magazynków, ale za to do niej da się dokupić i doczepić kolejne ładownice amunicyjne, więc jak ktoś się uprze to zmieści i 12. Dobrym pomysłem byłoby działanie z kimś kto ma zwykłą, nie "odbajerzoną" replikę na takie same magazynki. Mógłby on wtedy pełnić funkcję "amunicyjnego", przenosząc dodatkowe magazynki, czy nawet wymieniając je w trakcie akcji, aby strzelec LSW nie musiał spuszczać celu z oka. I nie żartuję, tak postępowano z wieloma rkmami: brytyjskim pierwszowojennym Lewisem, i radzieckim drugowojennym DP Diegatriewa, zasilanymi z magazynków tależowych, czy zasilanymi z magazynków pudełkowych wz.1928 (polska, przedwojenna odmiana amerykańskiego BARa) i Brenem (brytyjski rkm z magazynkiem u góry, który z kolei był wersją licencyjną karabinu produkcji czechosłowackiej ZB vz.26).

Przykład takiego przeładowania: brytyjscy rekonstruktorzy i strzelanie z Brena

Poza tym, rzeczą niezbędną jest replika z mniej niż 350 fps w pobliżu, w celu obrony na krótki dystans, czy strzelania w pomieszczeniu. Czy to pod postacią pistoletu u boku, czy amunicyjnego z odpowiednim karabinkiem.

niedziela, 30 grudnia 2012

Jak pożenić DPM z AK?

Jednym z celów na tą zimę (ogólnie rzecz biorąc: do marca), jest ubranie zastępu jednolicie. Z jednej strony, już na 1 listopada sprowadziłem chłopakom brytyjskie spodnie oliwkowe, które w Armii Brytyjskiej były używane razem z klasycznymi wojskowymi swetrami z materiałowymi wstawkami, określanymi jako "NATO jumper". Przynajmniej teoretycznie mają teraz normalne oliwkowe spodnie do munduru harcerskiego i można wyglądać jednolicie, a nie jeden w spodniach oliwkowych, drugi w "panterze", a trzeci w dżinsach po wszystko inne w praniu... Teraz oczywiście pozostaje kwestia tego, aby nauczyli się zakładać je zawsze do munduru, z czym może być ciężko. No dobrze, czas więc na dalszą uniformizację, bo teraz wyglądamy niczym partyzanci z wyciętego lasu. Zwłaszcza biorąc pod uwagę że w tym roku będą po kolei dobijać do swoich "słeet szesnastek", więc wypadałoby jakoś wyglądać na ewentualnym "zewnątrz". I jednocześnie uszczypnę pewną osobę: zakupy zawsze powinny być przemyślane i podporządkowane pewnej długookresowej strategii.
Jak można się domyśleć, kierunkiem najwłaściwszym wg. mnie, który spotkał się z różnym przyjęciem (od "tak", przez najpierw "tak" a potem "ale...", przez samo "ale" po "gucio mnie to obchodzi, nawet nie wypowiem się na ten temat"), jest DPM. Wymienię główne przyczyny, sporo rozwodziłem się na ten temat podczas dyskusji na facebooku: po pierwsze, brytyjskie kurtki to najpraktyczniejsze, dostępne powszechnie z demobilu ubrania militarne. Biją na głowę jeśli chodzi o pojemność, krój i materiał "przewagę formy nad treścią", jaką są polskie mundury polowe, oraz są bardziej pojemne od bardzo prostych mundurów niemieckich. Sprawdzą się więc nie tylko w airsofcie, ale również na harcerskim szlaku, czego od dłuższego czasu dowodzę swoim przykładem. Po drugie, wg mnie najlepiej wyglądają z mundurem harcerskim. Kładziemy kaptur, kurka podwinięta, chusta wyłożona przez lekko rozsunięty suwak, dobrze ułożony beret... No i z "lightweightami" (chodzi o te oliwkowe spodnie) i wypastowanymi butami od razu wygląda się "profesjonalnie". Niczym "Ok chaps, zróbmy to przed piątą, bo spóźnimy się na herbatę".
No dobrze, przyjmijmy że udaje się ubrać chłopaków do marca w kurtki, ew. nieco później spodnie. Co do tego? Zwłaszcza biorąc pod uwagę że tak się złożyło że praktycznie wszyscy oprócz mnie skierowali się w stronę replik AK-74, którego magazynki są dłuższe od magazynków STANAG używanych przez armię brytyjską? Jest kilka opcji i postaram omówić te, nad którymi się zastanawiałem.

Na szybko: Rzeczą oczywistą jest, że do ubrań w kamuflażu DPM można wykorzystać już posiadane oporządzenie, oczywiście najlepiej, gdyby było w kolorze oliwkowym, ale nie przesadzajmy i nie bawmy się w "taktyczną szafiarkę". Drugą możliwością jest wykorzystanie kurtki jako "oporządzenia". Istnieją wg. mnie dwie możliwości, obie wykorzystujące kieszenie dolne, oraz piersiowe na suwak. Zależnie od tego, jak sprawnie idzie nam otwieranie guzików w dolnych kieszeniach, możemy je wykorzystać albo jako "ładownice" w których trzymamy naładowane magazynki, które po wykorzystaniu wrzucamy do kieszeni pionowych, albo postępujemy na odwrót, traktując dolne kieszenie jako "worki zrzutowe, do których wrzucamy wykorzystane magazynki. Przyznam że musiałbym sprawdzić czy da się je tam wsadzić i wyjąć bez rozpinania guzika.

Typowo: czyli Chest Rig. Jest potwierdzone że ładownice przyjmują magazynki od AK. Jest ich 3 + 2 ogólne np. na manierkę, oraz jedna płaska między warstwami materiału, do której można dostać się od góry. Jak to nosimy? Z przodu, zależnie od tego jak kto lubi na piersi, albo niżej, na brzuchu jeśli ktoś tak lubi. Jak to wygląda? Dwa zdjęcia rodem z "internetów":
Źródło: http://dpm-soldier.pl/oporzadzenie/chest_rig.html można tam przeczytać więcej o cheście.
Źródło: http://asgw.pl/wielka-brytania/szpej-t1906.html Też proponuję zajrzeć do tematu.
I jeszcze jedno: chesta można dorwać już za 50 zł, więc polecam go jako oporządzenie "na początek", zamiast pchania się w różne wymyślne chińskie kamizelki z wkładami balistycznymi wypełnionymi piaskiem.

"High speed, low drag operatore" Gdyby spytać się kogoś kto nie jest obeznany z oporządzeniem co rozumie przez to słowo, najpewniej odpowiedziałby "kamizelka". Więc gdy ktoś kupi sobie replikę, od razu uznaje że "kcem kamizelkę". Najlepiej z mnóstwem PALSów, kieszonek na niewiadomo co itd. Mimo że nie ma co w niej nosić. Co więc zrobić jeśli ktoś uprze się żę chce kamizelkę? Nie będę się rozwodził na różnymi obecnymi pustynnymi pomysłami jak najróżniejsze Ospreye i inne LCTV. Istnieje jednak coś takiego jak Assault Vest, którego oficjalną nazwą jest "Waistcoat Mans General Purpose Ops". Klasyczna kamizelka ze stałymi kieszeniami przyszytym do siatki. Jakoś nie udało mi się znaleźć dobrego zdjęcia "na człowieku", ale mam nadzieję że to da jakieś pojęcie.
http://www.kitmonster.co.uk/images/Vest-PLCE-New-LRG.jpg
I co zrobić tą kamizelką jeśli mamy magazynki od AK? Zwróćcie uwagę na dwie kieszenie po lewej (z punku widzenia "nosiciela". Na zdjęciu: z prawej), na dole. To właśnie kieszenie amunicyjne. Dzięki temu że są zapinane na fasteksy, więc jeśli magazynki są za duże, klapa nie będzie się domykać. Mały problem wg mnie. W ostateczności myślę że można by było wyciąć boki klap, żeby zrobić z nich ładownice typu "U".

Na piechura/"kcem być snajperem" Czyli największa zagwozdka: jak przystosować do magazynków na AK pasoszelki? Cały problem wynika z tego że pasoszelki PCLE są zaprojektowane tak, że przednie troki szelek mocuje się do podwójnych ładownic amunicyjnych, które z racji zapięć "hiszpańskich" przyjmują jedynie magazynki STANAG (od "emek"). Jeśli ktoś chce stylizować się na brytyjskiego piechura, wtedy najlepszym rozwiązaniem jest raczej dopasowanie repliki do oporządzenia. Jeśli nie drogie L85, to chociaż jakieś M-4/M-16 które pojawiały się w rękach "specjalsów", niektórych "parasów" i Royal Marines. A drugi przypadek? Postaram się go opisać nieco szczegółowiej.
Mamy chętnego na snajpera, tak? Samotnego łowcę, ze swoim długim karabinem z wielką lunetą, niczym w Call of Duty, albo Battlefieldzie? Tylko że mówimy o airsofcie, gdzie żeby przegonić w zasięgu i celności karabiny typowych piechurów (a taki jest przecież sens istnienia snajpera), trzeba poświęcić czas i grube pieniądze, idą w niektórych przypadkach w tysiące złotych na specjalne części, a nawet kulki. Co zrobić, jeśli nasz chętny, nawet po takim krótki wytłumaczeniu dalej chce "snajpić"? Szkolimy go na strzelca wyborowego. Jak by wyglądała taka funkcja już w jakimś poście pisałem, ale postaram się jeszcze raz to przybliżyć. Przede wszystkim nie jest "samotnym myśliwym", tylko kimś kto swoim precyzyjnym (albo lepiej określić: nieco bardziej precyzyjnym niż reszta) "ogniem" wspiera oddział w walce. Co mu potrzeba? Po pierwsze replika. Chiński AK z 400 fps w zupełności wystarczy i nie trzeba wsadzać do niego jakiś magicznych sprężyn, które robiłyby z niego niebezpieczeństwo dla otoczenia. Celem ewentualnego grzebania przy nim, byłoby zmiana jego brutalnych 400 fps na coś bardziej dokładnego. czyli uszczelnienie, wymiana gumki hop-up, być może wstawienie lufy precyzyjnej, ale dobra lufa oznacza konieczność strzelania kulkami dobrej jakości, a więc: droższymi. Kwestia druga: celownik. Swój wybór podsunąłem już kanałami prywatnymi komu trzeba, nie chcę linkować żeby ktoś mi tego nie wykupił, bo sklep jest specyficzny.Ale ogólna zasada jest taka, że w airsofcie nie potrzeba jakiś gigantycznych powiększeń, a szerokie pole widzenia zawsze się przydaje. Mamy już replikę, z której przydało by się nauczyć celnie strzelać. Zarówno ogniem pojedynczym, jak i seriami, bo może się zdarzyć że nasz strzelec będzie robił za broń wsparcia. Sprawa druga to maskowanie. Oczywiście oddział mógłby się dorobić swojego własnego, osobistego Chewbaccę, w osobie strzelca wyborowego w pełnym ghillie suitcie, ale po co? Co w zamian? Ja osobiście wybrałbym smocka (cały czas piszemy przecież o uniformizacji w DPM) i zrobienie samodzielnie mniejszego zastępstwa dla ghillie. W pierwszej kolejności: maskowanie na kapelusz, a później dodatkowa siatka z maskowaniem na ramiona, zaczepiana pod pachami i na szyi, tak, aby maskowała leżącą osobę od przodu. W skrócie, coś co czasami określa się jako "Viper hood".
http://www.triadtactical.com/images/P/Garnishedviperhood.jpg
http://wmasg.pl/var/images/community_gallery/22012/60566/main.jpeg
 Takie "cusie" znalazłem wpisując w google "viper hood". Oczywiście jak każde maskowanie, zwłaszcza "snajpera/strzelca wyborowego", powinno być zrobione przez niego własnoręcznie, dopasowane do jego preferencji i terenu w którym działa. Właśnie dla tego "sklepowe" ghillie to taki niewypał.
Przechodzimy jednak do "clue" tekstu. jakie powinno być oporządzenie dla takiego strzelca? Przede wszystkim takie, które nie przeszkadza przy leżeniu i czołganiu się, oraz w różnych dziwnych pozycjach strzeleckich. Czyli pasoszelki. Ale jak już pisałem wcześniej, PLCE wyraźnie nie lubi się z magazynkami od AK. Ale wykoncypowałem sobie dwa rozwiązania.
Jedno wymaga rzuceniem okiem w kierunku kierunku ojczyzny AK, czyli Rosji. Rosjanie są bardzo płodni jeśli chodzi o kamuflaże i oporządzenie i swego czasu firma SSO popełniła pasoszelki "Smiersz", przynajmniej częściowo wzorowanie na PLCE, między innymi jeśli chodzi o kształt samych szelek. Na czym przede wszystkim zależy, to ładownice, przyjmujące magazynki od AK, które jednocześnie posiadają jakieś "oczka" do przewleczenia przez nie troków od szelek. Do wyboru mamy:
Ładownica na 2 magazynki + granaty, kształtem bardzo przypomina ładownicę z systemu ALICE. Niestety, w chwili pisania tekstu niedostępna w sklepie. http://www.frontowiec.com/index.php?p1941,ladownica-na-2-magazynki-ak-i-2-granaty
Ładownica na 4-6 magazynków, najbliższa pojemnością oryginalnym Double Ammo Pouch, też niedostępna: http://www.frontowiec.com/index.php?p2572,ladownica-na-4-6-magazynki-ak
 "Wypas", czyli ładownica na 4-6 magazynków i granaty: http://www.frontowiec.com/index.php?p1171,ladownica-na-4-6-magazynki-ak-2-granaty-i-2-flary Niestety, za cenę jednej ładownicy można już dostać zestaw PLCE w gorszym stanie,a za dwie: już w co najmniej niezłym.
A może jakieś rozwiązanie budżetowe? Potrzebne jest coś, o co zaczepilibyśmy taśmę, np. taka "bojówka": http://www.frontowiec.com/index.php?p2182,szlufka-z-oczkiem Być może dało by się dorobić nawet lepszą szlufkę samodzielne. oczwiście kwestia do rozważenia. Z jedną uwagą. Zapiąłbym ją miedzy paskami do mocowania ładownicy, tak aby ta stanowiła stabilizację. Oznacza to że ładownica musi mieć między tymi paskami miejsce na dopasowanie szlufki. Myślę że najlepszym przykładem jest ta ładownica na 3 magazynki: http://www.miwo-military.pl/?p=8.41.NA-3-MAGAZYNKI-DO-AK,-BERYL.B-03.MIWO-MILITARY lub jej odpowiednik z Praszki.
Chodzi właśnie o to miejsce pośrodku przez które da się przewlec szlufkę z "D", lub "drabinką" przez którą będzie można przewlec trok od szelek.
 I dzięki temu mamy coś, w czym pożeniliśmy PLCE z ładownicami na magazynki od AK. Resztę kieszeni, na manierkę, ogólną, na saperkę, czy medyczną dopinamy wg. własnego uznania, oraz dopasowania troków, co jest "zabawą" samą w sobie. Dodatkowo można wykorzystać patent stosowany przez niektórych brytyjskich żołnierzy i doszyć przez siatkę na plecach, na ukos dwie elastyczne taśmy, co ułatwi w terenie wtykanie maskowania z roślin gdzie tylko się da.

Tak oto dobrnęliśmy do końca i okazuje się, że nawet tak niereformowalne oporządzenie jak brytyjskie da się dostosować do nietypowych dla niego magazynków.