W takim razie na warsztat wezmę obóz harcerski na którym spędziłem 2 tygodnie lipca. Przy czym słowo spędziłem nie jest najlepiej dobrane, a żeby to wytłumaczyć muszę się rozpisać. Otóż co roku, od lat Hufiec ZHP "Mazowsze" Mińsk Mazowiecki organizuje obóz pod namiotami w Lubiatowie (gmina Choczewo, powiat wejherowski. Posuwając się wybrzeżem: na wschód od Łeby i zachód od Jeziora Żarnowieckiego). Obecnie większość jego uczestników stanowią dzieci niezrzeszone. Ale pojawiają się też grupy "prawdziwie harcerskie". Czasami mniej, czasami więcej. W tym roku taką grupą był podobóz harcerski "Stolemy", zorganizowany przez 23 DH "Czarna Woda", 26 DHMiS "Płomyk" i 2 DH "Grot". Wszystkie z naszego mińskiego hufca. A ja byłem komendantem tego podobozu.
Jak do tego doszło? Gdzieś na początku roku kalendarzowego kombinowałem jak wyjechać ze swoją drużyną i zakończyć trwającą od 2 lat "dziurę obozową" bez wyjazdu na letni obóz pod namiotami, urozmaiconą wyjazdem grupy wędrowników na "Wędrowniczą Watrę" w 2014. Ale Watra to nie obóz, to zlot, na dodatek przeznaczony dla jedynie części członków drużyny. Najprościej byłoby wyjechać właśnie do Lubiatowa i stworzyć swój własny, czysto harcerski podobóz, wzorem tego co zrobiliśmy w 2012. Pomysłem zaraziłem kadrę z "26-tej", potem udało się dołączyć do nas jeszcze "2-kę" i tak powolutku zaczęliśmy planować program. A może raczej nie "powolutku", a nieco za późno: zarówno program, jak i liczbę uczestników: nasze przygotowania rozkręcały się zbyt długo i zbyt późno, ale na usprawiedliwienie mam to, że praktycznie cała kadra 3 drużyn była w kwestia organizacji obozu dosłownie "zielona", brak nam było potrzebnego przy takich działaniach doświadczenia i same przygotowania z naszej strony były prowadzone mocno "na żywioł". Ale przynajmniej dzięki temu wyjazdowi i wpływowi kadry zgrupowania udało nam się co nieco tego doświadczenia uzyskać. Dzięki tej przeprawie mogę już teraz zacząć myśleć nad kolejnym rokiem i rozważać pewne opcje na przyszłoroczne wakacje: samodzielny obóz-miniaturka drużyny, czy może nieco większy w tym samym, albo podobnym towarzystwie? Uprawnienia kierownika wypoczynku mam, zrobiłem je na przełomie maja i czerwca tego roku. Doświadczenie też już "niezerowe" A jeśli zacząć tak jak zalecają, już teraz, coś mogłoby z tego wyjść. Tyle że od razu pojawia się masa dylematów: jak duży byłby ten obóz (bo na 100 osób pewnie bym nie udźwignął), w lesie czy w stanicy, za nim następuje kolejne pytanie: skąd brać sprzęt, ile tego sprzętu, jak rozwiązać kwestie kadry pomocniczej, np. kucharki i pielęgniarki. Dużo siedzenia, czytania i planowania jeszcze przede mną, jeśli chciałbym żeby coś z tego w przyszłym roku wyszło. A póki co: zdjęcia i nieco przemyśleń.
Chluba i duma naszego podobozu, czyli brama w formie namiotu rozstawionego na platformie podwieszonej do drzew za pomocą pasów. Chętnie wykorzystałbym ten pomysł w przyszłym roku w razie dostępu do odpowiednich materiałów, np. do stworzenia "biura obozu": miejsca odpraw, pracy nad dokumentami, biblioteczki i magazynu programowego. Np. tak żeby na jednym poziomie znajdowały się materiały do zajęć, a na drugim miejsce odpraw w formie stolika i miejsc do siedzenia, biblioteczka. Pozwoliłoby to na zmniejszenie ilości zabieranych ze sobą namiotów. Zamiast wielkiego NS-a, albo dwóch: jedna "kadrówka" na górę i plandeki na ściany parteru.
Mam też nadzieję że taki "domek" łatwiej byłoby utrzymać w porządku niż nasze tegoroczne "miejsce kadrowe" które było kompletnym niewypałem jeśli chodzi o praktyczność.
A to zdjęcie pochodzi z krótkiej wędrówki. Można by pomyśleć: sosny, typowy krajobraz wybrzeża. No średnio typowy, bo staliśmy wtedy na wysokiej na kilkanaście, dwadzieścia kilka m.n.p.m zarośniętej wydmie, w tle było widać może, nieopodal znajdowały się bunkry dawnej jednostki wojskowej, a po zejściu z wydmy krajobraz zmieniał się diametralnie.
Z rzadkiego boru sosnowego w gęstą buczynę. Krajobrazy w okolicach Lubiatowa są bardziej zróżnicowane niż się niektórym wydaje, przechodząc mniej niż 1 km byliśmy w stanie przenieść się "z kraju do kraju". Były ruchome wydmy zasypujące sosny, była "Mroczna Puszcza", czyli zarośla nad rzeczką Bezimienną, były "Małe Sudety": pagórki porośnięte buczyną, "Kanada": inna wydma zarośnięta wysokimi sosnami i borowiną, czy krajobrazy przypominające Mazowsze.
Właśnie, wędrówki. Nasze wyjście w tym roku było krótkie, niezbyt dalekie. Ale kolejnym wnioskiem na przyszły rok są właśnie wędrówki. Trzeba wychodzić z obozu tak często jak się da. Coś nie gra w planie dnia: wychodzimy w teren. Wędrownicy niech wyjdą w trakcie obozu kilka razy. Ale za każdym na kilka dni. A młodsi niech wychodzą zastępami, poznają okolicę, zbierają ciekawostki. Poczucie "to były dobre zajęcia" miałem na tym obozie właśnie wtedy gdy między śniadaniem i obiadem puściliśmy zastępy na samodzielne zwiady terenowe: jeden na zachód, inny na wschód, jeszcze inny na południe. Czegoś takiego trzeba więcej, częściej, różnego typu. I jak najwięcej samodzielnych zajęć zastępów. Może to być trudne przy obecnym poziomie zastępowych, ale to po prostu kolejny temat "do przepracowania.
| Zdjęcie grupowe podobozu: kadry i uczestników. |
Tak oto prezentowały się warunki zakwaterowania. Nie było źle, prawda? Zwłaszcza jeśli uwzględnić że to namiot męskiego zastępu.
Widocznego tutaj podczas służby. Bo co to za obóz harcerski bez służby przy parniku. Chociaż zastanawiam się na przyszły rok, jak by rozwiązać ją nieco inaczej.
Ostatni raz na obrzędowym ognisku byłem (niestety) dosyć dawno. To jedna z rzeczy które nam się udały na tym obozie: niech młodzież wie że jest coś takiego, nie tylko świeczkowiska w salach gimnastycznych.Ostatni apel podobozu zorganizowaliśmy wieczorem, na plaży. Muszę przyznać że to był strzał w dziesiątkę: słońce akurat zachodziło, co dało okazję do zrobienia sporej ilości fajnych zdjęć.
| Chorągiew z Orłem i Pogonią, uszyta przez dziewczyny z 23 DH na apel z okazji rocznicy Bitwy pod Grunwaldem. |
| Zastępowi meldują oboźnemu |
| A oboźny komendantowi. |
I muszę przyznać, że właśnie to, że dla przynajmniej części harcerzy nie byłem już Jackiem, a "druhem komendantem" stanowiło dla mnie pewne... zdziwienie? Zmianę? Cóż, chyba czas zacząć się przyzwyczajać. Ale nie za bardzo, żeby nie stracić kontaktu z rzeczywistością. Oj, jestem ciekaw jak często w przyszłym roku usłyszę "druhu drużynowy, bo...".
A dla ciekawych co znaczą "Stolemy" z tytułu: to olbrzymy z kaszubskich podań. Chcieliśmy przy planowaniu zajęć nawiązać na obozie do "osadnictwa w nowym świecie", zaczepić o żyjących w tym obszarze na początku naszej ery Gotów, a skończyło się na nazwie z kaszubskiej mitologii.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz