Więcej o moich kamuflażach / More about my camo patterns:
http://jeremak.blogspot.com/2014/10/more-camo.html

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zhp. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zhp. Pokaż wszystkie posty

sobota, 8 kwietnia 2017

Mysz, która kichnęła

"Czy teraz pełnoletni, nie będący opiekunami mogą spożywać w małych ilościach alkohol na imprezach harcerskich?" Taka była reakcja pewnego drużynowego na dzisiejszą decyzję Zjazdu ZHP. Mam nadzieję że to był żart. Bo jeśli nie to ma problem. DUŻY problem. Bo tu chodzi o zrozumienie po co jest nam potrzebna abstynencja i po co funkcjonuje harcerstwo. Funkcjonuje by kształtować człowieka. Nie, nie mogą. A jeśli przeszłoby im to przez myśl to znaczy że popełniliśmy błąd jak harcerstwo, środowisko, instruktorzy. To znaczy że nie wychowaliśmy go dobrze. A nawet powiem więcej: nie wychowałem. Oznacza to że gdy był młodym harcerzem nie uświadomiliśmy że pijąc albo paląc niszczy sobie zdrowie i charakter. A możemy mu to uświadomić jedynie swoim osobistym przykładem. Może mój, osobisty przykład był wtedy jeszcze zbyt słaby.
Harcerz nie może pić i palić bo jest za młody. Dopiero rozwija się fizycznie i psychicznie i substancje odurzające, oraz inne nałogi pociągają za sobą nieodwracalne negatywne zmiany.
Instruktor nie może pić i palić właśnie dlatego że jest starszy. Bo jest wzorem, to on mówi harcerzowi że nie powinien pić i palić.
A dorośli nie-instruktorzy? Też nie powinni. Musimy sobie uświadomić że harcerstwo nie jest szkołą z uczniami stanowiącymi kompletnie oddzielny zbiór, nauczycielami, zwykle 10 i więcej lat starszymi od swoich uczniów i stanowiących pewien wspólny zbiór z nauczycielami pracowników obsługi. W harcerstwie nie ma takiego podziału. Wszyscy jesteśmy jednym środowiskiem: drużyną, szczepem, hufcem. Różnice wiekowe są płynne. Podobnie płynne jest oddziaływanie. Dwudziesto-paro letni przewodnik jest kumplem siedemnastoletniego wędrownika nie pełniącego żadnej funkcji. Jesteśmy jednym zbiorem o płynnych różnicach, w którym jedni są młodsi inni starsi, a część z nas ponosi większą odpowiedzialność za nasze działanie. Dlatego zasady muszą być jednolite dla wszystkich. Bo często ten osiemnastoletni wędrownik ma równie duży wpływ na stan naszego środowiska co trzydziesto-paro letni harcmistrz.

Dlatego "wolność od nałogów" będę traktował po abstynencku: zero alkoholu, zero papierosów, zero e-papierosów, zero tabaki, zero narkotyków, zero dopalaczy. Bo to najpewniejszy sposób na wolność od nałogów: brak kontaktu z czynnikami "nałogogennymi". I taką postawę będę starał się wprowadzać w swoim środowisku. Nawet mimo tego że do tej pory było z tym tragicznie. Ale teraz po zmianach tym większa przed nami odpowiedzialność: skoro inni nie stawiają przed nami jasnej granicy, sami musimy ją sobie postawić i sami nad nią pracować. W końcu "harcerz pracuje nad sobą". Czyli ja sam muszę powiedzieć sobie konkretnie: zero.

Przeszła mi przez głowę myśl że być może teraz łatwiej będzie pozyskać dla harcerstwa nowych dorosłych. Może teraz łatwiej będzie znaleźć np. jakąś mamę na opiekuna drużyny czy gromady. Może teraz łatwiej będzie powiedzieć dobremu koledze: "stary, nawet jeśli w młodości cię to ominęło, to teraz możesz przyjść i nam w czymś pomóc". Zwłaszcza że nie będzie już nad nimi wisiało że powinna to być decyzja w rodzaju "jak nożem uciął". Ale mam też nadzieję że równocześnie za parę lat taki "Krąg harcerstwa dorosłego" będzie działał w taki sposób jak napisałem w poprzednim akapicie. Że ci ludzie przyjdą nie odcinając sobie na wejściu swoich dotychczasowych przyzwyczajeń, ale wypracują sobie postawę że z czasem usunąć ze swojego życia używki i potencjalne nałogi. Ale będzie to możliwe tylko jeśli wejdą do środowiska w którym to młodsi od nich będą stawiać przed sobą konkretne, jasne granice. I znów pojawia mi się tu spostrzeżenie że musimy utrzymywać jednolite zasady dla całego środowiska, bo każdy tworzy atmosferę funkcjonowania tego środowiska.

Cóż, trzeba chyba będzie w końcu kupić krótkie spodenki mundurowe i rozkręcać "Grupę Rekonstrukcji Historycznej KIHAM-80". Coraz bardziej czuję że znowu przydałby nam się taki nowy KIHAM. Oddolny, wychodzący od drużynowych, pozytywny ruch, który pokaże nam że harcerstwo powinno być na poważnie. Że nie jest infantylną zabawą, ale ruchem kształtującym człowieka. Zawsze czytając o działaniach "drugiego obiegu harcerstwa" w latach 80-tych czułem podziw i zazdrość wobec tego jak działał. Ile materiałów bezpośrednio przeznaczonych dla drużyn i drużynowych się wtedy ukazywało. W jaki sposób poprzez rozpowszechnianie tych materiałów i bezpośrednie kontakty zmieniał jakość harcerstwa. Nie jakieś kolorowe propozycje programowe, kampanie reklamowe, ale zaproszenia na obozy, organizacja rajdów, czy zwykłe ogniska. Jak bezpośrednia osobista postawa i kontakty oko w oko zmieniły tak na prawdę harcerstwo. Dzisiaj też tego nam potrzeba.
I może dlatego chłonę wszystko co znajdę harcerskiego w internecie. Bo może brakuje mi takich bezpośrednich kontaktów. I może dlatego tak łatwo jest mi rzucać sądy o abstynencji: moje życie towarzyskie to pustynia, nie imprezuję, więc nie mam okazji do picia. Te "pustynne" życie towarzyskie ostatnio okazało się największym problemem w konstruowaniu moje próby podharcmistrzowskiej. Przyznam że mam marzenie: że za parę, paręnaście lat będzie w Polsce istnieć jedna, duża, dobra jakościowo organizacja harcerska. Wewnętrznie bardzo zróżnicowana środowiskowo, ale opierająca się na jednej, żywej idei. I od dłuższego czasu chodzi mi po głowie pomysł "puszczenia wici" z pytaniem do drużynowych z różnych organizacji z pytaniem czy wyobrażają sobie taką możliwość. I jak ją sobie wyobrażają. Być może udałoby mi się zebrać grupę podobnych marzycieli? Kto wie?

niedziela, 26 lutego 2017

Szlajanie się ze smartfonem (przez Szlędaki)

W zeszłe ferie zimowe "włóczyłem się wedle kompasu" na wschód. W tym roku też zdecydowałem się na feryjną wędrówkę, tyle że tym razem na północ, do lasów będących pozostałością dawnej Puszczy Sulejowskiej, rozciągających się mniej więcej między Rządzą i Boruczą. I co więcej: ze smartfonem. Miała to być kolejna okazja do sprawdzenia aplikacji do nawigacji Locus Map w darmowej wersji. Na początek więc opiszę w jaki sposób przygotowałem do niego mapy.
1: Za pomocą "Kafelkarza" ściągnąłem z Geoportalu potrzebny mi obszar mapy 1:50000 i ortofotomapy (zdjęć lotniczych). Ponieważ najłatwiej mi jest je ściągać w formacie dla Oziexplorera, czyli po 2 pliki: .map i .png, musiałem jeszcze je skonwertować do formatu bardziej lubiącego się z Locusem. Czyli przechodzimy do punktu...
2: Wykorzystałem do tego program OruxMapsDesktop, w założeniu wspierający inną nawigację na Androida, czyli Orux Maps. Format do którego konwertowałem to sqlite.
3: Po wgraniu map na telefon  siadłem z Locusem odpalonym na telefonie i Geoportalem na laptopie i zacząłem planowanie trasy. Zapisałem sobie kilka "punktów zainteresowania" który miałem, lub nadal mam zamiar odwiedzić na tych obszarach:
  • Bagno Cietrzew k. Ołdakowizny
  • Szymanka: praktycznie w środku tego kompleksu leśnego znajduje się polana na którą natknąłem się podczas wiosennej nocnej wędrówki. Z powodu pogorszenia pogody musieliśmy wtedy się właśnie z tamtego miejsca cofnąć. Zdziwiło mnie tam to że nagle w środku boru sosnowego jest odkryta polana otoczona drzewami liściastym (tyle byłem w stanie w nocy zobaczyć): skojarzyło mi się to z opuszczonym podwórkiem, tyle że nie było tam już żadnego budynku. Postanowiłem obejrzeć to miejsce w dzień, na spokojnie. Zwłaszcza ze na mapie 1:25000, układ 1965 są w tym miejscu jeszcze zaznaczone budynki. Podczas gdy np. na mapach w układzie 1942 (1:10000 i 1:50000) tych budynków tam nie ma.
  • Góra Wizna: choć tu przyznam że zaznaczyłem ją raczej dodatkowo. Może zajrzę tam przy okazji jakiejś kolejnej wędrówki. Ważniejsze było dotarcie do innych punktów.
  • Mogiła z Powstania Styczniowego w Boruczy. Byłem tam już samochodem, robiąc "pętlę" od strony Wólki Dąbrowickiej, przez Franciszków, ale teraz chciałem tam dojść pieszo.
  • Mogiła z Powstania Styczniowego w Kątach Wielgi. Tą chciałem po prostu znaleźć, kierując się bardzo skąpymi informacjami dostępnymi w internecie.
No i ruszyłem w trasę. Ponieważ włączyłem zapisywanie śladu, jestem w stanie wrzucić ją do Map Google ze wszystkim zapisanymi statystykami. Niestety, jest w dwóch kawałkach.

Do ewentualnych statystyk przejdę później, teraz czas na podzielenie się zdjęciami i wrażeniami.

Wierzba rosnąca nad rowem między Stanisławowem i Rządzą. Kwestie związane z "pokonywaniem przeszkód wodnych" jeszcze się tu będą pojawiać: odwilż opanowała przyrodę, śniegu leżały gdzieniegdzie nędzne skrawki, ale za to wszelkie dołki i rowy wszędzie były pełne wody.
Co prawda na tym zdjęciu widać praktycznie tylko pola na południe od Rządzy, ale próbowałem złapać na nim myszołowa krążącego nad tymi polami.
Rzekę Rządzę przeszedłem przez spiętrzającą ją tamę. Co prawda Locus pozwala dołączać do wyznaczonych punktów załączniki, np. zdjęcia, ale jeszcze nie wiem jak te załączniki z punktów wyciągać, więc zdjęcie tamy wykonane w ten sposób tu się nie pojawi. Potem po "przedarciu się" przez podwórka domków letniskowych, kompletnie nie ogrodzonych od strony rzeki, ale za to od strony drogi już tak wszedłem na żółty szlak turystyczny, który pokrywał się przynajmniej częściowo z tym fragmentem mojej trasy. Inna sprawa że nie byłem w stanie znaleźć w internecie informacji o tym szlaku. Nie ma go w wyszukiwarce PTTK ani w informacjach oferowanych przez powiaty miński i wołomiński, mimo tego że wygląda na szlak rowerowy, z dosyć przejezdnymi drogami.
Mi nie przeszkadzał, zwłaszcza że swoje robiły wtedy endorfiny znane z "euforii biegacza" i idąc po pokrytej resztkami lodu utwardzonej drodze, wykorzystywanej pewnie przez służby leśne zdarzało mi się stepować w ciężkich, taktycznych buciorach. Co ja na to poradzę że w głowie nadal siedzi mi ścieżka dźwiękowa z "La La Land" i właśnie ją nuciłem sobie pod nosem?
Na szczęście nie skończyło się to żadnym piruetem. Wkrótce potem zszedłem ze szlaku i skierowałem się bardziej na północ, w kierunku Szymanki. Na mapie widać że w pewnym momencie zrobiłem krótki wypad na zachód. Wynika to z tego że znajduje się tam długie, naturalne wzniesienie (pewnie wydma peryglacjalna patrząc na ułożenie i kształt) po której grzbiecie prowadzi leśna droga. Właśnie w miejscu tego wyskoku na mapie "pięćdziesiątce" z której korzystałem jest tam zaznaczona kapliczka lub krzyż przydrożny. Chciałem to sprawdzić i ewentualnie robić zdjęcie, ale jak się okazało niczego takiego w tym miejscu nie ma. Ruszyłem więc dalej wzdłuż linii energetycznej. Druty elektryczne w środku lasu? Tak, dokładnie. Zrobi się jeszcze ciekawiej jeśli powiem że zaraz potem linia się kończy i wchodzi pod ziemię. Tak, w środku lasu.

Domyślam się że linia jest związana z położoną niedaleko "radiostacją", czyli obecnie Centralną Stacją Kontroli Emisji Radiowych UKE.Dosyć niedaleko od tego zakończenia linii energetycznej znajduje się Szymanka, czyli wspomniane potencjalne dawne gospodarstwo które chciałem sprawdzić. Obecnie to jedynie śródleśna polana porośnięta zdziczałymi krzewami i drzewami owocowymi, prezentująca się mniej więcej w taki sposób:



Właśnie te drzewa i krzewy są pierwszą wskazówką że ktoś mógł kiedyś tam mieszkać: inne ślady działalności człowieka praktycznie zniknęły, ale posadzone na podwórku rośliny zostały. Ale chodziło mi o znalezienie innych, pewniejszych śladów:
Prostokątne zagłębienie: może pozostałość po kopcu na ziemniaki, a może po zabudowaniach gospodarskich. Przeszukałem też "krzaki" znajdujące się na środku polany i znalazłem to czego szukałem:
Belka?

Tyle zostało z komina dawnej chaty: nieco cegieł, praktycznie przykrytych przez roślinność. Przez przypadek udało mi się trafić w internecie że Szymanka należała do parafii w Klębowie: część z jej ksiąg parafialnych jest dostępnych w internecie. W tej dostępnej w internetowej wyszukiwarce części są też odnotowane urodzenia i zgony z miejscem zamieszkania "Szymanka". 13 dzieci urodzonych między 1891 i 1905 w kilku rodzinach: Kubujów, Sasinów i Ołdaków. Podobnie 15 zgonów zawiera się między 1895, a 1906. Dostępna kartoteka urodzeń kończy się na 1913, a zgonów na 1910. Czy mogłoby to oznaczać że ta polana została opuszczona już gdzieś w okolicach 1906-1907 r.? Przyznam że nie wiem.
Nieco później, już po opuszczeniu polany, na północ od Cichowa, ale jeszcze przed punktem oznaczonym na mojej mapie "użytek ekologiczny" udało mi się spotkać dwa łosie. Chociaż trudno się dziwić biorąc pod uwagę że tuż obok drogi którą szedłem był paśnik. Popatrzyliśmy trochę na siebie, ja na nie, one na mnie i ruszyliśmy każdy w swoją stronę.

Te dwie ciemne plamy to łosie jeśli ktoś się nie dopatrzył.
Za kolejną linią energetyczną przecinającą w poprzek te lasy, praktycznie dokładnie od niej zaczynał się ułożony w linii wschód-zachód pas bagien i podmokłego lasu. Jego część jest nawet użytkiem ekologicznym.

Idąc dalej na północ w kilku miejscach gdzie droga była zalana wodą nie dało się przejść inaczej tylko idąc środkiem, po lodzie przykrytym cienką warstwą wody. Gdybym się na tym lodzie wtedy poślizgnąć to nieźle bym się skąpał, ale no cóż: udało mi się. I żeby nie było: nie polecam chodzenia po lodzie podczas odwilży. Co prawda nawet gdyby ta warstwa lodu by się pode mną załamała to wpadłbym co najwyżej kostki, może kolana, ale powrót to byłoby jednak kilkanaście kilometrów do domu w mokrych ubraniach i butach, przy kilku stopniach Celsjusza. Niezbyt przyjemne.


Tak jak wspomniałem, do mogiły w Boruczy dotarłem kiedyś samochodem, ale tym razem mogłem sprawdzić jak dotrzeć do niej od Stanisławowa pieszo i zrobić jej zdjęcia:


Gdyby ktoś chciał tam kiedyś zajrzeć, kierując się moją mapą: przy szosie biegnącej obok jest drogowskaz, ale jeśli jest się samochodem trzeba postawić go na uboczu, albo wjechać w leśną dróżkę.
Idąc przez samą Boruczę dalej udało mi się po raz kolejny podejrzeć zwierzęta: stadko łań jelenia pasło się pod amboną stojącą w polu. Niestety telefon ma taki aparat jaki ma, moje umiejętności są jakie są i nawet próba przyłożenia telefonu do lornetki którą ze sobą dźwigałem się nie powiodła. Więc trzeba mi uwierzyć na słowo że na kolejnym zdjęciu "coś jest".
Jeśli spojrzeć na wrzuconą przeze mnie mapę można zauważyć że z jakiegoś powodu w Kątach Wielgich zrobiłem pętlę wokół lasu. Wynika to z tego że wedle współrzędnych które znalazłem w internecie powinna się tam znajdować kolejna mogiła z Powstania Styczniowego. Taka figa: okazało się że ten las to sosnowy młodnik, tak gęsty że bez maczety i latarki nie podchodź. Cóż, trzeba będzie poszukać drugiej mogiły innym razem. A ponieważ czas zaczynał mnie gonić, żeby wrócić do domu o jakiejś "ludzkiej" porze musiałem się zbierać do powrotu. Zrobiłem jeszcze kilka zdjęć opuszczonej szkoły stojącej w środku wsi:


Wracając przez Szlędaki, kolejną "wieś zagubioną w lesie" znowu trafiłem na pozostałości po dawnym gospodarstwie, oznaczonym na mapie, ale po którym została tylko polana w lesie z krzewami i drzewami owocowymi. Tylko że tym razem nie widziałem nawet pozostałości po kominie, a jedynie betonowe kręgi będące pewnie kiedyś studnią.


Może teraz czas na podsumowanie. jeśli chodzi o dystans, ponad 30 km: jestem zadowolony. Nawigacja wyliczyła że poruszałem się ze średnią prędkością ok. 4 km/h idąc na północ i 5 km/h wracając. Według mnie dobry wynik, zwłaszcza że łącznie pewnie kilka kilometrów musiałem przejść przez tereny podmokłe, skacząc między kępami trawy albo idąc po lodzie na leśnych drogach. Sam teren z każdymi odwiedzinami coraz bardziej mi się podoba. Jeśli kiedyś będę organizował rajd wędrowniczy, albo bieg końcowy na próbę ćwika (tu ważnie: ĆWIKA) to chętnie zorganizowałbym go na podobnej trasie co moja. Przy czym jeśli pewnie będę dawał rady biorącym w nich udział na wypadek zgubienia się pewnie brzmiała by ona mniej więcej w ten sposób: "W razie czego załóżcie wodery, idźcie na azymut i nie patrzcie na mapę". Z mapą topograficzną na tym terenie może być różnie: część dróżek leśnych zarosło, w terenie da się też znaleźć takie które nie są zaznaczone na mapie. Sam teren jest dosyć płaski (jest kilka wzniesień), ale za to w niektórych miejscach podmokły.
Jeszcze co do nawigowania za pomocą aplikacji w smartfonie. Fajna rzecz. Choć przyznam że nie zawsze do końca współgrająca z moim sposobem nawigowania, wyrobionym na papierowych mapach: lubię często zaglądać na mapę, nawigować wedle terenu, układu dróg, rzeźby, wspomagać się kompasem. A takie wyciąganie i chowanie co chwilę telefonu może być uciążliwe: trzeba go odblokowywać, szybciej zużywa się bateria. Oczywiście, wskazywanie położenia jest cudowną funkcją, jestem jak najbardziej za wykorzystywaniem np. Locusa w harcerskich wędrówkach, ale mimo wszystko będę go nadal traktował bardziej jako "mapę zapisaną w telefonie" niż "magiczną różdżkę prowadzącą do celu". Najpierw jednak trzeba dobrze opanować pracę z mapą żeby potem móc w pełni korzystać z możliwości oferowanych przez tego typu aplikacje. Mają one jednak jedną, niezaprzeczalną zaletę: nie są mapami Google wydrukowanymi na kartce, a zamiast tego pozwalają wgrać porządną mapę topograficzną, jeszcze na dodatek kilka, w różnych opracowaniach, z różnych lat i np. jako dodatkowe wsparcie zdjęcia lotnicze.
No cóż, trzeba będzie jeszcze trochę "poapostołować" ku porządnemu wykorzystaniu map w środowisku, być może z wykorzystaniem np. tego narzędzia.

poniedziałek, 26 grudnia 2016

Szycie proporca: poradnik "jak dla faceta"

Przepraszam szanowne druhny że w tym tekście będę używał form męskich. W końcu ma on na celu wytłumaczenie "jak facetowi" w jaki sposób stworzyć proporzec zastępu lub drużyny. Ale oczywiście wy też możecie skorzystać z tej pomocy.

Więc chcesz żeby twój zastęp, albo drużyna miały proporzec? Przeczytałeś gdzieś że każdy zastęp i drużyna powinny mieć swój, stworzony własnoręcznie, wedle konkretnych, dawno określonych reguł? Może widziałeś gdzieś zdjęcia, albo na żywo drużynę z proporcem i spodobało ci się to na tyle że też byś tak chciał? Marzy ci się maszerowanie w kolumnie z własnym proporcem na czele? Dobrze trafiłeś. Na początek trzeba określić podstawowe wymiary. Kształt? Trójkąt? Rozmiar? Poczekaj, nie będę się rozpisywał, starsi i mądrzejsi ode mnie już to opisali. "Vademecum zastępowego i kurs zastępowych Chytrego Kota", hm. Marek Kudasiewicz "Chytry Kot", Bibliotek Kręgu Płaskiego Węzła, strona 88:
- Ma on kształt trójkąta równoramiennego po podstawie 25 cm, boki po 40 cm. - Na prawej stronie: na tle barw chusty drużyny wyhaftowany lub aplikowany (tj. naszyty np. z filcu) numer drużyny i nazwa zastępu. -Na lewej stronie: na tle koloru zastępu godło
Tyle że już widzę te pytania na "zapytaju": "Ale to jest tylko zastępu! A co z proporcem drużyny?" Spokojnie: Znowu posłużę się tekstem osoby bardziej ode mnie doświadczonej. Którym to tekstem z resztą sam się kierowałem szyjąc proporzec dla swojej drużyny. Proszę bardzo: http://wkreguwodzow.blogspot.com/2015/02/o-proporcu-so-kilka.html
Kształt, zasady, ułożenie stron i elementów. Czego chcieć więcej? Technikaliów. No dobrze, przejdźmy więc do nich.
Na początek przydałoby się ustalić ewentualne zasady dotyczące prawej strony, zarezerwowanej dla "jednostki wyższego rzędu". Czyli drużyny w przypadku proporca zastępu i hufca w przypadku proporca drużyny. I tutaj może pojawić się problem jeśli w twoim środowisku zanikło tworzenie proporców, bo możesz nie mieć łatwo dostępnego przykładu który mógłbyś skopiować. Wtedy trzeba będzie przekopać się przez kroniki, albumy fotograficzne, być może poszperać po jakiś zapomnianych zakamarkach harcówek i pudeł w siedzibie hufca, możliwe że będziesz musiał skontaktować się z seniorami.
Tylko co zrobić jeśli nie udało ci się nic znaleźć? Albo tworzysz proporzec zastępu w drużynie która powstała niedawno i nie ma w niej jeszcze żadnego proporca? Wtedy trzeba stworzyć nową tradycję i samodzielnie zaprojektować stronę "jednostki wyższego rzędu" po konsultacjach z kierującymi nimi osobami (drużynowy, rada drużyny, komendant hufca, komenda hufca).
Po upewnieniu się że niczego nie pominąłeś, można przejść do projektowania proporca. Najlepiej użyć do tego jakiegoś programu do obróbki grafiki wektorowej. Ja użyłem Corel Draw, ale równie dobrze mógłby to być np. darmowy Inkscape. Na podstawie loga drużyny, zaprojektowanego chyba już ponad 10 lat temu przez inną osobę stworzyłem pierwotny projekt proporca:
Logo drużyny
Pierwotny projekt strony drużynowej
Projekt strony hufcowej, razem z rysunkiem na którym się wzorowałem.
Ale podczas projektowania co nieco pokręciłem i już w momencie zszywania pierwszych fragmentów proporca okazało się że "coś jest nie tak" i musiałem zmienić ułożenie elementów na stronie drużynowej żeby układała się ona w miarę czytelny sposób:

Zauważyliście o co chodzi? przecież obie strony muszą się złożyć żeby stworzyć jeden proporzec, więc projektując trzeba ustawić wierzchołki obu stron w dwóch różnych kierunkach. Dla porównania: gdybyśmy chcieli zaprojektować proporzec rysując na papierze kredkami trzeba by było wyciąć z papieru romb, złożyć go wzdłuż krótszej przekątnej i skleić ze sobą środki.
Poprawiona wersja projektu strony drużynowej
Przynajmniej dzięki pomyłce udało mi się osiągnąć to, że gdy proporzec zwisa wierzchołkiem w dół barwy układają się na nim tak samo jak na chuście drużyny. A masz heraldyko!
Takie opracowane jako grafika komputerowa projekty dobrze jest wydrukować, wyciąć, skleić i zobaczyć jak projektują się na żywo, które elementy mogą być zbyt małe żeby dało się je wykonać równie dokładnie co w projekcie, gdzie konieczne będą uproszczenia, a które elementy wyglądają na niekształtnie i trzeba nad nimi dalej popracować. Oprócz tego taką papierową makietę można przynieść na zbiórkę zastępu czy rady drużyny, pokazać innym, przedyskutować jej wygląd i wprowadzić poprawki. Pamiętaj: projektujesz coś na lata, coś co w przyszłości może stać się obiektem np. takiego wydarzenia: http://www.16wdh.pl/a611,Jak-spotkali-si%C4%99-dwaj-zast%C4%99powi-Bobr%C3%B3w
Chciałbyś, co? To się postaraj. Zarówno w projektowaniu, jak i później w wykonaniu. A potem w funkcjonowaniu zastępu/drużyny, bo proporzec to jeszcze nie wszystko.
Mamy już gotowy, rozrysowany projekt. Przydałoby się więc rozpisać jak wykonać poszczególne elementy. Ja wykonałem to w formie czarno-białych, uproszczonych wersji projektu z dodanymi opisami jak wykonać dany element. Oczywiście w trakcie szycie niektóre rzeczy się zmieniały, ale przynajmniej miałem punkt wyjścia i np. wiedziałem jakie materiały kupić.
Jak widać objaśnienia odnosiły się do pierwotnej wersji projektu
Na podstawie tych objaśnień przygotowałem szablony do wycięcia. Dzięki temu mogłem odrysować poszczególne kształty, np lilijkę na tkaninie.
Mamy już zaplanowany układ proporca, wiemy jakich materiałów potrzebujemy, czas więc je kupić. Gdzie? W pasmanterii. To taki sklep z tkaninami, nitkami i innymi tego typu rzeczami jakbyś nie wiedział.
Jakie materiały będą ci potrzebne?
  • materiał w odpowiedniej barwie. Najlepiej jak najmniej rozciągliwy i niezbyt śliski. Chyba że koniecznie chcesz mieć "jedwabny" proporzec. Najlepiej rozejrzeć się za jakąś bawełną, albo bawełną z domieszką tworzyw sztucznych. Ważne żeby nie wyblakła zbyt szybko. Może być taki materiał jak na chusty (możesz nawet kupić kilka chust w odpowiednim kolorze w składnicy), ewentualnie inna bawełna o podobnych właściwościach, może być cienkie płótno bawełniane. Jak kupiłem bawełnę z domieszką tworzyw sztucznych. Jest nieco bardziej połyskliwa niż chusty, delikatnie grubsza, ale niezbyt rozciągliwa.
  • nici: takie zwykłe w szpulkach do szycia, oczywiście w odpowiednich kolorach. Będzie potrzebna do zszywania i ewentualnie drobniejszych haftów.
  • mulina: czyli grubsza nić, coś pośredniego między nicią, a włóczką z której robi się swetry. Będzie potrzeba do haftów. Jeżeli masz problem z kolorami i stojąc w pasmanterii przed całą tablicą z nićmi w różnych kolorach i stojakiem pełnym różnych mulin dostajesz ataku paniki weź ze sobą chustę drużyny i wydrukowany projekt proporca (o ile kolory na wydruku wyszły dobrze) i po prostu  powiedz "poproszę nici w takim kolorze", wskazując na chustę albo wydruk.
  • fizelina: "podkład" na który naprasowuje się tkaninę żeby można było wyciąć z niej odpowiednie kształty na proporcu. O fizelinie napiszę później nieco więcej. Ewentualnie można te same kształty wciąć z kolorowego filcu.
  • ozdobne frędzle. O ile chcesz mieć takie frędzle na swoim proporcu, różnobarwne taśmy z takimi frędzlami też można kupić w w pasmanterii.
Mamy projekt, mamy materiały czas przystąpić do pracy. Ale muszę cię ostrzec: ponieważ nie mam maszyny do szycia, większość swojego proporca uszyłem ręcznie. Tak, ręcznie. A na to potrzeba czasu. Na mój poświęciłem jakieś 2 miesiące pracy. Więc powinieneś zarezerwować sobie dużo wolnego czasu. Więc znajdź coś, co będzie "brzęczało w tle" gdy ty będziesz kręcił igłą. Jakieś seriale, filmy dokumentalne, podcasty i audycje radiowe, audiobooki. Kolejna rzecz jaką musisz sobie zapewnić to dobre oświetlenie. Skupianie się na małych detalach haftu bardzo męczy oczy, nawet przy świetle dziennym, a co dopiero przy jakiejś małej lampce. Czasami wieczorem nie dość że zapalałem światło w pokoju w którym szyłem, to miałem tuż nad głową zapaloną jeszcze dodatkowo lampkę biurową z 40 watową żarówką.
Ponieważ proces szycia był tak na prawdę procesem nauki, zacząłem od prostszej, hufcowej strony.
Pierwszą zmianą w porównaniu z projektem było wyhaftowanie muliną nazwy hufca, a nie tak jak pierwotnie planowałem: wycięcie jej z czarnej tkaniny.
 Wynikało to z problemu z którym zetknąłem się zszywając lilijkę w barwach drużyny. Materiał się "siepał": nitki wychodziły z tkaniny na jej wyciętych krawędziach. Lilijka specjalnie była wycięta większa, żeby można było zawinąć siepiące się krawędzie pod spód i bezproblemowo przyszyć ją do proporca. Jednak lilijka jest zbyt skomplikowanym kształtem żeby można było to zrobić.
Na tym zdjęciu widać moje próby podwijania krawędzi z wykorzystaniem wyciętego z papieru szablonu od którego odrysowałem kształt lilijki.
Na szczęście szybkie wyszukiwanie w internecie i rzut oka na kilka blogów o hobbystycznym rękodziele przyniosły rozwiązanie: fizelina. Tkanina z tworzywa sztucznego wyglądająca jak cienka mieszanina waty i folii na którą naprasowuje się właściwą tkaninę. Pod wpływem ciepła klej zawarty w fizelinie przywiera do tkaniny i utrzymuje jej włókna na miejscu, nawet pomimo wycięcia z niej potrzebnego kształtu. Co więcej: fizelina jest biała i na tyle szorstka że da się po niej rysować np. ołówkiem. Ułatwia to odrysowywanie kształtów. Przykładamy wycięty z papieru szablon, odrysowujemy kształt, wycinamy i przyszywamy.
Jeszcze co do fizeliny. Da się ją kupić spokojnie w pasmanterii, chociaż ja, z racji kwestii czasowych kupiłem ją w... "przemysłowym" GSie. Takie typowy sklep z małego miasteczka ze środkami czystości, narzędziami ogrodowymi, koszulami i podstawowymi przyborami pasmanteryjnymi. Tu też dodatkowa porada jeśli do tej pory nie kupowałeś nic w pasmanterii. Jeśli na pytanie ile tego potrzebujesz odpowiesz "tak mniej więcej jak 1-2 kartki A3" to usłyszysz "ale ja sprzedaję na metry..." I nie, nie metry kwadratowe. Metry bieżące. Czyli bela materiału może mieć szerokość większą niż metr, ale kupując podajesz jakiej długości fragment tego materiału chcesz.
lilijka w barwach drużyny naprasowana na fizelinę
Na zdjęciu widać dziwne zagięcie fizeliny. Wynika to z tego, że naprasowałem na nią już zszytą lilijkę i musiałem potem rozcinać fizelinę pod szwem. Gdyby robił to teraz, pewnie naprasowałbym najpierw oba kolory oddzielnie, a dopiero potem zszył ze sobą. Po wycięciu odpowiedniego kształtu lilijki przyszedł czas na jej naszycie. Prosto: na okrętkę, wokół krawędzi. Chodziło o to, żeby nie odstawała w żadnym miejscu. Najpierw "złapałem" ją w odpowiednim miejscu szpilkami, potem obszyłem rzadkim ściegiem żeby się nie przesuwała, a potem o wiele gęściej, dla wyglądu i pewniejszego umocowania lilijki na proporcu. Ręcznie, ale da się to też zrobić na maszynie, o ile da się na niej ustawić odpowiedni ścieg. Na współczesnych, domowych maszynach do szycia raczej się da. Nie wiem, nie mam.
Lilijka "złapana" szpilkami przed przyszywaniem jej do proporca
Zbliżenie na obszycie lilijki na stronie hufcowej
Gotowa strona hufcowa
Jedna ważna porada dotycząca przyszywania aplikacji: dobrze jest zarówno przed, jak i po przyszyciu wyprasować elementy.
Potem zabrałem się za stronę drużynową i zacząłem od elementów przyszywanych w taki sam sposób. Tyle że z już większym doświadczeniem.
 Na zdjęciu powyżej widać aplikację naprasowaną na fizelinę, wyciętą do odpowiedniego kształtu i "złapaną" w odpowiednim miejscu szpilkami. Widać też gęstość "wstępnego" ściegu utrzymującego aplikację na proporcu w trakcie obszywania jej gęstszym, lepiej wyglądającym ściegiem.
Kolejne zdjęcie, z kolejną naszytą aplikacją. Znowu widać różnicę gęstości między wstępnym, a ostatecznym ściegiem. Można też porównać ostateczny kształt wyciętej "fali" z pierwotnie planowanym. Oczywiście ten na tkaninie był uproszczony w porównaniu z tym na papierze.
Po przyszyciu aplikacji przyszedł czas na wyhaftowanie numeru i nazwy drużyny. W porównaniu z nazwą hufca zrobiłem małą próbę nowego ściegu na zbędnym kawałku tkaniny. Ścieg "w jodełkę" (czy jak on się tam formalnie nazywa) okazał się równy, w miarę dobrze wyglądający, gęsty i jednocześnie prosty w wykonaniu. Muszę przyznać że od teraz oznaczenia stopni na pagonach będę wyszywał właśnie nim: będą równiejsze i lepiej widoczne, a jednocześnie nadal "błękitne na czarnym".
Dwa zdjęcia numeru w trakcie haftowania go białą muliną. Widać kształt ściegu, oraz "szkic" nicią wzdłuż którego haftowałem. Takie zaznaczenie przebiegu cienką nicią wszytą fastrygą (czyli najprostszym, ale jednocześnie bardzo słabym ściegiem) pozwalało mi trzymać kształt w sytuacji w której zaznaczenie kredką, kredą, albo mydłem starłoby się w trakcie haftowania. A zapewniam: ścierało się. Przy takiej pracy palce się pocą, czasami byłem zdziwiony jak bardzo moje palce były mokre mimo tego że nie jest to jakaś ciężka fizycznie, czy stresująca czynność.
Co do zaznaczania mydłem. Większość rzeczy w proporcu rozrysowałem na tkaninie ołówkiem. Da się go zmyć, ale właśnie: zmyć. Polecam mydło: z jednej strony dobrze się trzyma i jest widoczne zarówno na dosyć jasnej, jak i czarnej tkaninie, a z drugiej strony łatwo je usunąć. Czemu wspominam tu o mydle? Bo nazwę drużyny haftowałem bez wcześniejszego szkicu nitką, od razu po rozrysowaniu mydłem. Dlatego zależało mi na tym, żeby rozrysowane napisy trzymały się na tkaninie.

Widać napis zaznaczony mydłem
Większość tych napisów robiłem podobnym ściegiem co numer, tyle że zamiast "jodełki" (>>>>) zrobiłem to swego rodzaju "dachówkami" (////) ułożonymi w jedną stroną. Jeżeli zauważasz różnicę w grubości między DR i resztą, to wynika to z tego że ścieg zmieniłem w trakcie widząc że to jednak nie to.
Po obszyciu i obhaftowaniu obu stron przyszedł czas na połączenie. Nie było to taką prostą sprawą właśnie z racji frędzli które należało wszyć między obie strony proporca. Najpierw ułożyłem obie części odwrotnymi stronami na zewnątrz, potem ułożyłem między nimi taśmę z frędzlami i złapałem to wszystko szpilkami. Potem zszyłem to fastrygą. I poddałem się.
Lewa strona hufcowej części proporca przy łączeniu szpilkami i zszywaniu fastrygą. Widoczny szew wokół lilijki i średnio estetyczne pętle zostające przy haftowaniu napisu. Ale spokojnie: i tak zostają przecież w środku.
 Ale jak to? Nie, spokojnie, nie zrezygnowałem z całego projektu. Po prostu uznałem że lepiej będzie jeśli ostateczne szwy łączące proporzec będą wykonane na maszynie: będą wtedy prostsze i mocniejsze. Jak pomyślałem tak zrobiłem i udałem się w odpowiednie miejsce (JESZCZE RAZ DZIĘKUJĘ BABCIU! No co, nie mam maszyny do szycia w domu).

Po ręcznym zszyciu odwinąłem proporzec na prawą stroną żeby zobaczyć jak będzie wyglądał gotowy. A tak prezentowała się strona drużyny już po zszyciu na maszynie:
Na czym umieścić proporzec? Na drzewcu? Jak wykonać proporzec? Tak jak laskę skautową. Czyli potrzebna nam będzie prosta, długa na ok. 170 cm, o grubości takiej "pod rękę", żeby dało się ją wygodnie trzymać laska np. z leszczyny.  równo okorowana i dobrze wysuszona. Główka może być odpowiednio wyrzeźbiona.  Przyznam że ja poszedłem na łatwiznę: lata temu w harcówce 23-ciej ostała się laska skautowa. Ładna, dobrze okorowana, nie wiadomo czyja przez kilka lat stania w kącie wygięła się w lekki łuk. Gdy musieliśmy opuścić pomieszczenie bo szkole przez 6-latki idące od 1 klasy potrzebna była kolejna sala na zerówkę, laska skautowa trafiła razem z resztą rzeczy z harcówki trafiła na mój strych. Chcąc wykorzystać ten było-nie było element historii drużyny, przeznaczyłem laskę na drzewiec proporca drużyny. Do przymocowania proporca wykorzystałem rzemyki wycięte z trzymanego "na przyda się" kawałka skóry, jeśli dobrze pamiętam: z portfela. Mają długość "na akurat". Równie dobrze można kupić gotowe rzemyki i przyciąć je z zapasem, żeby można było je łatwo zawiązać na drzewcu, można użyć też troków z dobrze wyglądającego sznurka. Co do przymocowania ich do proporca: można je przyszyć, ale równie dobrze można na krawędzi wszyć metalowe krążki, np. takie jakich używa się do robienia kolczug: są dostępne w internecie na kilogramy, a przecież do proporca potrzeba 3, może 4.
Jeśli mamy proporzec, trzeba pomyśleć nad proporcowym/chorążym. Chyba lepiej żeby nie był to bezpośrednio zastępowy, albo drużynowy. Może to być podzastępowy albo przyboczny. Można się też zastanowić nad wyznaczeniem specjalnego chorążego i mianowaniem go rozkazem. Tylko pamiętajmy że jest to funkcja reprezentacyjna. Zarówno pod względem postawy zewnętrznej, znajomości musztry i regulaminu mundurowego, ale też i postawy w słowach i zachowaniu. Proporcowy powinien być godzien tego zaszczytu, swego rodzaju strażnika symbolu honoru drużyny albo zastępu.
A co z wręczeniem? Proporzec w życiu drużyny czy zastępu nie powinien pojawić się "od tak". Powinien być zdobyty, wręczony uroczyście. Jeśli jesteś drużynowym i wiesz że jeden zastęp przygotował sobie proporzec, albo zrobiliście proporzec drużyny: jego wręczenie potraktuj jak organizację przyrzeczenia. Przyrzeczenia całego zastępu albo drużyny. Niech moment otrzymania proporca będzie "obrzędem przejścia" dla otrzymującego ją zastępu, albo drużyny.
A jaki otrzymujemy ostateczny efekt tych wszystkich prac? Dumna ze swojego proporca drużyna:
I chyba jeszcze ważniejsza rzecz: "lans na dzielni". Bo od tego jest właśnie proporzec.
To i poprzednie zdjęcie zrobione na XXVII Rajdzie Mikołajkowym