1: Za pomocą "Kafelkarza" ściągnąłem z Geoportalu potrzebny mi obszar mapy 1:50000 i ortofotomapy (zdjęć lotniczych). Ponieważ najłatwiej mi jest je ściągać w formacie dla Oziexplorera, czyli po 2 pliki: .map i .png, musiałem jeszcze je skonwertować do formatu bardziej lubiącego się z Locusem. Czyli przechodzimy do punktu...
2: Wykorzystałem do tego program OruxMapsDesktop, w założeniu wspierający inną nawigację na Androida, czyli Orux Maps. Format do którego konwertowałem to sqlite.
3: Po wgraniu map na telefon siadłem z Locusem odpalonym na telefonie i Geoportalem na laptopie i zacząłem planowanie trasy. Zapisałem sobie kilka "punktów zainteresowania" który miałem, lub nadal mam zamiar odwiedzić na tych obszarach:
- Bagno Cietrzew k. Ołdakowizny
- Szymanka: praktycznie w środku tego kompleksu leśnego znajduje się polana na którą natknąłem się podczas wiosennej nocnej wędrówki. Z powodu pogorszenia pogody musieliśmy wtedy się właśnie z tamtego miejsca cofnąć. Zdziwiło mnie tam to że nagle w środku boru sosnowego jest odkryta polana otoczona drzewami liściastym (tyle byłem w stanie w nocy zobaczyć): skojarzyło mi się to z opuszczonym podwórkiem, tyle że nie było tam już żadnego budynku. Postanowiłem obejrzeć to miejsce w dzień, na spokojnie. Zwłaszcza ze na mapie 1:25000, układ 1965 są w tym miejscu jeszcze zaznaczone budynki. Podczas gdy np. na mapach w układzie 1942 (1:10000 i 1:50000) tych budynków tam nie ma.
- Góra Wizna: choć tu przyznam że zaznaczyłem ją raczej dodatkowo. Może zajrzę tam przy okazji jakiejś kolejnej wędrówki. Ważniejsze było dotarcie do innych punktów.
- Mogiła z Powstania Styczniowego w Boruczy. Byłem tam już samochodem, robiąc "pętlę" od strony Wólki Dąbrowickiej, przez Franciszków, ale teraz chciałem tam dojść pieszo.
- Mogiła z Powstania Styczniowego w Kątach Wielgi. Tą chciałem po prostu znaleźć, kierując się bardzo skąpymi informacjami dostępnymi w internecie.
Do ewentualnych statystyk przejdę później, teraz czas na podzielenie się zdjęciami i wrażeniami.
Wierzba rosnąca nad rowem między Stanisławowem i Rządzą. Kwestie związane z "pokonywaniem przeszkód wodnych" jeszcze się tu będą pojawiać: odwilż opanowała przyrodę, śniegu leżały gdzieniegdzie nędzne skrawki, ale za to wszelkie dołki i rowy wszędzie były pełne wody.
Co prawda na tym zdjęciu widać praktycznie tylko pola na południe od Rządzy, ale próbowałem złapać na nim myszołowa krążącego nad tymi polami.
Rzekę Rządzę przeszedłem przez spiętrzającą ją tamę. Co prawda Locus pozwala dołączać do wyznaczonych punktów załączniki, np. zdjęcia, ale jeszcze nie wiem jak te załączniki z punktów wyciągać, więc zdjęcie tamy wykonane w ten sposób tu się nie pojawi. Potem po "przedarciu się" przez podwórka domków letniskowych, kompletnie nie ogrodzonych od strony rzeki, ale za to od strony drogi już tak wszedłem na żółty szlak turystyczny, który pokrywał się przynajmniej częściowo z tym fragmentem mojej trasy. Inna sprawa że nie byłem w stanie znaleźć w internecie informacji o tym szlaku. Nie ma go w wyszukiwarce PTTK ani w informacjach oferowanych przez powiaty miński i wołomiński, mimo tego że wygląda na szlak rowerowy, z dosyć przejezdnymi drogami.
Mi nie przeszkadzał, zwłaszcza że swoje robiły wtedy endorfiny znane z "euforii biegacza" i idąc po pokrytej resztkami lodu utwardzonej drodze, wykorzystywanej pewnie przez służby leśne zdarzało mi się stepować w ciężkich, taktycznych buciorach. Co ja na to poradzę że w głowie nadal siedzi mi ścieżka dźwiękowa z "La La Land" i właśnie ją nuciłem sobie pod nosem?
Domyślam się że linia jest związana z położoną niedaleko "radiostacją", czyli obecnie Centralną Stacją Kontroli Emisji Radiowych UKE.Dosyć niedaleko od tego zakończenia linii energetycznej znajduje się Szymanka, czyli wspomniane potencjalne dawne gospodarstwo które chciałem sprawdzić. Obecnie to jedynie śródleśna polana porośnięta zdziczałymi krzewami i drzewami owocowymi, prezentująca się mniej więcej w taki sposób:
Właśnie te drzewa i krzewy są pierwszą wskazówką że ktoś mógł kiedyś tam mieszkać: inne ślady działalności człowieka praktycznie zniknęły, ale posadzone na podwórku rośliny zostały. Ale chodziło mi o znalezienie innych, pewniejszych śladów:
Prostokątne zagłębienie: może pozostałość po kopcu na ziemniaki, a może po zabudowaniach gospodarskich. Przeszukałem też "krzaki" znajdujące się na środku polany i znalazłem to czego szukałem:
![]() |
| Belka? |
Tyle zostało z komina dawnej chaty: nieco cegieł, praktycznie przykrytych przez roślinność. Przez przypadek udało mi się trafić w internecie że Szymanka należała do parafii w Klębowie: część z jej ksiąg parafialnych jest dostępnych w internecie. W tej dostępnej w internetowej wyszukiwarce części są też odnotowane urodzenia i zgony z miejscem zamieszkania "Szymanka". 13 dzieci urodzonych między 1891 i 1905 w kilku rodzinach: Kubujów, Sasinów i Ołdaków. Podobnie 15 zgonów zawiera się między 1895, a 1906. Dostępna kartoteka urodzeń kończy się na 1913, a zgonów na 1910. Czy mogłoby to oznaczać że ta polana została opuszczona już gdzieś w okolicach 1906-1907 r.? Przyznam że nie wiem.
Nieco później, już po opuszczeniu polany, na północ od Cichowa, ale jeszcze przed punktem oznaczonym na mojej mapie "użytek ekologiczny" udało mi się spotkać dwa łosie. Chociaż trudno się dziwić biorąc pod uwagę że tuż obok drogi którą szedłem był paśnik. Popatrzyliśmy trochę na siebie, ja na nie, one na mnie i ruszyliśmy każdy w swoją stronę.
![]() |
| Te dwie ciemne plamy to łosie jeśli ktoś się nie dopatrzył. |
Idąc dalej na północ w kilku miejscach gdzie droga była zalana wodą nie dało się przejść inaczej tylko idąc środkiem, po lodzie przykrytym cienką warstwą wody. Gdybym się na tym lodzie wtedy poślizgnąć to nieźle bym się skąpał, ale no cóż: udało mi się. I żeby nie było: nie polecam chodzenia po lodzie podczas odwilży. Co prawda nawet gdyby ta warstwa lodu by się pode mną załamała to wpadłbym co najwyżej kostki, może kolana, ale powrót to byłoby jednak kilkanaście kilometrów do domu w mokrych ubraniach i butach, przy kilku stopniach Celsjusza. Niezbyt przyjemne.
Tak jak wspomniałem, do mogiły w Boruczy dotarłem kiedyś samochodem, ale tym razem mogłem sprawdzić jak dotrzeć do niej od Stanisławowa pieszo i zrobić jej zdjęcia:
Gdyby ktoś chciał tam kiedyś zajrzeć, kierując się moją mapą: przy szosie biegnącej obok jest drogowskaz, ale jeśli jest się samochodem trzeba postawić go na uboczu, albo wjechać w leśną dróżkę.
Idąc przez samą Boruczę dalej udało mi się po raz kolejny podejrzeć zwierzęta: stadko łań jelenia pasło się pod amboną stojącą w polu. Niestety telefon ma taki aparat jaki ma, moje umiejętności są jakie są i nawet próba przyłożenia telefonu do lornetki którą ze sobą dźwigałem się nie powiodła. Więc trzeba mi uwierzyć na słowo że na kolejnym zdjęciu "coś jest".
Jeśli spojrzeć na wrzuconą przeze mnie mapę można zauważyć że z jakiegoś powodu w Kątach Wielgich zrobiłem pętlę wokół lasu. Wynika to z tego że wedle współrzędnych które znalazłem w internecie powinna się tam znajdować kolejna mogiła z Powstania Styczniowego. Taka figa: okazało się że ten las to sosnowy młodnik, tak gęsty że bez maczety i latarki nie podchodź. Cóż, trzeba będzie poszukać drugiej mogiły innym razem. A ponieważ czas zaczynał mnie gonić, żeby wrócić do domu o jakiejś "ludzkiej" porze musiałem się zbierać do powrotu. Zrobiłem jeszcze kilka zdjęć opuszczonej szkoły stojącej w środku wsi:
Wracając przez Szlędaki, kolejną "wieś zagubioną w lesie" znowu trafiłem na pozostałości po dawnym gospodarstwie, oznaczonym na mapie, ale po którym została tylko polana w lesie z krzewami i drzewami owocowymi. Tylko że tym razem nie widziałem nawet pozostałości po kominie, a jedynie betonowe kręgi będące pewnie kiedyś studnią.
Może teraz czas na podsumowanie. jeśli chodzi o dystans, ponad 30 km: jestem zadowolony. Nawigacja wyliczyła że poruszałem się ze średnią prędkością ok. 4 km/h idąc na północ i 5 km/h wracając. Według mnie dobry wynik, zwłaszcza że łącznie pewnie kilka kilometrów musiałem przejść przez tereny podmokłe, skacząc między kępami trawy albo idąc po lodzie na leśnych drogach. Sam teren z każdymi odwiedzinami coraz bardziej mi się podoba. Jeśli kiedyś będę organizował rajd wędrowniczy, albo bieg końcowy na próbę ćwika (tu ważnie: ĆWIKA) to chętnie zorganizowałbym go na podobnej trasie co moja. Przy czym jeśli pewnie będę dawał rady biorącym w nich udział na wypadek zgubienia się pewnie brzmiała by ona mniej więcej w ten sposób: "W razie czego załóżcie wodery, idźcie na azymut i nie patrzcie na mapę". Z mapą topograficzną na tym terenie może być różnie: część dróżek leśnych zarosło, w terenie da się też znaleźć takie które nie są zaznaczone na mapie. Sam teren jest dosyć płaski (jest kilka wzniesień), ale za to w niektórych miejscach podmokły.
Jeszcze co do nawigowania za pomocą aplikacji w smartfonie. Fajna rzecz. Choć przyznam że nie zawsze do końca współgrająca z moim sposobem nawigowania, wyrobionym na papierowych mapach: lubię często zaglądać na mapę, nawigować wedle terenu, układu dróg, rzeźby, wspomagać się kompasem. A takie wyciąganie i chowanie co chwilę telefonu może być uciążliwe: trzeba go odblokowywać, szybciej zużywa się bateria. Oczywiście, wskazywanie położenia jest cudowną funkcją, jestem jak najbardziej za wykorzystywaniem np. Locusa w harcerskich wędrówkach, ale mimo wszystko będę go nadal traktował bardziej jako "mapę zapisaną w telefonie" niż "magiczną różdżkę prowadzącą do celu". Najpierw jednak trzeba dobrze opanować pracę z mapą żeby potem móc w pełni korzystać z możliwości oferowanych przez tego typu aplikacje. Mają one jednak jedną, niezaprzeczalną zaletę: nie są mapami Google wydrukowanymi na kartce, a zamiast tego pozwalają wgrać porządną mapę topograficzną, jeszcze na dodatek kilka, w różnych opracowaniach, z różnych lat i np. jako dodatkowe wsparcie zdjęcia lotnicze.
No cóż, trzeba będzie jeszcze trochę "poapostołować" ku porządnemu wykorzystaniu map w środowisku, być może z wykorzystaniem np. tego narzędzia.


























Cześć,
OdpowiedzUsuńSzymanka, to był folwark. Mój pradziadek uciekając przez Sowietami pracował tam jako zarządca. Ostatnio odwiedziłem to miejsce z moją babcią, która mieszkała tam w czasach okupacji. Tam i w pobliskim dworku Cichów. Mam kilka zdjęć, z tamtego okresu, jak również nazwiska ludzi, którzy wtedy mieszkali w Szymance.
Wow. Jeżeli nie byłoby by problemu, chętnie zobaczyłbym ich cyfrową wersję/skan. Jak by co, mój mail to jeremak@o2.pl
UsuńWitaj,udało się może zdobyć te zdjęcia ? Przejeżdżałem akurat dzisiaj koło tego dworku w Cichowie i straszenie mnie zaciekawił :) Pozdrawiam :)
UsuńNiestety nie
UsuńJutro wybieram się w to miejsce. Szymanka to tak na prawdę dwa miejsca,pierwsze jako "Szymanka",a drugie jako "Folwark Szymanka",na starej mapie z 1937 roku widniej jeszcze jedno miejsce "Folwark Tadeuszów",na wysokości folwarku Cichów i poniżej miejscowości Paluchy. Obecnie na mapie jest tam las (zresztą jak wszędzie dookoła) ale na geoportalu po wrzuceniu cieniowania wychodzą ślady po zabudowaniach. Jutro zweryfikuję co pozostało w terenie. Pozdrawiam !
Usuń