Więcej o moich kamuflażach / More about my camo patterns:
http://jeremak.blogspot.com/2014/10/more-camo.html

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szycie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szycie. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 26 grudnia 2016

Szycie proporca: poradnik "jak dla faceta"

Przepraszam szanowne druhny że w tym tekście będę używał form męskich. W końcu ma on na celu wytłumaczenie "jak facetowi" w jaki sposób stworzyć proporzec zastępu lub drużyny. Ale oczywiście wy też możecie skorzystać z tej pomocy.

Więc chcesz żeby twój zastęp, albo drużyna miały proporzec? Przeczytałeś gdzieś że każdy zastęp i drużyna powinny mieć swój, stworzony własnoręcznie, wedle konkretnych, dawno określonych reguł? Może widziałeś gdzieś zdjęcia, albo na żywo drużynę z proporcem i spodobało ci się to na tyle że też byś tak chciał? Marzy ci się maszerowanie w kolumnie z własnym proporcem na czele? Dobrze trafiłeś. Na początek trzeba określić podstawowe wymiary. Kształt? Trójkąt? Rozmiar? Poczekaj, nie będę się rozpisywał, starsi i mądrzejsi ode mnie już to opisali. "Vademecum zastępowego i kurs zastępowych Chytrego Kota", hm. Marek Kudasiewicz "Chytry Kot", Bibliotek Kręgu Płaskiego Węzła, strona 88:
- Ma on kształt trójkąta równoramiennego po podstawie 25 cm, boki po 40 cm. - Na prawej stronie: na tle barw chusty drużyny wyhaftowany lub aplikowany (tj. naszyty np. z filcu) numer drużyny i nazwa zastępu. -Na lewej stronie: na tle koloru zastępu godło
Tyle że już widzę te pytania na "zapytaju": "Ale to jest tylko zastępu! A co z proporcem drużyny?" Spokojnie: Znowu posłużę się tekstem osoby bardziej ode mnie doświadczonej. Którym to tekstem z resztą sam się kierowałem szyjąc proporzec dla swojej drużyny. Proszę bardzo: http://wkreguwodzow.blogspot.com/2015/02/o-proporcu-so-kilka.html
Kształt, zasady, ułożenie stron i elementów. Czego chcieć więcej? Technikaliów. No dobrze, przejdźmy więc do nich.
Na początek przydałoby się ustalić ewentualne zasady dotyczące prawej strony, zarezerwowanej dla "jednostki wyższego rzędu". Czyli drużyny w przypadku proporca zastępu i hufca w przypadku proporca drużyny. I tutaj może pojawić się problem jeśli w twoim środowisku zanikło tworzenie proporców, bo możesz nie mieć łatwo dostępnego przykładu który mógłbyś skopiować. Wtedy trzeba będzie przekopać się przez kroniki, albumy fotograficzne, być może poszperać po jakiś zapomnianych zakamarkach harcówek i pudeł w siedzibie hufca, możliwe że będziesz musiał skontaktować się z seniorami.
Tylko co zrobić jeśli nie udało ci się nic znaleźć? Albo tworzysz proporzec zastępu w drużynie która powstała niedawno i nie ma w niej jeszcze żadnego proporca? Wtedy trzeba stworzyć nową tradycję i samodzielnie zaprojektować stronę "jednostki wyższego rzędu" po konsultacjach z kierującymi nimi osobami (drużynowy, rada drużyny, komendant hufca, komenda hufca).
Po upewnieniu się że niczego nie pominąłeś, można przejść do projektowania proporca. Najlepiej użyć do tego jakiegoś programu do obróbki grafiki wektorowej. Ja użyłem Corel Draw, ale równie dobrze mógłby to być np. darmowy Inkscape. Na podstawie loga drużyny, zaprojektowanego chyba już ponad 10 lat temu przez inną osobę stworzyłem pierwotny projekt proporca:
Logo drużyny
Pierwotny projekt strony drużynowej
Projekt strony hufcowej, razem z rysunkiem na którym się wzorowałem.
Ale podczas projektowania co nieco pokręciłem i już w momencie zszywania pierwszych fragmentów proporca okazało się że "coś jest nie tak" i musiałem zmienić ułożenie elementów na stronie drużynowej żeby układała się ona w miarę czytelny sposób:

Zauważyliście o co chodzi? przecież obie strony muszą się złożyć żeby stworzyć jeden proporzec, więc projektując trzeba ustawić wierzchołki obu stron w dwóch różnych kierunkach. Dla porównania: gdybyśmy chcieli zaprojektować proporzec rysując na papierze kredkami trzeba by było wyciąć z papieru romb, złożyć go wzdłuż krótszej przekątnej i skleić ze sobą środki.
Poprawiona wersja projektu strony drużynowej
Przynajmniej dzięki pomyłce udało mi się osiągnąć to, że gdy proporzec zwisa wierzchołkiem w dół barwy układają się na nim tak samo jak na chuście drużyny. A masz heraldyko!
Takie opracowane jako grafika komputerowa projekty dobrze jest wydrukować, wyciąć, skleić i zobaczyć jak projektują się na żywo, które elementy mogą być zbyt małe żeby dało się je wykonać równie dokładnie co w projekcie, gdzie konieczne będą uproszczenia, a które elementy wyglądają na niekształtnie i trzeba nad nimi dalej popracować. Oprócz tego taką papierową makietę można przynieść na zbiórkę zastępu czy rady drużyny, pokazać innym, przedyskutować jej wygląd i wprowadzić poprawki. Pamiętaj: projektujesz coś na lata, coś co w przyszłości może stać się obiektem np. takiego wydarzenia: http://www.16wdh.pl/a611,Jak-spotkali-si%C4%99-dwaj-zast%C4%99powi-Bobr%C3%B3w
Chciałbyś, co? To się postaraj. Zarówno w projektowaniu, jak i później w wykonaniu. A potem w funkcjonowaniu zastępu/drużyny, bo proporzec to jeszcze nie wszystko.
Mamy już gotowy, rozrysowany projekt. Przydałoby się więc rozpisać jak wykonać poszczególne elementy. Ja wykonałem to w formie czarno-białych, uproszczonych wersji projektu z dodanymi opisami jak wykonać dany element. Oczywiście w trakcie szycie niektóre rzeczy się zmieniały, ale przynajmniej miałem punkt wyjścia i np. wiedziałem jakie materiały kupić.
Jak widać objaśnienia odnosiły się do pierwotnej wersji projektu
Na podstawie tych objaśnień przygotowałem szablony do wycięcia. Dzięki temu mogłem odrysować poszczególne kształty, np lilijkę na tkaninie.
Mamy już zaplanowany układ proporca, wiemy jakich materiałów potrzebujemy, czas więc je kupić. Gdzie? W pasmanterii. To taki sklep z tkaninami, nitkami i innymi tego typu rzeczami jakbyś nie wiedział.
Jakie materiały będą ci potrzebne?
  • materiał w odpowiedniej barwie. Najlepiej jak najmniej rozciągliwy i niezbyt śliski. Chyba że koniecznie chcesz mieć "jedwabny" proporzec. Najlepiej rozejrzeć się za jakąś bawełną, albo bawełną z domieszką tworzyw sztucznych. Ważne żeby nie wyblakła zbyt szybko. Może być taki materiał jak na chusty (możesz nawet kupić kilka chust w odpowiednim kolorze w składnicy), ewentualnie inna bawełna o podobnych właściwościach, może być cienkie płótno bawełniane. Jak kupiłem bawełnę z domieszką tworzyw sztucznych. Jest nieco bardziej połyskliwa niż chusty, delikatnie grubsza, ale niezbyt rozciągliwa.
  • nici: takie zwykłe w szpulkach do szycia, oczywiście w odpowiednich kolorach. Będzie potrzebna do zszywania i ewentualnie drobniejszych haftów.
  • mulina: czyli grubsza nić, coś pośredniego między nicią, a włóczką z której robi się swetry. Będzie potrzeba do haftów. Jeżeli masz problem z kolorami i stojąc w pasmanterii przed całą tablicą z nićmi w różnych kolorach i stojakiem pełnym różnych mulin dostajesz ataku paniki weź ze sobą chustę drużyny i wydrukowany projekt proporca (o ile kolory na wydruku wyszły dobrze) i po prostu  powiedz "poproszę nici w takim kolorze", wskazując na chustę albo wydruk.
  • fizelina: "podkład" na który naprasowuje się tkaninę żeby można było wyciąć z niej odpowiednie kształty na proporcu. O fizelinie napiszę później nieco więcej. Ewentualnie można te same kształty wciąć z kolorowego filcu.
  • ozdobne frędzle. O ile chcesz mieć takie frędzle na swoim proporcu, różnobarwne taśmy z takimi frędzlami też można kupić w w pasmanterii.
Mamy projekt, mamy materiały czas przystąpić do pracy. Ale muszę cię ostrzec: ponieważ nie mam maszyny do szycia, większość swojego proporca uszyłem ręcznie. Tak, ręcznie. A na to potrzeba czasu. Na mój poświęciłem jakieś 2 miesiące pracy. Więc powinieneś zarezerwować sobie dużo wolnego czasu. Więc znajdź coś, co będzie "brzęczało w tle" gdy ty będziesz kręcił igłą. Jakieś seriale, filmy dokumentalne, podcasty i audycje radiowe, audiobooki. Kolejna rzecz jaką musisz sobie zapewnić to dobre oświetlenie. Skupianie się na małych detalach haftu bardzo męczy oczy, nawet przy świetle dziennym, a co dopiero przy jakiejś małej lampce. Czasami wieczorem nie dość że zapalałem światło w pokoju w którym szyłem, to miałem tuż nad głową zapaloną jeszcze dodatkowo lampkę biurową z 40 watową żarówką.
Ponieważ proces szycia był tak na prawdę procesem nauki, zacząłem od prostszej, hufcowej strony.
Pierwszą zmianą w porównaniu z projektem było wyhaftowanie muliną nazwy hufca, a nie tak jak pierwotnie planowałem: wycięcie jej z czarnej tkaniny.
 Wynikało to z problemu z którym zetknąłem się zszywając lilijkę w barwach drużyny. Materiał się "siepał": nitki wychodziły z tkaniny na jej wyciętych krawędziach. Lilijka specjalnie była wycięta większa, żeby można było zawinąć siepiące się krawędzie pod spód i bezproblemowo przyszyć ją do proporca. Jednak lilijka jest zbyt skomplikowanym kształtem żeby można było to zrobić.
Na tym zdjęciu widać moje próby podwijania krawędzi z wykorzystaniem wyciętego z papieru szablonu od którego odrysowałem kształt lilijki.
Na szczęście szybkie wyszukiwanie w internecie i rzut oka na kilka blogów o hobbystycznym rękodziele przyniosły rozwiązanie: fizelina. Tkanina z tworzywa sztucznego wyglądająca jak cienka mieszanina waty i folii na którą naprasowuje się właściwą tkaninę. Pod wpływem ciepła klej zawarty w fizelinie przywiera do tkaniny i utrzymuje jej włókna na miejscu, nawet pomimo wycięcia z niej potrzebnego kształtu. Co więcej: fizelina jest biała i na tyle szorstka że da się po niej rysować np. ołówkiem. Ułatwia to odrysowywanie kształtów. Przykładamy wycięty z papieru szablon, odrysowujemy kształt, wycinamy i przyszywamy.
Jeszcze co do fizeliny. Da się ją kupić spokojnie w pasmanterii, chociaż ja, z racji kwestii czasowych kupiłem ją w... "przemysłowym" GSie. Takie typowy sklep z małego miasteczka ze środkami czystości, narzędziami ogrodowymi, koszulami i podstawowymi przyborami pasmanteryjnymi. Tu też dodatkowa porada jeśli do tej pory nie kupowałeś nic w pasmanterii. Jeśli na pytanie ile tego potrzebujesz odpowiesz "tak mniej więcej jak 1-2 kartki A3" to usłyszysz "ale ja sprzedaję na metry..." I nie, nie metry kwadratowe. Metry bieżące. Czyli bela materiału może mieć szerokość większą niż metr, ale kupując podajesz jakiej długości fragment tego materiału chcesz.
lilijka w barwach drużyny naprasowana na fizelinę
Na zdjęciu widać dziwne zagięcie fizeliny. Wynika to z tego, że naprasowałem na nią już zszytą lilijkę i musiałem potem rozcinać fizelinę pod szwem. Gdyby robił to teraz, pewnie naprasowałbym najpierw oba kolory oddzielnie, a dopiero potem zszył ze sobą. Po wycięciu odpowiedniego kształtu lilijki przyszedł czas na jej naszycie. Prosto: na okrętkę, wokół krawędzi. Chodziło o to, żeby nie odstawała w żadnym miejscu. Najpierw "złapałem" ją w odpowiednim miejscu szpilkami, potem obszyłem rzadkim ściegiem żeby się nie przesuwała, a potem o wiele gęściej, dla wyglądu i pewniejszego umocowania lilijki na proporcu. Ręcznie, ale da się to też zrobić na maszynie, o ile da się na niej ustawić odpowiedni ścieg. Na współczesnych, domowych maszynach do szycia raczej się da. Nie wiem, nie mam.
Lilijka "złapana" szpilkami przed przyszywaniem jej do proporca
Zbliżenie na obszycie lilijki na stronie hufcowej
Gotowa strona hufcowa
Jedna ważna porada dotycząca przyszywania aplikacji: dobrze jest zarówno przed, jak i po przyszyciu wyprasować elementy.
Potem zabrałem się za stronę drużynową i zacząłem od elementów przyszywanych w taki sam sposób. Tyle że z już większym doświadczeniem.
 Na zdjęciu powyżej widać aplikację naprasowaną na fizelinę, wyciętą do odpowiedniego kształtu i "złapaną" w odpowiednim miejscu szpilkami. Widać też gęstość "wstępnego" ściegu utrzymującego aplikację na proporcu w trakcie obszywania jej gęstszym, lepiej wyglądającym ściegiem.
Kolejne zdjęcie, z kolejną naszytą aplikacją. Znowu widać różnicę gęstości między wstępnym, a ostatecznym ściegiem. Można też porównać ostateczny kształt wyciętej "fali" z pierwotnie planowanym. Oczywiście ten na tkaninie był uproszczony w porównaniu z tym na papierze.
Po przyszyciu aplikacji przyszedł czas na wyhaftowanie numeru i nazwy drużyny. W porównaniu z nazwą hufca zrobiłem małą próbę nowego ściegu na zbędnym kawałku tkaniny. Ścieg "w jodełkę" (czy jak on się tam formalnie nazywa) okazał się równy, w miarę dobrze wyglądający, gęsty i jednocześnie prosty w wykonaniu. Muszę przyznać że od teraz oznaczenia stopni na pagonach będę wyszywał właśnie nim: będą równiejsze i lepiej widoczne, a jednocześnie nadal "błękitne na czarnym".
Dwa zdjęcia numeru w trakcie haftowania go białą muliną. Widać kształt ściegu, oraz "szkic" nicią wzdłuż którego haftowałem. Takie zaznaczenie przebiegu cienką nicią wszytą fastrygą (czyli najprostszym, ale jednocześnie bardzo słabym ściegiem) pozwalało mi trzymać kształt w sytuacji w której zaznaczenie kredką, kredą, albo mydłem starłoby się w trakcie haftowania. A zapewniam: ścierało się. Przy takiej pracy palce się pocą, czasami byłem zdziwiony jak bardzo moje palce były mokre mimo tego że nie jest to jakaś ciężka fizycznie, czy stresująca czynność.
Co do zaznaczania mydłem. Większość rzeczy w proporcu rozrysowałem na tkaninie ołówkiem. Da się go zmyć, ale właśnie: zmyć. Polecam mydło: z jednej strony dobrze się trzyma i jest widoczne zarówno na dosyć jasnej, jak i czarnej tkaninie, a z drugiej strony łatwo je usunąć. Czemu wspominam tu o mydle? Bo nazwę drużyny haftowałem bez wcześniejszego szkicu nitką, od razu po rozrysowaniu mydłem. Dlatego zależało mi na tym, żeby rozrysowane napisy trzymały się na tkaninie.

Widać napis zaznaczony mydłem
Większość tych napisów robiłem podobnym ściegiem co numer, tyle że zamiast "jodełki" (>>>>) zrobiłem to swego rodzaju "dachówkami" (////) ułożonymi w jedną stroną. Jeżeli zauważasz różnicę w grubości między DR i resztą, to wynika to z tego że ścieg zmieniłem w trakcie widząc że to jednak nie to.
Po obszyciu i obhaftowaniu obu stron przyszedł czas na połączenie. Nie było to taką prostą sprawą właśnie z racji frędzli które należało wszyć między obie strony proporca. Najpierw ułożyłem obie części odwrotnymi stronami na zewnątrz, potem ułożyłem między nimi taśmę z frędzlami i złapałem to wszystko szpilkami. Potem zszyłem to fastrygą. I poddałem się.
Lewa strona hufcowej części proporca przy łączeniu szpilkami i zszywaniu fastrygą. Widoczny szew wokół lilijki i średnio estetyczne pętle zostające przy haftowaniu napisu. Ale spokojnie: i tak zostają przecież w środku.
 Ale jak to? Nie, spokojnie, nie zrezygnowałem z całego projektu. Po prostu uznałem że lepiej będzie jeśli ostateczne szwy łączące proporzec będą wykonane na maszynie: będą wtedy prostsze i mocniejsze. Jak pomyślałem tak zrobiłem i udałem się w odpowiednie miejsce (JESZCZE RAZ DZIĘKUJĘ BABCIU! No co, nie mam maszyny do szycia w domu).

Po ręcznym zszyciu odwinąłem proporzec na prawą stroną żeby zobaczyć jak będzie wyglądał gotowy. A tak prezentowała się strona drużyny już po zszyciu na maszynie:
Na czym umieścić proporzec? Na drzewcu? Jak wykonać proporzec? Tak jak laskę skautową. Czyli potrzebna nam będzie prosta, długa na ok. 170 cm, o grubości takiej "pod rękę", żeby dało się ją wygodnie trzymać laska np. z leszczyny.  równo okorowana i dobrze wysuszona. Główka może być odpowiednio wyrzeźbiona.  Przyznam że ja poszedłem na łatwiznę: lata temu w harcówce 23-ciej ostała się laska skautowa. Ładna, dobrze okorowana, nie wiadomo czyja przez kilka lat stania w kącie wygięła się w lekki łuk. Gdy musieliśmy opuścić pomieszczenie bo szkole przez 6-latki idące od 1 klasy potrzebna była kolejna sala na zerówkę, laska skautowa trafiła razem z resztą rzeczy z harcówki trafiła na mój strych. Chcąc wykorzystać ten było-nie było element historii drużyny, przeznaczyłem laskę na drzewiec proporca drużyny. Do przymocowania proporca wykorzystałem rzemyki wycięte z trzymanego "na przyda się" kawałka skóry, jeśli dobrze pamiętam: z portfela. Mają długość "na akurat". Równie dobrze można kupić gotowe rzemyki i przyciąć je z zapasem, żeby można było je łatwo zawiązać na drzewcu, można użyć też troków z dobrze wyglądającego sznurka. Co do przymocowania ich do proporca: można je przyszyć, ale równie dobrze można na krawędzi wszyć metalowe krążki, np. takie jakich używa się do robienia kolczug: są dostępne w internecie na kilogramy, a przecież do proporca potrzeba 3, może 4.
Jeśli mamy proporzec, trzeba pomyśleć nad proporcowym/chorążym. Chyba lepiej żeby nie był to bezpośrednio zastępowy, albo drużynowy. Może to być podzastępowy albo przyboczny. Można się też zastanowić nad wyznaczeniem specjalnego chorążego i mianowaniem go rozkazem. Tylko pamiętajmy że jest to funkcja reprezentacyjna. Zarówno pod względem postawy zewnętrznej, znajomości musztry i regulaminu mundurowego, ale też i postawy w słowach i zachowaniu. Proporcowy powinien być godzien tego zaszczytu, swego rodzaju strażnika symbolu honoru drużyny albo zastępu.
A co z wręczeniem? Proporzec w życiu drużyny czy zastępu nie powinien pojawić się "od tak". Powinien być zdobyty, wręczony uroczyście. Jeśli jesteś drużynowym i wiesz że jeden zastęp przygotował sobie proporzec, albo zrobiliście proporzec drużyny: jego wręczenie potraktuj jak organizację przyrzeczenia. Przyrzeczenia całego zastępu albo drużyny. Niech moment otrzymania proporca będzie "obrzędem przejścia" dla otrzymującego ją zastępu, albo drużyny.
A jaki otrzymujemy ostateczny efekt tych wszystkich prac? Dumna ze swojego proporca drużyna:
I chyba jeszcze ważniejsza rzecz: "lans na dzielni". Bo od tego jest właśnie proporzec.
To i poprzednie zdjęcie zrobione na XXVII Rajdzie Mikołajkowym


sobota, 26 kwietnia 2014

Sznajper&Gabbana

W zastępie pojawiła się replika snajperska. "Armata" co najmniej zmierzająca w kierunku prawdziwej airsoftowej snajperki, a nie "kitaj-snajpy za 300 zł". Jest sprzęt. A raczej jedna część sprzętu, ta do strzelania. Więc przydałoby się jeszcze zająć sprzętem "do ukrywania". Ponieważ obiecałem właścicielowi "armaty" spisanie swoich pomysłów na kamuflaż, wykorzystuję blog. Po pierwsze, ponieważ łatwiej mi będzie wykorzystać i włączyć do tekstu różne źródła internetowe. A po drugie: nie będzie tu tak cicho.
Ponieważ zastęp coraz bardziej się "brytalizuje": chłopaki złapali bakcyla, a sam karabin to replika broni snajperskiej używanej przez Brytyjczyków, na początek trzeba sprawdzić "what would brits do?" Z pomocą przychodzi nam forum Militaryphotos.net. Zarówno wątek ze zdjęciami brytyjskich sił zbrojnych, jak i o snajperach:
Peleryna z kapturem (tzw. "viper hood") z dowiązaną jutą, łoże broni malowane + dodatkowo broń owinięta siatkowym szalem. Oczywiście twarz pomalowana.

Znowu żołnierz zamaskowany tak samo, ale za to zamiast "szala na szybko", broń jest zamaskowana w nieco bardziej pracochłonny sposób.
Tym razem w Afganistanie: zwykłe oporządzenie piechura. Karabin i luneta oklejone materiałową taśmą klejącą i dopiero potem pomalowane.
I nieco historii. Film o snajperach z lat 60-tych:
"W linii" również zwykłe wyposażenie piechura, karabin owinięty jutowym workiem. "Na misji": Stare Denison Smock z doszytymi "farfoclami" na rękach i plecach, siatkowe szale, również z "farszem", pomalowane twarze, karabin "nadal w worku".
Jeden z odcinków dokumentu o szkoleniu Arctic and Mountain Warfare Cadre: kursie specjalistycznym Royal Marines. Akurat ten odcinek pokazuje szkolenie snajperskie w połowie lat 80-tych. https://www.youtube.com/watch?v=fM0ap3gJUyM
Znowu stroje maskujące na bazie kurtek.
I podobne szkolenie, tyle że z przełomu XX i XXI wieku: https://www.youtube.com/watch?v=wOJHjYInOwo

Jak widać, a raczej nie widać, trudno znaleźć wśród tych przykładów "klasyczne" stroje ghillie w stylu "człowieka-krzaka", a obecne jest raczej lżejsze maskowanie.  Osobiście uważam, że początkujący airsoftowy snajper nie musi "stroju wookiego" wykonywać. O wiele ważniejsze jest nauczenie się "snajperskiego rzemiosła", czyli celnego strzelania i obserwacji. Dzięki którym będzie o wiele bardziej przydatny dla swojego oddziału nie tylko na milsimie, ale również na luźnej strzelance. Jednak jeśli potrzeba jakiegoś maskowania to zaproponowałbym nieco inne rozwiązanie: oparte na tym, co pokazuje na swojej stronie Bergmann, surwiwalista z Alaski. Gość jest niesamowity, nie ględzi o polityce, tylko pokazuje co robi. A pokazuje tak, że czytając jego stronę aż wstyd człowiekowi. że siedzi w tym momencie w domu, a nie w terenie. Nieco zdjęć i opis: kamuflażu osobistego i  broni. Wzorując się na jego rozwiązaniach, opiszę w tym tekście pomysł bardziej "modułowy", który można lepiej dopasować do sytuacji niż klasyczne ghillie: kapelusz z maskowaniem, dwustronny maskałat, oraz "pelerynka" maskująca, którą można założyć na ramiona, plecak, lub wokół pasa, w celu zamaskowania pasoszelek.
Czego będziemy potrzebowali? Kapelusza, siatki, ubrań w kamuflażu na pocięcie (co najmniej 2 koszule polowe w dpm i ddpm. I tak spora część materiału z nich trzeba będzie zafarbować), zimowego maskałatu lub poncza, innych dodatkowych materiałów takich jak bawełniany i lniany materiał, luta itp. oraz barwniki do farbowania tkanin i różnego rodzaju farby: zarówno w spreju, jak i do malowania.

Kapelusz:
Ja na strzelance "Tour de Mokry Ług 5. Zdjęcie autorstwa Małgorzaty Zięcik, źródło: https://plus.google.com/photos/110143422897735677149/albums/5997044012666736865 Maskowanie zrobione na bazie siatki przywiązanej do kapelusza. Do tejże siatki przywiązane są jutowe nitki, paski pomalowanego sprejem i pociętego lnianego materiału, oraz paski materiału w kamuflażu dpm. Żeby jeszcze poprawić maskowanie będę musiał zapewne wpleść tam jeszcze nieco dłuższych pasków wokół obwodu, żeby "złamać" linię ronda. No i "w poważniejszej sytuacji" twarz i ręce powinny być zamaskowane specjalną farbą do ciała.
Zamaskowane nakrycie głowy to wg. mnie jedna z podstawowych rzeczy potrzebnych, jeśli chcemy się lepiej kamuflować w terenie. A co będzie potrzebne do wykonania czegoś takiego? Mniej więcej to co opisałem w podpisie pod zdjęciem. Kapelusz: jakiś tani boonie hat w leśnym kamuflażu. Może być DPM, może być Woodland, może być francuskie CCE. Ważne żeby dało się przywiązać do niego siatkę. Siatka? Może być siatka kostrukcyjna do odzieży, może być moskitiera, czy coś innego w tym stylu, byle by się dało do niej przyszywać lub przywiązywać maskujący "farsz". Może być oliwkowa, szara, brązowa, czy też jakaś jasna, do zafarbowania. Siatkę wycinamy w "łezkowaty", pofalowany kształt, tak aby przykrywała rondo kapelusza, ale nie zwisała z niego za bardzo. Zwisać powinna z tyłu, aby nieco osłaniała kark. Siatkę przywiązujemy w jakiś sposób do taśmy kapelusza, np. przyszytymi do niej sznurkami.
Do tej siatki przywiązujemy nieregularnie pocięte paski materiału w kamuflażu (np. z pociętej taniej koszuli polowej), jak również zafarbowane na najróżniejsze odcienie kolorów maskujących i tak samo potraktowane nitki juty. Tych "farfocli" nie może być tylko kilka, bo wtedy nie będą spełniały swojego zadania. Musi ich być na tyle dużo, aby rozbijały charakterystyczny kształt głowy i ronda kapelusza. Do siatki mogą być również przymocowane gumy, np. obrączki wycięte z dętki rowerowej, służące do wtykania w nie roślinności.

Dwustronny maskałat: Rozwiązanie wzorowane na tym stosowanym przez Waffen-SS podczas Drugiej wojny światowej, a do dziś twórczo rozwijane np. na terenie byłego ZSRR. Mowa o luźnej kurtce, zależnie od modelu z kapturem lub bez, zakładanej na mundur, uszytej z dwustronnie zadrukowanego materiału. Z jednej strony jest nadrukowany kamuflaż letni, z przewagą zielonego, a z drugiej: jesienny, z przewagą brązów. Tyle że jeśli szukamy rozwiązań "budżetowych", to zakup albo reprodukcji niemieckiej kangurki, albo współczesnego wschodniego maskałatu, raczej nie wchodzi w grę. Możemy jednak wykazać się pomysłowością i wykonać własny maskałat. Ja np. samodzielnie uszyłem maskującą kangurkę z lnianego "surowego" materiału, kupionego po promocyjnej cenie jako końcówka beli. Co prawda krój jest porażką, ale to przedsięwzięcie pozwoliło mi na nieco eksperymentów z takimi strojami maskującymi. Być może opiszę ją dokładnej w oddzielnym poście, a na razie: zdjęcie z testów w terenie:
Sprawdzałem czy kangurkę da się pogodzić z oporządzeniem, np. plecakiem. Rękawy są za długie, korpus nieco za szczupły, ale jakoś się da.

 Jednak zamiast szycia kompletnie od podstaw, można sobie ułatwić życie. Pierwszy sposób to wykorzystanie jakiegoś gotowego zimowego maskałatu. Można też wykorzystać niemieckie zimowe ponczo maskujące:
Zszyć dwie strony tworząc rękawy do pach, a dalej wzdłuż korpusu można kombinować. Pozostały wycięty materiał spod pach można wykorzystać na najróżniejsze sposoby: do szycia różnych udogodnień, kieszeni, czy tuneli na ściągacze w naszym powstającym maskałacie, oraz po zafarbowaniu na paski kamuflażu. A może nawet na uszycie spodni. Można też spróbować różnymi krawieckim sztuczkami przerobić brytyjskiego smocka na dwustronność, ale maskałat z poncza można uszyć nawet ręcznie, a smocka się tak na pewno nie przerobi. Kupny, lub szyty z poncza maskałat powinien być w największym dostępnym rozmiarze i na tyle luźny, na ile jest to praktyczne, aby przez swoją workowatość zniekształcać wbitą w pamięć i łatwo rozpoznawalną ludzką sylwetkę. Jeśli zdecydowaliśmy się na ponczo, można np. spróbować tak ukształtować boki pod pachami, aby były sznurowane, lub zapinane. Ułatwiłoby to noszenie maskałatu na oporządzeniu: sięganie do kamizelki przez boczny otwór, czy też nawet przód mógłby być podwinięty i noszony jako "viper hood" podobny do tego z pierwszego zdjęcia w tym poście.

Ale co zrobić żeby kamuflaż nie był biały, a dwustronny? Najpierw wykorzystujemy materiał z poncza który jeszcze nam został, wycinając z niego "zębate" paski i przyszywamy je przede wszystkim do kaptura, barków i ramion. Da nam to nieco trójwymiarowego maskowania w naszym maskałacie. Potem farbujmy go, gotując z barwnikami do tkanin w rodzaju popularnego "Motylka. Dlatego materiał na kurtkę powinien zawierać sporo bawełny: nie jest ona najbardziej idealną tkanina na strój w teren, ale za to da się ją łatwo i trwale ufarbować. Maskałat wiążemy w najróżniejsze węzły, zawiązujemy sznurkiem, czy też gumką, aby uzyskać plamy, a nie jednolity kolor i farbujemy z kolorami, które można wykorzystać zarówno we wzorze letnim, jak i jesiennym. A więc najróżniejsze beże, brązy, zieleń też nie zaszkodzi, można spróbować nawet z jakimś szarym. Kolory będą się nakładać, przenikać, mieszać, poprawiając skuteczność wzoru. Gdy mamy już bazę, przechodzimy do zróżnicowania wzoru, wykorzystując farby do tkanin, czy farby w spreju. Najlepiej w tym momencie rozwiesić kurtkę na jakimś stelażu, czy wieszaku, żeby kontrolować co się maluje.Trzeba pamiętać o wszelkich zasadach kamuflażu. Między innymi makrowzorze rozbijającym sylwetkę (duże plamy działające na większych odległościach), pewnej dozie kontrastu, kontrcienowaniu i innych. Tak jak na kapeluszu doszywamy też jakieś pętle do mocowania dodatkowego maskowania. I robimy coś, żeby pozbyć się zapachu farby. Wietrzymy, pierzemy w jakiejś "terenowej" wodzie itp. Bo zapewniam że po malowaniu maskałat będzie nimi śmierdzieć. Wiem to na przykładzie mojej kangurki. Farb nie można nadużywać również z drugiego powodu: w pewnym stopniu usztywniają materiał.

Dodatkowa peleryna maskująca. Razem z kamuflażem na kapeluszu może stanowić zastępstwo dla "pełnego" viper hooda z kapturem. Lub posłużyć do zamaskowania wystających poza sylwetkę plecaka, albo oporządzenia na pasie. Jak by to wyglądało? Jeszcze raz odsyłam do strony Bergmanna. A jak to wykonać? Tak samo jak maskowanie na kapeluszu. Wycinamy siatkę na kształt peleryny, z przodu sznurek lub sznurki do mocowania, a potem wedle potrzeb i uznania przymocowujemy do siatki maskujący "farsz".

Zostało jeszcze maskowanie karabinu. Są 3 opcje: pomalowanie repliki "na goło". Jak wygląda można zobaczyć na moim zdjęciu z Tour de Mokry Ług. Karabin już nie wyróżnia się jak "czarny kij", ale nadal jego kształt nie jest rozbity. Opcja druga to oklejenie repliki materiałową taśmą klejącą (najlepiej tak, aby nadal dało się ją rozkładać), zamaskowanie taśmą malarską elementów ruchowych i szkieł lunety, a dopiero po tym malowanie farbami maskującymi. Dzięki teksturze taśmy karabin wygląda bardziej "miękko" (trudno jest mi dobrać lepsze słowo: najróżniejsze nierówności taśmy zaburzają "twardy", kanciasty kształt karabinu). Można też owinąć replikę materiałem, dzięki czemu dobrze ją maskujemy i "włochaty kij" już się tak nie odznacza w terenie. Możliwe jest pewne połączenie drugiej i trzeciej opcji. Czyli dosyć ścisłe owinięcie karabinu tam gdzie jest to możliwe postrzępionym materiałem, najlepiej lnianym lub jutowym, przytrzymywanym na miejscu przez sznurek, gumę, czy też materiałową taśmę klejącą, uzupełniającą paski materiału w miejscach w których nie da się ich owinąć. W razie potrzeby do takiej "bazy" można dodawać dodatkowe maskowanie. Czy to w postaci pasków materiału, czy ściętej zieleni. Tak samo można zamaskować również inne "przyrządy", np. lornetkę, czy monokular do prowadzenia obserwacji.

Ale wszystkie te rękodzieła mało dadzą jeśli się nie ćwiczy. Trzeba więc ćwiczyć, zgrywać się, testować, poznawać swój "fach.
Polski podręcznik strzelca SWD
http://magxxx.files.wordpress.com/2011/01/sztuka_celnego_strzelania.pdf
Niemiecki film szkoleniowy z II Wojny Światowej. Z angielskim powojennym lektorem i napisami. Na tym samym kanale są kolejne części.

wtorek, 8 stycznia 2013

Projekt: kapelusz





   Po wakacjach doszedłem do wniosku że potrzebuję kapelusza w DPM-ie. Najprawdopodobniej odezwał się we mnie "tacticalowy modniś" po obejrzeniu zdjęć z obozu, na których uznałem że "seledynowo-oliwkowy" boonie hat Helikona nie zgrywa się z kamuflażem. Nie trzeba mnie za to bić, wiem że nie prawdziwy mężczyzna nie powinien zwracać uwagi na takie duperele. Chociaż... przykładanie znaczenia do swojego kamuflażu może być jakąś atawistyczną pozostałością po prehistorycznych łowcach... Ale bądźmy poważni. Oczywiście, po stwierdzeniu zapotrzebowania zacząłem poszukiwania w internecie, przede wszystkim na Allegro. Niestety, na brytyjskie wojskowe kapelusze na tym serwisie jest posucha. Gdy prowadziłem swoje poszukiwania, były tylko pustynne. Obecnie, oprócz pustynnych są średnio 1-3 oferty. Oprócz tego znalazłem jeden demobil internetowy z prawdopodobnie kontraktowymi kapeluszami i jeden z kopiami. Trudno inaczej to wytłumaczyć, jeśli przy "kraj produkcji" mamy "Polska". Pomyślałem że czemu by nie spróbować samodzielnie uszyć prosty kapelusz? To dosyć prosta konstrukcja, bez jakiś wymyślnych kształtów, a z racji rozmiarów dałoby się go uszyć w ręku. Jak pomyślałem, tak zrobiłem (tak, wszystko co zobaczycie było szyte ręcznie, niestety nie mam maszyny do szycia). Do uszycia "zutylizowałem" jakąś dziecięcą koszulę w "nie do końca DPM" (wzór ma względnie dobre kolory, ale plamy wyglądają, jakby były drukowane ze zużytych wałków: są bardziej obłe i brakuje małych kropek na obrzeżach). A ponieważ nareszcie skończyłem jego szycie, myślę że czas na małą fotorelację. I od razu uprzedzam wszystkich co to za dziwny koc w kratkę służący jako tło: to siedziba redakcji tego bloga pod postacią mojego łóżka. Do wyboru było tylko to, lub klepka na podłodze. Zwłaszcza przy robieniu zdjęć po nocach, do których nie mogłem dopasować dobrego światła.
Na początek, musiałem zmierzyć obwód swojej głowy, żeby dopasować do niej rozmiar kapelusza. No i określić wszystkie proporcje: czy chcę kapelusz wysoki, czy płytki, z szerokim, czy może wąskim rondem? Ogólnie rzecz biorąc dążyłem do stworzenia czego w rodzaju "boonie hata" z wąskim rondem i nieco płytszego (http://dpm-soldier.pl/mundur/czapki_w_teren.html). Można nawet powiedzieć że bliskiego wszelkim produktom "UKSF SAS Style". Przy czym nie zachęcam do kupowania produktów firmy Web-Tex. Powiedzmy że to taka brytyjska odmiana "renomowanej niemieckiej firmy szyjącej w Chinach" czyli MilTec.
Coś takiego planowałem osiągnąć. Jak mi wszyło... Na kolejnych zdjęciach.
Po określeniu wszystkich najważniejszych wymiarów przyszedł czas na wycięcie góry kapelusza, czyli po prostu koła o obwodzie równym obwód głowy + rezerwa na zaszewkę.
Jak widać korzystałem z szablonów wycinanych z bloku rysunkowego A3, które następnie odrysowywałem kredkami bambino. Nie spodziewałem się że będą aż tak dobre do tego. Próbowałem z kredą, ale kreda łatwo się ściera, co utrudnia poprzednie szycie. Nie próbowałem z mydłem, z którego chyba korzystały/korzystają prawdziwe krawcowe. Po "denku" wyciąłem też bok kapelusza, w formie długiego prostokąta. Niestety był za długi na szablon z jednej kartki, a o klejeniu dwóch kawałków nawet nie pomyślałem, więc rysowałem go bezpośrednio na materiale. Wyszło jak wyszło, gdyby był bardziej prosty, zapewne w efekcie finalnym rondo lepiej by się prezentowało bo przyszyłbym je prościej. Ale... 2 zdjęcia "obozowej mycki", jak ochrzściłem tą część kapelusza. Czemu... Nie pytajcie.
"mycka" wywinięta na lewą stronę. Jak widać nie bawiłem się w jakieś wymyślne ściegi, ale nie jest to też chamska fastryga.

I na właściwej stronie, widok od tyłu: na szew "boku". Na tym zdjęciu widać też że wzór kamuflażu to nie do końca poprawny DPM.
Po zszyciu "mycki" przyszedł czas na doszycie ronda. Jest ono węższe niż w "sklepowych" boonie hatach. Skalda się z 2 części, przyszytych u podstawy do "mycki", zszytych razem w u podstawy i w połowie szerokości, a na końcu zawiniętych do wnętrza i zszytych na obwodzie.

Doszyta górna część ronda: widać że nie ma jeszcze na nim żadnych szwów.
Ten sam etap, wywinięty na lewą stronę. Widać jak doszyta jest górna część ronda do "mycki".

Niestety przy następnych etapach, czyli doszywaniu dolnej części ronda, oraz taśmy do mocowania maskowania nie robiłem zdjęć, więc kolejne będą już z gotową abominacją, którą śmiałem nazwać kapeluszem. Najpierw wywinięty na lewą stronę, żeby pokazać rondo od dołu.
Mam zakupioną czerwoną tasiemkę, którą jeśli będę miał kiedyś czas i chęci, posłużę się jako lamówką i obszyję widoczny szew łączący "dno" z bokiem. Będę mógł wtedy dodatkowo oprócz podstawowego oznaczenia trafienia w airsofcie (czerwony materiał/odblaskowa pomarańczowa kamizelka), dodatkowo "oznaczyć się jako trup" poprzez wywinięcie kapelusza na lewo.
Gotowy kapelusz od góry.
I od tyłu. Widać dosyć średnio zszyty obwód ronda, taśmę na maskowanie, którą zamiast samodzielnie zszywać, zaadaptowałem z zaszewki na dole koszuli, oraz ściągać dla gumy w taśmie. Czemu wsadziłem gumę do taśmy i jeszcze na dodatek dałem na jej końcach ściągacz? Taki bajer podpatrzony w profesjonalnych kapeluszach. Pozwala szyć w dużym "uniwersalnym" rozmiarze i ewentualnie ściągnąć do mniejszego rozmiaru. Mam też nadzieję, że nieco ściągnięta guma będzie lepiej trzymała maskowanie z trawy i gałązek i nie będzie trzeba np. garści trawy przewiązywać przez taśmę. Jednocześnie wiem że taśma mogła wyjść nieco za nisko, ale po prostu łatwiej było ją przyszyć tuż przy rondzie, co pozwalało trzymać się w miarę prosto wokół całego kapelusza.
Kapelusz zaciągnięty na głowę. Widać falujące rondo, wynikające z niedokładnego szycia w ręku. Może by dałoby się je wyprasować, ale po co? Pofalowane "ma styl". Plus w gratisie moja zarośnięta facjata. Niestety, zestaw: stary polar Helikona i własnoręcznie uszyty kapelusz nie są na tyle "tacticool", żeby zamazywać twarz.
Widok z boku. Na tym zdjęciu dobrze widać rozmiary ronda. Brytyjscy żołnierze często skracali dosyć spore rondo w swoich bush hatach, żeby nie opadało na oczy. Z takich samych powodów, czyli poszerzenie pola widzenia, przy zachowaniu cienia nad oczami. "Wędkarski" kapelusz to też modny rekwizyt jeśli lubimy "Nam Style"
Proszę bardzo, SOG full lans: Tiger Stripes, XM-177 i kapelusze z wąskim rondem:
Dwa zdjęcia kapelusza nieco ściągniętego gumą i założonego "luźniej", płycej na głowie.


Porównanie z boonie hatem od Helikona, który wywinąłem na lewą stronę, ponieważ mam do niego przywiązaną siatkę maskującą i po prostu nie chciało mi się jej zdejmować dla jednego zdjęcia.
I wspomniana siatka maskująca, do której wykorzystałem ścinki z koszuli. Sporo ich zostało, więc pewnie dodam do niej więcej kawałków materiału. Zapewne od wiosny często będzie gościła na nowym kapeluszu.