Więcej o moich kamuflażach / More about my camo patterns:
http://jeremak.blogspot.com/2014/10/more-camo.html

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rozważania. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rozważania. Pokaż wszystkie posty

sobota, 8 kwietnia 2017

Mysz, która kichnęła

"Czy teraz pełnoletni, nie będący opiekunami mogą spożywać w małych ilościach alkohol na imprezach harcerskich?" Taka była reakcja pewnego drużynowego na dzisiejszą decyzję Zjazdu ZHP. Mam nadzieję że to był żart. Bo jeśli nie to ma problem. DUŻY problem. Bo tu chodzi o zrozumienie po co jest nam potrzebna abstynencja i po co funkcjonuje harcerstwo. Funkcjonuje by kształtować człowieka. Nie, nie mogą. A jeśli przeszłoby im to przez myśl to znaczy że popełniliśmy błąd jak harcerstwo, środowisko, instruktorzy. To znaczy że nie wychowaliśmy go dobrze. A nawet powiem więcej: nie wychowałem. Oznacza to że gdy był młodym harcerzem nie uświadomiliśmy że pijąc albo paląc niszczy sobie zdrowie i charakter. A możemy mu to uświadomić jedynie swoim osobistym przykładem. Może mój, osobisty przykład był wtedy jeszcze zbyt słaby.
Harcerz nie może pić i palić bo jest za młody. Dopiero rozwija się fizycznie i psychicznie i substancje odurzające, oraz inne nałogi pociągają za sobą nieodwracalne negatywne zmiany.
Instruktor nie może pić i palić właśnie dlatego że jest starszy. Bo jest wzorem, to on mówi harcerzowi że nie powinien pić i palić.
A dorośli nie-instruktorzy? Też nie powinni. Musimy sobie uświadomić że harcerstwo nie jest szkołą z uczniami stanowiącymi kompletnie oddzielny zbiór, nauczycielami, zwykle 10 i więcej lat starszymi od swoich uczniów i stanowiących pewien wspólny zbiór z nauczycielami pracowników obsługi. W harcerstwie nie ma takiego podziału. Wszyscy jesteśmy jednym środowiskiem: drużyną, szczepem, hufcem. Różnice wiekowe są płynne. Podobnie płynne jest oddziaływanie. Dwudziesto-paro letni przewodnik jest kumplem siedemnastoletniego wędrownika nie pełniącego żadnej funkcji. Jesteśmy jednym zbiorem o płynnych różnicach, w którym jedni są młodsi inni starsi, a część z nas ponosi większą odpowiedzialność za nasze działanie. Dlatego zasady muszą być jednolite dla wszystkich. Bo często ten osiemnastoletni wędrownik ma równie duży wpływ na stan naszego środowiska co trzydziesto-paro letni harcmistrz.

Dlatego "wolność od nałogów" będę traktował po abstynencku: zero alkoholu, zero papierosów, zero e-papierosów, zero tabaki, zero narkotyków, zero dopalaczy. Bo to najpewniejszy sposób na wolność od nałogów: brak kontaktu z czynnikami "nałogogennymi". I taką postawę będę starał się wprowadzać w swoim środowisku. Nawet mimo tego że do tej pory było z tym tragicznie. Ale teraz po zmianach tym większa przed nami odpowiedzialność: skoro inni nie stawiają przed nami jasnej granicy, sami musimy ją sobie postawić i sami nad nią pracować. W końcu "harcerz pracuje nad sobą". Czyli ja sam muszę powiedzieć sobie konkretnie: zero.

Przeszła mi przez głowę myśl że być może teraz łatwiej będzie pozyskać dla harcerstwa nowych dorosłych. Może teraz łatwiej będzie znaleźć np. jakąś mamę na opiekuna drużyny czy gromady. Może teraz łatwiej będzie powiedzieć dobremu koledze: "stary, nawet jeśli w młodości cię to ominęło, to teraz możesz przyjść i nam w czymś pomóc". Zwłaszcza że nie będzie już nad nimi wisiało że powinna to być decyzja w rodzaju "jak nożem uciął". Ale mam też nadzieję że równocześnie za parę lat taki "Krąg harcerstwa dorosłego" będzie działał w taki sposób jak napisałem w poprzednim akapicie. Że ci ludzie przyjdą nie odcinając sobie na wejściu swoich dotychczasowych przyzwyczajeń, ale wypracują sobie postawę że z czasem usunąć ze swojego życia używki i potencjalne nałogi. Ale będzie to możliwe tylko jeśli wejdą do środowiska w którym to młodsi od nich będą stawiać przed sobą konkretne, jasne granice. I znów pojawia mi się tu spostrzeżenie że musimy utrzymywać jednolite zasady dla całego środowiska, bo każdy tworzy atmosferę funkcjonowania tego środowiska.

Cóż, trzeba chyba będzie w końcu kupić krótkie spodenki mundurowe i rozkręcać "Grupę Rekonstrukcji Historycznej KIHAM-80". Coraz bardziej czuję że znowu przydałby nam się taki nowy KIHAM. Oddolny, wychodzący od drużynowych, pozytywny ruch, który pokaże nam że harcerstwo powinno być na poważnie. Że nie jest infantylną zabawą, ale ruchem kształtującym człowieka. Zawsze czytając o działaniach "drugiego obiegu harcerstwa" w latach 80-tych czułem podziw i zazdrość wobec tego jak działał. Ile materiałów bezpośrednio przeznaczonych dla drużyn i drużynowych się wtedy ukazywało. W jaki sposób poprzez rozpowszechnianie tych materiałów i bezpośrednie kontakty zmieniał jakość harcerstwa. Nie jakieś kolorowe propozycje programowe, kampanie reklamowe, ale zaproszenia na obozy, organizacja rajdów, czy zwykłe ogniska. Jak bezpośrednia osobista postawa i kontakty oko w oko zmieniły tak na prawdę harcerstwo. Dzisiaj też tego nam potrzeba.
I może dlatego chłonę wszystko co znajdę harcerskiego w internecie. Bo może brakuje mi takich bezpośrednich kontaktów. I może dlatego tak łatwo jest mi rzucać sądy o abstynencji: moje życie towarzyskie to pustynia, nie imprezuję, więc nie mam okazji do picia. Te "pustynne" życie towarzyskie ostatnio okazało się największym problemem w konstruowaniu moje próby podharcmistrzowskiej. Przyznam że mam marzenie: że za parę, paręnaście lat będzie w Polsce istnieć jedna, duża, dobra jakościowo organizacja harcerska. Wewnętrznie bardzo zróżnicowana środowiskowo, ale opierająca się na jednej, żywej idei. I od dłuższego czasu chodzi mi po głowie pomysł "puszczenia wici" z pytaniem do drużynowych z różnych organizacji z pytaniem czy wyobrażają sobie taką możliwość. I jak ją sobie wyobrażają. Być może udałoby mi się zebrać grupę podobnych marzycieli? Kto wie?

czwartek, 23 maja 2013

Rozważania na temat historii alternatywnej il polacco.

Post tej jest pisany dosyć spontanicznie  i najprawdopodobniej nie zostanie nawet sprawdzony pod względem składni i innych błędów (A powinien. To jeden z moich największych błędów: często zaniedbuję autoredakcję swoich tekstów, w których następnie pojawiają się różne potworki).
Czym jest historia alternatywna nie będę się rozpisywał. A jeśli ktoś kompletnie nie wie: chodzi o rozważania w rodzaju "co by było gdyby". Rozważania te mogą być różne, prowadzone w najróżniejszy sposób. Mogą być zarówno podstawą do fabuły powieści, jak i podstawą do pewnej analizy.
Nie będę się rozpisywał o polskich powieściach z gatunku historii alternatywnej, bo nie o tym głównie chcę napisać. Może poza pewnym spostrzeżeniem, że gatunek ten w Polsce zdominowały osoby o raczej prawicowych poglądach. W takim czy innym odcieniu, ale jednak tą "klasyczną AH" piszą u nas akurat takie osoby. O innych, różnych rodzajach fantastyki "z elementami" nie będę się wypowiadał, bo po prostu straciłem rozeznanie w nowościach wydawniczych.
No i mamy najróżniejsze rozważania i dyskusje internetowe. Tu, zwłaszcza te luźniejsze również toczą się najczęściej na portalach które określiłbym jako politycznie wyraziste.
Ale jest też pewna grupka uważająca, że zajmuje się "poważną historią alternatywną". Taką z punktem zmiany biegu dziejów, z dążeniem do analizy różnych opcji, z opieraniem się na źródłach i próbami uwzględniania czynnika losowego. Powstała ona na forum Historycy.org i stworzyła kilka gigantycznych tematów, w tym "Królestwo Kongresowe" który już pojawiał się w moich wpisach. No właśnie. Cechą charakterystyczną tej grupy było właśnie konstruowanie ogromnych wątków które w pewnym momencie stawały się swego rodzaju "uniwersami", takimi jak te związane np. z cyklami powieściowymi. Pojawiały się różne szczegóły i szczególiki, tworzące obraz tego alternatywnego świata. Jednak pozostaje jeszcze jedna ciekawa kwestia. Otóż tak wyszło że te "wątki-giganty" przedstawiały rzeczywistość lepszą dla Polski niż ta, która się wydarzyła. Pytanie czemu? Czy był to efekt zbiorowej terapii polskiej historii, dążenie do tego, aby dowiedzieć się co by było gdyby Polska funkcjonowała jak kraje zachodnioeuropejskie, "dostała szansę", czy była "normalnym krajem"? Być może przebijało się to podskórnie, mniej lub bardziej nieświadomie w jakiś sposób w trakcie tworzenia tych rzeczywistości. A może wynika to po prostu z takiego, a nie innego doboru punktów rozbieżności i to właśnie te nt. możliwego lepszego przebiegu dziejów były bardziej atrakcyjne dla dyskutantów właśnie z wymienionych już powodów. A może był to efekt światopoglądu jakiś użytkowników z tej grupy, którzy świadomie dążyli żeby "dopakować" alternatywną Polskę. Jest jeszcze inna możliwość. Może ten przesadny optymizm wynika z takiego, a nie innego, lokalnego postrzegania historii powszechnej. Osoba interesująca się historią, a mieszkająca w Polce raczej jest w stanie więcej powiedzieć o historii Polski, niż Francji, Hiszpanii, czy Wielkiej Brytanii i tym samym łatwiej jej jest znaleźć argumenty na poparcie wersji pozytywniejszej dla Polski, po po prostu zna ewentualne "asy w rękawie" właśnie polskie, a nie np. austriackie.
A jak jest "na zachodzie"? Istnieje swego rodzaju gigant, czyli forum Alternatehistory.com, można powiedzieć że globalne, na którym toczona jest ogromna ilość dyskusji i prezentowane jest wiele najróżniejszych, prowadzonych na różny sposób linii czasu. Wg. mnie jest też pewna ważna różnica pomiędzy działami "alternatywnymi" na Historykach, a forum AH.com. Otóż, to że działy te są częścią forum ogólnohistorycznego, dążącego do rzetelnego przedstawiania faktów historycznych, w działach alternatywnych dopuszczalne są jedynie dyskusje. Oczywiście "wątki giganty" zawierają elementy fabularne, ale pozostają one nadal częścią dyskusji. Za to na AH.com dopuszczalne są nie tylko dyskusje, ale również autorskiej, często bardzo fabularne linie czasu. Dana osoba po prostu przedstawia swoją wizję alternatywnej rzeczywistości wokół której może toczyć się dyskusja. Poza tym są tam elementy które nie mają prawa bytu na Historykach. Po pierwsze wszelkiego rodzaju "trivia" althistoryczna: mapy, grafiki, dyskusje nt. obecności HA w popkulturze, o książkach. Po drugie, nie ma problemu z obecnością "political fiction", czyli wszelkiego rodzaju dyskusji i twórczości dziejących się obecnie, bez "dwudziestoletniego zakresu bezpieczeństwa). Po trzecie, po zarejestrowaniu się, ma się dostęp do działów:
Z literaturą osadzoną w alternatywnej rzeczywistości, tworzoną przez użytkowników:  mniej lub bardziej poważnymi i prawdopodobnymi powieściami w odcinkach, opowiadaniami itp.
Dotyczącego "future history", czyli przyszłości, od bliskiej futurologii, aż po granice "space opery".
Oraz istniej dział dotyczący "Alien Space Bats". Czyli rozważań "kompletnie od czapy". W nich uchodzi wszystko, nie ma konieczności trzymania się prawdopodobieństwa. Magia, przenosiny w czasie, fantastyczne kontynenty, inwazja robali z kosmosu w trakcie I Wojny światowej i czołgi uzbrojone w piły łańcuchowe? Spokojnie, nie ma problemu, akurat w tym dziale rządzi "Rule od Cool".
No właśnie. Z jednej strony traktuję AH.com jako "Mekkę historii alternatywnej", a z drugiej, jest we mnie pewna rozbieżność. Jeśli na Historykach staramy się poważnie podchodzić do historii alternatywnej, to czemu zawsze wychodzi nam wynik pozytywny dla Polski? Nie piszę tu już o skrajnościach w których osoba uważa stagnację (czyli brak rozwoju) za porażkę i "działanie na niekorzyść alternatywnej Polski", podczas inni starają się mu wytłumaczyć że jest najbardziej prawdopodobna opcja, a i tak Polska dobrze na tym wychodzi. Być może wynika to właśnie z takiego szantażu emocjonalnego. A może jest to po prostu brak zagranicznej perspektywy i efekt małego, dosyć hermetycznego "światka", który właśnie po prostu lepiej zna te rodzime "asy w rękawie" o których już wspominałem.
Teraz wyobraźmy sobie, czy mógłby powstać polski odpowiednik AH.com. Z możliwością tworzenia własnych autorskich linii czasu i szerszymi możliwościami dyskusji niż obecnie na Historykach. Z jednej strony nie wiem kto byłby w stanie taki serwis/forum stworzyć. Mam idee, tak? Ale nie mam czasu żeby nad nim siedzieć (zamiast tego wpisu powinienem pisać moją nieszczęsną pracę magisterską). Nie wiem czy miałbym odpowiedni zapał i wiedzę historyczną, żeby moderować takie forum. Poza tym, po prostu nie mam umiejętności informatycznych, żeby je postawić i nim administrować. A fanpage, czy grupa na Facebooku, z racji jego konstrukcji nie jest najlepszymi miejscem na taką inicjatywę. Kwestia kolejna, przypuścimy że jednak znalazł się ktoś z umiejętnościami i chęciami, żeby ruszyć taki portal. Ale. Jeśli piszemy o forum, to tak na prawdę tworzą je użytkownicy, dyskutując i publikując swoją twórczość. I ogarniają mnie wątpliwości, czy w ogóle jest w Polsce wystarczająco dużo osób interesujących się historią alternatywną żeby takie forum żyło i generowało ciekawy, oraz realistyczny "kontent". Zaraz za tym, czai się kolejne niebezpieczeństwo. Że przez brak tych rozważnych i dobrze piszących użytkowników forum szybko stałoby się miejscem "gimbusiarstwa, brzozomanii i innych politycznych przepychanek". Po prostu zostałoby opanowane przez osoby nawet nie mające takich wątpliwości co ja: niedouczonych gimnazjalistów i studentów zadających infantylne pytania i prezentujących tematy w których Polska w 10 lat podbija całą Eurazję, twórców teorii spiskowych i zacietrzewionych zwolenników skrajnych opcji politycznych, głoszących tylko "swoją i najswojszą prawdę", z którymi nie da się dyskutować, podczas gdy osoby szczerze interesujące się historią nie zaglądałby tam i nie dzieliły się swoją wiedzą, bo "historia alternatywna to nie historia". Szczerze, to sam miałbym problemy z tworzeniem składnej, obszernej i ciekawej autorskiej linii czasu, dodatkowo opartej na rzetelnych źródłach. Przede wszystkim z racji lenistwa. A może jednak by spróbować? Tyle że nie poświęcę dla tego swojej magisterki, która i taki idzie mi jak krew z nosa, nie mam doświadczenia w tworzeniu forów internetowych, wydaje mi się też że klasyczne fora stają mogą odchodzić do lamusa wraz ze zmianami struktury internetu: dominacji wielkich serwisów w stylu TouTube i Facebook i wzrostu znaczenia filmu i obrazu w porównaniu z tekstem. No i przede wszystkim kwestia tego, czy takie forum nie przepadłoby po jakimś czasie z powodu łącznie 20 zarejestrowanych użytkowników i przewagi wątków o Smoleńsku, Magdalence i Mędrcach Syjonu., a więc stojących w kompletnej opozycji do idei takiego forum. Może po prostu nie da się tworzyć porządnych linii czasu w hermetycznym środowisku i trzeba się przenieść i udzielać na AH.com. Tylko ten język, chciałoby się podyskutować po polsku...

środa, 14 listopada 2012

Pierwsza zasada...

Dzisiejszy dzień skłonił mnie do do dosyć pesymistycznych rozważań, więc tekst będzie krótszy w porównaniu z poprzednimi. Zastanawiam się tylko co mogło być powodem tego nastroju? Mam kilku "podejrzanych": własny leń, hipsteriada przed Uniwersytetem (Z resztą widok wieczornego Nowego Światu uświadomił mi że niedługo powinny się pojawić świąteczne reklamy. A może już się pojawiły? Nie jestem na bieżąco z telewizją...), autobus w którym opierając głowę o szybę żeby się przespać można było dostać wstrząśnienia mózgu, czy może pogoda? Stawiam na wszystko naraz, a przede wszystkim własnego lenia, połączonego z krótką obecnością na spotkaniach PTG i koniecznością gnania na autobus, które łatwo uświadamiają mi że w Warszawie jestem jedynie na Uniwersytecie: jakakolwiek inna aktywność przegrywa w przedbiegach z chęcią powrotu do domu o ludzkiej porze. No dobrze, ale czym jest wspomniana już "pierwsza zasada"? Cząstką mojego osobistego "filozowania". Domyślam się że ktoś już kiedyś coś takiego stwierdził i podpisywanie twierdzenia własnym nazwiskiem jest nieco na wyrost, ale cóż: na wykładach z filozofii bywałem dosyć rzadko. Otóż:

Pierwsza zasada multiwersum Jeżaka:
Jeśli wymarzymy sobie jakąś sytuację, nie nastąpi ono w wymarzonej wersji.

Już wyjaśniam. Najprościej opisać tą teorię stwierdzeniem cara Aleksandra II: "Żadnych marzeń panowie, żadnych marzeń". Może to i brutalne, ale spieszę z wyjaśnieniem. najpierw trzeba przyjąć wynikającą z rozważań o historii alternatywnej i podróżach w czasie teorię multiwersum, która określa, że każde zdarzenie powoduje powstanie równoległych wersji rzeczywistości, w których dane zdarzenie wystąpiło inaczej, a które następnie rozdzielają się niczym drzewo na kolejne alternatywne wobec siebie linie czasu. Oznacza to że praktycznie cały czas stoimy przed wyborami którą "ścieżkę" wybrać, ale jednocześnie nie mamy możliwości cofnąć się, lub przeskoczyć na inną drogę. Cóż, marzenia i wyobrażenia trudno potraktować jako "fizyczne" wybory decydujące o naszym życiu, ale mają one na nas wpływ, prawda? Niektóre możemy długo pamiętać, opierać na nich swoje decyzje. Gdy wizualizujemy sobie jakieś przyszłe zdarzenie, znajduje się ono w swego rodzaju "puli" możliwości wersji tego zdarzenia. I w jak swego rodzaju losowaniu, po którym wybrany los jest odkładany, wymarzona wersja nie znajduje się już w tej puli możliwości, mimo że mogą znajdować się w niej wersje bardzo podobne. A jeszcze krócej, jak uderzenie obuchem? Nigdy nie jest tak jak sobie założyliśmy. Nie, nigdy nie spotkamy wymarzonych partnerów. Nie dostaniemy spadku ze Stanów. Nikt nie zaproponuje nam czegoś "za friko". Nie pojedziemy w tą wspaniałą podróż. Nasz pomysł na bestseller pewnie nawet nie zostanie napisany, a nawet jeśli coś napiszemy, to wyjdzie inne.

Tak, wspominałem na początku że to strasznie pesymistyczna wizja. Ale cóż, zawsze można sobie przypomnieć to stwierdzenie jeśli mamy zamiar się czymś łudzić. I stłumić ten marzycielski nastrój w zarodku.