Więcej o moich kamuflażach / More about my camo patterns:
http://jeremak.blogspot.com/2014/10/more-camo.html

czwartek, 31 października 2013

Ile powinno się mieć wzorów kamuflaży?

  Więcej o moich nowych wzorach maskowania/more about my new camo patterns: http://jeremak.blogspot.com/2014/10/more-camo.html

Wzór kamuflażu którym pokryte są wojskowe mundury i oporządzenie ma za zadanie zwiększać szanse na przeżycie żołnierza na polu walki. Ma on być dzięki nim trudniejszy do zauważenia przez żołnierzy przeciwnika. Rzeczą oczywistą jest więc że powinien być dopasowany do otoczenia w którym ci żołnierze działają. jeszcze niedawno "klasycznym zestawem", zwłaszcza dla państw NATO było posiadanie 2 zestawów umundurowania: zwykłego, w kamuflażu leśnym, używanym przez wojsko na co dzień, oraz pustynnego, wydawanego żołnierzom w wypadku wysyłania ich w regiony pustynne. Zaczęło się to zmieniać na przełomie XX i XXI wieku wraz ze zmianą swoich wzorów maskujących przez siły zbrojne USA. Marines, który zaczęli całą tą epopeję postąpili jeszcze konserwatywnie, przyjmują właśnie dwa wzory: leśny i pustynny, plus oporządzenie (kamizelki, ładownice, plecaki itp.) w jednolitym  kolorze "coyote brown", który miał pasować do obu wzorów, tym samym eliminując konieczność produkcji oporządzenia w dwóch wersjach kolorystycznych. To znacząca oszczędność, bo uszycie kamizelki kuloodpornej jest droższe od uszycia bluzy mundurowej. Za przykładem piechoty morskiej ruszyła amerykańska armia, która posunęła się o krok dalej: stworzyła wzór uniwersalny, który miał maskować wszędzie i sprawdzać się w miastach, gdzie jak się spodziewano miały się toczyć wojny XXI wieku. Niestety, z racji użytych kolorów (odcieni szarego), okazało się że wzór sprawdza się uniwersalnie źle wszędzie.
Kamuflaż Universal Camouflage Pattern w użyciu w Afganistanie. Dla porównania, plecaki są we wzorze pustynnym używanym przed wprowadzeniem UCP/
Nowe, "cyfrowe" amerykańskie wzory maskujące (oparte z resztą na wzorze kanadyjskim) rozpoczęły lawinę poszukiwania "nowych, skuteczniejszych kamuflaży. Dodatkowo przyspieszyła to wojna w Afganistanie, który jak się okazało to nie tylko pustynia, ale też najróżniejsze krajobrazy górskie, czy zielone, intensywnie uprawiane oazy i doliny rzeczne w których żołnierze na patrolach "świecili się" w swoich pustynnych mundurach. Efektem walk w Afganistanie była więc popularność wzoru "Multicam", opracowanego przez prywatną firmę Crye Precision. Dzięki jego "stepowej", zielono-beżowej kolorystyce sprawdza się nie tylko w Afganistanie, ale również w wielu innych miejscach, jest "znośny" nawet na pustyniach i w lasach. Osiągnął też sukces komercyjny. Armia amerykańska przyjęła go jako zastępstwo UCP: najpierw jako kamuflaż jedynie do wykorzystania w Afganistanie, a w ostatnim miesiącu pojawiła się informacja że kompletnie zastąpi "szarą szmatę". Wielka Brytania również przyjęła jego "stylizowaną" wersję jako wzór maskujący na nowych mundurach polowych. Oto porównanie: nowy MTP, dawny leśny DPM i pustynny DDPM:
To jest jedna droga: znaleźć wzór, który może nie jest wyspecjalizowany, ale za to sprawdza się umiarkowanie dobrze w bardzo wielu krajobrazach. Drugą opcją jest stworzenie ubrań maskujących, które byłyby uszyte z materiału zadrukowanego dwustronnie, dwoma różnymi wariantami wzoru. Tak postępowali podczas II wojny światowej Niemcy, a obecnie biorą z nich przykład Rosjanie, szyjąc kurtki i spodnie, które z jednej strony mają wariant letni (zielony), a z drugiej jesienny (brązowy) wzoru.
Pałatka w kamuflażu "dębowym", wykorzystywanym przez SS...
Który nie dość że nadal bardzo skuteczny, został skopiowany i stał się bardzo popularny w Rosji i WNP.

Zdjęcie zrobione podczas szturmu na szkołę w Biesłanie: to wtedy fakt "Rosjan w niemieckim kamuflażu" został zauważony szerzej za granicą. Źródło: rus.mil.pl
Cóż, zajmuję się kamuflażami... powiedzmy że hobbystycznie. Przedstawię więc swoje poglądy na to, jak mogłaby być rozwiązana kwestia wzorów maskujących i dopasowania ich do różnych krajobrazów. Do celu tego "eksperymentu" przyjmijmy że wyposażamy w umundurowanie i osobiste oporządzenie armię jakiegoś hipotetycznego, w miarę zamożnego i dużego kraju europejskiego, który jest nastawiony na obronę swojego terytorium, ale od czasu do czasu wysyła na różne "misje" w obszary pustynne czy tropikalne różnej wielkości kontyngenty swoich żołnierzy. Nie będę tu brał żadnego konkretnego kraju z dwóch powodów. Po pierwsze politycznych, żeby przypadkiem w komentarzach nie pojawiło się żadne "A bo oni nie mają prawa wysyłać... kolonialiści, najemnicy..." Nie mam zamiaru prowokować i tolerować takich opinii. Po drugie z przyczyn finansów i tradycji: raczej trudno jest przeprowadzić reformę mundurową w której kompletnie zmieniamy "styl" wyposażenia armii danego państwa. Bo w jednym żołnierze przyzwyczajeni są do takiego rodzaju kurtek, a w innym kurtek nieocieplanych nie uznają itp. Przedstawiając jakiś system nie muszę odnosi się od razu do przykładu państwa. Ale tak jest łatwiej. Od razu też zaznaczę, że wykorzystany wzór i kolorystyka nie są jakimś konkretnym, pełnoprawnym wzorem. W kwestii kształtów: to uproszczony wycinek z jednej z prób. A kolory to często "starsze" zestawy barw, nieco zmienione.
Zacznijmy od rodzimych, europejskich krajobrazów strefy umiarkowanej, które mają to do siebie że bardzo się zmieniają w ciągu roku. Więc aby dobrze maskować się przez wszystkie 12 miesięcy potrzeba by było co najmniej kilka wzorów:















  • A: typowy kamuflaż leśny, podobnie jak popularny DPM, Flecktarn, Woodland, czy Wz.93 "Pantera", z przewagą zieleni i brązów.
  • B: wzór "suchy", przejściowy, podobnie jak Multicam, ale też kamuflaże Wehrmachtu, zwłaszcza "Sumpftarn" w którym przeważał kolor beżowy i brązowy. Ma sprawdzać się na polach, wśród suchych traw i zarośli.
  •  C: brązowy kamuflaż jesienny, na wzór jesiennej strony niemieckiego kamuflażu "dębowego", mający maskować wśród opadłych liści lasu liściastego i częściowo wśród ściółki  boru iglastego.
  • D: kamuflaż zimowy, podobny do stosowanego obecnie przez Bundeswehrę. Całkowicie białe maskałaty zimowe, zakładane na zwykły mundur sprawdzają się jedynie jeśli pokrywa śniegu jest całkowita, nic spod niego nie wystaje. Jednak w zimowym lesie mamy do czynienia z drzewami i gałęziami, które jako ciemne odcinają się na tle białego śniegu. Czarne plamy mają poprawić maskowanie w takich sytuacjach i rozbić "białą plamę na łaciatym tle".
  • E: Spełniający podobne funkcje co D, powstały jednak w nieco inny sposób. Zawiera więcej barw, w tym brązowy, aby jeszcze lepiej maskować w krajobrazach innych niż zaśnieżone pole. Ten wzór może być efektem drukowania wzoru F na białym materiale: kolory będą przebijać na drugą stronę , ale nie aż tak intensywnie, dzięki czemu będą jaśniejsze, mniej kontrastowe.
  • F: "kamuflaż roztopowy". W trakcie przedwiośnia, ciepłą zimą lub na jej początku śnieg leży raczej odizolowanymi łatami niż całą pokrywą. Oznacza to że zarówno kamuflaż leśny, jak i zimowy nie będą się sprawdzać najlepiej. Tak samo niektóre bory iglaste mogą być mocno brązowe i zielone zimą. Idea tego wzoru jest oparta na pomyśle fińskim: mają oni mundury w typowym kamuflażu leśnym, mają biało-czarne maskałaty zimowe, ale mają też mundury zimowe w których jeden z kolorów kamuflażu leśnego jest zastąpiony przez jasnoszary.

Warianty kolorystyczne fińskiego kamuflażu M/05

No dobrze, ale tak jak już pisałem, naszemu hipotetycznemu państwu przydałyby się również mundury tropikalne.

W skład powyższego ciągu wchodzą już przedstawione kamuflaże A, B i C, doszedł do nich jeszcze wzór typowo pustynny, czyli G. Do czego służyłyby "na misji"?
  • A: kamuflaż leśny, więc lasy tropikalne. Czy to wiecznie zielone, czy to do wykorzystania w porze wilgotnej. Oczywiście mógłby to być kamuflaż specjalnie opracowany pod najróżniejsze dżungle, inny byłby wtedy odcień i ilość zieleni, inny byłby też odcień brązu, ponieważ gleby laterytowe często spotykane w strefie międzyzwrotnikowej mają charakterystyczny, rdzawy odcień.
  • B i C: tym razem do wykorzystania w najróżniejszych krajobrazach stepowych, sawannowych, półpustynnych, górskich, czy pustyń kamienistych.
  • G: kamuflaż na "klasyczne" pustynie i półpustynie piaskowe.
Jako dodatkowy stworzyłem jeszcze ciąg "miejski". Obecnie więcej ludzi na świecie mieszka w miastach, niż na wsiach, ten trend będzie się jeszcze pogłębiał. Jeśli walki zbrojne będą się koncentrować w miastach, konieczny byłby również kamuflaż, sprawdzający się w tym bardzo zróżnicowanym, barwnym krajobrazie do którego trudno dopasować odpowiednie maskowanie.
  •  A i B byłyby tu wykorzystywane praktycznie tak samo jak przedstawiałem je w "ciągu europejskim": na obszarach przejściowych, wiejskich i podmiejskich, gdzie nadal jest dużo zieleni.
  • C i F z racji przeważającego brązowego odcienia i zwłaszcza w przypadku F dużego kontrastu mogłyby się sprawdzić na obszarach przemysłowych oraz zrujnowanych, wśród pyłu, gruzów i cegieł. Polecam obejrzeć zdjęcia z wojny w Syrii: to typowe walki w terenie zurbanizowanym. Oczywiście tamtejszy suchy klimat wpływa na kolorystykę, mniej tam zieleni miejskiej, ale przeważające kolory to brązowy, beżowy i szary z bardzo ostrą grą światłocienia: w niektórych miejscach, np. wnętrzach budynków czy zaułkach jest bardzo ciemno, a niektóre, jak otwarte ulice są prawie białe od pyłu oświetlanego przez słońce.
  • H: kamuflaż z "downtown", betonowej dżungli, który spodziewalibyśmy się zobaczyć np. na policyjnych antyterrorystach. Co do obecności koloru granatowego: ostatnio mocno się zdziwiłem jak wtopiła się w otoczenie osoba ubrana w ciemną bluzę i spodnie dżinsowe, mimo że piszę o "starej", kamienicznej zabudowie.
Jak więc stworzyć system, który pogodziłby te wszystkie odmiany pozwoliłby na skuteczne maskowanie w wielu krajobrazach, przez cały rok. Wydaje mi się że najlepszy byłby system opierający się o zestaw opierający się o bluzę mundurową i odwracalne kurtki maskujące. Oto jak mógłby on wyglądać.

Podstawowy mundur składający się z bluzy i spodni z lekkiego materiału, w sam raz na lato, który można wykorzystywać zarówno w koszarach (a nawet przede wszystkim tam), jak i w terenie. O wygodnym kroju i odpowiednio "porządnym wyglądzie". Plus w tym samym wariancie byłby wykonany tzw. combat shirt, czyli bluza pod kamizelkę oporządzeniową. Wahałem się pomiędzy wariantami kolorystycznymi A i B. A to w końcu "klasyczny" kamuflaż leśny, zapewne lepiej wyglądający w oczach cywili. Jako ciemniejszy mniej widać by było na nim brud. Poza tym sprawdzałby się w terenie dłużej: od wiosny, aż po jesień. Za to B ma przewagę, zwłaszcza z logistycznego punktu widzenia jeśli żołnierze musieliby być częściej wysyłani za granicę gdzieś do "III świata": nie musieliby otrzymywać dodatkowego wyposażenia, bo "przejściowy" kamuflaż sprawdzałby się również w obszarach suchych. Jednak niezależnie od tego na który byśmy się zdecydowali, drugim elementem byłyby:

Spodnie i "kurtka bojowa" z kapturem, z tkaniny zadrukowanej dwustronnie. Uszyte z w miarę cienkiej i wytrzymałej tkaniny (np. bawełniany rip-stop), byłaby wykorzystywana w terenie. Gdyby miała obszerny krój (polepsza maskowanie, bo człowiek przestaje być wyraźnym "patyczakiem"), duże i pojemne kieszenie które łatwo można otwierać i zamykać, oraz regulację obwodu na dole kurtki i w talii, mogłaby stanowić odpowiednik kurtki typu smock. Oczywiście ze względów konstrukcyjnych (konieczność dostępu do kieszeni przy obróceniu kurtki zarówno na jedną, jak i drugą stronę) nie może być tak skomplikowana co niektóre smocki, ale jako ich fan, uważam że tego typu kurtka to jedno z najlepszych ubrań w teren. Podobnie spodnie powinny być obszerne i ze wzmocnieniami na kolanach i siedzeniu, których nie musiałby mieć mundur podstawowy. Noszone byłyby w przede wszystkim w terenie, na najróżniejszego rodzaju zajęciach i manewrach, no i oczywiście w walce gdyby się przytrafiła. Aby zapewnić odpowiednie maskowanie każdemu żołnierzowi musiałyby być wydawane 2 takie kurtki: "letnia" i "zimowa", przy czym nie różniłyby się niczym, oprócz kolorystyki.

Letnia, zależnie czy podstawowy mundur byłby w wariancie A, czy B, jej jedna strona byłaby w drugim z tych wariantów, a druga: w wariancie C, jesiennym. Pozwoliłoby to na odpowiednie maskowanie od momentu w którym zniknie ostatni śnieg, do jego pierwszych opadów. Zarówno zieloną wiosną i latem, na suchych łąkach późnego lata, jak i jesienią wśród opadłych liści.
Kurtka zimowa z jednej strony miałaby wariant F, a z drugiej E, zapewniając maskowanie w okresie zimowym. I tak jak już pisałem: nie różniłaby się niczym od kurtki letniej oprócz kolorów. Jeśli komuś się wydaje że jak kurtka zimowa to musi być ocieplana: tą robotę spełniałyby oddzielne kurtki-ocieplacze, np. puchowe, smock-maskałat miałby być najbardziej zewnętrzną warstwą, pod którą ubiera się "na cebulkę". Jak można zauważyć odstąpiłem od wariantu D, żeby nie mnożyć bytów. Oddzielny zimowy maskałat nie jest potrzebny, wariant E jest wg. mnie wystarczający w trakcie europejskiej zimy, zwłaszcza w lesie, czy mieście.

Teraz czas na umundurowanie "tropikalne". Składałoby się z munduru podstawowego i combat shirta z lżejszego, dopasowanego do klimatu materiału i "kurtki bojowej", takiej jak te do munduru europejskiego. Gdyby mundur podstawowy w wersji europejskiej byłby w kamuflażu leśnym, zestaw tropikalny byłby w wersji G, pustynnej. Co o oznaczałoby że można by było do niego użyć "europejskiej" "kurtki bojowej" w kamuflażach B/C, kurtkę i spodnie od niej można przecież nosić zamiast munduru, na podkoszulkę i bieliznę, jak robili to Rosjanie w Afganistanie ze swoimi maskałatami. Przy czym możliwe że konieczne byłoby również posiadanie w magazynach munduru podstawowego z tkaniny tropikalnej z leśnym nadrukiem, żeby w razie czego zastąpić nim zwykłe, europejskie mundury żołnierzy wysłanych aby zażegnać kryzys gdzieś w dżungli.
Gdyby nasza hipotetyczna armia byłaby bardziej nastawiona na wyjazdy i jednak przyjęła wariant B jako kolorystykę swoich podstawowych mundurów, konieczne byłby posiadanie dodatkowej kurtki bojowej w wariantach C/G i pustynnego zestawu podstawowego, lub używanie kurtek A/C i zestawu pustynnego.
Taki układ zostawia jeszcze na boku wariant miejski: H, ale wydaje mi się że jest on na tyle wyspecjalizowany że nie ma potrzeby wydawania go całej armii, która w razie czego poradziłaby sobie wykorzystując warianty B i C, tak jak to przedstawiłem z ilustracją o "ciągu miejskim".
Dużo tego? Policzmy:
1 bluza mundurowa, 1 combat shirt,  1 spodnie mundurowe
2 zestawy kurtka + spodnie "bojowe"
Plus w magazynie zestaw bluza, cs i spodnie w kamuflażu pustynnym.
I porównajmy z tym co otrzymują w kamuflażu MTP obecnie żołnierze brytyjscy (za: http://www.army.mod.uk/documents/general/Black_Bag_A5_booklet.pdf który to dokument już kiedyś przytaczałem):
bluza (wydawane są aż 3-4, ale nie będę się w to zagłębiał), cs, smock, spodnie z lekkiego materiału, spodnie wiatroodporne. O reszcie sprzętu później.
Jeśli chodzi o wydawany sprzęt to jest to praktycznie to samo: kurtki dzięki prostszej konstrukcji mogłyby być tańsze od smocka, należy wspomnieć że zestaw zimowy eliminuje konieczność produkcji białych zimowych maskałatów. Również mundur podstawowy, np. spodnie mogą mieć w miarę prosty krój z racji używania ich głównie w koszarach.
Oczywiście jest kwestia zestawu pustynnego, ale dzięki temu że jedna kurtka ma stronę w kamuflażu przejściowym, czyli odpowiedniku MTP, zestaw ten nie musi "leżeć i czekać" w znacznej ilości egzemplarzy.
No dobrze, a oporządzenie? Kamizelki, plecaki? Te można wykonać albo w jednolitym kolorze, albo w we wzorze który może i nie maskuje najlepiej w żadnym z opisywanych krajobrazów, ale wystarczająco dobrze, aby współpracować ze wszystkimi innymi wariantami kolorystycznym. Takim tropem podążała US Army w konkursie który ogłosiła po zamieszaniu medialnym i polityczym z UCP. Wymagania określały że konieczne będą 4 warianty wzoru: przejściowy, używany na codzień, pustynny i leśny wydawane tylko w razie konfliktu w takim regionie, oraz "oporządzeniowy". Konkurs nie został rozstrzygnięty i tak jak pisałem armia w końcu uznała że używany już Multicam jej wystarczy, ale chodzi o ilość wzorów. A oto i mój "wariant" takiego układu, czyli "wzór oporządzeniowy" (I), wraz z kilkoma innymi przedstawionymi w tym tekście:


Jak widać, wszystkie wykorzystują te same kształty i podobne kolory, alby przy ich łączeniu (bo być może teren jest taki że góra musi być leśna, dół jesienny, a oporządzenie jest przecież w wariancie I), nie "gryzły" się ze sobą, zdradzając użytkownika, tylko żeby różna kolorystyka jeszcze bardziej utrudniała zauważenie ludzkiej sylwetki.
Wszystkie nie wymienione elementy byłyby właśnie w tym wariancie kamuflażu, lub w podobnym, jednolitym odcieniu khaki. Oto przykładowa lista, oparta na liście brytyjskiej, jak mogłoby to wszystko wyglądać, przy założeniu że nie uwzględniamy dodatkowego zestawu pustynnego i leśnego-tropikalnego. Jeśli przy pozycji są 2 warianty, to byłaby uszyta z dwustronnego materiału.
  • mundur (bluza, spodnie, combat shirt) w wariancie A
  • kurtka i spodnie w wariantach B-C
  • kurtka i spodnie w wariantach E-F
  • kurtka i spodnie przeciwdeszczowe w wariancie I (oporządzeniowy)
  • pokrowiec na hełm w wariantach A-B
  • pokrowiec na hełm w wariantach C-E
  • kamizelka i ładownice/kieszenie, pas oprządzeniowy, plecak patrolowy, plecak "wyprawowy" w wariancie I
  • basha (lekka plandeka) w wariantach A-I
  • pokrowiec na plecak z regulowanym obwodem (aby możliwe było rolowanie jego krawędzi by pasował na oba plecaki) w wariancie A-G oraz drugi w C-E
  • kapelusz w wariancie A-C
  • kapelusz w wariancie B-G
  • czapka zimowa w F
  • kombinezon przeciwchemiczny: I
  • bielizna, polar, rękawiczki, kombinezony załóg pojazdów, śpiwory, buty, paski, ocieplacze (puchowe/syntetyczne: "waciaki"): khaki. A. I dobrze by było gdyby broń też była brązowa/khaki.
Dużo tego? Oczywiście że dużo. Możliwe że w żadnym kraju taki system nie przeszedłby ze względów finansowych. Ale proszę pamiętać że wymyśliłem ten system z pozycji hobbysty, historyka i niedzielnego użytkownika brytyjskiego sprzętu z demobilu, a nie zawodowego żołnierza: w książeczce wojskowej mam wpisaną kategorię "D" i jeśli ktoś ma jakieś uwagi: nie jestem alfą i omegą, zawsze mogę ich wysłuchać.

sobota, 19 października 2013

Królestwo Kongresowe: "Polski Mondragon"

W historii alternatywnej "Królestwo Kongresowe", które już pojawiało się na moim blogu, nieszczęsny mr. R. przeforsował swego czasu uzbrojenie Wojska Polskiego czasu I wojny światowej w półautomatyczne karabiny Mondragona. Chciał więcej, w tym kompletnie ahistoryczne rkm-y, ale udało się go przedyskutować w innych kwestiach. Jednak te nieszczęsne Mondragony pozostały. Gdy o wiele później czytałem co nieco o tym karabinie, aby trochę lepiej go poznać, im bardziej zagłębiałem się w jego historię i konstrukcję, tym bardziej łapałem się za głowę. Przecież ten karabin nie nadawał się dla żadnej normalnej armii tamtego okresu. Nie wspominając nawet o ówczesnych poglądach na temat marnowania amunicji przez żołnierzy, to sama konstrukcja z racji swojego skomplikowania i podatności na awarie wywołane przez zanieczyszczenia typowe dla pola bitwy (a co dopiero błotnistych okopów I wojny światowej) była jedną wielką katastrofą. Tylko czekającą, aby żołnierze znienawidzili go bardziej niż Amerykanie pierwsze serie M-16. Z resztą zamek Mondragona z racji jego skomplikowania bywa porównywany do zamka wspomnianego M-16.
Mondragon: zwracają uwagę otwory w zamku.
Dla porównania radziecki SWT: jeden z pierwszych rzeczywiście masowo produkowanchchy i wykorzystywanych karabinów samopowtarzalnych. Różnica rzuca się w oczy nawet bez rozbierania karabinu: w SWT zamek nie jest bezpośrednio wystawiony na czynniki zewnętrzne, a rączka przeładowania stanowi element osłony zamka.
Czemu piszę o tym tu? Po pierwsze żeby nieco rozruszać to zaspałe miejsce. Po drugie, żeby nieco poprawić "KK", bez wnoszenia gigantycznych zmian. Po trzecie, na historykach.org mr. R. pewnie zacząłby bronić swojego pomysłu, który jest dosyć typowy dla niego: znaleźć jakąś dopiero co wynalezioną nowinkę, która wejdzie do powszechnego użytku dopiero kilkadziesiąt lat później i wprowadzić ją do takiegoż powszechnego użytku w alternatywnej linii czasu bezpośrednio po wynalezieniu. Na przykład faks. W 2 dekadzie XX wieku...

Więc uprzedzam - tekst który zaraz przeczytacie to historia alternatywna, pisana przez osobę która nigdy nie strzelała z prawdziwego karabinu.

W 1892 r. Wojsko Polskie rozpoczęło poszukiwania następcy swoich dotychczasowego uzbrojenia piechoty, które wraz z pojawieniem się nowych karabinów powtarzalnych: francuskiego Lebela, i przede wszystkim niemieckiego Mausera Gw. 1898 stała się wyraźnie przestarzała. Głównym kandydatem i najbardziej prawdopodobnym wyborem był przyjęty rok wcześniej na uzbrojenie przez armię carską karabin Mosin-Nagant wraz z pociskiem 7,62x54mm R. Drugim, nieoczekiwanym kandydatem został samopowtarzalny karabin skonstruowany przez meksykańskiego oficera Mondragona, który w tym czasie negocjował zarówno ze szwajcarskim SIGiem, jak i radomską fabryką broni możliwość produkcji broni jego pomysłu. Karabin Meksykanina został odrzucony jako kompletnie nie przystający do potrzeb pola walki, nieprzystosowany do współczesnej amunicji (prezentowana wojsku wersja wykorzystywała niestandardowy i sprawiający sporo kłopotów szwajcarski nabój 5,2x68mm), oraz podatny na uszkodzenia i zacięcia. Zwłaszcza że polscy wojskowi mogli zapoznać się jedynie z 2 prototypowymi egzemplarzami, pośpiesznie dostosowanymi do szwajcarskich naboi. Jak było do przewidzenia, w wyniku konkursu na stan WP został przyjęty karabin Mosina pod oznaczeniem "Karabin wzór 1893", a wraz z nim, jako standardowy: nabój 7,62 z wystającą kryzą. Jednocześnie uruchomiono w Polsce produkcję zarówno karabinów wz.1893, jak i amunicji, którą później wykorzystywano również w karabinach maszynowych systemu Maxima.
Nie był to jednak koniec historii karabinu Mondragona w Polsce. Inżynier z radomskiej fabryki, który prowadził negocjacje z meksykańskim konstruktorem zauroczył się możliwościami i potencjałem tego karabinu i całkowicie poświęcił dążeniu do jego udoskonalenia. Zyskał do tego okazję, ponieważ mimo dobrych opinii meksykańskiej armii o dostarczonych przez Szwajcarów 50 egzemplarzach serii próbnej, wynik polskiego konkursu skłonił SIG do ograniczenia wydatków na prawdopodobnie nieperspektywiczny projekt. Mondragon, pozbawiony środków na przystosowywanie swojego karabinu do bardziej rozpowszechnionych naboi podjął współpracę z radomskim inżynierem.
Efekt prac zaprezentowano polskim wojskowym w 1907 r. Był to w pełni działający, samopowtarzalny karabin na nabój 7,62 mm. Mimo oczywistej zalety jaką była szybkostrzelność w porównaniu z Mosinem, testy wykazały wady konstrukcji:
-względnie niską celność
-za ścisłe spasowanie części. Mimo że teoretycznie stanowił to zaletę broni, zbytnie skomplikowanie mechanizmów, oraz ścisłe spasowanie utrudniały rozkładanie i czyszczenie karabinu, oraz dobieranie części zamiennych.
-zanieczyszczenia łatwo dostawały się do wnętrza zamka i powodowały zacięcia.
Dodatkowe testy na Nowym Pomorzu wykazały znaczną wrażliwość mechanizmu na wilgoć: w wilgotnym terenie problem zanieczyszczeń na tyle się potęgował, że Mondragony praktycznie nie nadawały się do użytku. Konkluzja wojskowych brzmiała że WP chętnie przyjmie na uzbrojenie karabin znacząc zwiększający siłę ognia piechoty, ale na pewno nie w obecnej postaci. Broń musiała zostać uproszczona i dostosowana do wykorzystania i czyszczenia przez żołnierzy z poboru.
Pierwszym krokiem w modyfikacjach było zwiększenie tolerancji części i uproszczenie bloku gazowego. Próby poprawionego karabinu w 1908 r. przyniosły decyzję o zakupie próbnej partii karabinów samopowtarzalnych. 
Rzeczywisty samopowtarzalny karabin Mondragona z 1908 r.
Oprócz tego podjęto również inne decyzje:
-Do zakończenia poprawek i testów kontynuowana będzie produkcja karabinów wz.1893, a nowe karabiny muszą zostać przystosowane do produkcji na tej samej linii fabrycznej.
-układ gazowy zostanie usunięty dla uproszczenia konstrukcji: Mondragon ma stać się karabinem powtarzalnym z zamkiem dwutaktowym. Równocześnie znacznemu uproszczeniu miała ulec rączka przeładowania (m.in. usunięcie przełącznika odcinającego układ gazowy), oraz "szyna po której się poruszała). Pozostawiona zostanie jednak możliwość przywrócenia układu gazowego w przyszłości.
-Mechanizm zamka miał ulec kolejnemu uproszczeniu. Wśród zmian zmniejszających jego skomplikowanie i poprawiających płynność przeładowania, znalazł się wymóg zmniejszenia ilości rygli: do 3 na końcu zamka i 2 z przodu, podczas gdy dotychczas było ich odpowiednio 4 i 3. Uważano że przy konieczności ręcznego przeładowania po każdym strzale, zamek nie musi posiadać aż tylu rygli.
-Magazynek miał liczyć 10 naboi, ale miał być zamontowany na stałe i zasilany od góry z łódek amunicyjnych. Wynikało to z chęci zachowania dotychczasowych ładownic i łódek, przystosowanych do 5-nabojowego magazynku Mosina.

Tak zmodyfikowany "karabin wz. 1910" był podstawową bronią oddziałów pierwszoliniowych Wojska Polskiego w momencie wybuchu wojny światowej w 1920 r. Jednak ponieważ w magazynach mobilizacyjnych nadal znajdowała się znaczna ilość karabinów Mosina, produkowanych do 1913 r. to z nimi wyruszyło na front wiele oddziałów rezerwowych, oraz służb tyłowych. Przejście do walk okopowych, zwłaszcza jesienią i zimą 1920 r. przyniosło skargi na niezawodność Mondragonów: problemów z zacięciami nie udało się wyeliminować mimo kolejnych modyfikacji przed 1910 rokiem. Podjęto wtedy decyzję o ograniczeniu produkcji tych karabinów, na rzecz powrotu do prostszych Mosinów, które dodatkowo produkowano również na potrzeby Rosji. Produkcji Mondragonów nie wygaszono całkowicie, a jedynie przeniesiono z Radomia do znacznie mniejszego zakładu w Gdańsku. Wznowiono również produkcję bloków gazowych, dzięki czemu część karabinów ponownie stała się bronią samopowtarzalną. Wykorzystywano je przede wszystkim w lotnictwie, oraz oddziałach szturmowych.
Wiosną 1922 r. w momencie zawieszenia broni z Niemcami i początku interwencji w Rosji, większość polskiej piechoty i oddziałów tyłowych była wyposażona w karabiny Mosina. Mondragony wykorzystywano m.in. w piechocie górskiej, gdzie wykorzystywała je część podoficerów, oraz członków obsługi broni zespołowych, np. dział okopowych i karabinów maszynowych, traktując je jako środek samoobrony. Szersze rozpowszechnienie nie nastąpiło z powodu problemów z niezawodnością karabinów zimą. Głównym użytkownikiem były jednak przede wszystkim oddziały strzelców konnych, zwłaszcza w "strategicznych korpusach kawalerii", gdzie długość karabinu nie była uważana za taki problem jak w innych pułkach kawalerii gdzie preferowano karabinki. Oprócz tego "korpusy strategiczne" rzadziej niż "zwykła kawaleria" obsadzały okopy pierwszej linii, zwykle wykorzystywano je jako rezerwę w trakcie większych operacji, lub wydzielone oddziały interwencyjne niż środek statycznej obrony. Oznaczało to że żołnierze w korpusach "Północ", "Południe" i "Zachód" mieli po prostu więcej czasu na konserwację swoich karabinów i rzadziej stykały się one z błotem i wodą.
W trakcie interwencji w Rosji nadal produkowano jedynie ograniczoną liczbę karabinów Mondragona: fabryka w Gdańsku, w przeciwieństwie do radomskiej stopniowo przestawiała się na produkcję na potrzeby cywilne, a oprócz tego w radomskie Mosiny wyposażano również oddziały "białych" Rosjan. Jednak na bazie doświadczeń wojennych, karabiny wz. 1910 miały zostać po zakończeniu działań wojennych i demobilizacji gruntownie zmodernizowane. Oprócz przystosowania do działania w trudnych warunkach, miały ponownie stać się karabinami samopowtarzalnymi zasilanymi z wymiennych magazynków. Jednak do czasu zakończenia prac nad nową wersją Mondragonów, WP miało korzystać z wojennych zapasów karabinów Mosin.