Więcej o moich kamuflażach / More about my camo patterns:
http://jeremak.blogspot.com/2014/10/more-camo.html

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pustelnik. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pustelnik. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 5 marca 2013

Fotoimpresja z XX ZZM

Wczoraj napisałem krótkie podziękowania za obecność, a dzisiaj, z wykorzystaniem zdjęć zrobionych przez Anetę Sasim, zlotowego nadwornego fotografa spróbuję pokazać co nieco co się na zlocie działo.

Dla uczestników zlot zaczął się o 18:00 w Mińsku Mazowieckim, gdzie zebrali się w siedzibie Hufca i skąd odjechali podstawionym autokarem do Pustelnika. Cóż, musieliśmy zapewnić autokar, bo z połączeniami PKSowymi między Pustelnikiem, a Mińskiem jest gorzej niż słabo. Tu już na miejscu w Pustelniku, meldujący swoją obecność u Patrycji:

Rafał ze zgrzewką Pepsi (przydała się, oj przydała) i teczką z "bardzo ważnymi dokumentami". Przy tej okazji chciałbym podziękować towarzystwu ubezpieczeniowemu "Warta":

gdyby ktoś się pytał: "W jakich warunkach wy tam śpicie na tych harcerskich wyjazdach?" Oto odpowiedź:


W ramach zadania przedzlotowego, patrole miały przygotować smerfowe ciasto. Oto jedno z nich:





Pisanie pierwszego rozkazu i w międzyczasie zajmowanie się jakąś inną kwestią na moim małym "mostku kapitańskim":

Kolejne zdjęcie pokazujące warunki zakwaterowania. Na pierwszym planie dziewczyny z 9 DH, a w tle: phm. Kamil Makos, któremu udało się znaleźć czas żeby zajrzeć do nas na chwilę. Przy okazji: gratuluję urodzonego wczoraj syna.




Kolejnym zadaniem do zrobienia przed zlotem było uszycie przez patrol wizerunku konkretnego smerfa. Przepraszam, że nie pamiętam czyj był ten konkretny, ale oto i on:




Wejście do sali zajmowanej przez organizatorów: 23 DH. Ja miałem na biurku kartkę "Master of Disaster"...





Gosia, moja zastępczyni do spraw programowych: tu z gitarą, bo pewnie szykowała się do piątkowego kominka:

Pozostała część kadry: Asia, czyli oboźna, osoba odpowiedzialna za porządek i rozkład czasowy zlotu, oraz Łukasz, kwatermistrz, odpowiedzialny za szeroko rozumiany sprzęt i część materialną zlotu:





A tu autorka tych zdjęć, Aneta:




A teraz seria zdjęć z apelu oficjalnie rozpoczynającego zlot. Plecami stoi Anka, drużynowa "Dwa-Trzy":
Uczestnicy:

26 DHMiS:

9 DH:



16 DH:



51 DHMiS:


"Wkrótce..." (tak przy okazji, smerfowe ciasto innego patrolu):




Piątkowy kominek na sali gimnastycznej i przygotowane przez patrole scenki, mające przedstawić w zabawny sposób konkretne postacie ze Smerfów:


Sobotnie śniadanie. Jeszcze nie spodziewają się jaką trasę, w jakim terenie dla nich przygotowałem... (dodać diaboliczny śmiech):



Na punkcie u Anety. Patrole miały za zadanie zbudowanie "domku dla smerfa"/szałasu.






Patrole wróciły z trasy, zjadły obiad, teraz czas na popołudniowe zajęcia w szkole. Mój sztab zbiera uczestników żeby ich przydzielić do konkretnych uczestników:
 


Ja próbujący wprowadzić patrole wędrownicze (wędrownicy to pion wiekowy w ZHP do którego należą osoby starsze niż 16 lat), w realia alternatywnej linii czasu "Królestwo Kongresowe", bo za chwilę wezmą udział w przygotowanej przeze mnie grze strategicznej w tych realiach, wcielając się w przywódców wrogich sojuszy wiosną 1920 roku.
 


Zaś Rafał pokazywał jak wyplatać "bransoletki surwiwalowe", dzięki którym można mieć zawsze ze sobą kilka metrów linki:
 


Zaś Łukasz pokazał kilka efektownych doświadczeń chemicznych. Spokojnie, to przyszły technik-analityk.
Popatrzcie tylko na ten spokój na twarzy:






 A Anka pokazywała inny rodzaj plecionek: "łapacze snów":




Przechodzimy do wieczornego kominka w sobotę: tym razem urodzinowego, bo zlot odbył się dokładnie w 10 rocznicę pierwszej zbiorki 3.03.2003 r. na której powstała przyszła 23 Drużyna Harcerska "Czarna Woda". Na początek ja, "operator sprzętu grającego":



Jak urodziny, to powinien być też i tort, prawda?



Akurat urodziny miała też i inna Ania z naszej drużyny. Zdjęcie zrobione już po "obchodach": nie będę zdradzał jakich, ale spokojnie, nic jej się nie stało.



"To ja tak kiedyś wyglądałem?"



"A tu widzimy te, eee... Skąd się to tu znalazło?"



"Gotowi na wszystko"



Szanowne patrole biorące udział w zlocie: w tym momencie decydowano kto wygrał całą rywalizację:



Apel kończący zlot w niedzielę:



A na zakończenie wspólne zdjęcie. Żeby nie powtarzać się po poprzednim wpisie, tym razem "wszyscy wskazują na komendanta", a ja jednocześnie sadowię się na krzesełku na krawędzi schodów:



Organizatorzy w pełnej krasie, robiący to co powinni robić organizatorzy: gwizdać.

Ja i moi wierni "pomagierzy", Rafał i Łukasz. Przepraszam za wypadającą ze spodni koszulę Łukasza, sytuacja ekstremalna:




"Żegnajcie nam dziś, hiszpańskie dziewczyny..."



Jak to już napisano na fanpage Hufca: "Nie martw się, następny ZZM już za rok". A może to przy innym zdjęciu?

Na sam koniec chciałbym podziękować moim rodzicom za udostępnienie Mastera, którym "latałem" w trakcie zlotu niczym promem kosmicznym (białe z czarnym spodem, nawet się zgadza), oraz uczestnikom którzy zapomnieli zabrać ze sobą pasztet, czy ser: dzięki za to małe uzupełnienie lodówki.

poniedziałek, 4 marca 2013

XX Zlot Ziemi Mińskiej

Jeszcze porządnie nie dospałem swojego komendantowania na tegorocznym ZZM i przyznam szczerze że zastanawiam się co napisać. Myślę że na podsumowania będzie czas po omówieniu go jeszcze raz w gronie kadry, wyciągnięcia wniosków co zrobiliśmy dobrze, co źle, co za późno, co udało nam się "na panikę" jednak zrobić... Ale jeśli opinie uczestników były szczere, a mam taką nadzieję, to zlot można zaliczyć do udanych. Trasa była trudna, ale taka miała być: trudna i urozmaicona, w ciekawym terenie, stawiająca wyzwania, a nie będąca spacerem po szosach wokół miejsca zlotu. Wiem że praktycznie wszyscy się pogubili. Ale czy w gubieniu się nie jest skondensowana esencja harcerskich gier terenowych? Mam nadzieję że podobały się również zajęcia, było to po was widać. I pamiętajcie drodzy uczestnicy, że były to swego rodzaju zajęcia eksperymentalne: może w przyszłości rozwinie się z nich coś więcej? A jeśli już pisząc ten tekst zwracam się "do kogoś", a raczej do konkretnych osób: organizatorów i uczestników, myślę że powinienem wam podziękować. Uczestnikom, że jednak się stawili. Patroli było mało, miałem nadzieję na więcej, ale byliście i bawiliście się. Muszę też podziękować mojej młodej, początkującej tak jak ja (tak, to była praktycznie pierwsza organizowana przez te konkretne osoby impreza na poziomie hufca i maksymalnie 2, 3 impreza harcerska typu rajd/biwak). Gosi za zaangażowanie się w zlot. Rafałowi tak samo. Asi za to że świetnie przygotowała się do prowadzenia apeli i pomoc przy poszukiwaniu kluczy... Łukaszowi za świetne przygotowanie kwatermistrzowskie: zakupy i przede wszystkim załatwienie autokaru. No i Kasi za pomaganie mu, mimo braków czasu w trakcie przygotowań. No i za swoje krytyczne spojrzenie. Kamili i Julii: za świetne ogarnięcie spraw kuchennych i ugotowanie gara zupy. Ance za bycie źródłem porad. No i reszcie 23ciej za obecność.
Cóż moi drodzy, pewnie strasznie poleciałem patosem, nie miałem takiego zamiaru, ale cóż, podwójnie jubileuszowy, 20ty Zlot Ziemi Mińskiej w 10 rocznicę powstania 23 Drużyny Harcerskiej "Czarna Woda" jest już praktycznie, poza kilkoma rzeczami (m.in. namiot będę miał już w środę, nadal czekam na ostatnią paczkę) za nami, teraz pozostaje czekać na pojawienie się masy zdjęć i myślenie nad następną co najmniej tak udaną imprezą.

sobota, 10 listopada 2012

Co będziemy robić tej nocy Móżdżku?


...To samo co każdej nocy Pinky. Będziemy próbować przyciągnąć nowych chłopaków do drużyny.
Niestety. Próba złapania gimnazjalistów na haczyków "karabinów" ASG na razie się nie udaje. Co z resztą wywołuje u mnie i chłopaków z zastępu pytanie: jeśli nie chcą przyjść się postrzelać, to co może ich zachęcić?". Jeszcze w październiku pojawiłem się w miejscowym gimnazjum i na długiej przerwie pokazałem "gimbazie" swój ekwipunek, dałem dotknąć repliki, rozdawałem ulotki wyjaśniające czym jest airsoft, aby mogli z nich skorzystać w razie pytań rodziców. Na ulotce (którą zamieściłem w poprzednim poście) pojawił się również termin dzisiejszej zbiórki na której mieliśmy pokazać i opowiadać im więcej o naszej działalności. Powtórzyłem całą akcję w ten czwartek: w mundurze harcerskim przeszedłem się po korytarzach, rozdawałem ulotki, harcówka wypełniła się młodzieżą o ciekawskich spojrzeniach. Myślałem sobie wtedy "No, to będzie dobrze". Przygotowałem wczoraj wieczorem cały sprzęt na "pokazówkę", wydałem chłopakom dosyć szczegółowe dyspozycje co mają ze sobą zabrać i na siebie założyć. Wydawałoby się że wszystko jest pod kontrolą.
 Dzisiejszy poranek. No dobra, była mgła, było chłodno, ale nie przesadzajmy, nie w takich warunkach robiło się różne rzeczy. Pakuję plecak do Pandy i ruszam do Ładzynia. Rafał już czekał w umówionym miejscu pod kapliczką, gdzie mieliśmy zebrać "młodych". Krótkie "pakuj rzeczy do samochodu" i czekamy na autobus którym miał przyjechać Łukasz i prawdopodobnie jakaś grupa młodzieży. Niestety, Rafał zauważył że z autobusu wysiadła tylko jedna osoba. No cóż, czekamy na następny autobus. I znowu pusto, nawet się nie zatrzymał. Czemu żaden z młodych chłopaków, który mieli okazję zobaczyć i dotknąć replikę karabinu na przerwie w gimnazjum, nie pofatygował się żeby przyjechać na zbiórkę, na której będzie miał okazję zobaczyć więcej replik, a nawet z nich postrzelać? Mowa przecież o pokoleniu wychowanym od małego na komputerowych strzelankach. Znaczące jest pytanie które zadał mi jeden z gimnazjalistów w czwartek:
-Grał pan w Battlefielda?
-Tak w BF1942.
-?
-Tego pierwszego pierwszego.
No właśnie: dzieciaki w gimnazjum grają teraz w komputerowe superhity, któreś z kolei, trzecie, czwarte czy piąte odsłony gier w które ja zagrywałem się swego czasu: grałem w pierwszego Battlefielda, pierwszego na PCtach Medal of Honor z pamiętną sceną na plaży Omaha wzorowanej na "Szeregowcu Ryanie", grałem w pierwszego Call of Duty, którego wychodzące teraz sequele kosztują tyle co hollywodzkie superprodukcje i lepiej od nich się sprzedają. Co może być według nich bardziej interesującego od przeniesienia tych gier do rzeczywistości? Jest chyba kilka możliwości czemu nikt nie przyjechał. Pierwsza to taka że przestraszyła ich pogoda. Ale przecież mgła i +5 stopni to nie zabójcza pogoda. A na dodatek później zrobiło się na prawdę przyjemnie: mgła opadła, a słońce zaczęło mocniej świecić co przełożyło się na wyższą temperaturę. Druga możliwość że nie puścili ich rodzice. No cóż, rozdawałem ulotki informacyjne specjalnie po to żeby rozwiać ewentualne wątpliwości, nie bez powodu umieściłem na nich swój nr telefonu i adres e-mail. O dziwo nie miałem żadnego odzewu: nawet spamu, czy "prank-call" ze strony tychże gimnazjalistów. Trzecia wersja jest taka że wstydzili się. Wstydzili się posądzenia o bycie ciotą i ostatnią łamagą, z czym kojarzy się współczesnej "gimbazie" bycie harcerzem. A tak nie jest, co m.in. staram się z chłopakami udowadniać.
Czwarta możliwość jest najbardziej denerwująca. Po prostu nie chciało im się. 9 rano to dla nich za wcześnie, obudzili się, otworzyli jedno oko, zobaczyli mgłę i zasunęli kołdrę na głowę żeby wstać o 11tej i spędzić cały dzień przed komputerem. Przyznaję się, sam jestem po prostu leniwy, a na to nakłada się roztrzepanie i zajmowanie się milionem tak na prawdę nie potrzebnych rzeczy, ale nie przesadzajmy. Raz na jakiś czas chyba można nastawić sobie budzik żeby zdążyć na autobus. A choćby wyjść z domu, bo z tego co pamiętam przynajmniej 2 chłopaków którzy deklarowali się że przyjdą było z tamtej wsi. Wystarczyło się ubrać i wyjść z domu...
Czekaliśmy do około 10, podczas gdy na ulotce, nie tylko rozdawanej, ale również wiszącej od ostatniego tygodnia października przed harcówką podana była godzina 9:30, jako moment w którym ruszymy spod kapliczki na miejsce docelowe. Ponieważ mieliśmy czas, zdecydowaliśmy się na wypad w miejsce, które chcieliśmy zobaczyć już dawno: opuszczona jednostka przeciwlotnicza koło Pustelnika, która dawniej wchodziła w skład sytemu broniącego Warszawę przed atakiem powietrznym. Zapakowaliśmy się w trójkę do samochodu i pojechaliśmy do Pustelnika. Pandę zostawiliśmy pod tamtejszym kościołem i ruszyliśmy w kierunku jednostki znajdującej się w lasach na zachód od miejscowości. Muszę dodać że nie mieliśmy ze sobą nawet mapy: dotarliśmy tam korzystając jedynie z kompasu i widoku satelitarnego na okolicę który pamiętałem z dawnego przeglądania geoportalu.
Co prawda pierwsze co napotkaliśmy to ogrodzenie z drutu kolczastego którego dawna chwała już przeminęła i da się je przejść praktycznie wszędzie, a drogę tuż przy nim przebiegła nam para łosi, to pierwsza rzecz której udało mi się zrobić zdjęcie to ta wieżyczka strażnicza. Ciekawostka: jej "noga" to pojemnik w których przechowywane były rakiety przeciwlotnicze. Na szczęście nie mała drabiny, bo pierwszą myślą która przebiegła chłopakom przez głowę to "czy da się na nią wdrapać".
Budka na którą natknęliśmy się zaraz za drugim, wewnętrznym ogrodzeniem była upstrzona napisami typu "wiosna 95", "zima 02", czyli pozostałościami po nieboszczce ZSW. Jak się później okazało na praktycznie wszystkich zabudowaniach były wypisane, lub wydrapane podobne "przesłania" od dawnych poborowych. A za budką zaczynał się labirynt obwałowań stanowisk ogniowych, które miały chronić pojazdy przed bliskimi wybuchami. Na dodatek obwałowania są porośnięte dosyć gęstym lasem. W niektórych z "górek" znajdowały się swego rodzaju schrony: mniejsze lub większe korytarzyki z co najmniej dwoma wejściami.
Nie muszę chyba dopisywać że chłopaki chcieli zajrzeć do każdego z takich "schronów"? Na szczęście Rafał miał ze sobą latarkę. Może i małą, ale przynajmniej jakąś miał, bo pewnie i tak zaglądaliby tam bez latarki.

Znaleźliśmy też garaże dla pojazdów. Reakcja chłopaków gdy zobaczyli je zza górki była tak entuzjastyczna że nie byłem w stanie za nimi nadążyć.

W budynku znajdowały się za równo duże garaże:
Jak i mniejsze pomieszczenia, prawdopodobnie dla załóg pojazdów. Ponieważ były dosyć zawiłe, panowała w nich ciemność, z którą nie radziła sobie nawet mała latarka, więc nie udało nam się dojść co końca
Co ważnie, nigdzie nie zauważyliśmy kulek do ASG, mimo że teren jest wręcz idealny na różne tego typu imprezy, a należy zaznaczyć że podobne obiekty pod Warszawą są regularnie wykorzystywane przez środowisko airsoftowe, czego przykładem są  Otwarte Scenariusze Bojowe grupy FIA. "Dziewiczość" miejsca wynika prawdopodobnie z 2 czynników: po pierwsze pobliskie budynki pokoszarowe są zamieszkane, lub przynajmniej pilnowane. My słyszeliśmy psa i widzieliśmy samochód przy starych komórkach. Inna sprawa czy ten samochód jeździł... Drugim czynnikiem jest, jak wynika z internetowych opowieści, nieprzyjazne nastawienie miejscowego nadleśnictwa i względnie częste pojawianie się w okolicy Straży Leśnej, co dla "dzikich strzelankowców" może się skończyć mandatem.

A ponieważ mieliśmy jeszcze czas, wróciliśmy na swoją zwykła "miejscówkę" na krótką rekreacyjną "wymianę kompozytu".
Cóż, cały dzień można podsumować jedną grafiką: