Dzisiejszy dzień skłonił mnie do do dosyć pesymistycznych rozważań, więc tekst będzie krótszy w porównaniu z poprzednimi. Zastanawiam się tylko co mogło być powodem tego nastroju? Mam kilku "podejrzanych": własny leń, hipsteriada przed Uniwersytetem (Z resztą widok wieczornego Nowego Światu uświadomił mi że niedługo powinny się pojawić świąteczne reklamy. A może już się pojawiły? Nie jestem na bieżąco z telewizją...), autobus w którym opierając głowę o szybę żeby się przespać można było dostać wstrząśnienia mózgu, czy może pogoda? Stawiam na wszystko naraz, a przede wszystkim własnego lenia, połączonego z krótką obecnością na spotkaniach PTG i koniecznością gnania na autobus, które łatwo uświadamiają mi że w Warszawie jestem jedynie na Uniwersytecie: jakakolwiek inna aktywność przegrywa w przedbiegach z chęcią powrotu do domu o ludzkiej porze. No dobrze, ale czym jest wspomniana już "pierwsza zasada"? Cząstką mojego osobistego "filozowania". Domyślam się że ktoś już kiedyś coś takiego stwierdził i podpisywanie twierdzenia własnym nazwiskiem jest nieco na wyrost, ale cóż: na wykładach z filozofii bywałem dosyć rzadko. Otóż:
Pierwsza zasada multiwersum Jeżaka:
Jeśli wymarzymy sobie jakąś sytuację, nie nastąpi ono w wymarzonej wersji.
Już wyjaśniam. Najprościej opisać tą teorię stwierdzeniem cara Aleksandra II: "Żadnych marzeń panowie, żadnych marzeń". Może to i brutalne, ale spieszę z wyjaśnieniem. najpierw trzeba przyjąć wynikającą z rozważań o historii alternatywnej i podróżach w czasie teorię multiwersum, która określa, że każde zdarzenie powoduje powstanie równoległych wersji rzeczywistości, w których dane zdarzenie wystąpiło inaczej, a które następnie rozdzielają się niczym drzewo na kolejne alternatywne wobec siebie linie czasu. Oznacza to że praktycznie cały czas stoimy przed wyborami którą "ścieżkę" wybrać, ale jednocześnie nie mamy możliwości cofnąć się, lub przeskoczyć na inną drogę. Cóż, marzenia i wyobrażenia trudno potraktować jako "fizyczne" wybory decydujące o naszym życiu, ale mają one na nas wpływ, prawda? Niektóre możemy długo pamiętać, opierać na nich swoje decyzje. Gdy wizualizujemy sobie jakieś przyszłe zdarzenie, znajduje się ono w swego rodzaju "puli" możliwości wersji tego zdarzenia. I w jak swego rodzaju losowaniu, po którym wybrany los jest odkładany, wymarzona wersja nie znajduje się już w tej puli możliwości, mimo że mogą znajdować się w niej wersje bardzo podobne. A jeszcze krócej, jak uderzenie obuchem? Nigdy nie jest tak jak sobie założyliśmy. Nie, nigdy nie spotkamy wymarzonych partnerów. Nie dostaniemy spadku ze Stanów. Nikt nie zaproponuje nam czegoś "za friko". Nie pojedziemy w tą wspaniałą podróż. Nasz pomysł na bestseller pewnie nawet nie zostanie napisany, a nawet jeśli coś napiszemy, to wyjdzie inne.
Tak, wspominałem na początku że to strasznie pesymistyczna wizja. Ale cóż, zawsze można sobie przypomnieć to stwierdzenie jeśli mamy zamiar się czymś łudzić. I stłumić ten marzycielski nastrój w zarodku.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz