Więcej o moich kamuflażach / More about my camo patterns:
http://jeremak.blogspot.com/2014/10/more-camo.html

sobota, 19 października 2013

Królestwo Kongresowe: "Polski Mondragon"

W historii alternatywnej "Królestwo Kongresowe", które już pojawiało się na moim blogu, nieszczęsny mr. R. przeforsował swego czasu uzbrojenie Wojska Polskiego czasu I wojny światowej w półautomatyczne karabiny Mondragona. Chciał więcej, w tym kompletnie ahistoryczne rkm-y, ale udało się go przedyskutować w innych kwestiach. Jednak te nieszczęsne Mondragony pozostały. Gdy o wiele później czytałem co nieco o tym karabinie, aby trochę lepiej go poznać, im bardziej zagłębiałem się w jego historię i konstrukcję, tym bardziej łapałem się za głowę. Przecież ten karabin nie nadawał się dla żadnej normalnej armii tamtego okresu. Nie wspominając nawet o ówczesnych poglądach na temat marnowania amunicji przez żołnierzy, to sama konstrukcja z racji swojego skomplikowania i podatności na awarie wywołane przez zanieczyszczenia typowe dla pola bitwy (a co dopiero błotnistych okopów I wojny światowej) była jedną wielką katastrofą. Tylko czekającą, aby żołnierze znienawidzili go bardziej niż Amerykanie pierwsze serie M-16. Z resztą zamek Mondragona z racji jego skomplikowania bywa porównywany do zamka wspomnianego M-16.
Mondragon: zwracają uwagę otwory w zamku.
Dla porównania radziecki SWT: jeden z pierwszych rzeczywiście masowo produkowanchchy i wykorzystywanych karabinów samopowtarzalnych. Różnica rzuca się w oczy nawet bez rozbierania karabinu: w SWT zamek nie jest bezpośrednio wystawiony na czynniki zewnętrzne, a rączka przeładowania stanowi element osłony zamka.
Czemu piszę o tym tu? Po pierwsze żeby nieco rozruszać to zaspałe miejsce. Po drugie, żeby nieco poprawić "KK", bez wnoszenia gigantycznych zmian. Po trzecie, na historykach.org mr. R. pewnie zacząłby bronić swojego pomysłu, który jest dosyć typowy dla niego: znaleźć jakąś dopiero co wynalezioną nowinkę, która wejdzie do powszechnego użytku dopiero kilkadziesiąt lat później i wprowadzić ją do takiegoż powszechnego użytku w alternatywnej linii czasu bezpośrednio po wynalezieniu. Na przykład faks. W 2 dekadzie XX wieku...

Więc uprzedzam - tekst który zaraz przeczytacie to historia alternatywna, pisana przez osobę która nigdy nie strzelała z prawdziwego karabinu.

W 1892 r. Wojsko Polskie rozpoczęło poszukiwania następcy swoich dotychczasowego uzbrojenia piechoty, które wraz z pojawieniem się nowych karabinów powtarzalnych: francuskiego Lebela, i przede wszystkim niemieckiego Mausera Gw. 1898 stała się wyraźnie przestarzała. Głównym kandydatem i najbardziej prawdopodobnym wyborem był przyjęty rok wcześniej na uzbrojenie przez armię carską karabin Mosin-Nagant wraz z pociskiem 7,62x54mm R. Drugim, nieoczekiwanym kandydatem został samopowtarzalny karabin skonstruowany przez meksykańskiego oficera Mondragona, który w tym czasie negocjował zarówno ze szwajcarskim SIGiem, jak i radomską fabryką broni możliwość produkcji broni jego pomysłu. Karabin Meksykanina został odrzucony jako kompletnie nie przystający do potrzeb pola walki, nieprzystosowany do współczesnej amunicji (prezentowana wojsku wersja wykorzystywała niestandardowy i sprawiający sporo kłopotów szwajcarski nabój 5,2x68mm), oraz podatny na uszkodzenia i zacięcia. Zwłaszcza że polscy wojskowi mogli zapoznać się jedynie z 2 prototypowymi egzemplarzami, pośpiesznie dostosowanymi do szwajcarskich naboi. Jak było do przewidzenia, w wyniku konkursu na stan WP został przyjęty karabin Mosina pod oznaczeniem "Karabin wzór 1893", a wraz z nim, jako standardowy: nabój 7,62 z wystającą kryzą. Jednocześnie uruchomiono w Polsce produkcję zarówno karabinów wz.1893, jak i amunicji, którą później wykorzystywano również w karabinach maszynowych systemu Maxima.
Nie był to jednak koniec historii karabinu Mondragona w Polsce. Inżynier z radomskiej fabryki, który prowadził negocjacje z meksykańskim konstruktorem zauroczył się możliwościami i potencjałem tego karabinu i całkowicie poświęcił dążeniu do jego udoskonalenia. Zyskał do tego okazję, ponieważ mimo dobrych opinii meksykańskiej armii o dostarczonych przez Szwajcarów 50 egzemplarzach serii próbnej, wynik polskiego konkursu skłonił SIG do ograniczenia wydatków na prawdopodobnie nieperspektywiczny projekt. Mondragon, pozbawiony środków na przystosowywanie swojego karabinu do bardziej rozpowszechnionych naboi podjął współpracę z radomskim inżynierem.
Efekt prac zaprezentowano polskim wojskowym w 1907 r. Był to w pełni działający, samopowtarzalny karabin na nabój 7,62 mm. Mimo oczywistej zalety jaką była szybkostrzelność w porównaniu z Mosinem, testy wykazały wady konstrukcji:
-względnie niską celność
-za ścisłe spasowanie części. Mimo że teoretycznie stanowił to zaletę broni, zbytnie skomplikowanie mechanizmów, oraz ścisłe spasowanie utrudniały rozkładanie i czyszczenie karabinu, oraz dobieranie części zamiennych.
-zanieczyszczenia łatwo dostawały się do wnętrza zamka i powodowały zacięcia.
Dodatkowe testy na Nowym Pomorzu wykazały znaczną wrażliwość mechanizmu na wilgoć: w wilgotnym terenie problem zanieczyszczeń na tyle się potęgował, że Mondragony praktycznie nie nadawały się do użytku. Konkluzja wojskowych brzmiała że WP chętnie przyjmie na uzbrojenie karabin znacząc zwiększający siłę ognia piechoty, ale na pewno nie w obecnej postaci. Broń musiała zostać uproszczona i dostosowana do wykorzystania i czyszczenia przez żołnierzy z poboru.
Pierwszym krokiem w modyfikacjach było zwiększenie tolerancji części i uproszczenie bloku gazowego. Próby poprawionego karabinu w 1908 r. przyniosły decyzję o zakupie próbnej partii karabinów samopowtarzalnych. 
Rzeczywisty samopowtarzalny karabin Mondragona z 1908 r.
Oprócz tego podjęto również inne decyzje:
-Do zakończenia poprawek i testów kontynuowana będzie produkcja karabinów wz.1893, a nowe karabiny muszą zostać przystosowane do produkcji na tej samej linii fabrycznej.
-układ gazowy zostanie usunięty dla uproszczenia konstrukcji: Mondragon ma stać się karabinem powtarzalnym z zamkiem dwutaktowym. Równocześnie znacznemu uproszczeniu miała ulec rączka przeładowania (m.in. usunięcie przełącznika odcinającego układ gazowy), oraz "szyna po której się poruszała). Pozostawiona zostanie jednak możliwość przywrócenia układu gazowego w przyszłości.
-Mechanizm zamka miał ulec kolejnemu uproszczeniu. Wśród zmian zmniejszających jego skomplikowanie i poprawiających płynność przeładowania, znalazł się wymóg zmniejszenia ilości rygli: do 3 na końcu zamka i 2 z przodu, podczas gdy dotychczas było ich odpowiednio 4 i 3. Uważano że przy konieczności ręcznego przeładowania po każdym strzale, zamek nie musi posiadać aż tylu rygli.
-Magazynek miał liczyć 10 naboi, ale miał być zamontowany na stałe i zasilany od góry z łódek amunicyjnych. Wynikało to z chęci zachowania dotychczasowych ładownic i łódek, przystosowanych do 5-nabojowego magazynku Mosina.

Tak zmodyfikowany "karabin wz. 1910" był podstawową bronią oddziałów pierwszoliniowych Wojska Polskiego w momencie wybuchu wojny światowej w 1920 r. Jednak ponieważ w magazynach mobilizacyjnych nadal znajdowała się znaczna ilość karabinów Mosina, produkowanych do 1913 r. to z nimi wyruszyło na front wiele oddziałów rezerwowych, oraz służb tyłowych. Przejście do walk okopowych, zwłaszcza jesienią i zimą 1920 r. przyniosło skargi na niezawodność Mondragonów: problemów z zacięciami nie udało się wyeliminować mimo kolejnych modyfikacji przed 1910 rokiem. Podjęto wtedy decyzję o ograniczeniu produkcji tych karabinów, na rzecz powrotu do prostszych Mosinów, które dodatkowo produkowano również na potrzeby Rosji. Produkcji Mondragonów nie wygaszono całkowicie, a jedynie przeniesiono z Radomia do znacznie mniejszego zakładu w Gdańsku. Wznowiono również produkcję bloków gazowych, dzięki czemu część karabinów ponownie stała się bronią samopowtarzalną. Wykorzystywano je przede wszystkim w lotnictwie, oraz oddziałach szturmowych.
Wiosną 1922 r. w momencie zawieszenia broni z Niemcami i początku interwencji w Rosji, większość polskiej piechoty i oddziałów tyłowych była wyposażona w karabiny Mosina. Mondragony wykorzystywano m.in. w piechocie górskiej, gdzie wykorzystywała je część podoficerów, oraz członków obsługi broni zespołowych, np. dział okopowych i karabinów maszynowych, traktując je jako środek samoobrony. Szersze rozpowszechnienie nie nastąpiło z powodu problemów z niezawodnością karabinów zimą. Głównym użytkownikiem były jednak przede wszystkim oddziały strzelców konnych, zwłaszcza w "strategicznych korpusach kawalerii", gdzie długość karabinu nie była uważana za taki problem jak w innych pułkach kawalerii gdzie preferowano karabinki. Oprócz tego "korpusy strategiczne" rzadziej niż "zwykła kawaleria" obsadzały okopy pierwszej linii, zwykle wykorzystywano je jako rezerwę w trakcie większych operacji, lub wydzielone oddziały interwencyjne niż środek statycznej obrony. Oznaczało to że żołnierze w korpusach "Północ", "Południe" i "Zachód" mieli po prostu więcej czasu na konserwację swoich karabinów i rzadziej stykały się one z błotem i wodą.
W trakcie interwencji w Rosji nadal produkowano jedynie ograniczoną liczbę karabinów Mondragona: fabryka w Gdańsku, w przeciwieństwie do radomskiej stopniowo przestawiała się na produkcję na potrzeby cywilne, a oprócz tego w radomskie Mosiny wyposażano również oddziały "białych" Rosjan. Jednak na bazie doświadczeń wojennych, karabiny wz. 1910 miały zostać po zakończeniu działań wojennych i demobilizacji gruntownie zmodernizowane. Oprócz przystosowania do działania w trudnych warunkach, miały ponownie stać się karabinami samopowtarzalnymi zasilanymi z wymiennych magazynków. Jednak do czasu zakończenia prac nad nową wersją Mondragonów, WP miało korzystać z wojennych zapasów karabinów Mosin.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz