Więcej o moich kamuflażach / More about my camo patterns:
http://jeremak.blogspot.com/2014/10/more-camo.html

czwartek, 18 kwietnia 2013

Plemię

O jejku jejku jej, jestę publicystę! Znowu, tyle że tym razem nieco spóźnionym. Z resztą, w temacie o którym będę pisał, też jestem nieco spóźniony. No bo będę pisał o harcerstwie: ostatnio zrobiło się w mediach o nas głośno jak nigdy. Oczywiście z powodu pewnej pani doktor i pewnego projektu ustawy. Chyba nawet skandale obyczajowe, nie były tak głośne, jak obecna sytuacja. Chyba jedyne z czym mogę to porównać, to czy niezawiniony udział harcerstwa w "wojnie o krzyż". No ale czemu napisałem że jestem w harcerstwie opóźniony? Jeśli piszę teksty które podchodzą pod poradniki, to powinienem się znać na temacie, prawda? Cała rzecz w tym, że z moimi 24 latami, powinienem być wedle zasad i reguł związkowych już podharcmistrzem i angażować się na szczeblu co najmniej hufcowy, a najlepiej jeszcze wyżej. Podczas gdy ja, z powodu swojego roztrzepanego charakteru, zaniedbywałem zdobywanie stopni harcerskich. Tak: w harcerstwie stopni nie dostaje się "za wysługę", z automatu, tylko ich zdobywanie jest rzeczą indywidualną. Oczywiście ich wymagania są dopasowane do konkretnych grup wiekowych, ale zdarza się, tak jak w moim przypadku, czasami student zdobywa stopień, który rozpisywał i powinien zdobyć jako gimnazjalista... Obecnie w końcu zacząłem próbę przewodnikowską, po której w końcu zostanę instruktorem (niestety, po 26 roku życia, albo to, albo bycie... seniorem). Poza tym, w ciągu ostatnich kilku lat coraz bardziej moja funkcja jako przybocznego migrowała na pozycję "zastępcy drużynowego", z wcześniej, o wiele mniej zaangażowanej w bezpośrednie kierowanie drużyną. Jednocześnie, coraz bardziej jestem obecny na poziomie hufcowym. Niestety, tym samym częściej jestem świadkiem różnych "opowieści dziwnej treści" wynikających z rozbieżności nt. np. wizji prowadzenia hufca, wizji całej idei harcerskiej, czy problemów z aktualną opieką nad hufcowym sprzętem. Niestety, taka jest rzeczywistość, im więcej odpowiedzialności, tym więcej rozbieżności. Dzięki Bogu za chłopaków, z którymi mogę siedzieć w lesie i przekazywać im swoją wiedzę, jak prosty zastępowy. Oczywiście nie jestem ich zastępowym, tą funkcję pełni Rafał, ale oczywistym jest że z racji wieku i tego, co mogę im przekazać, blisko z nim współpracuję.
I to właśnie kontrast pomiędzy polityką, szalejącą obecnie również u nas, a atmosferą pracy w zastępie skłoniły mnie do przemyśleń. Z jakiej struktury społecznej powinniśmy czerpać wzorce przy pracy na poziomie drużyny, zastępu. Wydawać by się mogło, że pojęcie narodu dobrze oddaje to, co powinniśmy robić. Patriotyzm, praca na rzecz społeczeństwa... Jednak najpierw zadajmy sobie pytanie: co odróżnia jedne narody od drugich? Język i historia. A jak pokazuje XIX wiek, głównym czynnikiem jest właśnie język. Rodzące się narody powstawały właśnie w oparciu o język, powstające państwa narodowe starały się ujednolicić język w swoich granicach, opierając go na dialekcie, stosowanym przez kręgi rządzące. Historia też jest ważnym elementem, ale równie dobrze może nie być ona zbyt długa. No bo w którym momencie zaczyna się historia Słowaków, którzy przez prawie 1000 lat byli częścią państwa węgierskiego? Również religia nie jest aż takim czynnikiem łączącym. Oczywiście może być ważnym elementem identyfikacji, jak w przypadku katolickich Irlandczyków, którzy do w znacznym stopniu mówią teraz po angielsku. Ale są też narody wieloreligijne, jak na przykład Niemcy, podzielone między protestantów i katolików. Również Polacy nigdy nie byli jedynie katolikami. Pewnym odzwierciedleniem narodu mogą być wyższe struktury ZHP. Naród, stara się zdobyć własne państwo, a więc i stworzyć własne struktury urzędowe. Stara się uregulować i sformalizować swoje funkcjonowanie. I my w związku mamy więc struktury, regulaminy, formalności, określone formy. Ale tak jak napisałem: główną cechą różnicującą narody jest język. Czy więc to, co różnicuje "narody", struktury harcerskie jest to jak mówią o idei, nic więcej? Być może, nie mi sądzić.
Ale to nie kwatera główna, chorągiew, czy nawet hufiec, jak niektórym się może zdawać jest podstawową "komórką" w której toczy się życie harcerskie. Są nimi zastępy i drużyny. Ale nie pasuje do nich "metodyka narodowa", są na to za małe. Nie pasuje do nich polityka, będąca dzieckiem społeczeństw narodowych, w formie, w jakiej wykrystalizowały się one w XIX wieku. Nie. Bardziej pasuje do nich struktura klanowa plemienna. Znam członków swojej grupy, dzielę z nimi doświadczenia. Mamy wspólną, często przede wszystkim mówioną historię, w której starsi przekazują ustnie legendy o początkach i chlubnych dziejach grupy. "Wola przywódcy" to nie kartka z rozporządzeniem centrali, ale rzeczywista osoba, egzekwująca swoje przewodnictwo przykładem, doświadczeniem i umiejętnościami. I choćby nie wiele nas różniło od obcych, cały czas istnieje to podświadome rozgraniczenie "My-Oni". Reakcje plemienia nie są wyważone i "polityczne". Są gwałtowne i opierające się na zasadach przyjętych wewnątrz plemienia. Plemię ma swoje "tabu". Istnieją pewne "charam" nie wynikające z regulaminów, a tego, że nasi poprzednicy "dali nam po rękach", które my w swojej nieświadomości wyciągaliśmy po to "tabu".
Plemię. Jeśli naszym celem jest wyrwanie się z brudów i niepowodzeń ukształtowanego w XIX wieku społeczeństwa narodowego, powrót do natury, to czy nie powinniśmy stawać się plemionami, klanami, na wzór Pasztunów z górskich dolin, od tysięcy lat odpierających każdego najeźdźcę, ludów z wielkiego stepu Środkowej Azji, od początków cywilizacji raz po raz opuszczających swoją kolebkę i tworzących wielkie imperia? Zapisujących się na trwałe w dziejach świata, najpierw podbijając, a potem przejmując dorobek podbitych ludów?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz