Więcej o moich kamuflażach / More about my camo patterns:
http://jeremak.blogspot.com/2014/10/more-camo.html

poniedziałek, 27 maja 2013

Credo hiperoptymisty

Wiem, że nie powinienem, ale za najlepszymi tradycjami internetowego trollingu, po prostu muszę to zrobić.

Otóż w poprzednim poście zadałem pytanie, czemu polskie dyskusje na temat historii alternatywnej prowadzą do scenariuszy aż tak pozytywnych dla Polski. Wtedy próbowałem na ten temat filozofować, mój starszy imiennik prawdopodobnie zainspirowany tym tekstem napisał swoje dwa, które spotkały się ze względnie szerokim oddźwiękiem. Tyle że odpowiedź jest bardzo prosta czemu tak się dzieje. Przez pewną kategorię dyskutantów, których niestety się z tych dyskusji nie ruguje i którzy często zasiedlają mniej wyspecjalizowane miejsca w sieci, np. portale polityczne z elementami historii. A oto i cytat z głównego przedstawiciela tejże grupy:

Osobiście uważam że to nie społeczeństwo jest tak zakompleksione (a nawet jeśli, to w końcu, w naszej historii przydałoby się nieco pokory w wydaniu zbiorowym), a autor powyższego cytatu jest nadmiernym optymistom, z zasobem stałych tematów, które przedstawia tło dla tej złotej myśli. To właśnie taka postawa prowadzi do "realchiefozy", czyli tego co na Alternatehistory.com przedstawia się jako "Wank", czyli scenariusz alternatywny który jest tak optymistyczny, że klasyfikuje się już jak porno. Tyle że są różne rodzaje porno. Podczas gdy niektóre scenariusze na AH.com są na tyle wyrafinowane, że dobrze się je czyta z literackiego punktu widzenia, to... istnieją też i scenariusze równie słabe co... Nie, nie będę tego pisał.
Tylko niestety "realchiefoza" to próba traktowania "wanku", tak, jakby to był realistyczny, dobrze opracowany scenariusz podparty źródłami. I nie ważne że prawdopodobieństwo, czy pewne elementy "równowagi szczęścia" są naginane. Nie ważne, czy też nieprawdziwe są obiekcje innych dyskutantów, również nowych, o świeżym spojrzeniu. To wszystko jest spisek przeciw Polsce, nawet jeśli akurat ta Polska tak na prawdę nie istnieje.
Cóż, miałem zamiar stworzyć taką grafikę już dawno temu (tyle że bez tekstu) i wkleić ją pod tekstem naszego myśliciela w momencie gdyby poruszył któryś ze zilustrowanych tematów. Ale cóż, pozwolę sobie jedynie przedstawić porównanie:
Tak wygląda dyskusja "zainfekowana": http://www.historycy.org/index.php?showtopic=96396&pid=1203649&st=915&#entry1203649
A tak powinna wyglądać porządna dyskusja alter-historyczna: http://www.historycy.org/index.php?showtopic=9039&st=2265

czwartek, 23 maja 2013

Rozważania na temat historii alternatywnej il polacco.

Post tej jest pisany dosyć spontanicznie  i najprawdopodobniej nie zostanie nawet sprawdzony pod względem składni i innych błędów (A powinien. To jeden z moich największych błędów: często zaniedbuję autoredakcję swoich tekstów, w których następnie pojawiają się różne potworki).
Czym jest historia alternatywna nie będę się rozpisywał. A jeśli ktoś kompletnie nie wie: chodzi o rozważania w rodzaju "co by było gdyby". Rozważania te mogą być różne, prowadzone w najróżniejszy sposób. Mogą być zarówno podstawą do fabuły powieści, jak i podstawą do pewnej analizy.
Nie będę się rozpisywał o polskich powieściach z gatunku historii alternatywnej, bo nie o tym głównie chcę napisać. Może poza pewnym spostrzeżeniem, że gatunek ten w Polsce zdominowały osoby o raczej prawicowych poglądach. W takim czy innym odcieniu, ale jednak tą "klasyczną AH" piszą u nas akurat takie osoby. O innych, różnych rodzajach fantastyki "z elementami" nie będę się wypowiadał, bo po prostu straciłem rozeznanie w nowościach wydawniczych.
No i mamy najróżniejsze rozważania i dyskusje internetowe. Tu, zwłaszcza te luźniejsze również toczą się najczęściej na portalach które określiłbym jako politycznie wyraziste.
Ale jest też pewna grupka uważająca, że zajmuje się "poważną historią alternatywną". Taką z punktem zmiany biegu dziejów, z dążeniem do analizy różnych opcji, z opieraniem się na źródłach i próbami uwzględniania czynnika losowego. Powstała ona na forum Historycy.org i stworzyła kilka gigantycznych tematów, w tym "Królestwo Kongresowe" który już pojawiał się w moich wpisach. No właśnie. Cechą charakterystyczną tej grupy było właśnie konstruowanie ogromnych wątków które w pewnym momencie stawały się swego rodzaju "uniwersami", takimi jak te związane np. z cyklami powieściowymi. Pojawiały się różne szczegóły i szczególiki, tworzące obraz tego alternatywnego świata. Jednak pozostaje jeszcze jedna ciekawa kwestia. Otóż tak wyszło że te "wątki-giganty" przedstawiały rzeczywistość lepszą dla Polski niż ta, która się wydarzyła. Pytanie czemu? Czy był to efekt zbiorowej terapii polskiej historii, dążenie do tego, aby dowiedzieć się co by było gdyby Polska funkcjonowała jak kraje zachodnioeuropejskie, "dostała szansę", czy była "normalnym krajem"? Być może przebijało się to podskórnie, mniej lub bardziej nieświadomie w jakiś sposób w trakcie tworzenia tych rzeczywistości. A może wynika to po prostu z takiego, a nie innego doboru punktów rozbieżności i to właśnie te nt. możliwego lepszego przebiegu dziejów były bardziej atrakcyjne dla dyskutantów właśnie z wymienionych już powodów. A może był to efekt światopoglądu jakiś użytkowników z tej grupy, którzy świadomie dążyli żeby "dopakować" alternatywną Polskę. Jest jeszcze inna możliwość. Może ten przesadny optymizm wynika z takiego, a nie innego, lokalnego postrzegania historii powszechnej. Osoba interesująca się historią, a mieszkająca w Polce raczej jest w stanie więcej powiedzieć o historii Polski, niż Francji, Hiszpanii, czy Wielkiej Brytanii i tym samym łatwiej jej jest znaleźć argumenty na poparcie wersji pozytywniejszej dla Polski, po po prostu zna ewentualne "asy w rękawie" właśnie polskie, a nie np. austriackie.
A jak jest "na zachodzie"? Istnieje swego rodzaju gigant, czyli forum Alternatehistory.com, można powiedzieć że globalne, na którym toczona jest ogromna ilość dyskusji i prezentowane jest wiele najróżniejszych, prowadzonych na różny sposób linii czasu. Wg. mnie jest też pewna ważna różnica pomiędzy działami "alternatywnymi" na Historykach, a forum AH.com. Otóż, to że działy te są częścią forum ogólnohistorycznego, dążącego do rzetelnego przedstawiania faktów historycznych, w działach alternatywnych dopuszczalne są jedynie dyskusje. Oczywiście "wątki giganty" zawierają elementy fabularne, ale pozostają one nadal częścią dyskusji. Za to na AH.com dopuszczalne są nie tylko dyskusje, ale również autorskiej, często bardzo fabularne linie czasu. Dana osoba po prostu przedstawia swoją wizję alternatywnej rzeczywistości wokół której może toczyć się dyskusja. Poza tym są tam elementy które nie mają prawa bytu na Historykach. Po pierwsze wszelkiego rodzaju "trivia" althistoryczna: mapy, grafiki, dyskusje nt. obecności HA w popkulturze, o książkach. Po drugie, nie ma problemu z obecnością "political fiction", czyli wszelkiego rodzaju dyskusji i twórczości dziejących się obecnie, bez "dwudziestoletniego zakresu bezpieczeństwa). Po trzecie, po zarejestrowaniu się, ma się dostęp do działów:
Z literaturą osadzoną w alternatywnej rzeczywistości, tworzoną przez użytkowników:  mniej lub bardziej poważnymi i prawdopodobnymi powieściami w odcinkach, opowiadaniami itp.
Dotyczącego "future history", czyli przyszłości, od bliskiej futurologii, aż po granice "space opery".
Oraz istniej dział dotyczący "Alien Space Bats". Czyli rozważań "kompletnie od czapy". W nich uchodzi wszystko, nie ma konieczności trzymania się prawdopodobieństwa. Magia, przenosiny w czasie, fantastyczne kontynenty, inwazja robali z kosmosu w trakcie I Wojny światowej i czołgi uzbrojone w piły łańcuchowe? Spokojnie, nie ma problemu, akurat w tym dziale rządzi "Rule od Cool".
No właśnie. Z jednej strony traktuję AH.com jako "Mekkę historii alternatywnej", a z drugiej, jest we mnie pewna rozbieżność. Jeśli na Historykach staramy się poważnie podchodzić do historii alternatywnej, to czemu zawsze wychodzi nam wynik pozytywny dla Polski? Nie piszę tu już o skrajnościach w których osoba uważa stagnację (czyli brak rozwoju) za porażkę i "działanie na niekorzyść alternatywnej Polski", podczas inni starają się mu wytłumaczyć że jest najbardziej prawdopodobna opcja, a i tak Polska dobrze na tym wychodzi. Być może wynika to właśnie z takiego szantażu emocjonalnego. A może jest to po prostu brak zagranicznej perspektywy i efekt małego, dosyć hermetycznego "światka", który właśnie po prostu lepiej zna te rodzime "asy w rękawie" o których już wspominałem.
Teraz wyobraźmy sobie, czy mógłby powstać polski odpowiednik AH.com. Z możliwością tworzenia własnych autorskich linii czasu i szerszymi możliwościami dyskusji niż obecnie na Historykach. Z jednej strony nie wiem kto byłby w stanie taki serwis/forum stworzyć. Mam idee, tak? Ale nie mam czasu żeby nad nim siedzieć (zamiast tego wpisu powinienem pisać moją nieszczęsną pracę magisterską). Nie wiem czy miałbym odpowiedni zapał i wiedzę historyczną, żeby moderować takie forum. Poza tym, po prostu nie mam umiejętności informatycznych, żeby je postawić i nim administrować. A fanpage, czy grupa na Facebooku, z racji jego konstrukcji nie jest najlepszymi miejscem na taką inicjatywę. Kwestia kolejna, przypuścimy że jednak znalazł się ktoś z umiejętnościami i chęciami, żeby ruszyć taki portal. Ale. Jeśli piszemy o forum, to tak na prawdę tworzą je użytkownicy, dyskutując i publikując swoją twórczość. I ogarniają mnie wątpliwości, czy w ogóle jest w Polsce wystarczająco dużo osób interesujących się historią alternatywną żeby takie forum żyło i generowało ciekawy, oraz realistyczny "kontent". Zaraz za tym, czai się kolejne niebezpieczeństwo. Że przez brak tych rozważnych i dobrze piszących użytkowników forum szybko stałoby się miejscem "gimbusiarstwa, brzozomanii i innych politycznych przepychanek". Po prostu zostałoby opanowane przez osoby nawet nie mające takich wątpliwości co ja: niedouczonych gimnazjalistów i studentów zadających infantylne pytania i prezentujących tematy w których Polska w 10 lat podbija całą Eurazję, twórców teorii spiskowych i zacietrzewionych zwolenników skrajnych opcji politycznych, głoszących tylko "swoją i najswojszą prawdę", z którymi nie da się dyskutować, podczas gdy osoby szczerze interesujące się historią nie zaglądałby tam i nie dzieliły się swoją wiedzą, bo "historia alternatywna to nie historia". Szczerze, to sam miałbym problemy z tworzeniem składnej, obszernej i ciekawej autorskiej linii czasu, dodatkowo opartej na rzetelnych źródłach. Przede wszystkim z racji lenistwa. A może jednak by spróbować? Tyle że nie poświęcę dla tego swojej magisterki, która i taki idzie mi jak krew z nosa, nie mam doświadczenia w tworzeniu forów internetowych, wydaje mi się też że klasyczne fora stają mogą odchodzić do lamusa wraz ze zmianami struktury internetu: dominacji wielkich serwisów w stylu TouTube i Facebook i wzrostu znaczenia filmu i obrazu w porównaniu z tekstem. No i przede wszystkim kwestia tego, czy takie forum nie przepadłoby po jakimś czasie z powodu łącznie 20 zarejestrowanych użytkowników i przewagi wątków o Smoleńsku, Magdalence i Mędrcach Syjonu., a więc stojących w kompletnej opozycji do idei takiego forum. Może po prostu nie da się tworzyć porządnych linii czasu w hermetycznym środowisku i trzeba się przenieść i udzielać na AH.com. Tylko ten język, chciałoby się podyskutować po polsku...

piątek, 3 maja 2013

Pińć tysiency w czydzieści postów

Robię rzecz niebywałą: piszę dwa wpisy w ciągu jednego dnia. Ale jest ku temu okazja. Tak akurat, właśnie się złożyło, że stuknęło mi dziś pięć tysięcy wyświetleń. Niektórzy mogą powiedzieć że to mało, ale cóż: biorąc pod uwagę że praktycznie moją jedyną formą reklamy jest spamowanie znajomych na Facebooku wrzucaniem linków do kolejnych postów na moją "ścianę", nie jest to jakiś tragiczny wynik, prawda? A ponieważ nie mogę odpuścić okazji napisania o tym w swoim okrągłym, trzydziestym poście, garstka statystyki:
Obserwatorów: ZERO! Przynajmniej nikogo nie wskazuje odpowiednia rubryka Google.
Najczęściej odwiedzany post: Ewolucja moich kamuflaży. Mam nadzieję że żaden z wrzuconych nie wypłynie za rok na jakiś chińskich "dreskamo". Ale kto wie, kto wie...
Kraje "widzów": Oczywiście Polska, ale zaciekawiło mnie zjawisko wyszukiwania na Yandexie (rosyjskiej przeglądarce) adresu mojego bloga, nawet dosyć często, bo aż 63 razy (4 miejsce pod względem źródeł trafiania tutaj). Pewnie przygotowują sobie listy proskrypcyjne... I to właśnie Rosja jest na drugim miejscu pochodzenia odwiedzających mnie adresów IP. Może trzeba zacząć pisać po rosyjsku?
A na koniec, żeby ostudzić marzenia o wywiadach, autografach, "kominkowaniu", własnych kanałach na YouTube i innym pozowaniu na Kasię Tusk, element satyryczny:

Królewskie Stołeczne...

Przez ostatnie 3 dni byłem w Krakowie. Z jednej strony dobrze było się wyrwać gdziekolwiek: co wywczas, to wywczas. Początkowo, kilka tygodni temu, nie za bardzo wiedziałem jakie ostatecznie będę miał plany: czy będę jechał z drużyną w Bieszczady, czy może jednak zajrzę na nieformalne spotkanie forum Historycy.org. A ponieważ prognoza pogody w owym czasie już przewidywała że może być w "wakacje majowe" nieciekawie z pogodą, wybrałem się na spotkanie ludzi, który przy piwie są w stanie rozmawiać o strukturze osiemnastowiecznych armii. Z resztą, jak traktować człowieka, z którym przez internet przegadało się masę czasu i dyskutowało o wręcz niesamowicie szczegółowych tematach?
Nie będę się rozpisywał szczegółowo na temat "zlotu". Było fajnie i dobrze było spotkać część "załogi HAPu", a jednocześnie, co było dosyć ciekawe przy mojej dosyć wąskiej "specjalności", posłuchać o szerszym obrazie życia tak gigantycznego portalu i społeczności, jaką są "Historycy". Ale za to wymienię kilka spostrzeżeń:
-Kraków jest na prawdę ładnym miastem. W porównaniu z Warszawą jest o wiele bardziej "składny". Zabudowa nie jest tak mozaikowa i zmienna jak "stolyca" odbudowywana kawałkami. Z resztą nawet stara część Nowej Huty, gdzie nocowałem u dalekiej rodziny (Magda, jeszcze raz wielkie dzięki) wygląda jak normalna, przemyślana dzielnica, ze swoimi szerokimi ulicami i niskimi blokami z początków PRLu. Zaś Centrum wygląda jak centrum, nie zmienia swojego charakteru co ulicę. Przy czym... Kto pozwoli zbudować takie bydle jak Galeria Krakowska w samym sercu miasta? Przecież to jest gigantyczne, zwłaszcza jeśli porównywać z podobnie umiejscowionymi (przy głównym dworcu kolejowym) Złotymi Tarasami w Warszawie. Teraz rozumiem czemu Wonzay określił je w jednej ze swoich relacji mianem "spłaszczonej ameby"
-Tu bardziej hermetyczna ciekawostka: oba krakowskie demobile do których zajrzałem, były o wiele lepiej zaopatrzone w brytyjski szpej niż warszawskie. W jednym wisiały nawet kamizelki LCTV: w opcji z ładownicami kosztowała 140 zł...
A jak już jest wtręt o szpeju, to soft shell Helikona sprawił się nadzwyczaj dobrze, chodziłem w nim cały wyjazd. Oczywiście, wiadomo, że gdy było ciepło, bawełniana bluza to nie jest najlepsza rzecz którą można nosić pod taką kurtką, a podczas mocnego deszczu w końcu przemakał kaptur na głowie i ramiona pod szelkami plecaka, ale za to kartki które miałem w kieszeniach na piersiach wbrew moim obawom nie ucierpiały podczas tego deszczu. Poza tym kurtka jak to soft shell powinien szybko wysychała. No i znalazłem ciekawy sposób na przenoszenie długopisu w kieszeni piersiowej.
-Automaty biletowe w tramwajach. W Warszawie to cud natknąć się na autobus z takim automatem: nie zawsze są nawet na linii turystycznej. A u krakusów: pełna kultura, nie trzeba obawiać się że środek komunikacji miejskiej ucieknie w czasie w którym my musimy pochylać się przed okienkiem kiosku.
-Chassepot, z którym jechałem w obie strony, najprawdopodobniej straciłby nerwy gdyby jechał za samochodem który bym prowadził.
-Trompa to kolejny z długiego ciągu moich nadaktywnych znajomych. To typ człowieka, którego "wszędzie pełno", niezależnie od sytuacji.
-Muszę więcej czytać. Więcej czytać i kupować więcej książek. Ten wyjazd uświadomił mi jak bardzo zapuściłem się w tej dziedzinie. Cóż, kolejny kamyczek i problem w "ogólnoświadomosciowej akcji wyzwolenia spod okupacji lenistwa".
-No i przydałoby się częstsze udzielanie się w działach merytorycznych Historyków.
-A i jakaś autorska pisanina też by się jakaś przydała.
Ogólnie rzecz biorą biorąc: wyjazd cymes (na Kazimierz też zajrzałem, knajpa z szafą świetna), chętnie wezmę udział w jakimś spotkaniu w przyszłości. (Mam diaboliczny plan, ale nie mam zamiaru go zdradzać publicznie).
Fotka na zakończenie, z mniejszą częścią uczestników.