Więcej o moich kamuflażach / More about my camo patterns:
http://jeremak.blogspot.com/2014/10/more-camo.html

środa, 13 lutego 2013

Samoloty eskadry kościuszkowskiej cz. 3: Francja i Hurricane.

Czyli powrót do normalności pod postacią kilku sylwetek barwnych. Dziś 2 samoloty używane przez dywizjon  I/145 "Varsovie" w trakcie kampanii we Francji wiosną 1940 r. i Hawker Hurricane z 303 Dywizjonu, z okresu Bitwy o Anglię.

Cauldron CR.714 "Cyclone": lekki myśliwiec, w znacznej części zbudowany z drewna, zaprojektowany i oblatany w latach 1937-1938. Polski dywizjon był jedyną jednostką w całości wyposażoną w te samoloty. Jednak pod koniec maja 1940 wydany został zakaz wykonywania na nich lotów: ich konstrukcja okazała się za słaba, co było przyczyną kilku katastrof. Jednak z powodu braków sprzętowych polscy piloci nadal na nich latali, zestrzeliwując przy tym kilka samolotów niemieckich:



Morane-Saulnier MS.406: myśliwiec konstrukcji metalowej, oblatany w 1937 r. Polska zamówiła maszyny tego typu przed wojną, jednak nie dotarły one do kraju, a we Francji stanowiły uzupełnienie awaryjnych Cauldronów w dywizjonie warszawskim:

"Co by było gdyby": czyli MS.406 w przedrześniowym malowaniu polskiego lotnictwa wojskowego, w oznaczeniach 121 Eskadry Myśliwskiej z Krakowa:


Hawker Hurricane Mk.I: jeden z ikonicznych samolotów II Wojny Światowej. Przedstawiona na tym profilu maszyna, była w 303 Dywizjonie Myśliwskim używana przez Witolda Urbanowicza, który zestrzelił na niej 9 samolotów niemieckich (kolejno data, typ samolotu, jednostka z której pochodził): 26.9.1940 He-111, 27.9.1940 Bf-110 15./LG1, 27.9.1940: Bf-109, Ju-88 5./KG77, Ju-88 5./KG77, 30.9.1940: Bf-109 II./JG53, Bf-109 II./JG53, Do-17 III./KG3, Bf-109 Stab/JG26. W styczniu 1941 r. po przezbrojeniu na samoloty Spitfire, ten Hurricane został przekazany do 253 Dywizjonu, z którego w sierpniu 1941 trafił do 55 OTU (jednostka szkolna), gdzie uległ katastrofie w kwietniu 1943 r.

sobota, 9 lutego 2013

Jak próbowałem zostać atencyjną dziwką

Czemu taki kontrowersyjny tytuł? Wiąże się z poprzednim postem o zwierzętach. Napisałem go bo stwierdziłem że "coś tu kurcze jest nie tak": ilość doniesień medialnych związanych z "obroną zwierząt" przekroczyła w moim uznaniu normę, a większość z nich wyglądała nie jak rzeczywisty problem, tylko nachalny marketing medialny "obrońców. W ciągu praktycznie 2 dni, przeczytałem, albo usłyszałem o:
-Końskim targu w Skaryszewie, którzy "obrońcy" chcą zablokować i zlikwidować. Jako osoba pochodząca ze wsi, której rodzina miała swego czasu nieco wspólnego z handlem zwierzętami, jeśli chodzi o opinię na temat Skaryszewa, skłaniam się ku tej stronie tego konfliktu: https://www.facebook.com/StopSkaryszewStopGlupocie?fref=ts Zaś tekst J. Kobusa, który niejako zainicjował tą "kontrakcję", spotkał się z masą często bardzo emocjonalnych komentarzy.
-Pani prawnik próbującej ratować króliki miniaturki przed śmiercią w paszczach węży. A komentarz w tej sprawie osoby której teksty często czytam: http://www.facebook.com/pages/survivaltechpl/127551790639561 skończył się tym, że poruszeni "obrońcy" złożyli na niego zawiadomienie na policję dotyczące "nielegalnego uboju" zwykłego królika podczas jednego ze szkoleń.
-Fragment programu "Uwaga" na TVN, o tym, jak na jakimś wyciągu narciarskim zamontowano oświetlenie, które straszy okoliczne zwierzęta.
-A w czwartek usłyszałem w radio o innej aferze: w Irlandii w mięsie do hamburgerów pochodzącym z Polski znaleziono koninę. Uznałem, że jeśli ja mam czas na tracenie życia w internecie, to znajdzie się na pewno jakaś licealistka, albo studentka o podobnym zasobie czasu i po tagach wyśledzi mój tekst, który automatycznie spotka się z lawiną negatywnych komentarzy nastoletnich i dwudziestoletnich kociar-weganek. Miało być tak pięknie: kontrowersyjny (osobiście, wg. mnie: niezbyt) tekst, dyskusja... To miało się skończyć romansem, a nie tak, miałem zostać jednym z "niepokornych". Cytując klasyk internetu: Oszukali mnie! Należy czytać z odpowiednim akcentem:
Próbowałem dobrać tagi tak, żeby podczepić się pod "afery", ale chyba nie wyszło:
- "afera skaryszew": wiadomo. Tak na prawdę żadnej afery nie ma, a jeśli jest to jest nią najwyżej konflikt między "stronnictwami" miłośników koni: "obrońców zwierząt" określmy jako "stronnictwo utopijne", a koniarzy opowiadających się za istnieniem targu: "stronnictwem praktycznym", lub "konserwatywnym".
- "króliki minaturki": znowu nikt nie wyszukał mnie po tym tagu. A przecież pisano o całej sprawie w gazetach...
- "mięso", "obrona przyrody", "rolnictwo": pewnie pod tymi tagami jestem gdzieś na 20 stronie wyszukiwarki Google. A jak wiadomo, dalej niż na 2 stronę mało kto zagląda.
- "burek": tym tagiem chciałem się podpiąć pod inną aferę: na You Tube. Chodzi o ten film: 

Osobiście uważam całą tą dramę za nakręcaną, a pewnie nawet wymyśloną przez Shoguna (czyli autora tego filmu), ale zgodnie z najlepszymi tradycjami internetu po prostu zrobiłem sobie z niej jaja, dodają taki, a nie inny tag pod swoim tekstem. Jak afera, to afera, nie? http://www.youtube.com/user/archiwumszkodnika Tu zebrane są wyjaśnienia "dużych graczy" z YT, części z nich dotyka bezpośrednio cała ta "intryga". Osobiście polecam wypowiedź Chmiela, dostępną też na jego kanale:



Z resztą "Von Lubenau" czyli Chmiel to bardzo ciekawy vloger. Co prawda go nie subskrybuję, ale od czasu do czasu zdarza mi się obejrzeć niektóre jego filmy. A jako że ten tekst niejako łączy "blogosferę" z "vlogosferą na You Tube", to przyszła mi na myśl kwestia: czym obecnie teraz lepiej dotrzeć do odbiorców? Tekstem, czy filmem. Wydaje mi się, że gdyby teraz chcieć przede wszystkim się wypromować i zarabiać na swoich poglądach i ich przedstawianiu, to lepszym miejscem jest You Tube. Wystarczy kamera, w miarę posprzątane tło i dobry pomysł. Jeśliby operować wystarczająco ciekawymi i często kontrowersyjnymi dla "typowego internauty" pomysłami na filmy, to da się dotrzeć do o wiele większej liczby odbiorców niż poprzez "kręgi i krążki" blogowe. A jak widać z tej afery: jeśli się wypromuje siebie wystarczająco dobrze, to można zarabiać całkiem porządne pieniądze.
A wszystkich zaniepokojonych tym, że nie piszę o asg, kamuflażach, smockach, lub historii alternatywnej uspokajam: nie macie co się bać, do tego też wrócę. Akurat w środę mieliśmy w drużynie malutki, rekreacyjny wypad do lasu:

środa, 6 lutego 2013

Troszkę o zwierzętach

Pewna sytuacja skłoniła mnie to napisania tego tekstu. A tak dokładnie: ofensywa "ekologów" w sprawie obrony zwierząt. Od razu wytłumaczę czemu cudzysłów: ekologia jako nauka zajmuje się problemami równowagi, obiegu materii w przyrodzie i procesach z tym związanym. Dla "ekologów" lepszym określeniem byłoby obrońcy przyrody, zwierząt, roślin, czy co jeszcze chcą bronić.
No właśnie. Przez chwilę zastanówmy się po co człowiekowi zwierzęta? Odpowiedź jest bardzo prosta: człowiek udomowił zwierzęta przede wszystkim w celach zdobywania żywności. Czy to jako pomoc przy polowaniu, czy to różnych celach związanych z rolnictwem.
Bydło wszelakie. Reprezentowane w Polsce przede wszystkim przez krowy. Z nimi sytuacja jest prosta: mamy tą mućkę, żywicielkę kargulową, w liczbie od jednej do... ile się da. Źródło mięsa, mleka, skór, dawniej również wykorzystywano rogi. No i dodatkowo bardzo skuteczna chodząca wytwórnia nawozu naturalnego.A dawniej, może nie krowy, ale woły wykorzystywano również jako zwierze pociągowe. Czyli mamy zwierzę "all in one".
Świnie. Kolejne zwierze hodowane na mięso. Świna ma jeden jedyny cel: stać się wieprzowiną. Wydoić się raczej świni nie da, najwyżej można wykorzystać świńskie skóry. Dodatkowo trzoda chlewna ma tą zaletę, że nie trzeba ich karmić sianem, albo słomą, wystarczą kartofle.
Konie: To przede wszystkim zwierze pociągowe. Nie jest hodowany dla swoich ładnych wielkich oczu, ale dla tego, aby coś ciągnął, albo niósł na swoim grzbiecie. To sprawa dosyć prosta. Komplikuje się gdy zaczyna się mowa o hodowaniu konia na mięso. Problem jest m.in. taki, że statystyczny Polak albo koniny nigdy nie jadł, albo jadł ją raz w życiu: gdy zmieniano w gospodarstwie konia na traktor. Ale jestem w stanie zrozumieć że konina zapewne jest smaczna: koń ma inną budowę i zwyczaje niż krowa, częściej się rusza, a to wszystko ma wpływ na jego tkankę mięśniową, czyli... właśnie potencjalne mięso. Zauważmy że do tej samej kategorii zwierząt pociągowych co koń zaliczają się również wielbłąd, czy osioł, nie hodowane w Polsce. I kobyłę i więlbłądzicę da sie wydoić. Z konia można uzyskać skórę, z wielbłąda: wełnę. A czy salami z osła jest zbrodnią przeciw ludzkości? Zauważmy jakie zwierzęta hodują koczownicy: są grupy hodujące jedynie bydło rogate, są grupy hodujące konie. Są też koczownicy "owczy". Po prostu są to wszytko zwierzęta na tyle "uniwersalne w wykorzystaniu" że da się wyżyć praktycznie jedynie z danego gatunku. Bo grup koczowników hodujących praktycznie jedynie świnie jakoś nie kojarzę. Prawdopodobnie dla tego że nie są tak uniwersalne.
Przejdźmy do nieco mniejszych zwierząt. O kozach i owcach nie ma co się rozpisywać: kolejne zwierzęta które da się i wydoić, i ostrzyc, i zabić na mięso.
Drób wszelkiej maści: czyli zajmujące mniej miejsca uzupełnienie diety: z kur można mieć jaja i mięso. Zaś z kaczek i gęsi jest dodatkowy pożytek że jeszcze bardziej niż kury "karmią się same", kręcąc się po podwórku, czy w jego okolicach i skubiąc trawę lub inne rośliny. No i da się z nich skubać pióra i pierze.
Jedyne ptaki hodowane na wsi, do których trudno znaleźć zastosowanie to gołębie. Wydawałoby się: zachcianka i hobby gospodarza, z której nic nie ma, a trzeba je karmić. Ale... Po pierwsze gołębie da się sprzedawać jako takie. Po drugie, moja mama kilkukrotnie wspomniała że w dzieciństwie zdarzyło się jej parę razy jeść rosół, lub mięso z gołębia, m.in. w czelach leczniczych: dziadek był zapalonym gołębiarzem. Więc nawet gołębie mają jakieś zastosowanie.
Króliki mają praktycznie taką samą pozycję jak kury: są małe, zajmują mało miejsca, a zawsze to jakieś urozmaicenie w jedzeniu, lub handlu.
Pies i kot. Jaki jest ich cel? Są przede wszystkim strażnikami. Pies pilnuje obejścia, ewentualnie dodatkowo pomaga w polowaniach. Tak samo kot. Nawet gdyby był pieszczochem nie do wytrzymania i sam podstawiał głowę do głaskania, to nadal jeśli wychodzi na zewnątrz łapie gryzonie.
czym jest w takim razie cała reszta zwierząt? Z utylitarnego punktu widzenia "miejskie" zwierzątka mają niestety tylko dwa cele. Są albo żywymi meblami, "rybkami w akwarium", hodowanymi tylko po to żeby dobrze wyglądały, albo żywymi zabawkami, męczonymi przez dzieci lub starsze panie. Mimo wszystko, według mnie, bycie "żywicielem rodziny", źródłem utrzymania, czy nawet przyszłym jedzeniem jest czymś godniejszym dla zwierzęcia niż sprowadzenie go do mebla, mającego tylko ładnie wyglądać.