Więcej o moich kamuflażach / More about my camo patterns:
http://jeremak.blogspot.com/2014/10/more-camo.html

sobota, 9 lutego 2013

Jak próbowałem zostać atencyjną dziwką

Czemu taki kontrowersyjny tytuł? Wiąże się z poprzednim postem o zwierzętach. Napisałem go bo stwierdziłem że "coś tu kurcze jest nie tak": ilość doniesień medialnych związanych z "obroną zwierząt" przekroczyła w moim uznaniu normę, a większość z nich wyglądała nie jak rzeczywisty problem, tylko nachalny marketing medialny "obrońców. W ciągu praktycznie 2 dni, przeczytałem, albo usłyszałem o:
-Końskim targu w Skaryszewie, którzy "obrońcy" chcą zablokować i zlikwidować. Jako osoba pochodząca ze wsi, której rodzina miała swego czasu nieco wspólnego z handlem zwierzętami, jeśli chodzi o opinię na temat Skaryszewa, skłaniam się ku tej stronie tego konfliktu: https://www.facebook.com/StopSkaryszewStopGlupocie?fref=ts Zaś tekst J. Kobusa, który niejako zainicjował tą "kontrakcję", spotkał się z masą często bardzo emocjonalnych komentarzy.
-Pani prawnik próbującej ratować króliki miniaturki przed śmiercią w paszczach węży. A komentarz w tej sprawie osoby której teksty często czytam: http://www.facebook.com/pages/survivaltechpl/127551790639561 skończył się tym, że poruszeni "obrońcy" złożyli na niego zawiadomienie na policję dotyczące "nielegalnego uboju" zwykłego królika podczas jednego ze szkoleń.
-Fragment programu "Uwaga" na TVN, o tym, jak na jakimś wyciągu narciarskim zamontowano oświetlenie, które straszy okoliczne zwierzęta.
-A w czwartek usłyszałem w radio o innej aferze: w Irlandii w mięsie do hamburgerów pochodzącym z Polski znaleziono koninę. Uznałem, że jeśli ja mam czas na tracenie życia w internecie, to znajdzie się na pewno jakaś licealistka, albo studentka o podobnym zasobie czasu i po tagach wyśledzi mój tekst, który automatycznie spotka się z lawiną negatywnych komentarzy nastoletnich i dwudziestoletnich kociar-weganek. Miało być tak pięknie: kontrowersyjny (osobiście, wg. mnie: niezbyt) tekst, dyskusja... To miało się skończyć romansem, a nie tak, miałem zostać jednym z "niepokornych". Cytując klasyk internetu: Oszukali mnie! Należy czytać z odpowiednim akcentem:
Próbowałem dobrać tagi tak, żeby podczepić się pod "afery", ale chyba nie wyszło:
- "afera skaryszew": wiadomo. Tak na prawdę żadnej afery nie ma, a jeśli jest to jest nią najwyżej konflikt między "stronnictwami" miłośników koni: "obrońców zwierząt" określmy jako "stronnictwo utopijne", a koniarzy opowiadających się za istnieniem targu: "stronnictwem praktycznym", lub "konserwatywnym".
- "króliki minaturki": znowu nikt nie wyszukał mnie po tym tagu. A przecież pisano o całej sprawie w gazetach...
- "mięso", "obrona przyrody", "rolnictwo": pewnie pod tymi tagami jestem gdzieś na 20 stronie wyszukiwarki Google. A jak wiadomo, dalej niż na 2 stronę mało kto zagląda.
- "burek": tym tagiem chciałem się podpiąć pod inną aferę: na You Tube. Chodzi o ten film: 

Osobiście uważam całą tą dramę za nakręcaną, a pewnie nawet wymyśloną przez Shoguna (czyli autora tego filmu), ale zgodnie z najlepszymi tradycjami internetu po prostu zrobiłem sobie z niej jaja, dodają taki, a nie inny tag pod swoim tekstem. Jak afera, to afera, nie? http://www.youtube.com/user/archiwumszkodnika Tu zebrane są wyjaśnienia "dużych graczy" z YT, części z nich dotyka bezpośrednio cała ta "intryga". Osobiście polecam wypowiedź Chmiela, dostępną też na jego kanale:



Z resztą "Von Lubenau" czyli Chmiel to bardzo ciekawy vloger. Co prawda go nie subskrybuję, ale od czasu do czasu zdarza mi się obejrzeć niektóre jego filmy. A jako że ten tekst niejako łączy "blogosferę" z "vlogosferą na You Tube", to przyszła mi na myśl kwestia: czym obecnie teraz lepiej dotrzeć do odbiorców? Tekstem, czy filmem. Wydaje mi się, że gdyby teraz chcieć przede wszystkim się wypromować i zarabiać na swoich poglądach i ich przedstawianiu, to lepszym miejscem jest You Tube. Wystarczy kamera, w miarę posprzątane tło i dobry pomysł. Jeśliby operować wystarczająco ciekawymi i często kontrowersyjnymi dla "typowego internauty" pomysłami na filmy, to da się dotrzeć do o wiele większej liczby odbiorców niż poprzez "kręgi i krążki" blogowe. A jak widać z tej afery: jeśli się wypromuje siebie wystarczająco dobrze, to można zarabiać całkiem porządne pieniądze.
A wszystkich zaniepokojonych tym, że nie piszę o asg, kamuflażach, smockach, lub historii alternatywnej uspokajam: nie macie co się bać, do tego też wrócę. Akurat w środę mieliśmy w drużynie malutki, rekreacyjny wypad do lasu:

2 komentarze:

  1. Żeby Twoje wpisy "Wujek Google" wyrzucał bliżej początku listy, musisz się bardziej starać: nie wystarczy użyć popularnych tagów - trzeba jeszcze, żeby do Twojej strony prowadziły liczne linki. Najlepiej takie, żeby było w nich użyte to właśnie słowo.

    Koledzy - blogerzy, którzy nie mieli cierpliwości, rozwiązywali to w ten sposób, że zakładali od razu dwa albo trzy blogi, linkując w nich do siebie nawzajem - znakomicie to poprawiało w szybkim tempie "wykrywalność" w Googlach. Obawiam się tylko, że metoda ta jest już zbyt znana...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cóż, kilka razy zdarzyło się że ktoś dotarł do mnie przez wyszukiwanie słów, które akurat były w nagłówku Twojego bloga. Z resztą ludzie trafiają do mnie z mniej więcej 3-4 źródeł: 1: wrzucam linki na Facebooku 2: właśnie przez "Boską Wolę", 3: przez Google images i grafiki z samolotami, lub kamuflażami i 4: wyszukiwanie słów kluczowych dotyczących ogólnie rzecz biorąc "umundurowania i wyposażenia". Kręcąc się jeszcze wokół You Tuba: ze swoim "wykładaniem sprawy" i kamerą mógłbyś tam co nieco zawojować. Tylko że transfer danych mógłby być sporym utrudnieniem w przesyłaniu filmu. Po wpisaniu w wyszukiwarkę "konie achałtekińskie" filmów nie starcza nawet na jedną stronę.

      Usuń