Nie będę się rozpisywał szczegółowo na temat "zlotu". Było fajnie i dobrze było spotkać część "załogi HAPu", a jednocześnie, co było dosyć ciekawe przy mojej dosyć wąskiej "specjalności", posłuchać o szerszym obrazie życia tak gigantycznego portalu i społeczności, jaką są "Historycy". Ale za to wymienię kilka spostrzeżeń:
-Kraków jest na prawdę ładnym miastem. W porównaniu z Warszawą jest o wiele bardziej "składny". Zabudowa nie jest tak mozaikowa i zmienna jak "stolyca" odbudowywana kawałkami. Z resztą nawet stara część Nowej Huty, gdzie nocowałem u dalekiej rodziny (Magda, jeszcze raz wielkie dzięki) wygląda jak normalna, przemyślana dzielnica, ze swoimi szerokimi ulicami i niskimi blokami z początków PRLu. Zaś Centrum wygląda jak centrum, nie zmienia swojego charakteru co ulicę. Przy czym... Kto pozwoli zbudować takie bydle jak Galeria Krakowska w samym sercu miasta? Przecież to jest gigantyczne, zwłaszcza jeśli porównywać z podobnie umiejscowionymi (przy głównym dworcu kolejowym) Złotymi Tarasami w Warszawie. Teraz rozumiem czemu Wonzay określił je w jednej ze swoich relacji mianem "spłaszczonej ameby"
-Tu bardziej hermetyczna ciekawostka: oba krakowskie demobile do których zajrzałem, były o wiele lepiej zaopatrzone w brytyjski szpej niż warszawskie. W jednym wisiały nawet kamizelki LCTV: w opcji z ładownicami kosztowała 140 zł...
A jak już jest wtręt o szpeju, to soft shell Helikona sprawił się nadzwyczaj dobrze, chodziłem w nim cały wyjazd. Oczywiście, wiadomo, że gdy było ciepło, bawełniana bluza to nie jest najlepsza rzecz którą można nosić pod taką kurtką, a podczas mocnego deszczu w końcu przemakał kaptur na głowie i ramiona pod szelkami plecaka, ale za to kartki które miałem w kieszeniach na piersiach wbrew moim obawom nie ucierpiały podczas tego deszczu. Poza tym kurtka jak to soft shell powinien szybko wysychała. No i znalazłem ciekawy sposób na przenoszenie długopisu w kieszeni piersiowej.
-Automaty biletowe w tramwajach. W Warszawie to cud natknąć się na autobus z takim automatem: nie zawsze są nawet na linii turystycznej. A u krakusów: pełna kultura, nie trzeba obawiać się że środek komunikacji miejskiej ucieknie w czasie w którym my musimy pochylać się przed okienkiem kiosku.
-Chassepot, z którym jechałem w obie strony, najprawdopodobniej straciłby nerwy gdyby jechał za samochodem który bym prowadził.
-Trompa to kolejny z długiego ciągu moich nadaktywnych znajomych. To typ człowieka, którego "wszędzie pełno", niezależnie od sytuacji.
-Muszę więcej czytać. Więcej czytać i kupować więcej książek. Ten wyjazd uświadomił mi jak bardzo zapuściłem się w tej dziedzinie. Cóż, kolejny kamyczek i problem w "ogólnoświadomosciowej akcji wyzwolenia spod okupacji lenistwa".
-No i przydałoby się częstsze udzielanie się w działach merytorycznych Historyków.
-A i jakaś autorska pisanina też by się jakaś przydała.
Ogólnie rzecz biorą biorąc: wyjazd cymes (na Kazimierz też zajrzałem, knajpa z szafą świetna), chętnie wezmę udział w jakimś spotkaniu w przyszłości. (Mam diaboliczny plan, ale nie mam zamiaru go zdradzać publicznie).
![]() |
| Fotka na zakończenie, z mniejszą częścią uczestników. |

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz