Więcej o moich kamuflażach / More about my camo patterns:
http://jeremak.blogspot.com/2014/10/more-camo.html

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą oporządzenie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą oporządzenie. Pokaż wszystkie posty

środa, 18 grudnia 2013

Wtorkowy wypad na wschód

Na początku grudnia, bezpośrednio po egzaminie magisterskim uznałem że czas najwyższy wybrać się do lasu na cały dzień, nieco pomaszerować, porobić zdjęć, sprawdzić nieco sprzętu. Spakowałem się na to wyjście jeszcze przed "Ksawerym", ale zła pogoda, oraz różne sprawy zabierające czas spowodowały że wybrałem się w teren dopiero wczoraj. Tak, rozumiem że stwierdzenie "powstrzymywała mnie zła pogoda" może świadczyć o jakiejś "miękkości", ale wolałem poczekać na lepszą pogodę i skorzystać z wyjścia, sprawdzić pewne koncepcje, niż moknąć przez całą trasę, zeźlić się na świat i wrócić do domu z zamokniętymi ubraniami i sprzętem, które musiałbym długo suszyć, żeby nie przegniły.
Ale: przedwczoraj, będąc na przekazaniu Betlejemskiego Światła Pokoju w Warszawie uznałem że po pierwsze pogoda jest wyśmienita, być może ostatnia taka w tym roku, a na wtorek nie mam zaplanowanych żadnych ważnych zajęć, więc jeśli również tego dnia dobra, wyżowa pogoda się utrzyma: ruszam w trasę. I jak postanowiłem tak zrobiłem. Co prawda po poniedziałkowych wojażach wstałem dosyć późno, więc pierwotna koncepcja ok. 12 godzin w terenie się rozmyła, ale zebrałem już dawno spakowany sprzęt, zrobiłem mu zdjęcia żeby opisać co ze sobą biorę i ruszyłem w las.
Czyli co zabrałem ze sobą? Na początek ubrania:
Idąc od górnego lewego rogu, w kierunku przeciwnym do ruchu wskazówek zegara. Brytyjskie spodnie lightweight w kamuflażu DPM, jako bielizna brytyjska koszulka z coolmaxu, bluza Norgie, a jako warstwa zewnętrzna: kangurka Buffalo. Tym razem nie brałem ze sobą smocka z trzech powodów: nie zamierzałem czołgać się jak w przypadku wypadów airsoftowych, część rzeczy które zwykle noszę w kieszeniach smocka  trafiło w nieco inne miejsce, a po trzecie ponieważ temperatura miała oscylować w okolicach 0 *C, a ja nie zamierzałem nie siedzieć w miejscu, tylko maszerować, nie potrzebowałem grubej warstwy izolacyjnej pod postacią polaru: uznałem że Norgie i "miśkowa" podszewka Buffalo w zupełności wystarczą. Zaś do ochrony przez ewentualnymi porwistymi wiatrami, deszczem, czy też śniegiem miałem ze sobą brytyjską kurtkę "goreteksową". Prognoza pogody nie zapowiadała nic takiego na wtorek, ale jeszcze raz, przed pokazaniem kolejnego zdjęcia przypomnę: rzeczy na wyjście pakowałem półtora tygodnia temu, więc mogło być ich nieco za dużo. Ale dzięki temu mogłem zrealizować jeden z celów wyjścia: sprawdzenie/przypomnienie sobie jak chodzi się z pasoszelkami na nieco większe dystanse niż weekendowa strzelanka i na podstawie wniosków poprawienie w nich co nieco, wyregulowanie itp. A więc: pasoszelki PLCE.
Personal Load Carring Equipment Armii Brytyjskiej. Ładownice na magazynki tym razem zapełniłem rzeczami, które normalnie noszę w smocku. Zatem, od lewej strony:
  • Kamizelka odblaskowa i czołówka, na wypadek gdyby noc zastała mnie w lesie i trzeba byłoby np. przekraczać ruchliwą szosę w trakcie powrotu do domu. Do tego samego celu jest czerwona lampka rowerowa w kolejnej ładownicy. Kamizelka została w oporządzeniu ze strzelanki, gdzie służyła jako "znacznik trupa". Przy pakowaniu uznałem "może zostać: pewnie się nie przyda, ale na wszelki wypadek..."
  • W kolejne ładownicy amunicyjnej, oprócz czerwonej lampki jest kompas przywiązany do niej sznurkiem żeby go nie zgubić, paczka chusteczek i zapałki.
  • Ładownica na manierkę z "racją żywnościową": paczką rodzynek, małymi musli, musem jabłkowo-bananowym "Kubuś", paczką "bazy" która została z zupki w proszku. Oprócz tego metalowy kubek i niezbędnik, kuchenka spirytusowa własnego wyrobu z puszki po napoju i butelka z podpałką do grilla jako paliwem do tej kuchenki. Kolejnym z celów wyjścia miało być właśnie sprawdzenie kilku koncepcji dotyczących "MRE samoróbki" i używania kuchenki spirytusowej w terenie.
  • "Utility Pouch" na środku: zwinięta kurtka przeciwdeszczowa.
  • Kolejna ładownica na manierkę, tym razem z... manierką: starą, czasami cieknącą spod korka holenderską manierką, kopią amerykańskich z systemu ALICE. To chyba najdłużej posiadany "szpej" z którego nadal regularnie korzystam, kupiłem ją jadąc na pierwszy obóz w Jerutkach.
  • Butelka Nalgene o pojemności 0,5 litra. Zamierzałem w niej rozrobić w niej mus, lub zupkę z ciepła wodą.
  • Podstawowy zestaw PP: rękawiczki nitrylowe, nieco plastrów, bandaży i gaza: tak na wszelki wypadek.
Oprócz tego leżą tam szalokominiarka WP, nóż, mapa topograficzna 1:50000 moich okolic.
Jeszcze raz przypominam: tam wiem że to dużo jak na wypad który tka na prawdę mogłbym "opędzić" bez żadnego oprządzenia. Jak wspominałem zestaw był zapakowany pod kątem wyjścia "od północy do wieczora" i przeleżał nieco w szafie, więc wystarczyło go przed wyjściem wyciągnąć, nalać wody do Nalgene i manierki i ruszać w drogę.

Na początku trasy PLCE jakoś mi się nie układało: najwidoczniej paski szelek nie miały optymalnej długości i pasoszelki wypadały albo za wysoko, albo za nisko. Co prawda poustawiałem je w trakcie marszu, ale nadal czegoś brakowało. W sprzyjającym miejscu zatrzymałem się więc na króciutki postój i zaciągnąłem mocniej gumę trzymającą ładownice razem, żeby nie rozjeżdżały się po całym obwodzie pasa, tylko ładnie układały z tyłu i po bokach bioder. Oto jak prezentowałem się po poprawkach:
Tak, wiem, powinienem ustawić się bokiem, czy nawet tyłem żeby pokazać jak dobrze złożone PLCE układa się na biodrach, ale wtedy jakoś nie przeszło mi to przez głowę. Po ostatniej poprawce pasoszelki nie sprawiały już kłopotów, a ciężar rozkładał się na biodrach, nie obciążając zbytnio ramion. Przy okazji potwierdziłem swoje dotychczasowe wnioski dotyczące tych pasoszelek: żeby wygodnie je nosić, trzeba nad nimi spędzić nieco czasu składając je i dopasowując, a następnie nie dać komuś je rozregulować.
Pogoda była świetna, około południa promienie słońca przygrzewały jak nie w grudniu. Gdyby pokazać poniższe zdjęcie bez opisu, ktokolwiek stwierdziłby że zostało zrobione w połowie grudnia?

Oprócz tego dwie ciekawostki z tej części trasy:
Bluza... od tak sobie wisząca w lesie. Zastanawiam się jak długo może tam wisieć? Obstawiam że więcej niż rok, ale trudno mi być pewnym.

Oraz ruiny.

Ruiny piwniczki, czyli jedyne pozostałości po zabudowaniach: podobno dworskich.

Jak zwykle na wyjściu w teren staram się zbierać "próbki kolorystyczne" do pracy nad wzorami kamuflażu. W przypadku opracowywania wersji jesiennej jest o tyle trudno, że nawet bardzo bliskie sobie miejsca mogą bardzo różnić się barwami: lasy liściaste bywają tak brązowe że aż "pomarańczowe", podczas gdy bory sosnowe niewiele różnią się barwą od tego co możemy zobaczyć latem. Zaś wyschnięte łąki są wyraźnie beżowe.



Wszędzie było widać zarówno tropy jak i różne ślady (np. odchody) saren, łosi, dzików i lisów. W trakcie całego wyjścia udało mi się zobaczyć 5 saren: raz pojedynczą sztukę, a raz stadko 4 osobników. Ślady obecności dzików ryjących w ziemi było widać bardzo często, np. na tej łące:

Część trasy stanowiło przejście wzdłuż brzegów Jeziora Torfowisko niedalego Mistowa, znanego w okolicy również jako "bagno". Wiosną, bodajże rok temu próbowałem obejść je dookoła , tyle że idąc w niskich, letnich butach kompletnie je zamoczyłem, a z braku czasu zdecydowałem się wycofać. Tym razem przynajmniej udało mi się przejść wzdłuż całego jego północnego brzegu.
Widok ku południu: słońce zaczyna chować się za chmurami.
Do listy zwierząt z którymi śladami się spotkałem dołączyły nad Bagnem również bobry. Dosyć ciekawym wrażeniem jest zorientowanie się, że drzewo pod którym się przechodzi jest na wpół obalone przez bobry. Zwłaszcza jeśli ma się jak ja swego rodzaju fobię związaną z wywracającymi się podczas wycinki drzewami.
Chodzi o drzewo po prawej, to pochylone.
W trakcie próby obejścia o którym wspominałem, natknąłem się na łosia. Tym razem, mniej więcej w tym samym miejscu spotkałem stado saren. Oto jak wygląda tamta okolica:

Mam nadzieję że harcerze 23 DH "Czarna Woda" skojarzą to miejsce z nocnej trasy podczas wakacyjnego biwaku:






A to zdjęcie z najdalszego punktu mojej trasy. Widać z niego było wiatrak na Mlęcinie. Następnym razem powinienem zawędrować dalej w kierunku Dobrego


Pomiędzy Rębiskami, a Bagnem można trafić na "nie-aż-tak-często" spotykaną w naszych okolicach świerczynę:
W której zdecydowałem się na krótki postój na posiłek. Rozłożyłem się pod jednym ze świerków, żeby nie siedzieć na widoku i zabrałem się za przygotowywanie sobie jedzenia.
Wydaje mi się że po pewnych przygotowaniach można by było tam nawet zanocować. Ale potrzebne byłoby coś, co izolowałoby od wilgotnej ziemi. Ja, żeby usiąść nałamałem nieco suchych gałązek świerkowych. I zanotowałem sobie w myślach kolejny gadżet na ewentualną listę zakupów: rosyjski "poddupnik", czyli matę do siedzenia z paskiem do noszenia jej cały czas na sobie, również z oporządzeniem. Ale to tylko luźny pomysł, pewnie nie skończy się niczym konkretnym. Jak widać, kuchenkę spirytusową ustawiłem przy dwóch kawałkach zbutwiałej brzozy, które miałem nadzieję nie zajmą się od płomieni z kuchenki.
Z bliska wyglądało to tak:
A tak po wszystkim:
Jak można zauważyć kuchenka zostawiła ślad na kawałku brzozy, ale liście na ziemi nie zajęły się ogniem. Kolejny wniosek z wyjścia: wymyślić jakiś lekki, składany stojak pod kubek. Myślę np. nad 4 szpilkami od namiotu. Woda się nie zagotowała, ale była gorąca: wlałem po prostu za mało paliwa do kuchenki. Ale ponieważ nie zamierzałem parzyć herbaty, wystarczyła gorąca. Część użyłem do "posiłku", a w większości rozpuściłem "bazę" z zupki w proszku.
Jakiego posiłki? Mieszaniny musli Fitella, musu "Kubuś" i odrobiny gorącej wody "dla temperatury. Wszystko to zmieszane w opakowaniu od Fitelli. Wyszło niezłe, mimo że wyglądało, jak wyglądało.
Zdjęcie zostało "zinstagramowane" przez dodanie kilku filtrów w programie graficznym.
Główny problem był taki, że płatków po prostu było dosyć mało. Mowa w końcu o jedzeniu dietetycznym, z nalepką "polecane przez Elite Model Look" na opakowaniu". Trudno więc najeść się jedzeniem dla modelek, które zabrałem przede wszystkim z racji rozmiarów paczki. Gdyby gdzieś były dostępne paczki "na jeden posiłek" innych, zwykłych płatków, wybierałby je, a nie Fitellę. Za to mus będzie pewnie jeszcze gościł moich kieszeniach  bo nie dość że smaczny, to jeszcze można go używać na kilka sposobów.
Gdy nieco podjadłem, ruszyłem w drogę powrotną, poganiany telefonem z domu z pytaniem o której mam zamiar wracać.
W trakcie drogi powrotnej miałem okazję pozachwycać się zachodzącym słońcem.
Powyższy widok prawie automatycznie wywołał nucenie tego:
Muszę przyznać że siedziało mi to w głowie przez całkiem spory kawałek drogi do Stanisławowa. Zwłaszcza że widoki stawały się coraz lepsze, między innymi dla tego że starając się się skrócić drogę przeciąłem na ukos co najmniej kilka pól i łąk.

Do Stanisławowa wracałem już po ciemku:

Czas więc na nieco podsumować. Na początek długość trasy i czas w którym ją przeszedłem. Ponieważ przez większość drogi mapa stanowiła raczej zabezpieczenie i szedłem "na pamięć", kojarząc okolicę, długość trasy sprawdziłem dopiero dziś i porównałem z czasami które zanotowałem sobie w terenie. Łącznie przeszedłem ok. 19,5 km i zajęło mi to 3 godziny w jedną i 1 godzinę 50 minut w drugą. Czemu "do" zajęło mi dłużej? Przede wszystkim z racji przedzierania się wzdłuż Torfowiska/Bagna i ponieważ z powrotem przyspieszyłem tempa. Jednak uśredniając wychodzi mi ok. 4 km/h. Czyli dosyć średnio, a nawet słabo jeśli chodzi o odległość i tempo marszu. Przy następnej okazji przydałoby się przyspieszyć o ok. 1 km/h. Głównym celem, przynajmniej na tą chwilę jest przejście 100 km w ciągu jednej doby na wiosnę. Na pewno muszę zorganizować sobie jakąś dłuższą trasę zimą. Może z większym obciążeniem, np. pełnym oporządzeniem + plecakiem? Na ok. 30-35 km? Ciekawie by było...
Jednak, kolejne wnioski. O PLCE już pisałem. Ubiór też się spisał, zwłaszcza Buffalo. Nie było mi ani za zimno, ani za gorąco. Gdy w drodze powrotnej poczułem że zaczynam się pocić na plecach, wystarczyło rozsunąć suwaki pod pachami i od razu było lepiej. Buty: stare, zjechane "desanty" to już od dawna "dobre małżeństwo" z moimi stopami. Stopy dopasowały się do butów, a buty do stóp. Ale podeszwy są już w niezbyt dobrym stanie, przechodząc przez podmokłą łąkę poczułem że wilgoć dostaje się do środka przez szew. Chyba czas pomyśleć o jakiś nowych, nieco lepszych butach. Z jedzeniem: tak jak pisałem, jestem chyba na dobrej drodze. Chociaż tak dla porównania można by było dorwać gdzieś po okazyjnej cenie prawdziwe MRE dla porównania. Jeśli chodzi o kondycję marszową: nie jest źle, ale dobrze byłoby nad nią pracować. W końcu pomysł wyjścia narodził się gdy uznałem że zasiedziałem się i dawno nie byłem w terenie.
I jeszcze jedno: ruszyłem w teren z zamiarem przemyślenia kilku rzeczy, w związku ze zmieniającą się mnie sytuacją. Na razie mam dwa wnioski. Pierwszy jest taki, że przede mną długa praca nad budową autorytetu. Zaś drugi to to, że samotny marsz nie jest aż taką dobrą medytacją jak niektórym mogłoby się wydawać. Trudno było mi się skupić na problemie do przemyślenia, bo najpierw rozpraszało mnie nieułożone PLCE, a potem pilnowanie trasy, obserwowanie otoczenia itp.

niedziela, 24 listopada 2013

Łączenie kamuflaży w airsofcie: kilka propozycji

 Więcej o moich nowych wzorach maskowania/more about my new camo patterns: http://jeremak.blogspot.com/2014/10/more-camo.html
W powiązaniu z poprzednim postem Ile powinno się mieć wzorów kamuflaży, w którym przedstawiłem wyidealizowany system wyposażenia oparty o pewną "rodzinę" wzorów maskujących, postanowiłem przedstawić kilka podobnych zestawów, które byłby w stanie "osiągnąć" airsoftowiec. Nie będę się zbytnio zagłębiał w koszta. Bo rozumiem że jak kogoś stać na coś więcej niż jedna bluza i spodnie, to bardzo prawdopodobne, że jest gotowy regularnie "przepalać hajs" na swoje hobby. Zestawy będą dopasowane do polskich krajobrazów i oparte na rzeczach które są, albo bywają w miarę dostępne na rynku. Kolejne założenie jest takie, że poszczególne elementy w różnych kamuflażach, np. górę i spodnie można ze sobą łączyć, tworząc "dwubarwną" sylwetkę. Jeśli zrobi się to dobrze, może to nawet poprawić efekt maskowania.

Wariant "MTP": Jest to "suchsza" wersja zestawu opartego na szpeju brytyjskim. W "okresie zielonym". Taki zestaw można by wybrać w założeniu że w naszej okolicy wiosną i latem lasy są intensywnie zielone i cieniste, ale za to już przez resztę roku i w pozostałych krajobrazach lepiej sprawdzałby się bardziej beżowy MTP. W skład takiego zestawu wchodziłyby:
- Koszula i spodnie lightweight w DPM na wiosnę i lato
- UBACS w MTP (bo nie ma powszechnie dostępnych Combat Shirtów w DPM)
- Smock, spodnie windproof lub temperate w MTP
- Kurtka MVP w dowolnym kamuflażu (DDPM, DPM, MTP), ponieważ najnowsza kurtka membranowa z systemu PCS w kamuflażu MTP... nie ma kaptura.
Oporządzenie: w kamuflażu DPM, o ile uznalibyśmy że nasza okolica jest na tyle sucha że sprawdzi się w niej również sprzęt w DDPM. Dodatkowo przy posiadaniu plecaków w DPM można sobie sprawić pokrowce w MTP.

Żołnierze z Regimentu The Rifles na ćwiczeniach w Wielkiej Brytanii. Jak widać "w kraju" sprzęt w DPM jest nadal "donaszany".
Wariant "DPM". Kolejny wariant brytyjski, tyle że tym razem dla okolic w których dłużej jest zielono, więcej jest lasów iglastych, czy też lasy są bardziej gęste. Jak sama nazwa wskazuje ten opiera się bardziej na leśnym DPMie, a MTP stanowi jedynie uzupełnienie.
- bluza lub UBACS + spodnie w MTP na lato. Nie będzie się super sprawdzał w intensywnie zielonym lesie, ale jakoś będzie, zwłaszcza w połączeniu z ciemniejszym, DPMowym oporządzeniem i naturalnym światołocieniem. Ale za to będzie lepszy na suchych łąkach i nieużytkach. Można sobie też sprawić koszulę i spodnie w DPMie, nie są aż takie drogie.
- Smock + spodnie w DPM na resztę roku. Czemu DPM na jesień? Tak jak wspomniałem, jeśli w okolicy mamy dużo lasów iglastych, to kolorem dominującym w nich aż do pierwszego śniegu będzie zieleń i brąz.
- Oporządzenie w DPM.

"Fleck": Zestaw oparty o różne warianty flecktarnu. Wiosną i latem w użytku byłaby bluza i spodnie w duńskim, zielonym kamuflażu m/84
Lub jego rosyjskiej "kopii/wersji", nazywanej "Flectar-D"/ "Siewier".
Zaś jesienią w użytku byłaby zwykła, niemiecka odmiana Flecktarnu. Co oznaczało by posiadania spodni, kurtki (najlepiej z racji użyteczności smocka "KSK") i kurtki przeciwdeszczowej w tym kamuflażu.
Smock KSK w użyciu.
Oporządzenie zostawiam osobistemu doborowi, bo wybór porządnego oporządzenia we flecktarnie jest dosyć ograniczony. Zawsze można, zależnie od uznania co lepiej będzie się zgrywać z teren, używać oporządzenia w jednolitym kolorze oliwkowym, czy też Ranger Green. Coyote Brown jest chyba za jasny i zbyt "suchy".

"Po rosyjsku/Partizan". Ten wariant zakłada wykorzystanie maskałatów w kamuflażu będącym rosyjską kopią kamuflażu "dębowego" SS.
Dla lekkiej, letniej bazy, czyli bluzy i spodni mundurowych są 3 opcje zależne od tego jak bardzo potencjalnego użytkownika interesuje sprzęt rosyjski. W razie ciągot rekonstrukcyjnych, oraz w przypadku dosyć zielonej okolicy przydatny byłby mundur w kamuflażu "cyfrowa flora", wykorzystywanym przez armie Rosji i Białorusi. W razie braku tych ciągot może zostać zastąpiony przez dowolne spodnie i bluzę w kolorze oliwkowym.  A choćby i Helikona. W razie bardziej suchego otoczenia latem, podobny zestaw może być w kolorze Coyote Brown. Taki zestaw po prostu uzupełniamy dwustronnym maskałatem, w którym na jednej stronie tkaniny nadrukowana jest zielona, wiosenno-letnia wersja wzoru, a na drugiej: brązowa-jesienna.
Żródło: http://yourgear.info/archives/review/maskchalat-partizan-medusa/

PenCott. Tu zaczyna się nieco droższa zabawa. Brytyjska firma Hyde Definition opracowała świetny wzór kamuflażu PenCott, który występuje w 4 wersjach: zielonej, brązowej, piaskowej i śnieżnej. Od niedawna w Polsce dostępne są bluzy, spodnie i czapki w dwóch pierwszych wersjach produkowane przez Helikon, jednak podobnie jak maskałaty w Partizanie nie jest to już skala kosztów podobna do ciuchów z demobilu. No a ewentualne smocki, czy też oporządzenie trzeba by było ściągać z zagranicy (np. z Niemiec, gdzie z tkaniny w tym kamuflażu szyje firma Leo Koehler)
CPU od Helikona w wersji "Badlands" kamuflażu PenCott. Za: http://www.hydedefinition.com/latest/?p=845
Smock od  Leo Koehler w wersji "Greenzone". Za: http://www.strikehold.net/2013/10/25/leo-koehler-pencott-tactical-combat-jacket-review/

Czemu w żadnym z wariantów nie napisałem jaki kamuflaż powinien być wykorzystywany zimą? Bo nie spotkałem się do tej pory z szeroko dostępnym kamuflażem "roztopowym". Oczywiście, łatwo jest dostać najróżniejsze białe maskałaty zimowej. Ale gdy śnieg topniej , lub leży jedynie w płatach takie zestawy się nie sprawdzają. Dlatego zachęcam do eksperymentowania z tanimi białymi strojami, czy też ponczami maskującymi i najróżniejszymi technikami: farbowaniem barwnikami, używaniem farb i innymi pomysłami (nawet z brudzeniem), które pozwoliłby uzyskać strój, który oprócz białego zawiera również inne kolory czy kształty, ułatwiające maskowanie czy to w lesie, czy to w innych terenach w okresie gdy śnieg nie przykrywa wszystkiego jednostajną pokrywą.

czwartek, 31 października 2013

Ile powinno się mieć wzorów kamuflaży?

  Więcej o moich nowych wzorach maskowania/more about my new camo patterns: http://jeremak.blogspot.com/2014/10/more-camo.html

Wzór kamuflażu którym pokryte są wojskowe mundury i oporządzenie ma za zadanie zwiększać szanse na przeżycie żołnierza na polu walki. Ma on być dzięki nim trudniejszy do zauważenia przez żołnierzy przeciwnika. Rzeczą oczywistą jest więc że powinien być dopasowany do otoczenia w którym ci żołnierze działają. jeszcze niedawno "klasycznym zestawem", zwłaszcza dla państw NATO było posiadanie 2 zestawów umundurowania: zwykłego, w kamuflażu leśnym, używanym przez wojsko na co dzień, oraz pustynnego, wydawanego żołnierzom w wypadku wysyłania ich w regiony pustynne. Zaczęło się to zmieniać na przełomie XX i XXI wieku wraz ze zmianą swoich wzorów maskujących przez siły zbrojne USA. Marines, który zaczęli całą tą epopeję postąpili jeszcze konserwatywnie, przyjmują właśnie dwa wzory: leśny i pustynny, plus oporządzenie (kamizelki, ładownice, plecaki itp.) w jednolitym  kolorze "coyote brown", który miał pasować do obu wzorów, tym samym eliminując konieczność produkcji oporządzenia w dwóch wersjach kolorystycznych. To znacząca oszczędność, bo uszycie kamizelki kuloodpornej jest droższe od uszycia bluzy mundurowej. Za przykładem piechoty morskiej ruszyła amerykańska armia, która posunęła się o krok dalej: stworzyła wzór uniwersalny, który miał maskować wszędzie i sprawdzać się w miastach, gdzie jak się spodziewano miały się toczyć wojny XXI wieku. Niestety, z racji użytych kolorów (odcieni szarego), okazało się że wzór sprawdza się uniwersalnie źle wszędzie.
Kamuflaż Universal Camouflage Pattern w użyciu w Afganistanie. Dla porównania, plecaki są we wzorze pustynnym używanym przed wprowadzeniem UCP/
Nowe, "cyfrowe" amerykańskie wzory maskujące (oparte z resztą na wzorze kanadyjskim) rozpoczęły lawinę poszukiwania "nowych, skuteczniejszych kamuflaży. Dodatkowo przyspieszyła to wojna w Afganistanie, który jak się okazało to nie tylko pustynia, ale też najróżniejsze krajobrazy górskie, czy zielone, intensywnie uprawiane oazy i doliny rzeczne w których żołnierze na patrolach "świecili się" w swoich pustynnych mundurach. Efektem walk w Afganistanie była więc popularność wzoru "Multicam", opracowanego przez prywatną firmę Crye Precision. Dzięki jego "stepowej", zielono-beżowej kolorystyce sprawdza się nie tylko w Afganistanie, ale również w wielu innych miejscach, jest "znośny" nawet na pustyniach i w lasach. Osiągnął też sukces komercyjny. Armia amerykańska przyjęła go jako zastępstwo UCP: najpierw jako kamuflaż jedynie do wykorzystania w Afganistanie, a w ostatnim miesiącu pojawiła się informacja że kompletnie zastąpi "szarą szmatę". Wielka Brytania również przyjęła jego "stylizowaną" wersję jako wzór maskujący na nowych mundurach polowych. Oto porównanie: nowy MTP, dawny leśny DPM i pustynny DDPM:
To jest jedna droga: znaleźć wzór, który może nie jest wyspecjalizowany, ale za to sprawdza się umiarkowanie dobrze w bardzo wielu krajobrazach. Drugą opcją jest stworzenie ubrań maskujących, które byłyby uszyte z materiału zadrukowanego dwustronnie, dwoma różnymi wariantami wzoru. Tak postępowali podczas II wojny światowej Niemcy, a obecnie biorą z nich przykład Rosjanie, szyjąc kurtki i spodnie, które z jednej strony mają wariant letni (zielony), a z drugiej jesienny (brązowy) wzoru.
Pałatka w kamuflażu "dębowym", wykorzystywanym przez SS...
Który nie dość że nadal bardzo skuteczny, został skopiowany i stał się bardzo popularny w Rosji i WNP.

Zdjęcie zrobione podczas szturmu na szkołę w Biesłanie: to wtedy fakt "Rosjan w niemieckim kamuflażu" został zauważony szerzej za granicą. Źródło: rus.mil.pl
Cóż, zajmuję się kamuflażami... powiedzmy że hobbystycznie. Przedstawię więc swoje poglądy na to, jak mogłaby być rozwiązana kwestia wzorów maskujących i dopasowania ich do różnych krajobrazów. Do celu tego "eksperymentu" przyjmijmy że wyposażamy w umundurowanie i osobiste oporządzenie armię jakiegoś hipotetycznego, w miarę zamożnego i dużego kraju europejskiego, który jest nastawiony na obronę swojego terytorium, ale od czasu do czasu wysyła na różne "misje" w obszary pustynne czy tropikalne różnej wielkości kontyngenty swoich żołnierzy. Nie będę tu brał żadnego konkretnego kraju z dwóch powodów. Po pierwsze politycznych, żeby przypadkiem w komentarzach nie pojawiło się żadne "A bo oni nie mają prawa wysyłać... kolonialiści, najemnicy..." Nie mam zamiaru prowokować i tolerować takich opinii. Po drugie z przyczyn finansów i tradycji: raczej trudno jest przeprowadzić reformę mundurową w której kompletnie zmieniamy "styl" wyposażenia armii danego państwa. Bo w jednym żołnierze przyzwyczajeni są do takiego rodzaju kurtek, a w innym kurtek nieocieplanych nie uznają itp. Przedstawiając jakiś system nie muszę odnosi się od razu do przykładu państwa. Ale tak jest łatwiej. Od razu też zaznaczę, że wykorzystany wzór i kolorystyka nie są jakimś konkretnym, pełnoprawnym wzorem. W kwestii kształtów: to uproszczony wycinek z jednej z prób. A kolory to często "starsze" zestawy barw, nieco zmienione.
Zacznijmy od rodzimych, europejskich krajobrazów strefy umiarkowanej, które mają to do siebie że bardzo się zmieniają w ciągu roku. Więc aby dobrze maskować się przez wszystkie 12 miesięcy potrzeba by było co najmniej kilka wzorów:















  • A: typowy kamuflaż leśny, podobnie jak popularny DPM, Flecktarn, Woodland, czy Wz.93 "Pantera", z przewagą zieleni i brązów.
  • B: wzór "suchy", przejściowy, podobnie jak Multicam, ale też kamuflaże Wehrmachtu, zwłaszcza "Sumpftarn" w którym przeważał kolor beżowy i brązowy. Ma sprawdzać się na polach, wśród suchych traw i zarośli.
  •  C: brązowy kamuflaż jesienny, na wzór jesiennej strony niemieckiego kamuflażu "dębowego", mający maskować wśród opadłych liści lasu liściastego i częściowo wśród ściółki  boru iglastego.
  • D: kamuflaż zimowy, podobny do stosowanego obecnie przez Bundeswehrę. Całkowicie białe maskałaty zimowe, zakładane na zwykły mundur sprawdzają się jedynie jeśli pokrywa śniegu jest całkowita, nic spod niego nie wystaje. Jednak w zimowym lesie mamy do czynienia z drzewami i gałęziami, które jako ciemne odcinają się na tle białego śniegu. Czarne plamy mają poprawić maskowanie w takich sytuacjach i rozbić "białą plamę na łaciatym tle".
  • E: Spełniający podobne funkcje co D, powstały jednak w nieco inny sposób. Zawiera więcej barw, w tym brązowy, aby jeszcze lepiej maskować w krajobrazach innych niż zaśnieżone pole. Ten wzór może być efektem drukowania wzoru F na białym materiale: kolory będą przebijać na drugą stronę , ale nie aż tak intensywnie, dzięki czemu będą jaśniejsze, mniej kontrastowe.
  • F: "kamuflaż roztopowy". W trakcie przedwiośnia, ciepłą zimą lub na jej początku śnieg leży raczej odizolowanymi łatami niż całą pokrywą. Oznacza to że zarówno kamuflaż leśny, jak i zimowy nie będą się sprawdzać najlepiej. Tak samo niektóre bory iglaste mogą być mocno brązowe i zielone zimą. Idea tego wzoru jest oparta na pomyśle fińskim: mają oni mundury w typowym kamuflażu leśnym, mają biało-czarne maskałaty zimowe, ale mają też mundury zimowe w których jeden z kolorów kamuflażu leśnego jest zastąpiony przez jasnoszary.

Warianty kolorystyczne fińskiego kamuflażu M/05

No dobrze, ale tak jak już pisałem, naszemu hipotetycznemu państwu przydałyby się również mundury tropikalne.

W skład powyższego ciągu wchodzą już przedstawione kamuflaże A, B i C, doszedł do nich jeszcze wzór typowo pustynny, czyli G. Do czego służyłyby "na misji"?
  • A: kamuflaż leśny, więc lasy tropikalne. Czy to wiecznie zielone, czy to do wykorzystania w porze wilgotnej. Oczywiście mógłby to być kamuflaż specjalnie opracowany pod najróżniejsze dżungle, inny byłby wtedy odcień i ilość zieleni, inny byłby też odcień brązu, ponieważ gleby laterytowe często spotykane w strefie międzyzwrotnikowej mają charakterystyczny, rdzawy odcień.
  • B i C: tym razem do wykorzystania w najróżniejszych krajobrazach stepowych, sawannowych, półpustynnych, górskich, czy pustyń kamienistych.
  • G: kamuflaż na "klasyczne" pustynie i półpustynie piaskowe.
Jako dodatkowy stworzyłem jeszcze ciąg "miejski". Obecnie więcej ludzi na świecie mieszka w miastach, niż na wsiach, ten trend będzie się jeszcze pogłębiał. Jeśli walki zbrojne będą się koncentrować w miastach, konieczny byłby również kamuflaż, sprawdzający się w tym bardzo zróżnicowanym, barwnym krajobrazie do którego trudno dopasować odpowiednie maskowanie.
  •  A i B byłyby tu wykorzystywane praktycznie tak samo jak przedstawiałem je w "ciągu europejskim": na obszarach przejściowych, wiejskich i podmiejskich, gdzie nadal jest dużo zieleni.
  • C i F z racji przeważającego brązowego odcienia i zwłaszcza w przypadku F dużego kontrastu mogłyby się sprawdzić na obszarach przemysłowych oraz zrujnowanych, wśród pyłu, gruzów i cegieł. Polecam obejrzeć zdjęcia z wojny w Syrii: to typowe walki w terenie zurbanizowanym. Oczywiście tamtejszy suchy klimat wpływa na kolorystykę, mniej tam zieleni miejskiej, ale przeważające kolory to brązowy, beżowy i szary z bardzo ostrą grą światłocienia: w niektórych miejscach, np. wnętrzach budynków czy zaułkach jest bardzo ciemno, a niektóre, jak otwarte ulice są prawie białe od pyłu oświetlanego przez słońce.
  • H: kamuflaż z "downtown", betonowej dżungli, który spodziewalibyśmy się zobaczyć np. na policyjnych antyterrorystach. Co do obecności koloru granatowego: ostatnio mocno się zdziwiłem jak wtopiła się w otoczenie osoba ubrana w ciemną bluzę i spodnie dżinsowe, mimo że piszę o "starej", kamienicznej zabudowie.
Jak więc stworzyć system, który pogodziłby te wszystkie odmiany pozwoliłby na skuteczne maskowanie w wielu krajobrazach, przez cały rok. Wydaje mi się że najlepszy byłby system opierający się o zestaw opierający się o bluzę mundurową i odwracalne kurtki maskujące. Oto jak mógłby on wyglądać.

Podstawowy mundur składający się z bluzy i spodni z lekkiego materiału, w sam raz na lato, który można wykorzystywać zarówno w koszarach (a nawet przede wszystkim tam), jak i w terenie. O wygodnym kroju i odpowiednio "porządnym wyglądzie". Plus w tym samym wariancie byłby wykonany tzw. combat shirt, czyli bluza pod kamizelkę oporządzeniową. Wahałem się pomiędzy wariantami kolorystycznymi A i B. A to w końcu "klasyczny" kamuflaż leśny, zapewne lepiej wyglądający w oczach cywili. Jako ciemniejszy mniej widać by było na nim brud. Poza tym sprawdzałby się w terenie dłużej: od wiosny, aż po jesień. Za to B ma przewagę, zwłaszcza z logistycznego punktu widzenia jeśli żołnierze musieliby być częściej wysyłani za granicę gdzieś do "III świata": nie musieliby otrzymywać dodatkowego wyposażenia, bo "przejściowy" kamuflaż sprawdzałby się również w obszarach suchych. Jednak niezależnie od tego na który byśmy się zdecydowali, drugim elementem byłyby:

Spodnie i "kurtka bojowa" z kapturem, z tkaniny zadrukowanej dwustronnie. Uszyte z w miarę cienkiej i wytrzymałej tkaniny (np. bawełniany rip-stop), byłaby wykorzystywana w terenie. Gdyby miała obszerny krój (polepsza maskowanie, bo człowiek przestaje być wyraźnym "patyczakiem"), duże i pojemne kieszenie które łatwo można otwierać i zamykać, oraz regulację obwodu na dole kurtki i w talii, mogłaby stanowić odpowiednik kurtki typu smock. Oczywiście ze względów konstrukcyjnych (konieczność dostępu do kieszeni przy obróceniu kurtki zarówno na jedną, jak i drugą stronę) nie może być tak skomplikowana co niektóre smocki, ale jako ich fan, uważam że tego typu kurtka to jedno z najlepszych ubrań w teren. Podobnie spodnie powinny być obszerne i ze wzmocnieniami na kolanach i siedzeniu, których nie musiałby mieć mundur podstawowy. Noszone byłyby w przede wszystkim w terenie, na najróżniejszego rodzaju zajęciach i manewrach, no i oczywiście w walce gdyby się przytrafiła. Aby zapewnić odpowiednie maskowanie każdemu żołnierzowi musiałyby być wydawane 2 takie kurtki: "letnia" i "zimowa", przy czym nie różniłyby się niczym, oprócz kolorystyki.

Letnia, zależnie czy podstawowy mundur byłby w wariancie A, czy B, jej jedna strona byłaby w drugim z tych wariantów, a druga: w wariancie C, jesiennym. Pozwoliłoby to na odpowiednie maskowanie od momentu w którym zniknie ostatni śnieg, do jego pierwszych opadów. Zarówno zieloną wiosną i latem, na suchych łąkach późnego lata, jak i jesienią wśród opadłych liści.
Kurtka zimowa z jednej strony miałaby wariant F, a z drugiej E, zapewniając maskowanie w okresie zimowym. I tak jak już pisałem: nie różniłaby się niczym od kurtki letniej oprócz kolorów. Jeśli komuś się wydaje że jak kurtka zimowa to musi być ocieplana: tą robotę spełniałyby oddzielne kurtki-ocieplacze, np. puchowe, smock-maskałat miałby być najbardziej zewnętrzną warstwą, pod którą ubiera się "na cebulkę". Jak można zauważyć odstąpiłem od wariantu D, żeby nie mnożyć bytów. Oddzielny zimowy maskałat nie jest potrzebny, wariant E jest wg. mnie wystarczający w trakcie europejskiej zimy, zwłaszcza w lesie, czy mieście.

Teraz czas na umundurowanie "tropikalne". Składałoby się z munduru podstawowego i combat shirta z lżejszego, dopasowanego do klimatu materiału i "kurtki bojowej", takiej jak te do munduru europejskiego. Gdyby mundur podstawowy w wersji europejskiej byłby w kamuflażu leśnym, zestaw tropikalny byłby w wersji G, pustynnej. Co o oznaczałoby że można by było do niego użyć "europejskiej" "kurtki bojowej" w kamuflażach B/C, kurtkę i spodnie od niej można przecież nosić zamiast munduru, na podkoszulkę i bieliznę, jak robili to Rosjanie w Afganistanie ze swoimi maskałatami. Przy czym możliwe że konieczne byłoby również posiadanie w magazynach munduru podstawowego z tkaniny tropikalnej z leśnym nadrukiem, żeby w razie czego zastąpić nim zwykłe, europejskie mundury żołnierzy wysłanych aby zażegnać kryzys gdzieś w dżungli.
Gdyby nasza hipotetyczna armia byłaby bardziej nastawiona na wyjazdy i jednak przyjęła wariant B jako kolorystykę swoich podstawowych mundurów, konieczne byłby posiadanie dodatkowej kurtki bojowej w wariantach C/G i pustynnego zestawu podstawowego, lub używanie kurtek A/C i zestawu pustynnego.
Taki układ zostawia jeszcze na boku wariant miejski: H, ale wydaje mi się że jest on na tyle wyspecjalizowany że nie ma potrzeby wydawania go całej armii, która w razie czego poradziłaby sobie wykorzystując warianty B i C, tak jak to przedstawiłem z ilustracją o "ciągu miejskim".
Dużo tego? Policzmy:
1 bluza mundurowa, 1 combat shirt,  1 spodnie mundurowe
2 zestawy kurtka + spodnie "bojowe"
Plus w magazynie zestaw bluza, cs i spodnie w kamuflażu pustynnym.
I porównajmy z tym co otrzymują w kamuflażu MTP obecnie żołnierze brytyjscy (za: http://www.army.mod.uk/documents/general/Black_Bag_A5_booklet.pdf który to dokument już kiedyś przytaczałem):
bluza (wydawane są aż 3-4, ale nie będę się w to zagłębiał), cs, smock, spodnie z lekkiego materiału, spodnie wiatroodporne. O reszcie sprzętu później.
Jeśli chodzi o wydawany sprzęt to jest to praktycznie to samo: kurtki dzięki prostszej konstrukcji mogłyby być tańsze od smocka, należy wspomnieć że zestaw zimowy eliminuje konieczność produkcji białych zimowych maskałatów. Również mundur podstawowy, np. spodnie mogą mieć w miarę prosty krój z racji używania ich głównie w koszarach.
Oczywiście jest kwestia zestawu pustynnego, ale dzięki temu że jedna kurtka ma stronę w kamuflażu przejściowym, czyli odpowiedniku MTP, zestaw ten nie musi "leżeć i czekać" w znacznej ilości egzemplarzy.
No dobrze, a oporządzenie? Kamizelki, plecaki? Te można wykonać albo w jednolitym kolorze, albo w we wzorze który może i nie maskuje najlepiej w żadnym z opisywanych krajobrazów, ale wystarczająco dobrze, aby współpracować ze wszystkimi innymi wariantami kolorystycznym. Takim tropem podążała US Army w konkursie który ogłosiła po zamieszaniu medialnym i polityczym z UCP. Wymagania określały że konieczne będą 4 warianty wzoru: przejściowy, używany na codzień, pustynny i leśny wydawane tylko w razie konfliktu w takim regionie, oraz "oporządzeniowy". Konkurs nie został rozstrzygnięty i tak jak pisałem armia w końcu uznała że używany już Multicam jej wystarczy, ale chodzi o ilość wzorów. A oto i mój "wariant" takiego układu, czyli "wzór oporządzeniowy" (I), wraz z kilkoma innymi przedstawionymi w tym tekście:


Jak widać, wszystkie wykorzystują te same kształty i podobne kolory, alby przy ich łączeniu (bo być może teren jest taki że góra musi być leśna, dół jesienny, a oporządzenie jest przecież w wariancie I), nie "gryzły" się ze sobą, zdradzając użytkownika, tylko żeby różna kolorystyka jeszcze bardziej utrudniała zauważenie ludzkiej sylwetki.
Wszystkie nie wymienione elementy byłyby właśnie w tym wariancie kamuflażu, lub w podobnym, jednolitym odcieniu khaki. Oto przykładowa lista, oparta na liście brytyjskiej, jak mogłoby to wszystko wyglądać, przy założeniu że nie uwzględniamy dodatkowego zestawu pustynnego i leśnego-tropikalnego. Jeśli przy pozycji są 2 warianty, to byłaby uszyta z dwustronnego materiału.
  • mundur (bluza, spodnie, combat shirt) w wariancie A
  • kurtka i spodnie w wariantach B-C
  • kurtka i spodnie w wariantach E-F
  • kurtka i spodnie przeciwdeszczowe w wariancie I (oporządzeniowy)
  • pokrowiec na hełm w wariantach A-B
  • pokrowiec na hełm w wariantach C-E
  • kamizelka i ładownice/kieszenie, pas oprządzeniowy, plecak patrolowy, plecak "wyprawowy" w wariancie I
  • basha (lekka plandeka) w wariantach A-I
  • pokrowiec na plecak z regulowanym obwodem (aby możliwe było rolowanie jego krawędzi by pasował na oba plecaki) w wariancie A-G oraz drugi w C-E
  • kapelusz w wariancie A-C
  • kapelusz w wariancie B-G
  • czapka zimowa w F
  • kombinezon przeciwchemiczny: I
  • bielizna, polar, rękawiczki, kombinezony załóg pojazdów, śpiwory, buty, paski, ocieplacze (puchowe/syntetyczne: "waciaki"): khaki. A. I dobrze by było gdyby broń też była brązowa/khaki.
Dużo tego? Oczywiście że dużo. Możliwe że w żadnym kraju taki system nie przeszedłby ze względów finansowych. Ale proszę pamiętać że wymyśliłem ten system z pozycji hobbysty, historyka i niedzielnego użytkownika brytyjskiego sprzętu z demobilu, a nie zawodowego żołnierza: w książeczce wojskowej mam wpisaną kategorię "D" i jeśli ktoś ma jakieś uwagi: nie jestem alfą i omegą, zawsze mogę ich wysłuchać.

niedziela, 30 grudnia 2012

Jak pożenić DPM z AK?

Jednym z celów na tą zimę (ogólnie rzecz biorąc: do marca), jest ubranie zastępu jednolicie. Z jednej strony, już na 1 listopada sprowadziłem chłopakom brytyjskie spodnie oliwkowe, które w Armii Brytyjskiej były używane razem z klasycznymi wojskowymi swetrami z materiałowymi wstawkami, określanymi jako "NATO jumper". Przynajmniej teoretycznie mają teraz normalne oliwkowe spodnie do munduru harcerskiego i można wyglądać jednolicie, a nie jeden w spodniach oliwkowych, drugi w "panterze", a trzeci w dżinsach po wszystko inne w praniu... Teraz oczywiście pozostaje kwestia tego, aby nauczyli się zakładać je zawsze do munduru, z czym może być ciężko. No dobrze, czas więc na dalszą uniformizację, bo teraz wyglądamy niczym partyzanci z wyciętego lasu. Zwłaszcza biorąc pod uwagę że w tym roku będą po kolei dobijać do swoich "słeet szesnastek", więc wypadałoby jakoś wyglądać na ewentualnym "zewnątrz". I jednocześnie uszczypnę pewną osobę: zakupy zawsze powinny być przemyślane i podporządkowane pewnej długookresowej strategii.
Jak można się domyśleć, kierunkiem najwłaściwszym wg. mnie, który spotkał się z różnym przyjęciem (od "tak", przez najpierw "tak" a potem "ale...", przez samo "ale" po "gucio mnie to obchodzi, nawet nie wypowiem się na ten temat"), jest DPM. Wymienię główne przyczyny, sporo rozwodziłem się na ten temat podczas dyskusji na facebooku: po pierwsze, brytyjskie kurtki to najpraktyczniejsze, dostępne powszechnie z demobilu ubrania militarne. Biją na głowę jeśli chodzi o pojemność, krój i materiał "przewagę formy nad treścią", jaką są polskie mundury polowe, oraz są bardziej pojemne od bardzo prostych mundurów niemieckich. Sprawdzą się więc nie tylko w airsofcie, ale również na harcerskim szlaku, czego od dłuższego czasu dowodzę swoim przykładem. Po drugie, wg mnie najlepiej wyglądają z mundurem harcerskim. Kładziemy kaptur, kurka podwinięta, chusta wyłożona przez lekko rozsunięty suwak, dobrze ułożony beret... No i z "lightweightami" (chodzi o te oliwkowe spodnie) i wypastowanymi butami od razu wygląda się "profesjonalnie". Niczym "Ok chaps, zróbmy to przed piątą, bo spóźnimy się na herbatę".
No dobrze, przyjmijmy że udaje się ubrać chłopaków do marca w kurtki, ew. nieco później spodnie. Co do tego? Zwłaszcza biorąc pod uwagę że tak się złożyło że praktycznie wszyscy oprócz mnie skierowali się w stronę replik AK-74, którego magazynki są dłuższe od magazynków STANAG używanych przez armię brytyjską? Jest kilka opcji i postaram omówić te, nad którymi się zastanawiałem.

Na szybko: Rzeczą oczywistą jest, że do ubrań w kamuflażu DPM można wykorzystać już posiadane oporządzenie, oczywiście najlepiej, gdyby było w kolorze oliwkowym, ale nie przesadzajmy i nie bawmy się w "taktyczną szafiarkę". Drugą możliwością jest wykorzystanie kurtki jako "oporządzenia". Istnieją wg. mnie dwie możliwości, obie wykorzystujące kieszenie dolne, oraz piersiowe na suwak. Zależnie od tego, jak sprawnie idzie nam otwieranie guzików w dolnych kieszeniach, możemy je wykorzystać albo jako "ładownice" w których trzymamy naładowane magazynki, które po wykorzystaniu wrzucamy do kieszeni pionowych, albo postępujemy na odwrót, traktując dolne kieszenie jako "worki zrzutowe, do których wrzucamy wykorzystane magazynki. Przyznam że musiałbym sprawdzić czy da się je tam wsadzić i wyjąć bez rozpinania guzika.

Typowo: czyli Chest Rig. Jest potwierdzone że ładownice przyjmują magazynki od AK. Jest ich 3 + 2 ogólne np. na manierkę, oraz jedna płaska między warstwami materiału, do której można dostać się od góry. Jak to nosimy? Z przodu, zależnie od tego jak kto lubi na piersi, albo niżej, na brzuchu jeśli ktoś tak lubi. Jak to wygląda? Dwa zdjęcia rodem z "internetów":
Źródło: http://dpm-soldier.pl/oporzadzenie/chest_rig.html można tam przeczytać więcej o cheście.
Źródło: http://asgw.pl/wielka-brytania/szpej-t1906.html Też proponuję zajrzeć do tematu.
I jeszcze jedno: chesta można dorwać już za 50 zł, więc polecam go jako oporządzenie "na początek", zamiast pchania się w różne wymyślne chińskie kamizelki z wkładami balistycznymi wypełnionymi piaskiem.

"High speed, low drag operatore" Gdyby spytać się kogoś kto nie jest obeznany z oporządzeniem co rozumie przez to słowo, najpewniej odpowiedziałby "kamizelka". Więc gdy ktoś kupi sobie replikę, od razu uznaje że "kcem kamizelkę". Najlepiej z mnóstwem PALSów, kieszonek na niewiadomo co itd. Mimo że nie ma co w niej nosić. Co więc zrobić jeśli ktoś uprze się żę chce kamizelkę? Nie będę się rozwodził na różnymi obecnymi pustynnymi pomysłami jak najróżniejsze Ospreye i inne LCTV. Istnieje jednak coś takiego jak Assault Vest, którego oficjalną nazwą jest "Waistcoat Mans General Purpose Ops". Klasyczna kamizelka ze stałymi kieszeniami przyszytym do siatki. Jakoś nie udało mi się znaleźć dobrego zdjęcia "na człowieku", ale mam nadzieję że to da jakieś pojęcie.
http://www.kitmonster.co.uk/images/Vest-PLCE-New-LRG.jpg
I co zrobić tą kamizelką jeśli mamy magazynki od AK? Zwróćcie uwagę na dwie kieszenie po lewej (z punku widzenia "nosiciela". Na zdjęciu: z prawej), na dole. To właśnie kieszenie amunicyjne. Dzięki temu że są zapinane na fasteksy, więc jeśli magazynki są za duże, klapa nie będzie się domykać. Mały problem wg mnie. W ostateczności myślę że można by było wyciąć boki klap, żeby zrobić z nich ładownice typu "U".

Na piechura/"kcem być snajperem" Czyli największa zagwozdka: jak przystosować do magazynków na AK pasoszelki? Cały problem wynika z tego że pasoszelki PCLE są zaprojektowane tak, że przednie troki szelek mocuje się do podwójnych ładownic amunicyjnych, które z racji zapięć "hiszpańskich" przyjmują jedynie magazynki STANAG (od "emek"). Jeśli ktoś chce stylizować się na brytyjskiego piechura, wtedy najlepszym rozwiązaniem jest raczej dopasowanie repliki do oporządzenia. Jeśli nie drogie L85, to chociaż jakieś M-4/M-16 które pojawiały się w rękach "specjalsów", niektórych "parasów" i Royal Marines. A drugi przypadek? Postaram się go opisać nieco szczegółowiej.
Mamy chętnego na snajpera, tak? Samotnego łowcę, ze swoim długim karabinem z wielką lunetą, niczym w Call of Duty, albo Battlefieldzie? Tylko że mówimy o airsofcie, gdzie żeby przegonić w zasięgu i celności karabiny typowych piechurów (a taki jest przecież sens istnienia snajpera), trzeba poświęcić czas i grube pieniądze, idą w niektórych przypadkach w tysiące złotych na specjalne części, a nawet kulki. Co zrobić, jeśli nasz chętny, nawet po takim krótki wytłumaczeniu dalej chce "snajpić"? Szkolimy go na strzelca wyborowego. Jak by wyglądała taka funkcja już w jakimś poście pisałem, ale postaram się jeszcze raz to przybliżyć. Przede wszystkim nie jest "samotnym myśliwym", tylko kimś kto swoim precyzyjnym (albo lepiej określić: nieco bardziej precyzyjnym niż reszta) "ogniem" wspiera oddział w walce. Co mu potrzeba? Po pierwsze replika. Chiński AK z 400 fps w zupełności wystarczy i nie trzeba wsadzać do niego jakiś magicznych sprężyn, które robiłyby z niego niebezpieczeństwo dla otoczenia. Celem ewentualnego grzebania przy nim, byłoby zmiana jego brutalnych 400 fps na coś bardziej dokładnego. czyli uszczelnienie, wymiana gumki hop-up, być może wstawienie lufy precyzyjnej, ale dobra lufa oznacza konieczność strzelania kulkami dobrej jakości, a więc: droższymi. Kwestia druga: celownik. Swój wybór podsunąłem już kanałami prywatnymi komu trzeba, nie chcę linkować żeby ktoś mi tego nie wykupił, bo sklep jest specyficzny.Ale ogólna zasada jest taka, że w airsofcie nie potrzeba jakiś gigantycznych powiększeń, a szerokie pole widzenia zawsze się przydaje. Mamy już replikę, z której przydało by się nauczyć celnie strzelać. Zarówno ogniem pojedynczym, jak i seriami, bo może się zdarzyć że nasz strzelec będzie robił za broń wsparcia. Sprawa druga to maskowanie. Oczywiście oddział mógłby się dorobić swojego własnego, osobistego Chewbaccę, w osobie strzelca wyborowego w pełnym ghillie suitcie, ale po co? Co w zamian? Ja osobiście wybrałbym smocka (cały czas piszemy przecież o uniformizacji w DPM) i zrobienie samodzielnie mniejszego zastępstwa dla ghillie. W pierwszej kolejności: maskowanie na kapelusz, a później dodatkowa siatka z maskowaniem na ramiona, zaczepiana pod pachami i na szyi, tak, aby maskowała leżącą osobę od przodu. W skrócie, coś co czasami określa się jako "Viper hood".
http://www.triadtactical.com/images/P/Garnishedviperhood.jpg
http://wmasg.pl/var/images/community_gallery/22012/60566/main.jpeg
 Takie "cusie" znalazłem wpisując w google "viper hood". Oczywiście jak każde maskowanie, zwłaszcza "snajpera/strzelca wyborowego", powinno być zrobione przez niego własnoręcznie, dopasowane do jego preferencji i terenu w którym działa. Właśnie dla tego "sklepowe" ghillie to taki niewypał.
Przechodzimy jednak do "clue" tekstu. jakie powinno być oporządzenie dla takiego strzelca? Przede wszystkim takie, które nie przeszkadza przy leżeniu i czołganiu się, oraz w różnych dziwnych pozycjach strzeleckich. Czyli pasoszelki. Ale jak już pisałem wcześniej, PLCE wyraźnie nie lubi się z magazynkami od AK. Ale wykoncypowałem sobie dwa rozwiązania.
Jedno wymaga rzuceniem okiem w kierunku kierunku ojczyzny AK, czyli Rosji. Rosjanie są bardzo płodni jeśli chodzi o kamuflaże i oporządzenie i swego czasu firma SSO popełniła pasoszelki "Smiersz", przynajmniej częściowo wzorowanie na PLCE, między innymi jeśli chodzi o kształt samych szelek. Na czym przede wszystkim zależy, to ładownice, przyjmujące magazynki od AK, które jednocześnie posiadają jakieś "oczka" do przewleczenia przez nie troków od szelek. Do wyboru mamy:
Ładownica na 2 magazynki + granaty, kształtem bardzo przypomina ładownicę z systemu ALICE. Niestety, w chwili pisania tekstu niedostępna w sklepie. http://www.frontowiec.com/index.php?p1941,ladownica-na-2-magazynki-ak-i-2-granaty
Ładownica na 4-6 magazynków, najbliższa pojemnością oryginalnym Double Ammo Pouch, też niedostępna: http://www.frontowiec.com/index.php?p2572,ladownica-na-4-6-magazynki-ak
 "Wypas", czyli ładownica na 4-6 magazynków i granaty: http://www.frontowiec.com/index.php?p1171,ladownica-na-4-6-magazynki-ak-2-granaty-i-2-flary Niestety, za cenę jednej ładownicy można już dostać zestaw PLCE w gorszym stanie,a za dwie: już w co najmniej niezłym.
A może jakieś rozwiązanie budżetowe? Potrzebne jest coś, o co zaczepilibyśmy taśmę, np. taka "bojówka": http://www.frontowiec.com/index.php?p2182,szlufka-z-oczkiem Być może dało by się dorobić nawet lepszą szlufkę samodzielne. oczwiście kwestia do rozważenia. Z jedną uwagą. Zapiąłbym ją miedzy paskami do mocowania ładownicy, tak aby ta stanowiła stabilizację. Oznacza to że ładownica musi mieć między tymi paskami miejsce na dopasowanie szlufki. Myślę że najlepszym przykładem jest ta ładownica na 3 magazynki: http://www.miwo-military.pl/?p=8.41.NA-3-MAGAZYNKI-DO-AK,-BERYL.B-03.MIWO-MILITARY lub jej odpowiednik z Praszki.
Chodzi właśnie o to miejsce pośrodku przez które da się przewlec szlufkę z "D", lub "drabinką" przez którą będzie można przewlec trok od szelek.
 I dzięki temu mamy coś, w czym pożeniliśmy PLCE z ładownicami na magazynki od AK. Resztę kieszeni, na manierkę, ogólną, na saperkę, czy medyczną dopinamy wg. własnego uznania, oraz dopasowania troków, co jest "zabawą" samą w sobie. Dodatkowo można wykorzystać patent stosowany przez niektórych brytyjskich żołnierzy i doszyć przez siatkę na plecach, na ukos dwie elastyczne taśmy, co ułatwi w terenie wtykanie maskowania z roślin gdzie tylko się da.

Tak oto dobrnęliśmy do końca i okazuje się, że nawet tak niereformowalne oporządzenie jak brytyjskie da się dostosować do nietypowych dla niego magazynków.